Autor: Witold Kwaśnicki

Pracuje w Instytucie Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.

O podejściu ewolucyjnym w naukach społecznych

Zwykle pisze się recenzję, by zachęcić do przeczytania książki. Tym razem jest wręcz odwrotnie. To swego rodzaju ostrzeżenie dla potencjalnego czytelnika.
O podejściu ewolucyjnym w naukach społecznych

Po książkę „Podejście ewolucyjne w naukach społecznych„, pod redakcją naukową Jana Polowczyka, Huberta Witczaka i Macieja Błaszaka sięgnąłem z wielką nadzieją. Książka przedstawiająca polskiemu czytelnikowi możliwości analizy procesów społecznych z perspektywy ewolucyjnej jest ze wszech miar pożądana. Takiej książki po prostu brakuje.  Jakże nie sięgnąć po książkę, której autorzy zapowiadają, że jest ona „pionierską pozycją na polskim rynku wydawniczym”, oraz, że „…jest dziełem wyjątkowo oryginalnym i użytecznym. Pokazuje nowe możliwości wspólnego prowadzenia badań i wzbogacania wiedzy z obszaru nauk społecznych, a także humanistycznych”.

„Podejście ewolucyjne” jest mi bardzo bliskie, tym bardziej ochoczo zabrałem się do czytania tej książki.  Niestety po lekturze jestem bardzo rozczarowany i trudno mi nazwać ją „pionierską”, „oryginalną” i „użyteczną”. Nie spełnia ona wymogów książki akademickiej (do której pretenduje), która powinna dawać w miarę pełny obraz problematyki z danego obszaru. To raczej mozaika różnych propozycji, z których nie wyłania się jakiś spójny obraz. Czytelnik nieobeznany z problematyką „podejścia ewolucyjnego” po jej przeczytaniu będzie raczej zdezorientowany. Może przyczyną tej niespójności jest to, co napisane jest we Wstępie, od razu na początku tej książki: „nie dopracowaliśmy się … uniwersalnego zbioru zasad, który byłby podzielany przez wszystkich uczestników projektu i mógł mieć rangę paradygmatu … Dlatego w tytule zawarliśmy bardziej ogólny termin podejście ewolucyjne”. To stwierdzenie jest dosyć dziwne, zwłaszcza, że jeden z redaktorów naukowych tej książki w rozdziale pierwszym pisze: „Podsumowując powyższe wywody, możemy postawić hipotezę, że istnieją ogólne prawa systemów ewolucyjnych. Ewolucja jest uniwersalnym schematem rozwoju. (…) Ewolucja jest uniwersalnym schematem opisującym procesy zmienności i ma swoje reguły”.

Zastanawiające jest to, że żaden z autorów tej książki, łącznie z redaktorami naukowymi, nie poruszyli tematyki ewolucji kulturowej i  idei spontanicznego porządku. Nie odwołali się do klasycznych pozycji literaturowych w tej dziedzinie. Mam tutaj na myśli takich autorów jak Robert Boyd, Peter J.Richerson, Luigi Luca Cavalli-Sforza, Marcus W. Feldman, Friedrich von Hayek, Michael Polanyi, czy Herbert Spencer.

Pierwsze rozdziały

W rozdziale pierwszym możemy przeczytać dwugłos dotyczący ewolucji w naukach społecznych (Maciej Błaszak, Jan Polowczyk) – głos kognitywisty i głos ekonomisty.  Jak piszą autorzy, ma on pokazać zróżnicowanie podejść, co „jest osią ogniskującą całość książki”. To „zróżnicowanie” jest jednak tak duże, że kognitywista i ekonomista piszą wzajemnie sprzeczne opinie. Kognitywista pisze: „Standard ewolucji biologicznej zakłada, że ewolucja nie ma kierunku i nie ma celu. Najważniejszym eksponentem tego poglądu był Stephen Jay Gould, który twierdził, że gdyby taśma z ewolucją życia mogła zostać odegrana jeszcze raz, formy istot żywych – wymarłych i żyjących – drastycznie różniłyby się od tych, które na Ziemi żyły lub żyją nadal”. Natomiast ekonomista stwierdza, że „… gdyby „taśmy życia” można było powtórzyć, to jest duże prawdopodobieństwo, że efekty byłyby podobne”.

Czego nie przeczytamy w podręcznikach ekonomii?

