Autor: Aleksander Piński

Dziennikarz ekonomiczny, autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych

Małe recesje zmniejszają śmiertelność, duże ją zwiększają

Wzrost gospodarczy może szkodzić zdrowiu; jesteśmy skłonni zrezygnować z 20 proc. pensji, byle tylko nie pracować w weekendy i noce. Praca w domu jest warta dla nas 8 proc. wypłaty – to najciekawsze wnioski z najnowszych badań ekonomicznych.
Małe recesje zmniejszają śmiertelność, duże ją zwiększają

Wydawałoby się, że jeżeli się bogacimy to przeciętnie prowadzimy zdrowsze życie, mamy dostęp do lepszej opieki zdrowotnej. Sprawa jednak nie jest taka prosta. Już w 2000 r. prof. Christopher Ruhm z Iniversity of Virginia w pracy „Are Recessions Good for Your Health” (Czy recesje są dobre dla twojego zdrowia) zauważył, że kiedy gospodarka szybko się rozwija ludzie mają więcej problemów zdrowotnych i szybciej umierają. Z kolei w czasie kryzysów przeciętna długość życia się wydłuża.To pozornie sprzeczne z informacją, że w bogatszych krajach ludzie żyją dłużej, niż w biedniejszych.

obserwator-25xSprawę postanowili ostatecznie wyjaśnić David M. Cutler, Wei Huang i Adriana Lleras-Muney. Ich analiza „Economic Conditions and Mortality: Evidence from 200 Years of Data” (Warunki ekonomiczne i śmiertelność: dowody z danych za 200 lat), to najbardziej kompleksowe badanie dotyczące tego problemu w historii. Przeanalizowano dane z 32 krajów z okresu ponad 200 lat. Wynika z nich, że jeżeli gospodarka zaczyna rosnąć trochę szybciej, niż by wynikało z długoterminowego trendu, więcej jest także zgonów. W roku, w którym PKB jest 5 proc. powyżej długoterminowego trendu – czyli mniej więcej takie warunki jak w czasie boomu internetowego w okolicach 2000 r. – prawdopodobieństwo śmierci dla dorosłych rośnie o 1 proc. Jeżeli jednak PKB rośnie znacznie szybciej, niż długoterminowy trend, liczba zgonów spada. Z kolei małe recesje zmniejszają śmiertelność, podczas gdy duże ją zwiększają.

Autorzy oszacowali, że głównym winowajcą wyższej śmiertelności podczas umiarkowanych boomów jest zanieczyszczenie powietrza. Wykazują to na podstawie danych odnośnie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, które są skorelowane z produkcją przemysłową i emisją zanieczyszczeń. Ich zdaniem odpowiadają one za mniej więcej dwie trzecie dodatkowych zgonów. Przekonanie, że zła jakość powietrza to problem, który już nie dotyczy dzisiejszych rozwiniętych krajów jest błędne.

Co ciekawe, to tłumaczy również dlaczego najbardziej negatywne skutki szybszego wzrostu gospodarczego odczuwają dzieci (z badań wynika, że są one najbardziej wrażliwe na trucizny w powietrzu). Ekonomiści Kenneth Chay i Michael Greenstone oszacowali, że recesja z lat 1981-1982 spowodowana wysokimi cenami ropy naftowej ocaliła życie ok. 2,5 tys. niemowląt tylko w USA właśnie ze względu na mniejsze zanieczyszczenie środowiska.

W czasie boomu ludzie spędzają także więcej czasu w pracy narażając się na więcej stresu. Wówczas także częściej jeździmy autami, co sprawia, że jest więcej wypadków samochodowych. Kiedy PKB szybciej rośnie pijemy również więcej alkoholu. To właśnie – zdaniem ekonomistów – jest drugi najważniejszy czynnik powodujący wzrost liczny zgonów. Z innych badań wynika, że ludzie mają większe prawdopodobieństwo śmierci po otrzymaniu zwrotu podatku (nagły przypływ gotówki).

Autorzy zauważają również, że w krajach, w których państwo wydaje dużą część PKB negatywne efekty wzrostu gospodarczego są mniejsze.

obserwator-25xW kontekście dyskusji o zakazie handlu w niedzielę warto zwrócić uwagę na analizę ”Valuing Alternative Work ArrangementsAlexandre Masa i Amandy Pallais. Autorzy postanowili za pomocą eksperymentu oszacować pieniężną wartość pracy w weekend czy nocą.

Wykorzystali do tego proces naboru pracowników do jednego z amerykańskich call center. Ok. 7 tys. aplikantom zaoferowano wybór pomiędzy tradycyjnymi godzinami pracy 9-17 od poniedziałku do piątku oraz mniej konwencjonalne umowy oferujące elastyczne dopasowywanie godzin pracy, czy pracę z domu. Ekonomiści dopasowywali do ofert różne propozycje płac, co pozwoliło im później wycenić ile przeciętnie dla pracowników są one warte.

Aplikujący byli skłonni zaakceptować o 20 proc. mniejszą płacę, byle tylko nie pracować w weekendy czy nocami. Prawie połowa aplikantów nie wzięłaby pracy z nieregularnymi godzinami nawet, gdyby dostawali w niej o jedną czwartą wyższą wypłatę. Kobiety mają zdecydowanie wyższą awersję do nieregularnych godzin pracy niż mężczyźni, w szczególności te, które mają dzieci.

Pracownicy przeciętnie lubią pracować w domu, są skłonni oddać 8 proc. pensji za taką możliwość. Dlaczego więc tak bardzo cenimy weekendy? Odpowiedzi udziela praca Johna F. Helliwella i Shun WangWeekends and Subjective Well-Being” (Weekend i subiektywne samopoczucie). Wynika z niej, że pracownicy czują się wyraźniej lepiej w weekend, są wówczas szczęśliwsi, mniej zestresowani, smutni i źli.

Ważne są interakcje z rodziną i przyjaciółmi: w weekend ankietowani przeciętnie spędzali z nimi 1,7 h więcej (7,4 godziny zamiast 5,4 godzin). Naukowcy oszacowali, że powoduje to wzrost poczucia szczęścia o ok. 2 proc. Ludzie pracujący na pełny etat odczuwali „efekt weekendu” dwa razy bardziej, niż przeciętny ankietowany. Ten efekt był większy także dla osób w związkach małżeńskich i dla mężczyzn.

obserwator-25x
obserwator-25x

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Zespoły pracownicze są bardziej wydajne, gdy pracują krócej

Kategoria: VoxEU
W literaturze ekonomicznej pojawiały się wcześniej przypuszczenia, że w przypadku bardzo długiego tygodniowego czasu pracy dodatkowe zwiększanie liczby godzin pracy może skutkować spadkiem wydajności pracowników. Niniejszy artykuł bada prawdziwość tej hipotezy w oparciu o dane z Japonii.
Zespoły pracownicze są bardziej wydajne, gdy pracują krócej

Za darmową rozrywkę płacimy produktywnością

Kategoria: Trendy gospodarcze
Technologie rozrywkowe, które zajmują coraz więcej czasu i uwagi ludzi, mogą wyjaśniać istotną część wyhamowania tempa wzrostu produktywności w gospodarkach rozwiniętych w ostatnich dekadach – uważa Łukasz Rachel, ekonomista z Banku Anglii i LSE.
Za darmową rozrywkę płacimy produktywnością