Klaster, na kłopoty plaster

W ciągu zaledwie dwóch lat w Polsce powstało 60 klastrów – w sumie jest ich już około 180 i wciąż tworzą się kolejne. Większość to sztuczne twory zakładane tylko po to, by zdobyć unijne dotacje. Niektóre już nawet nie działają, ale psują opinię pozostałym. Czy klastry powinny mieć przywileje, a jeśli tak, to czyim kosztem?
Klaster, na kłopoty plaster

Słynny śmigłowiec Black Hawk jest produkowany właśnie w Dolinie Lotniczej na Podkarpaciu (inny model niż na zdjęciu; fot. własna)

Jak powinna wyglądać polityka wspierania rozwoju klastrów w Polsce po 2013 roku? Czy fundusze unijne powinny iść tylko na duże, już rozwinięte klastry czy też nadal państwo powinno pomagać w tworzeniu nowych klastrów – na te pytania musi odpowiedzieć powołana przez resort gospodarki i Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości specjalna grupa robocza ds. klastrów.

Powstanie grupy (jej pierwsze posiedzenie miało miejsce w czerwcu), to najlepszy dowód na to, że działanie klastrów na dotychczasowych zasadach nie było idealnym modelem.

Sztuka dla sztuki

Jedynymi celami polityki klastrowej w Polsce w jej dziewiczym okresie było tworzenie jak największe liczby klastrów oraz zapewnienie im szerokiego finansowania ze strony środków publicznych. W ostatnim okresie były to głównie fundusze unijne. I to właśnie łatwy dostęp do tych środków zachęcał przedsiębiorców do masowego wręcz zakładania klastrów. PARP dostał na tworzenie klastrów ok. 200 mln euro. Kiedy o inne środki było coraz trudniej założenie klastra dawało niemal pewność uzyskania dotacji. To powód, dlaczego firmy dopiero w połowie unijnego budżetu zaczęły masowo interesować się właśnie tym rodzajem wsparcia.

W ramach zakończonego na początku czerwca naboru na dotacje z UE na ten cel do Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości zgłosiły się 72 grupy firm zainteresowanych utworzeniem klastrów. Łączna wartość złożonych przez nich wniosków przekroczyła 473 mln zł. To prawie 600 proc. więcej niż było do podziału (80 mln zł). Jeszcze większego zainteresowania należy spodziewać się w konkursie, który agencja zamierza przeprowadzić jesienią.

Wyniki badania rynku klastrów w Polsce też nie pozostawiają złudzeń co do przyczyn powoływania takich „organizmów”. W 2008 roku – według inwentaryzacji PARP – działało ponad 120 klastrów i inicjatyw klastrowych (tworzących się dopiero zrzeszeń lokalnych firm). A już dwa lata później, wynika z Benchmarkingu Polskich Klastrów firmy doradczej Deloitte, ich liczba wzrosła do 178. W tym roku może przekroczyć 200, a w przyszłym sięgnąć nawet 250.

– Przedsiębiorców zachęca możliwość zdobycia dotacji na np. utworzenie wspólnego centrum badawczego lub hali produkcyjnej. Dodatkowym czynnikiem, który motywuje firmy to wysokość wsparcia. Może ono wynieść nawet 90 proc. wartości projektu – podkreśla Krzysztof Herod, dyrektor zarządzający w firmie doradczej Wettin.

Dodaje, że na wzrost zainteresowania wpłynęło także zliberalizowanie zasad przyznawania unijnych dotacji i wyodrębnienie nowego rodzaju wsparcia dla klastrów we wczesnej fazie rozwoju. O dotację na wczesną fazę rozwoju powiązania kooperacyjnego mogą ubiegać się także koordynatorzy klastrów. Środki można zaś przeznaczyć na doradztwo, szkolenia, ale także zakup środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych. Co istotne, po otrzymaniu dofinansowania na wczesną fazę rozwoju klastra jego koordynator będzie mógł ponownie aplikować o wsparcie, tym razem o dotację na rozwój.

Z badania Delloite wynika, że co trzeci polski klaster ma problemy z podejmowaniem działań ze względu na brak środków finansowych. Jak mówi Dionizy Smoleń z Delloite, podczas przygotowywania Benchamrku Klastrów cześć poinformowała, że nie prowadzi jeszcze lub już żadnej działalności. Z inicjatywy samych przedsiębiorców powstało niewięcej niż 40 proc. polskich klastrów, pozostałe, to przykłady inicjatywy odgórnej. I tak, za klastrami stoją agencje rozwoju regionalnego, lokalne stowarzyszenie, a ostatnio coraz częściej także samorządy. Przykładem jest tworzony w Sopocie klaster turystyczny.  W celu mobilizacji podmiotów działających w branży i wykorzystania nowych możliwości, jakie dają fundusze unijne, władze miasta postanowił zawiązać inicjatywę klastrową. Pod koniec 2010 roku rozpoczęły realizację projektu „Od inicjatywy klastrowej do Sopockiego Klastra Turystycznego – program wsparcia i rozwoju”, który jest dofinansowany ze środków pomorskiego regionalnego programu operacyjnego.

Nie w każdej kupie siła

Marta Zawistowska, koordynator Podlaskiego Klastru Bielizny, jednego z najprężniej działających na rynku, uważa, że klaster nie może działać z czyjegoś polecenia, bo to nie przyniesie oczekiwanych ani pożądanych rezultatów.

– Klaster musi powstać jako inicjatywy przedsiębiorców, którzy widzą korzyść w codziennej współpracy przy prowadzeniu biznesu. Nie może to być przedsięwzięcie celowe, które zakłada zrealizowanie jednego wspólnej inwestycji, ani też  odgórna inicjatywa, zrzeszająca firmy na zasadzie klubu – mówi przedstawicielka Podlaskiego Klastru Bielizny.