W pełni zgadzam się ze stwierdzeniem, że: „Procesy ewolucyjne nie mają celu, ale mają kierunek wyznaczony przez warunki brzegowe”. W tym kontekście można byłoby oczekiwać odwołania się do koncepcji chreodów („skanalizowanych ścieżek rozwoju”) C.H. Waddingtona oraz path-dependence („samowarunkujacych się ścieżek rozwoju”). Tej dyskusji niestety brakuje.

Ciekawym, wartko napisanym rozdziałem jest Rozdział 2, w którym Maciej Błaszak opisuje „Ewolucję życia, umysłów i instytucji społecznych”. Autor przedstawia w nim ekonomiczną i poznawczą naturę zmian ewolucyjnych oraz ewolucję moralności umysłu człowieka i kwestie racjonalności zachowań człowieka.

Użytecznym dla początkujących adeptów nauki, interesujących się podejściem ewolucyjnym w ogólności, a w psychologii w szczególności, jest Rozdział 3: „Ewolucjonizm w psychologii: dowody ilościowe i jakościowe” (Łukasz Budzicz). Po przedstawieniu „Definicji myślenia ewolucyjnego”, autor w drugiej sekcji tego rozdziału przedstawia „Dowody ilościowe i jakościowe”. Ta część tego rozdziału jest dosyć techniczna i niestety nużąca. Na str. 55 czytamy, że: „nie rodzimy się ze znajomością języka angielskiego, niemieckiego czy polskiego, ale rodzimy się z wbudowanymi mechanizmami wyuczenia się języka”. Wydaje mi się, że w tym kontekście należałoby się powołać na klasyczne prace Noama Chomsky’ego.

Ciekawe rozważania o czynnikach odgrywających istotną rolę w staniu się przedsiębiorcą przedstawił Jan Polowczyk w rozdziale 4, pt. „Fenomen przedsiębiorczości”. Autor opisał tam historię przedsiębiorczości jako nauki, jak należy rozumieć przedsiębiorczość, jakie są podstawowe cechy przedsiębiorcy, niektóre interpretacje behawioralne i powiązania pomiędzy przedsiębiorczością a innowacyjnością. Autor wspomina o uwarunkowaniach ewolucyjnych i genetycznych, szkoda jednak, że opis ten jest tak bardzo krótki. Problem jest ważny i literatura na ten temat jest bogata; brakuje mi dyskusji wyników badawczych przedstawionych w tak ważnych publikacjach, jak np. Nicos Nicolaou i Scott Shane, czy Görkan Ahmetoglu.

Wielka szkoda, że autor, opisując „fenomen przedsiębiorczości”, nie odwołuje się do ciekawej książki Izabeli Czai „Przedsiębiorca w myśli ekonomicznej. Ewolucja poglądów”. Wtedy może nie napisałby, że „Po raz pierwszy do ekonomii pojęcie przedsiębiorcy wprowadził Irlandczyk R. Cantillon (1680-1734)”. Nie ujmuję niczego Richardowi Cantillonowi (wręcz przeciwnie, często powtarzam, że Cantillon, obok Adama Smitha, uznany powinien być za ojca współczesnej analizy ekonomicznej), ale o przedsiębiorcy pisali już wcześniej inni. Najpełniej, przed Cantillonem, pisał o tym św. Bernardyn ze Sieny (1380–1444), który wymienił cztery cechy dobrego przedsiębiorcy: staranie (industria – staranność, celowość), troska (sollicitudo), praca (labores – pracowitość) i podejmowanie ryzyka (pericula).

Wyjątkowość szkoły austriackiej

Ucieszyło mnie, że autor zauważa wyjątkowość szkoły austriackiej, „która nadała przedsiębiorcy centralną rolę w gospodarce”. Autor skupił się na opisie koncepcji Josepha Schumpetera (którego trudno uznać za przedstawiciela „szkoły austriackiej”) a nie odwołał się np. do koncepcji Israela Kirznera, tym bardziej, że w 2010 roku ukazało się polskie tłumaczenie jego klasycznej pracy „Konkurencja i przedsiębiorczość”.

Szczególnie brak odwołania się do koncepcji Kirznera widoczny jest w Tabeli 4.1 (Charakterystyka zakresu przedsiębiorczości – przegląd koncepcji). A była okazja, by odwołać się do Kirznera, bo na str. 84 czytamy: „Druga podstawowa przyczyna ujawniania przedsiębiorczych postaw to dostrzeganie okazji …” – a to właśnie „dostrzeganie okazji” jest jednym z filarów koncepcji przedsiębiorczości u Kirznera. Autor odwołuje się do badań Dyera, Gregersena i Christensena nad tzw. DNA Innowatora. Aż się prosi, by w tym kontekście opisać też inne badania nad DNA firmy.

Rozdział 5 poświęcony jest „ewolucyjnemu wymiarowi przywództwa naturalnego”. Autor (Henryk Mruk) porusza w nim w kompetentny sposób wiele klasycznych problemów związanych z przywództwem. Autor bardzo często używa słowa „ewolucja”, ale odnoszę wrażenie, że u niego znaczy to tyle, co „zmiana”, „tendencja”. W rozdziale tym nie podejmuje pełniejszej dyskusji o tym, jak ewolucyjne mechanizmy selekcji, modyfikacji i adaptacji przyczyniają się do pojawienia się takich a nie innych zmian w procesie kształtowania się postaw przywódczych. Mało jest o ewolucji przywództwa, jak kształtowało się ono w perspektywie historycznej, jakie czynniki i mechanizmy ewolucyjne wpływały na zmianę tegoż przywództwa. Dla mnie jest to typowy tekst o liderach i przywództwie, w którym w bardzo niewielkim stopniu jest obecne, zapowiedziane w tytule książki, „podejście ewolucyjne”.

Nie podejmuję dyskusji z kontrowersyjnymi tezami stawianymi przez autora, jak np. to, że „wzrost bogactwa wynikał także z kolonizowania świata przez kraje Europy”, czy „…praca dzieci, a także kolonie, pozwalały na zwiększenie zysku, przy marginalizowaniu interesów społecznych”.

W rozdział 6 Jacek Wiewiorowski analizuje „Paremie prawnicze w zwierciadle ewolucji”. Jest to dobre studium przypadku, choć napisane bardzo prawniczym językiem, co powodować może, że dla niespecjalistów nie jest łatwe w odbiorze. W rozdziale tym zawarto ciekawe i ważne informacje nt. ewolucyjnej perspektywy źródeł (genezy) i stosowania prawa. Szkoda, że w rozdziale tym nie omówiono idei zawartych w książce Wojciecha Załuskiego „Ewolucyjna filozofia prawa” i ograniczono się jedynie do zwyczajowego powołania się na nią w przypisie 12.

Tak przy okazji: zastanawiam się dlaczego zarówno autor tego rozdziału, jak i Wojciech Załuski w swojej książce, nie odwołują się do ewolucyjnych koncepcji prawa Lona L. Fulera i Bruno Leoni, zawartych np. w ich klasycznych książkach (Fuller „Anatomia prawa” i „Moralność prawa”; Leoni „Wolność i prawo”).  Przyznam się, że aż prosi się o powołanie się na Fullera, kiedy autor rozważa problem moralności prawa.

Podejście ewolucyjne w ekonomii najbardziej zaawansowane

Podejście ewolucyjne w ekonomii jest jednym z najwcześniej stosowanych w naukach społecznych i chyba najbardziej zaawansowanym. Dlatego rozdział 7 pt. „Ekonomia ewolucyjna” (Jan Polowczyk) uznać należy za jeden z ważniejszych w tej książce.

Autor odwołuje się do propozycji Herberta Gintisa o potrzebie zbudowania „ewolucyjnej teoretycznej ramy dla integracji nauk behawioralnych”. Też jestem skłonny zgodzić się z tezą, że „konieczne jest podjęcie wysiłków w celu integracji nauk społecznych w oparciu o teorię ewolucji zarówno genetycznej, jak i kulturowej”. Warto jednak dodać (o czym nie wspomina się w rozdziale 7), że Gintis nie wychodzi poza tę ogólną propozycję i nie podaje drogi dojścia (recepty), jak ten cel osiągnąć. Tym bardziej, że po artykule Gintisa, w tym samym numerze Behavioral and Brain Sciences, zamieszczona została lista krytycznych artykułów, z których wiele wykazuje niedostatki propozycji Gintisa (o czym nie wspomina Jan Polowczyk).

Rozdział ten jest ciekawy i dający ogólny obraz rozwoju ekonomii ewolucyjnej. Nasuwa się  jednak kilka uwag krytycznych. Użyteczne są dwa krótkie podrozdziały 7.1 (Ewolucyjne koncepcje w ekonomii) i 7.2 (Współczesna ekonomia ewolucyjna). Szkoda, że problematyka ta potraktowana została trochę po macoszemu i nie znalazł się pełniejszy opis tych dwóch zagadnień (za to znajdujemy tutaj dosyć detaliczny opis „modelu ewolucji” E. Beinhoickera, który nie wydaje mi się na tyle odkrywczy, by zasługiwał na takie wyróżnienie). Literatura opisująca genezę i historię podejścia ewolucyjnego w ekonomii jest dosyć bogata i wydaje się, że wskazane byłoby podać choć niektóre z tych publikacji, np. Geoffreya Hodgsona.

