Autor: Witold Kwaśnicki

Pracuje w Instytucie Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ocieplenie klimatu, degradacja środowiska? Rynek jest odpowiedzią!

Zmiany klimatyczne i związany z tym wzrost temperatury nie są jedynymi, pierwszymi i z pewnością nie są ostatnimi, zagrożeniami przed którymi stają społeczeństwa czy cywilizacje. Jak pokazuje historyczne doświadczenie, zagrożenia te zwykle były rozwiązywane dzięki kreatywności i inwencji człowieka.

O możliwych sposobach pokonania zagrożeń należy dyskutować, a nie uznawać, że istnieje tylko jedno, jakieś najlepsze, rozwiązanie. Ścieranie się różnych poglądów i rzeczowa dyskusja pozwala każdemu człowiekowi podejmować, jego zdaniem, najkorzystniejsze decyzje. Suma tych decyzji zwykle skutkuje pokonaniem pojawiających się zagrożeń w rozwoju społeczeństw i rozwoju cywilizacyjnym.

Widocznym symbolem, dominującej obecnie w dyskursie publicznym, apokaliptycznej wizji rozwoju cywilizacyjnego jest Metronome, działający od 1999 r., 15-cyfrowy zegar elektroniczny o szerokości prawie 19 metrów w Nowym Jorku, który od 19 września 2020 r. przeszedł na „tryb ekologiczny”. Godzina 00:00 wybije na nowojorskim zegarze w momencie, kiedy temperatura na Ziemi „podniesie się o 1,5 stopnia powyżej tej sprzed ery industrialnej”. Kiedy piszę te słowa zegar wskazuje, że do momentu katastrofy zostało nam 7 lat 46 dni i 12 godzin.

Dominujący pesymizm

Alternatywą dla obecnie proponowanego przez rządy globalnego (odgórnego) rozwiązania problemu ocieplenia, jest propozycja rozwiązania oddolnego, opartego na mechanizmach rynkowych. Punktem wyjścia do zaproponowania takiego rozwiązania powinna być konstatacja, że zawsze do realizacji naszych celów mamy ograniczone zasoby. To jest zasada, której uczy się zwykle na podstawach ekonomii: do zaspokojenia stale rosnących (teoretycznie nieograniczonych) ludzkich potrzeb zawsze dysponujemy ograniczonymi zasobami.

Kiedy myślę o nadchodzących wakacjach mojej rodziny, to zwykle patrzę na stan moich finansów (oszczędności). Mogę je wszystkie wydać na realizację „wakacji marzeń” i wydać na luksusowe szaleństwo, np. na Bali czy Malediwach. Wiem, że wiązałoby się to z tym, że nie mógłbym kupić nowej lodówki, pralki, samochodu, czy pomalować mieszkania.

Myśląc racjonalnie, decyduję się, by pojechać na tańsze wakacje, np. na Mazury, co pozwoli mi jednocześnie zrealizować inne moje potrzeby. Dokładnie w tym duchu powinniśmy myśleć o rozwoju całych społeczeństw, bo jak pisał Adam Smith w „Bogactwie narodów”: „To co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa”.

Powinniśmy pozbyć się poczucia strachu i zacząć myśleć bardziej optymistycznie.

Aby przyjąć taką perspektywę, powinniśmy spojrzeć na nasze problemy z perspektywy innej niż ta apokaliptyczna. Powinniśmy pozbyć się, dominującego w naszym zachowaniu, poczucia strachu i zacząć myśleć bardziej optymistycznie o tym, co nas czeka i jakie możemy znaleźć rozwiązania nękających nas problemów.

O tym, że w naszym zachowaniu dominuje „kultura strachu” pisało wielu myślicieli. Wspomnę tylko o dwóch. Norbert Elias w opublikowanej w 1939 r. książce „O procesie cywilizacji” („Über den Prozeß der Zivilisation”), zauważył, że uczucie strachu, lęku jest najważniejszym mechanizmem kulturotwórczym. W podobnym duchu wypowiada się Frank Furedi w opublikowanej w 1997 roku książce „Kultura lęku” („Culture of Fear: Risk taking and the morality of low expectation”).

Frank Furedi pisze, że strach (lęk) stał się „kulturową metaforą, za pomocą której interpretujemy nasze życie”. Lęk jest tym, co pobudza i kształtuje wyobraźnię ludzi w XX wieku i początku XXI w. Ta kultura strachu kształtowana jest już w dzieciństwie, kiedy to zamiast uczyć dzieci o postępie dokonywanym przez człowieka, straszy się je możliwymi do wystąpienia katastrofami. Od dzieciństwa epatowani jesteśmy katastroficznymi obrazami trzęsień ziemi, tsunami, huraganów czy powodzi. Zjawiska te nie są traktowane jako naturalnie występujące w przyrodzie, których negatywnym skutkom należy przeciwdziałać, ale jako nieszczęścia, swego rodzaju kara spadająca na ludzkość. Swoisty proces cenzury (często autocenzury) oraz regulacje prawne sprzyjające rozwojowi kultury strachu, ograniczają wolność jednostki i jej prawa wynikające z demokracji.

Możemy zadać sobie pytanie: Skąd się wziął ten pesymizm i czy tak było zawsze w historii człowieka? Z pewnością dużą rolę w rozprzestrzenianiu się kultury strachu i pesymizmu odegrała historia XX wieku, z dwiema wojnami światowymi i rozwojem systemów totalitarnych (polecam małą książeczkę Tymothy Snydera, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku). Do tego dochodzą m.in. terroryzm, „zderzenie cywilizacji”, „wyczerpanie zasobów naturalnych”.

