Mark Carney: gospodarka musi poddać się wartościom

05.05.2020
Po pandemii COVID-19 na świecie dojdzie do przemian w sferze wartości. Z jednej strony jest to oczywiste – notowania na światowych rynkach finansowych załamały się, a w wielu przypadkach doszło do najostrzejszych spadków od wielu dziesięcioleci.
mark carney

Mark Carney (CC BY-NC-ND European Central Bank)

Mark Carney (CC BY-NC-ND European Central Bank)

Z drugiej, bardziej fundamentalnej strony wstrząsu doznały tradycyjne czynniki kreowania wartości, a na znaczeniu zyskują nowe. Możliwe, że w rezultacie zniknie przepaść pomiędzy tym, co cenią rynki i tym, co cenią ludzie.

Obecne wyceny na rynkach finansowych odzwierciedlają poważną niepewność co do dalszej ścieżki rozprzestrzeniania się wirusa oraz okresu zamknięcia globalnej gospodarki. Przez ile kwartałów będziemy tracić zyski? Jak szybko wróci ożywienie gospodarcze?

Poważniejsze obawy dotyczą stopnia rzeczywistego zniszczenia podaży w gospodarce, a nie tylko jej zakłócenia. Ile – dotychczas rentownych – firm upadnie? Ile osób straci zatrudnienie i powiązanie z rynkiem pracy? Odpowiedzi na te pytania będą w znacznie większym stopniu prawdziwą miarą skuteczności działań rządów, firm i banków niż pomiary krótkoterminowego spadku PKB.

PKB – ułomny wskaźnik sukcesów gospodarczych

Gdyby to były jedyne problemy, z jakimi się mierzymy, to zastosowanie miałyby klasyczne mantry dotyczące wartości (np. „kiedy łapać spadające noże” lub porady dotyczące kupowania aktywów „kiedy leje się krew”). Nasza uwaga skupiłaby się – z czym w wielu przypadkach mamy już teraz do czynienia – na realnych szansach i możliwościach, które ujawnił kryzys: m.in. w obszarze telepracy, e-zdrowia, kształcenia na odległość, a także przyspieszenia procesu przechodzenia całych gospodarek „od atomów do bitów” (czyli od świata fizycznego do cyfrowego).

W miarę stopniowego poszerzania się zakresu naszego życia cyfrowego i lokalnego oraz kurczenia się życia fizycznego i globalnego, ta przełomowa zmiana będzie skutkować zarówno tworzeniem nowych, jak i niszczeniem dotychczasowych wartości. Nadal będą cenione kreatywność i dynamizm, jednak wartość kształtować będą nowe wektory: ekonomiczny, finansowy, psychologiczny i społeczny. Rozważyć musimy cztery kwestie, w kolejności od najmniej do najbardziej znaczącego problemu.

Po pierwsze, obecny kryzys prawdopodobnie przyspieszy fragmentację globalnej gospodarki. Ograniczenia w podróżowaniu będą obowiązywać zapewne do wynalezienia i szerokiego zastosowania szczepionki. Ale nawet wtedy lokalna odporność i elastyczność będą cenione bardziej niż globalna wydajność.

Obecny kryzys prawdopodobnie przyspieszy fragmentację globalnej gospodarki

Po drugie, znaczna część wartości przedsiębiorstwa zostanie przejęta przez nadzwyczajne wsparcie finansowe i zniszczona przez utracone przepływy pieniężne. Wyższe zadłużenie firm doprowadzi do wzrostu poziomu ryzykowności bazowego kapitału i będzie negatywnie wpływać na ich potencjał rozwojowy.

Relacje finansowe między państwem a sektorem prywatnym już uległy radykalnemu pogłębieniu. Jak będzie wyglądać wychodzenie z tej sytuacji i jak długo potrwa? Czy państwo pozostanie obecne w biznesie i czy będzie w ten sposób ograniczać dynamizm podmiotów prywatnych?

Po trzecie, bolesne doświadczenie jednoczesnego kryzysu zdrowotnego i gospodarczego zmieni sposób, w jaki firmy zarządzają ryzykiem i odpornością operacyjną. Posługując się pojęciami przedstawionymi przez pisarza Nassima Nicholasa Taleba, wkraczamy do nowego świata, w którym od firm oczekiwać się będzie odporności oraz planowania na ewentualność katastrofy. Dzięki temu będą lepiej przygotowane na wypadek materializacji trudnych do przewidzenia wydarzeń o ogromnym wpływie na rzeczywistość, określanych jako tzw. czarne łabędzie (black swan events). Sektor finansowy przekonał się o tym w wyjątkowo bolesny sposób podczas globalnego kryzysu finansowego. Dlatego dzisiaj banki nadal mają wystarczająco dużo kapitału, żeby stać się częścią działań pomocowych. Które firmy będą w stanie działać przy minimalnej płynności, napiętych łańcuchach dostaw i czysto symbolicznych planach awaryjnych? Które rządy będą polegać na globalnych rynkach chcąc wyjść z lokalnego kryzysu?