Rząd czy rynek? Odwieczne pytanie

Przy opisie modelu Nelsona i Wintera, na str. 158, czytamy: „Trzecim podstawowym elementem jest selekcja (selection) rutyn przez środowisko polegające na tym, że rutyny lepsze wypierają gorsze …”. Nie do końca jest to prawdziwe. Selekcji poddawane są produkty oferowane (wytwarzane) przez firmy oraz same firmy, które stosują dane zestawy rutyn do wytworzenia produktów. Nie ma lepszych lub gorszych rutyn, są tylko lepsze (efektywniejsze) firmy, które stosują dane zestawy rutyn.

Sam autor tego rozdziału nie unika stwierdzeń normatywnych, które wymagałyby jednak wyjaśnienia i uzasadnienia, np. „Do właściwego funkcjonowania kapitalizmu potrzebna jest demokracja będąca najlepszym rozwiązaniem instytucjonalnym w sprawach społecznych. Podstawową rolą kapitalizmu nie jest alokacja zasobów w efektywny sposób, ale przede wszystkim kreacja wynalazków”.

W podsumowaniu autor pisze: „Największym wyzwaniem i jednocześnie najbardziej interesującym aspektem nauk ekonomicznych jest permanentna zmienność badanych zjawisk”. Wydaje mi się, że nie tyle „permanentna zmienność” jest wyzwaniem, a jest nim zrozumienie i wyjaśnienie procesów gospodarczych, procesów decyzyjnych i zachowań ludzkich w sytuacji „permanentnej zmienności”.

Teoria Gier Ewolucyjnych (TGE) jest tradycyjnie włączana do nurtu ewolucyjnego. Popularność tej teorii wzrosła w latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy to w 1972 roku Johnn Maynard Smith w pracy „Game Theory and The Evolution of Fighting” wprowadził pojęcie strategii ewolucyjnie stabilnej (ESS). ESS odgrywa w teorii gier ewolucyjnych podobną rolę, jak pojęcie równowagi Nasha w klasycznej teorii gier. Dlatego czymś naturalnym było uwzględnienie tej tematyki w rozdziale 9, pt. „Ewolucja a interakcje strategiczne w ujęciu teorii gier” (Paweł Kliber). Autor opisuje klasyczne problemy teorii gier. Problemy te jednak opisuje przede wszystkim w kontekście procesów biologicznych. W podrozdziale 9.4 zatytułowanym „Powrót do ekonomii” bardzo krótko, powołując się tylko na niektóre publikacje ekonomistów, zwraca uwagę na to, że „ewolucyjna teoria gier znalazła zastosowanie w wielu zagadnieniach z zakresu ekonomii”. To prawda, że w ekonomii teoria gier znalazła szerokie zastosowanie. Tytuł książki sugeruje, że analizowane będą „nauki społeczne”. Zatem dobrze byłoby zawrzeć w tym rozdziale opis zastosowań teorii gier ewolucyjnych nie tylko w ekonomii, ale także np. w politologii, socjologii, psychologii. Tego niestety nie uczyniono, a i niespełna jednostronicowy opis zastosowań w ekonomii wydaje się też zbyt krótki.

Kłopot z ostatnimi rozdziałami

Mam duży kłopot z trzema pozostałymi rozdziałami tej książki. Same w sobie są ciekawe, ale w bardzo niewielkim stopniu odnoszą się one do problemów podejścia ewolucyjnego w analizie procesów społecznych.

Ostatni rozdział pt. „Muzyka a proces koewolucji genetyczno-kulturowej” autorstwa Piotra Podlipniaka może być potraktowany jako swego rodzaju studium przypadku. Ciekawe są rozważania dotyczące problemu genezy ludzkiej muzykalności i roli koewolucji genetyczno-kulturowej  w „komunikacji opartej na relacjach syntaktycznych”.

Ciekawy jest też rozdział 10 zatytułowany „Neuronauka poznawcza a zachowania konsumentów” – Lilianna Nowak, Barbara Wąsikowska, Agata Wawrzyniak. Przeczytałem go z zainteresowaniem, ale po jego przeczytaniu nie mogłem wskazać, co takiego ewolucyjnego jest w tym rozdziale. Zawiera on dosyć techniczne zagadnienia związane z badaniem zachowań konsumentów z wykorzystaniem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, elektroencefalografii i eye trackingu. Ten artykuł wyraźnie nie pasuje do tematyki zasygnalizowanej w tytule książki.

