Lata szarańczy w polityce Zachodu

09.06.2015
Kombinacje i intrygi w polityce krajowej fascynują mnie od czasów, gdy byłem nastolatkiem. Dziś jednak skupiam się głównie na ogólniejszych tendencjach politycznych, które pomagają również w wyjaśnianiu globalnych kwestii ekonomicznych.  
Mohamed A. El-Erian, PIMCO. (Fot. Project Syndicate)


Jedną z takich tendencji jest widoczne w demokracjach zachodnich rozdrobnienie i polaryzacja polityczna. Na tradycyjne partie wywierają presję ruchy skrajne – niektóre występują w uznanych strukturach politycznych, inne zaś dążą do utworzenia nowych struktur – co utrudnia tym partiom mobilizowanie zwolenników, a w niektórych przypadkach przynosi im prawdziwe szkody. A ponieważ istniejące od dawna partie desperacko nie chcą okazywać słabości, zaczęły ostrożnie podchodzić do współpracy ponad podziałami.

Wynikająca stąd odmowa wspólnej pracy nad najważniejszymi problemami bieżącymi dramatycznie odbija się na polityce gospodarczej. Kiedyś formułowano ją poprzez negocjacje w ramach centrum politycznego, stanowiącego od dawna opokę zachodnich demokracji. Teraz politykę gospodarczą w coraz większym stopniu kształtują zaciekłe siły ze skrajnej lewicy i prawicy.

Trzeba przyznać, że podejście to doprowadziło do sporadycznych przełomów – czasem dobrych, czasami złych. Ogólnym ich efektem jest jednak paraliż polityczny, wskutek którego cierpią nawet najbardziej podstawowe elementy zarządzania gospodarczego (choćby proces zatwierdzania budżetu w Stanach Zjednoczonych). Nie warto dodawać, że im większe problemy z zarządzaniem i polityką gospodarczą w kraju, tym trudniejsza staje się współpraca regionalna i globalna.

Dobrym tego przykładem jest Partia Herbaciana w USA. Po tym, jak w wyborach uzupełniających do Kongresu w 2010 roku osiągnęła sukces na skalę krajową, wielu republikańskich prawodawców zaczęło się tak bardzo przejmować zapewnieniem partii „bazy” dla przyszłych wyborów, że niezbyt już im odpowiadało dalsze uprawianie takiej odmiany polityki dwustronnej współpracy, na jakiej opiera się podejmowanie skutecznych decyzji ekonomicznych.

Oddziaływanie Partii Herbacianej na tym się jednak nie kończy. Przyczyniła się ona do zawieszenia działań rządu federalnego i raz po raz powodowała zwiększenie groźby technicznej niewypłacalności, stwarzając ryzyko osłabienia i tak już kruchego ożywienia gospodarczego w USA. Choć ruch ten ewoluował i nie grozi nam już, że gospodarka stanie się jego zakładnikiem, nadal przyczynia się on do generalnego paraliżu politycznego.

Europa zdaje się obecnie podążać podobną ścieżką, gdyż coraz bardziej wpływowe stają się partie nietradycyjne, z których wiele kieruje się pojedynczymi tematami. Działalność ruchów takich jak antyimigrancki Front Narodowy we Francji powoduje, iż zwiększa się prawdopodobieństwo, że czołowe partie głównego nurtu będą schlebiać ekstremistom, żeby zachować ich poparcie.

Ich obawy nie są oczywiście bezzasadne, o czym przekonała się mocno zakorzeniona w Grecji lewicowa partia Pasok, gdy w styczniu tego roku w wyborach zwyciężyła skrajnie lewicowa, przeciwna oszczędnościom Partia Syriza. Nie zmienia to jednak faktu, że odczuwana przez partie potrzeba reagowania na obawy własnych wyborców wyrządza poważne szkody polityce na szczeblu krajowym.

Większość uznanych partii politycznych jest bowiem tak zajęta rozgrywkami obronnymi, że wykazują one niewielką skłonność do angażowania się w ten rodzaj myślenia strategicznego, jakiego potrzeba, żeby nadać energię wyczerpanym już modelom wzrostu, wesprzeć stabilizację finansową oraz sprawić, by innowacje techniczne umożliwiały dobrobyt na szeroką skalę. Na skutek takiej sytuacji kraje Zachodu chronicznie osiągają wyniki gospodarcze poniżej możliwości – i ryzykują obniżeniem przyszłego potencjału ekonomicznego.

Właśnie dlatego przyszłe pokolenia będą zapewne wspominać te lata jako okres straconych szans gospodarczych. Politycy bowiem – zamiast poddawać się presji polaryzacji oraz paraliżowi – powinni wspierać sprzyjające wzrostowi i zwiększające wydajność inwestycje w infrastrukturę (które można finansować po wyjątkowo niskich stopach procentowych), powiększać zakres reform rynku pracy, a także zajmować się narastającymi nierównościami dochodowymi i majątkowymi, które w coraz większym stopniu ograniczają dostęp do szans gospodarczych.

Politycy powinni też przerobić niespójne i nielogiczne, podziurawione nieuczciwymi wyjątkami struktury podatkowe. Powinni również wprowadzić reformy przepisów imigracyjnych, żeby gruntownie zmodernizować obecny system, który karze za zdolności, zachęca do nadużyć i często prowadzi do ludzkich tragedii – o czym świadczy śmierć tysięcy migrantów, którzy w ostatnich latach utonęli w Morzu Śródziemnym, próbując dostać się do Europy.

Mimo powszechnego w wielu krajach zachodnich rozczarowania instytucjami politycznymi – na przykład Kongres USA ma bardzo niskie wskaźniki poparcia – trudno dojrzeć coś, co mogłoby przełamać obecny impas. Istniejące wewnątrz uznanych partii siły propagujące ich odmłodzenie są słabe i niejednolite. Jeśli do tego dodać coraz bardziej spolaryzowane i quasi-plemienne media informacyjne, które są w stanie nasilać podziały społeczne, to zakres przekształceń, dokonywanych poprzez pracę zespołową staje się nadzwyczaj ograniczony.

Z kolei wiele tych skrajnych partii mimo rosnącej popularności ma trudności z dojściem do władzy – ilustracją tego problemu są ostatnie wybory brytyjskie. Natomiast te z nich, którym się to udało – jak Syrizie – szybko zniechęca konieczność działania w ramach nienaruszalnych na ogół systemów, co jest dla nich tym trudniejsze, że brakuje im doświadczenia w rządzeniu.

Z czasem zachodnie systemy polityczne będą ewoluować, żeby sprostać potrzebom gospodarki. W okresie przejściowym większość firm oraz gospodarstw domowych będzie się jednak musiała zmagać z systemami, które będą im stosunkowo mało pomagać w wykorzystaniu własnego potencjału, co postawi je w niekorzystnej sytuacji wobec konkurentów działających w systemach, udzielających większego wsparcia.

Ich rolę w pewnym stopniu przejmą innowacje techniczne, zwłaszcza że ich oddziaływanie umożliwia jednostkom i firmom bardziej wpływać na własny los, co tworzy oazy doskonałości i dobrobytu. Stanowi to wprawdzie dobrą wiadomość dla niektórych, ale nie wystarcza do powstrzymania narastającej nierówności dochodów, majątku i szans. Nie wystarcza dla osiągnięcia dobrobytu o charakterze „włacząjącym”, który gospodarki Zachodu mogą i powinny osiągnąć.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane