Autor: Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Kosztowny powszechny dobrobyt

Chiny zaczynają dokonywać nowej, ale bardzo kosztownej zmiany strukturalnej. Kierownictwo państwa postanowiło przejść do następnego etapu rozwoju i budowy „społeczeństwa powszechnego dobrobytu”.
Kosztowny powszechny dobrobyt

(©Envato)

Obiegowa opinia mówi o gradacji, zgodnie z którą istnieją kłamstwa, duże kłamstwa i statystyka… Ewa Cieślik w cennym i pełnym statystyki właśnie tekście  przedstawiła nam najnowsze dane, mówiące o kolejnych chińskich sukcesach gospodarczych w dobie pandemii. To podejście jest tym cenniejsze, im bardziej obraz Państwa Środka kreowany u nas koncentruje się albo wokół „nowego Frankensteina”, albo „sojusznika Rosji”.

O wyważony, spokojny i merytoryczny wizerunek Chin będzie coraz trudniej. Niemniej jednak wydaje się, że – zgodnie z chińskim zestawem antonimów yin i yang – trzeba wskazać także na drugą stronę chińskiego gospodarczego lustra, bowiem obok niekwestionowanych sukcesów, jest tam wcale niemała paleta wyzwań.

Bariera pierwsza: emerytury

Jak się wydaje, większość z nich bierze się stąd, że kierownictwo państwa (czytaj; Xi Jinping) w drugiej połowie ub.r. zmieniło filozofię postępowania w gospodarce i po osiągnięciu statusu „społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu” (xiaokang shehui) oraz całkowitym wyeliminowaniu skrajnej biedy, postanowiło przejść do następnego etapu rozwoju. W jego ramach ma być już budowane „społeczeństwo powszechnego dobrobytu” (gongtong fuyu), o czym już tutaj na tych łamach raz wspominałem.

Wbrew pozorom, nie jest to tylko zmiana terminologii czy zabieg kosmetyczny. Wygląda na to, że kryje się za tym zupełnie nowa propozycja polityczna, zapowiadana w kontekście nadchodzącego XX zjazdu Komunistycznej Partii Chin (KPCh). To on ma „ukoronować” samodzielne rządy Xi Jinpinga.

W istocie stoi za tym nowym pomysłem i programem próba odrzucenia filozofii obowiązującej od początków lat 90. ubiegłego stulecia, mocno kiedyś forsowana przez wicepremiera a potem premiera Zhu Rongji, która prowadziła wprost do urynkowienia, liberalizacji rynków, ale w ślad za tym także – do rozwarstwienia społecznego.

To wtedy wprowadzono społeczny kontrakt, na mocy którego ściągano relatywnie niskie podatki, ludzie mogli szybko się dorabiać, a na dochodzenie do majątku i sposoby sięgania po wyższe dochody patrzono przez palce. Nadrzędnym celem, popieranym przez władze był wzrost gospodarczy i bogacenie się. Dbano jedynie o to, żeby tylko nie podważać rudymentów systemu. Tamto podejście przybrało niestety dość szybko formę „mamonizmu” (baijinzhuyi), czyli powszechnego kultu pieniądza jako nadrzędnego w obowiązującym systemie wartości. To zjawisko udokumentowano na wiele sposobów.

Nowy Frankenstein: Chiny

Tym razem Xi Jinpng pragnie ponownie spłaszczyć dochody i przy poparciu szerokich mas, a szczególnie szybko rosnących warstw osób starszych, znacznie obniżyć poziom dochodowego rozwarstwienia (współczynnik Giniego sięga w ChRL nawet 0,5 proc, podczas gdy poziom 0,4 to – zdaniem ekspertów – granica społecznych wybuchów).

Tu jednak pojawia się pierwsza, poważna bariera do pokonania.