Jednym z najdłuższych rozdziałów jest rozdział 8 „Wprowadzenie do ewolucji systemów działających” – Hubert Witczak. Zostawiłem go na koniec tych uwag, bo mam z nim największy kłopot. Napisany jest tak ezoterycznym językiem, że po prostu niewiele z niego zrozumiałem. Bardzo często używane jest w tym rozdziale słowo „ewolucja”. Nie jest to jednak usprawiedliwieniem tego, by rozdział ten uznać za pasujący do tematyki tej książki. Wydaje mi się, że gdyby słowo „ewolucja” zostało zastąpione przez „dynamika”, to w percepcji tego, co zostało tam napisane, nic by się nie zmieniło. Po przeczytaniu tego rozdziału w swoich notatkach napisałem: „Rozdział, jak dla mnie (inżynierskiego umysłu), zbyt wyrafinowany. Wiele zdań i sformułowań dla mnie całkowicie niezrozumiałych”.

Tutaj mógłbym podać ogrom przykładów, zajęłoby to jednak parę stron, dlatego ograniczę się tylko do kilku przykładowych, takich „wyrafinowanych” i niezrozumiałych dla mnie fragmentów:

  • „Prowadzę wywód na poziomie kategorialnym, mając nadzieję na aprobatę naukową twierdzeń o szerszym zasięgu. Stosuję podejście systemowo-prakseologiczne, metodę prognostyczno-diagnostyczną oraz mieszane wnioskowanie: aksjomatyczno-dedukcyjne i hipotetyczno-dedukcyjne”;
  • „Ewolucja i ewolucjonizm są obecne w NOZ, jednak trudno jednoznacznie określić, w jakiej formie”;
  • „Organizacje (tak jak organizmy żywe) nie przystosowują się do zmian w otoczeniu (teoria sytuacyjna) lub doboru naturalnego (ekologia populacji) lecz w rezultacie ewolucji wzorca relacji występujących pomiędzy organizacją i otoczeniem”;
  • „Ewolucja jest rozwojem wielokierunkowym, przypomina stróżki wody rozpełzające się i cofające w sferze o różnym promieniu. Jest wyłącznie ruchem obiektywnym, materialnym, energetycznym”;
  • „Każde działanie jest struną, którą można rozpleść do pięciu czynności składowych …: podstawowych, gospodarowania, zarządzania (tu również kształtowanie bezpieczeństwa), gospodarowania i komunikowania się, wokół których rozwija się dowolny SD”;
  • „Ewolucja technokratyczna forsuje, ewolucyjnie i/lub świadomie materię przed człowiekiem, i ma to do siebie, że może aprobować odpowiednie prawa”…

Zaczynałem czytać tę książkę z dużymi nadziejami, że będzie ona pomocna w prowadzeniu wykładów (z ekonomii, procesów innowacyjnych, historii gospodarczej, czy historii myśli ekonomicznej) i będę mógł ją polecić studentom, by przeczytali przynajmniej jej fragmenty, bo poszerzy to ich wiedzę o zjawiskach gospodarczych, społecznych, kulturowych. Niestety, im bliżej byłem końca jej czytania, tym bardziej te moje nadzieje się rozwiewały.

Zamiast polecać tę książkę, będę więc odradzał jej czytanie.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Nuta optymizmu

Kategoria: Trendy gospodarcze
W czasach zarazy niełatwo o nadzieję, ale nawet w czasach „Dekameronu” próbowano patrzeć w przyszłość z optymizmem.
Nuta optymizmu

Gry znad Wisły, czyli fenomen polskiego gamedevu

Kategoria: Trendy gospodarcze
W czasie transformacji gospodarczej polskie szkoły były stosunkowo dobrze przygotowane do kształcenia programistów. Teraz zbieramy tego owoce w postaci ponad 400 studiów deweloperskich, tworzących gry, sprzedawane na całym świecie.
Gry znad Wisły, czyli fenomen polskiego gamedevu

Chiński rynek gier komputerowych ucieka cenzurze

Kategoria: Analizy
Pekin opublikował wytyczne, którymi będzie się kierował przy wyrażaniu zgód na wejście gier komputerowych na rynek. Chociaż regulacje stanowią tylko kroplę w morzu wśród prób kontroli przez rządzących sfery wirtualnej, to nie powstrzymały Chin od zbudowania największego w świecie rynku gier komputerowych.
Chiński rynek gier komputerowych ucieka cenzurze