Jej zdaniem ostatnio coraz częstszym zjawiskiem jest zapraszanie przedsiębiorstw i innych podmiotów do klastra na zasadzie „wstąpicie do nas, nic was to nie będzie kosztowało, a może kiedyś coś z tego będziecie mieli”. Taka struktura od samego początku jest martwym tworem, bo nie realizuje podstawowego zdania, jakim jest ścisła współpraca członków klastra w obszarze biznesu czy rozwoju danego sektora, np. przez prowadzenie badań. Podlaski Klaster Bielizny jest finansowany ze składek swoich członków, nie korzystał ze środków unijnych. Mimo tego rozwinął się i obecnie siedem firm produkcyjnych i jedna dystrybucyjna sprzedają łącznie 3 miliony sztuk bielizny rocznie, z czego na eksport idzie 40 proc.

Kazimierz Murzyn, dyrektor zarządzający biotechnologicznym klasterem LifeScince z Krakowa wprost twierdzi, że warunki dostępu do dotacji na tworzenie klastrów umożliwiają „skok na kasę”.

– Wystarczy, że zbierze się 10 przedsiębiorców, których zaprosi do współpracy uczelnie wyższą i już można aplikować o środki na powstanie klastra – mówi.

Podkreśla, że kilka działających na jednym obszarze firm (jak np. kooperujące ze sobą na zasadach podwykonawca – zamawiający firmy z branży motoryzacyjnej na Dolnym Śląsku), to za mało, by stworzyć klaster z prawdziwego zdarzenia. Najważniejszy jest obszar wspólnych działań. Chodzi np. o podejmowanie wspólnych inicjatyw naukowych, produkcyjnych czy też marketingowych.

– Kiedy startowaliśmy cztery lata temu nam nie udało się uzyskać środków unijnych na start. Jednak to nas nie zabiło, tylko wręcz przeciwnie, przyczyniło się do naszego przetrwania – mówi Kazimierz Murzyn.

Później jego klaster dostał niewielką dotację z unijnego programu Intereg (współpracy przygranicznej) pozwoliły klastrowi na zatrudnienie na pół etatu pierwszego pracownika – koordynatora.

Nowa perspektywa, nowa polityka

Jak mówi Bożena Lublińska-Kasprzyk, prezes PARP, wnioski, które wypracuje specjalna grupa ekspertów będą miały bezpośrednie przełożenie na to, jak będą wydawane unijne dotacje na klastry w ramach nowego budżetu UE na lata 2014-2020. Eksperci mają odpowiedzieć na pytanie, czego teraz potrzebuje polska gospodarka. Czy nadal wsparcie ma być ukierunkowane na tworzenie nowych klastrów, czy też mamy ich już wystarczającą ilość i powinniśmy postawić na wspieranie najsilniejszych.

– Chcemy systemowo wspierać rozwój klastrów, które mają duży potencjał innowacyjności i wpływają na rozwój regionu – deklaruje prezes.

Jako przykład idealnego klastra podaje najsłynniejsze polskie zrzeszenie firm z jednego sektora oraz uczelni wyższych – Dolinę Lotniczą.

W przyszłym roku do konsultacji społecznych trafi raport końcowy grupy, który zaproponuje nowe rozwiązania. Jeśli grupa zaproponuje ograniczenie dostęp do wsparcia unijnego tylko dla najbardziej innowacyjnych klastrów, to rozpęta to prawdziwą burzę. Po jeden stronie bariery staną przedstawiciele już rozwiniętych klastrów z prawdziwego zdarzenia, którym będzie zależało na łatwym dostępie do środków unijnych. Natomiast po drugiej stronie barykady będzie stał tłum małych klastrów, które powstały tylko po to, by sięgnąć po unijne dotacje oraz firm zainteresowanych tworzeniem kolejnych tylko po to, by dostać wsparcie ze środków UE.

Autor jest dziennikarzem Dziennika Gazety Prawnej

Słynny śmigłowiec Black Hawk jest produkowany właśnie w Dolinie Lotniczej na Podkarpaciu (inny model niż na zdjęciu; fot. własna)

Tagi


Artykuły powiązane

Rolnictwo w ślepym zaułku

Kategoria: Trendy gospodarcze
Aż 82 proc. unijnych dopłat trafia tylko do 20 proc. gospodarstw rolnych, tych największych, które nie potrzebują wsparcia. Wspólna Polityka Rolna w obecnej postaci pcha unijne rolnictwo w ślepy zaułek: prowadzi do zdominowania go przez wielkie gospodarstwa, a przez to do jego uprzemysłowienia i chemizacji, ze szkodą dla zdrowia ludzi i środowiska.
Rolnictwo w ślepym zaułku

Plan odbudowy europejskiej gospodarki napotyka na sprzeczne interesy

Kategoria: Trendy gospodarcze
Podczas zdalnego szczytu 19 czerwca przywódcy Unii Europejskiej zgodzili się, że potrzebne są pilne działania, by wyciągnąć gospodarki z najgłębszej od II wojny światowej recesji, spowodowanej epidemią COVID-19. Nie ma jednak żadnych postępów w uzgadnianiu szczegółów planu stymulacyjnego.
Plan odbudowy europejskiej gospodarki napotyka na sprzeczne interesy

Ekspozycja na rynki eksportowe sprzyja innowacjom

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Firmy eksportujące wdrażają innowacje częściej niż te, które działają wyłącznie na rynku krajowym, a także czerpią ze swoich innowacji większe korzyści ekonomiczne. Taryfy celne mogą nie tylko wpływać na działalność firmy na rynkach zagranicznych, ale także na jej aktywność badawczo-rozwojową.
Ekspozycja na rynki eksportowe sprzyja innowacjom