Już od pewnego czasu mówi się w Chinach o konieczności podniesienia wieku emerytalnego, którego granice dzisiaj wynoszą 60 lat dla mężczyzn i 55 lat dla kobiet w administracji, a dla obojga płci po 50 lat dla pracowników fizycznych. Mówiono nawet, całkiem otwarcie, o podniesieniu tej granicy do 65 lat – dla obu płci. Czy to jest jednak możliwe – i czy państwo będzie w stanie ponieść koszty, jeśli liczba potencjalnych emerytów stale, jeśli nie błyskawicznie rośnie? Jest oczywiste, że musiałby to być zabieg niezwykle kosztowny w szybko starzejącym się społeczeństwie.

Oblicza się bowiem że w Chinach zamieszkuje obecnie ok. 264 mln (tj. ok. 18,7 proc. społeczeństwa) w wieku powyżej 60 lat, podczas gdy dekadę temu liczby te przedstawiały się następująco: 178 mln i 13,3 proc.

A wszystkie dosłownie prognozy mówią o tym, że ta tendencja nie tylko będzie utrzymana, ale nawet przyspieszy, co oczywiście podniesie kosztowność planowanych operacji. A do tego dochodzi jeszcze jeden, jakże ważny aspekt, czyli tzw., ludność napływowa (liudong renkou), która – według danych oficjalnych – na koniec 2020 r. liczyła ok. 285 mln osób, podczas gdy tylko 22 proc. spośród nich było objętych jakimikolwiek świadczeniami socjalnymi. Bez względu na to, czy pozostaną na tym statusie, czy też wrócą na rodzinną wieś, do czego coraz bardziej zachęcają władze, warstwa ta stanowi kolejne potencjalne obciążenie i koszty.

Bariera druga: bomba kredytowa

Idea „powszechnego dobrobytu” to tymczasem nade wszystko zwiększenie zobowiązań socjalnych ze strony państwa. Tyle tylko, że dotychczasowa praktyka pokazuje, że największe ciężary z tym związane nakładane są na władze lokalne, a nie centralne. Te pierwsze mają płacić, te drugie, coraz bardziej scentralizowane i podlegające jednoosobowym rządom – nakładać nowe zobowiązania i obciążenia.

Idea „powszechnego dobrobytu” to tymczasem nade wszystko zwiększenie zobowiązań socjalnych ze strony państwa. Tyle tylko, że dotychczasowa praktyka pokazuje, że największe ciężary z tym związane nakładane są na władze lokalne, a nie centralne.

Tymczasem władze prowincjonalne, co powszechnie wiadomo, są już mocno zadłużone. Na koniec ub.r. jedynie Szanghaj pozostawał obszarem z nadwyżką budżetową. W 18 (z 31) prowincji i regionów specjalnych długi przewyższają ich roczne budżety (najgorsza jest sytuacja w Tybecie, gdzie mówi się nawet o 7-krotnym przekroczeniu).

Według danych z września 2021 r., zadłużenie władz lokalnych sięgnęło kwoty 53 bln juanów (ok. 8,2 bln dolarów), podczas gdy w trakcie poprzedniego pomiaru w 2013 r. wynosiło tylko 16 bln juanów. Mamy więc dług sięgający 52 proc. PKB państwa i to na dodatek stale i szybko rosnący.

Władze na niższych szczeblach przyzwyczaiły się bowiem do tego, że liczył się tylko wzrost, bez względu na koszty, jak też wysokość pobranej pożyczki czy kredytu na nowe projekty, inwestycje i przedsięwzięcia.

Jeśli do tego dodamy oficjalny dług władz centralnych rzędu 46 bln juanów (7 bln dolarów), a do tego jeszcze dodamy zadłużenie wielkich konglomeratów państwowych, mocno teraz wspieranych przez władze, szacowany według danych MFW na 74 proc. PKB kraju oraz zadłużenie czy też „brudne długi” trzech największych banków państwowych (China Development Bank, Exim Bank of China i Agricultural Bank of China) szacowanych na kolejne 25 proc. PKB, to jasne staje się określenie tej sytuacji przez agencję Bloomberg „chińską bombą kredytową”.