Po czwarte, zmieni się narracja ekonomiczna. Po wielu dekadach przenoszenia ryzyka na jednostki wreszcie przyszedł rachunek i ludzie nie wiedzą, jak go zapłacić. Całe populacje boją się bezrobocia i czują niepokój związany z niedostateczną lub niedostępną opieką zdrowotną. Te lekcje nie zostaną szybko zapomniane. Będą miały trwały wpływ na sektory, których funkcjonowanie opiera się na agresywnym zadłużaniu się gospodarstw domowych, gwałtownie rosnącym rynku mieszkaniowym oraz intensywnej gig economy.

To prowadzi nas do ostatniej głębszej kwestii. Jak stwierdził filozof Michael Sandel, w ostatnich dziesięcioleciach miało miejsce powolne, ale nieubłagane przechodzenie od gospodarki rynkowej do społeczeństwa rynkowego. Poszczególne aktywa lub działalności coraz częściej muszą być notowane na rynku, aby w ogóle były cenione. Na przykład, firma Amazon jest jednym z najbardziej wartościowych przedsiębiorstw na świecie, tymczasem region Amazonii nie istnieje w żadnej księdze rachunkowej, dopóki nie zostanie ogołocony ze swojej roślinności i przekształcony w pola uprawne. Cena wszystkiego staje się w coraz większym stopniu wyznacznikiem wartości.

Obecny kryzys może przyczynić się do odwrócenia tej relacji. Wartości publiczne mogą być częścią kształtowania wartości prywatnej. W sytuacji kryzysowej społeczeństwa priorytetowo potraktowały przede wszystkim kwestię zdrowia i dopiero później podjęły próbę radzenia sobie z konsekwencjami gospodarczymi. Wiemy, że musimy działać jako współzależna społeczność, a nie jako niezależne jednostki. W rezultacie do takich wartości jak dynamizm gospodarczy i wydajność dołączyły solidarność, sprawiedliwość, odpowiedzialność i współczucie.

Wszystko to należy traktować jako test dla tzw. kapitalizmu udziałowców. Kiedy obecny kryzys się skończy, firmy będą oceniane na podstawie tego co zrobiły w czasie wojny, jak traktowały swoich pracowników, dostawców i klientów, a także – czy potrafiły się dzielić, czy chciały wszystko zagarnąć dla siebie.

Po kryzysie firmy będą oceniane na podstawie tego, czy potrafiły się dzielić, czy też chciały wszystko zagarnąć dla siebie

Należy oczekiwać, że po kryzysie związanym z pandemią COVID-19 ludzie będą domagać się poprawy jakości i zakresu pomocy społecznej oraz medycznej, zwracania większej uwagi na zarządzanie ryzykiem mało prawdopodobnych zdarzeń (tzw. tail risks) oraz uważniejszego słuchania naukowych ekspertów.

Epidemiczny stress-test

Wielkim testem, który pokaże, czy zwycięży nowa hierarchia wartości, będzie kwestia zmian klimatycznych. Przecież zmiana klimatu dotyczy całego świata, jest problemem, przed którym nikt nie będzie mógł uciec. Naukowcy wskazują, że jest to główne zagrożenie przyszłości, a uniknąć go możemy tylko poprzez solidarne działanie z odpowiednim wyprzedzeniem.

Wiele osób porównało już kryzys związany z pandemią COVID-19 do konfliktu zbrojnego. Po zwycięstwie w pierwszej wojnie światowej okrzyknięto Wielką Brytanię krajem nadającym się do życia dla bohaterów. Kiedy zakończy się obecna wojna przeciwko niewidzialnemu wrogowi, nasze ambicje powinny być jeszcze większe – musimy po prostu pozostawić po sobie planetę nadającą się do życia dla naszych wnuków.

Mark Carney jest byłym prezesem Bank of England.

Niniejszy artykuł ukazał się w sekcji „Biznes” papierowego wydania The Economist pod tytułem „By invitation: Mark Carney”.


Tagi


Artykuły powiązane