Nawet według danych banku centralnego łącznie zadłużenie państwa sięgnęło poziomu 270 proc. PKB, podczas gdy ośrodki zagraniczne mówią o poziomie znacznie przekraczającym 300 proc. Nawet jeśli Chiny rozporządzają aktualnie rezerwami walutowymi na poziomie 3,22 bln dolarów, to jednak wyjście z tego zadłużenia nie będzie ani proste, ani łatwe.

Bariera trzecia: koszty rozwarstwienia

Idea „powszechnego dobrobytu” kryje jednak w sobie jedno podstawowe przesłanie: powstały w kraju kominy dochodowe, które trzeba wyeliminować. Wraz z nie mniejszym wyzwaniem z punktu widzenia władz, jakim mogłyby być zbyt duże wpływy – i samodzielność – wielkich firm i konglomeratów, mamy uzasadnienie nowej polityki. Trzeba uderzyć w najbogatszych i potencjalnie najsilniejszych (to słynny przypadek Jacka Ma i firmy Alibaba), a ukrócić podejrzane operacje w wykonaniu innych (to z kolei, nie mniej głośny przypadek developera Evergrande).

Idea „powszechnego dobrobytu” kryje jednak w sobie jedno podstawowe przesłanie: powstały w kraju kominy dochodowe, które trzeba wyeliminować.

Tylko w ten sposób, w założeniu władz, będzie mógł być wprowadzony „socjalizm o chińskiej specyfice w nowej erze”, o czym nieraz mówił przewodniczący Xi Jinping. Przykładowo, na ostatnim XIX zjeździe KPCh w 2017 r. mówił, że: „Powinniśmy obecnie sprostać tej sprzeczności, która polega na niezrównoważonym i nieodpowiednim rozwoju z jednej strony, a coraz większymi potrzebami i dążeniami społecznymi do lepszych warunków życia z drugiej”. Mówiąc krótko: polityka gospodarcza uległa wypaczeniu, a jego rezultatem są zbyt daleko idące różnice dochodowe, które teraz trzeba spłaszczyć.

Trzeci model rozwojowy Chin

Podstawowy problem, tak władz, jak obserwujących ich działania analityków polega na tym, że do końca nie wiadomo, co jest w tym planie ważniejsze: powszechnie dostrzegalna centralizacja oraz wpieranie państwowych konglomeratów, czy też rozwiązania socjaldemokratyczne w stylu skandynawskim, które w Chinach przez lata dokładnie badano.

Nie jest jeszcze pewne, czym obecna kampania, rozwijająca się w mediach i propagandzie, ostatecznie się skończy. Obecnie jest przykryta celem nadrzędnym, czyli – też bardzo kosztowną, ale konsekwentnie prowadzoną – filozofią „zero tolerancji dla COVID -u” (jak to wygląda, mieliśmy możność zobaczyć podczas niedawnych zimowych Igrzysk Olimpijskich). Nie wiadomo też, czy będzie się cieszyła aż tak dużym społecznym przyzwoleniem i wsparciem, jak poprzednia, wielka i bezprecedensowa kampania zwalczania korupcji, czyli wyłapywania „pcheł i tygrysów” (w zależności od wpływów i dochodów).

Jest oczywiste, że za ideą „powszechnego dobrobytu” kryje się konieczność podnoszenia podatków i nakładania innych obciążeń fiskalnych. Dopóki obciążenia są nakładane, jak dotąd, tylko na bogaczy, to oczywiście cieszą się poparciem (wiedzą już coś na ten temat przykładowo władze prowincji Zhejiang czy Jiangsu). Ale kiedy się przechodzi na niższe szczeble, a to właśnie zaczyna się wyłaniać na horyzoncie, wcześniejszy entuzjazm może być zgaszony.

Dlatego z dużym zaciekawieniem czeka się na najbliższą, doroczną sesję chińskiego parlamentu (OZPL), którego obrady zaczynają się dziś, w sobotę 5 marca, a jeszcze ważniejsze będą oczywiście obrady XX zjazdu KPCh jesienią br. (dokładna data nie jest jeszcze znana).

Na razie wiadomo tyle, że pojęcia „powszechnego dobrobytu” używał już Mao Zedong w latach 50. minionego stulecia, co oczywiście rodzi podejrzliwość i ostrożność po stronie analityków zachodnich i zewnętrznych, nieraz podnoszących w swych opracowaniach tezę, zgodnie z którą Xi Jinping wraca do „epoki Mao” (1949-76), a więc czasów spłaszczenia dochodów, kosztem rynku i otwartości. Tym samym, byłoby to kolejne odejście obecnej ekipy od zasad „epoki otwarcia” Deng Xiaopinga i jego następców (1978-2012).

Chiny Xi Jinpinga zaczynają dokonywać jeszcze jednej strukturalnej, a potencjalnie bardzo kosztownej zmiany. To m.in. odejście od polityki skromności i cichego budowania swej potęgi na rzecz asertywności i pewności siebie, polityka wymierzona w rodzimych oligarchów, w nadmierne dochody, a poniekąd – jak sugerują niektórzy – nawet w zasady rynkowe.

Wiedząc o tych zarzutach (i zagrożeniach), w oficjalnych chińskich opracowaniach – których liczba szybko rośnie – podkreśla się, że nowa polityka, a w zasadzie strategia państwa nie jest powrotem do egalitaryzmu, czy też stosowania zasady „zabić bogatych, by pomóc biednym”. A niektórzy tamtejsi eksperci nawet ostrzegają, by nie popaść teraz w drugą skrajność, czyli „nadmierny welferyzm”, a więc zbyt duże obciążenia podatkowe i inne, na rzecz wyrównania dochodów.

Bez względu na to, co się ostatecznie stanie, jedno wydaje się pewne już dzisiaj: Chiny Xi Jinpinga zaczynają dokonywać jeszcze jednej strukturalnej, a potencjalnie bardzo kosztownej zmiany.

Obok odejścia od polityki skromności i cichego budowania swej potęgi na rzecz asertywności i pewności siebie, a także po ogłoszeniu w ub.r. nowego modelu rozwojowego, nazwanego „podwójnym obrotem” (mój tekst, OF 26.12.2020) dochodzi do tego teraz polityka wymierzona w rodzimych oligarchów, w nadmierne dochody, a poniekąd – jak sugerują niektórzy – nawet w zasady rynkowe. Tym samym trzeba się temu nowemu programowi szczególnie uważnie przyglądać. Bo chodzi o to, jaki ostatecznie model „socjalizmu o chińskiej specyfice” zostanie zbudowany.

(©Envato)

Tagi


Artykuły powiązane

Xi Jinping: nowy Robin Hood

Kategoria: Trendy gospodarcze
W Chinach nowe wiatry. Spektakularny upadek bodaj najbardziej znanego celebryty Jacka Ma, ograniczenie godzin spędzanych przez młodych ludzi przy komputerach i w salonach gier, mocne uderzenie w popularną formę udzielenia korepetycji, czy jeszcze głośniejszy cios w przemysł deweloperski i powolny upadek firmy Evergrande. Co to wszystko znaczy?
Xi Jinping: nowy Robin Hood

Dług publiczny eksplodował, świat zagrożony stagnacją

Kategoria: Analizy
Narosły w okresie pandemii dług może w połączeniu ze starzeniem się społeczeństw doprowadzić do trwałej stagnacji w gospodarce światowej. Zanim dojdzie do demograficznego tsunami, kraje powinny uznać obniżenie długu publicznego za swój priorytet.
Dług publiczny eksplodował, świat zagrożony stagnacją

Rosja lubi bić (anty)rekordy

Kategoria: Analizy
Rosja, przy dużej zależności gospodarki od cen ropy naftowej, nigdy nie imponowała tempem wzrostu gospodarczego, nawet w okresie dobrej koniunktury i wysokiego poziomu cen na światowym rynku węglowodorów.
Rosja lubi bić (anty)rekordy