Jednakże pesymizm i strach nie zawsze towarzyszyły rozwojowi ludzkości. Duch optymizmu i pozytywnej wizji przyszłości dominował np. w wiekach XVIII i XIX – wiekach Oświeceniu i Postępu. Czy nie czas wrócić do tych idei? Do czego zresztą namawia m.in. Steven Pinker w wydanej dwa lata temu książce „Nowe Oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem”.

Mierz siły na zamiary?

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przedstawiła niedawno „ambitną” propozycję, zgodnie z którą Unia Europejska powinna do 2030 r. obniżyć emisję gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. poniżej poziomu z 1990 r., a do roku 2050 r. Unia Europejska powinna osiągnąć neutralność klimatyczną.

Ambitne cele klimatyczne UE

Wśród przywódców europejskich panuje powszechne przekonanie, że cele są „ambitne”, ale realistyczne i osiągalne. Patrząc na trendy redukcji emisji gazów cieplarnianych w ostatnich 30 latach (np. artykuł o ambitnych celach klimatycznych UE, opublikowany w OF), realne jest osiągnięcie tej redukcji w 2050 r. o ok. 40-45 proc. (a nie 100 proc.).

Realizacji tych „ambitnych” celów sprzyjać ma zwiększanie użycia energii ze źródeł odnawialnych. W UE jak i w USA planuje się, że w 2050 r. udział produkcji energii ze źródeł odnawialnych będzie wynosił sto procent.

W UE w 2010 r. udział ten wynosił ok. 13 proc. i wzrósł do ok. 20 proc. w 2020 r. Podobnie w USA, od 2010 r. do 2020 r. udział ten wzrósł z ok. 9 proc. do ok. 13 proc. Patrząc na te trendy, możemy w optymistycznych szacunkach określić udział źródeł odnawialnych w wytworzeniu energii w 2050 r. na ok. 45-55 proc. w UE i ok. 25-30 proc. w USA. A i tak osiągnięcie tych poziomów wymagać będzie ogromnych nakładów finansowych, o czym politycy niechętnie wspominają.

Zawsze zastanawia mnie to, że postulując tego typu działania, politycy nie przejmują się naturalnymi ograniczeniami, które wpływają na dynamikę zmian. To tak jakby polityk, jadąc samochodem z szybkością 130 km na godzinę, chciał bezpiecznie zahamować na 20 metrach. Każdy doświadczony człowiek bierze tego typu ograniczenia pod uwagę. Kiedy kapitan wielkiego tankowca zamierza zawinąć do portu, to nie myśli o tym, będąc 3 km od celu, tylko zaczyna ten manewr, będąc 30-40 km od portu, bo wie, że żadne prawa fizyki nie pozwoliłyby mu na dokonanie tego manewru, gdyby był zbyt blisko portu.

To, że żyjemy w okresie ocieplenia klimatu, jest faktem i niewielu ludzi to kwestionuje. Pisze o tym m.in. Bjørn Lomborg w wydanej niedawno książce pt. „Fałszywy alarm”. Otwartym problemem jest to, jaki powinien być nasz stosunek do tego zjawiska. Czy uznać, że to człowiek swoją działalnością powoduje ocieplanie się klimatu i ponosić ogromne koszty, doprowadzając na siłę do szybkiej redukcji gazów cieplarnianych? Czy może jednak przyjąć ostrożniejszą, pokorniejszą postawę? Starać się spokojnie, w naturalny sposób (np. poprzez wprowadzanie innowacji) ograniczać emisję tych gazów (proponując efektywne technologie ograniczające zużycie energii) i jednocześnie dostosowując się do tych zmian (o czym też pisze Lomborg).

Dostosowanie się do zmian będzie z pewnością kosztowne, zatem powinniśmy zadbać o to, by było nas na to stać. Naszemu bogaceniu się sprzyjać może wzrost gospodarczy. Jak pokazuje doświadczenie, jedynym systemem sprzyjającym względnie szybkiemu wzrostowi gospodarczemu jest kapitalistyczny rynek.

Wpływ człowieka na pogarszanie się stanu środowiska zależy od poziomu rozwoju gospodarczego.

Wiele analiz ekonomicznych pokazuje, że wpływ działalności człowieka na pogarszanie się stanu środowiska naturalnego zależy od poziomu rozwoju gospodarczego. Przedstawia to tzw. środowiskowa krzywa Kuznetsa. Krzywa ta pokazuje, jak pogarsza się stan środowiska w przypadku niskiego poziomu rozwoju gospodarczego. Ten negatywny wpływ osiąga swój największy poziom przy dochodach rzędu 6000-8000 dolarów na osobę. Potem ten negatywny wpływ zaczyna spadać, by przy dochodach ok. 20 000 dolarów na osobę osiągnąć poziom pięciokrotnie mniejszy niż w przypadku maksymalnie negatywnego wpływu.

Warto też zadać sobie pytania: „A co będzie, jeśli po 30 latach okaże się, że emisja gazów cieplarnianych w znacznie mniejszym stopniu, niż to się teraz przyjmuje, odpowiada za wzrost temperatury, a podstawowym czynnikiem są naturalne procesy klimatyczne (jak to zresztą zdarzało się w przeszłości)?”; albo: „Co się stanie, jeśli Europa będzie ograniczała emisje CO2, a Chiny, Indie i inne kraje nie będą się przejmowały jakimś tam Porozumieniem Paryskim i rozwijać będą energetykę węglową?”. Wtedy okazałoby się, że poniesione ogromne koszty realizacji polityki redukcji gazów cieplarnianych były niepotrzebne i podstawowym skutkiem takiej polityki UE byłoby niepotrzebne spowolnienie rozwoju gospodarczego.

Po opublikowaniu w 2018 r. ważnego raportu klimatologów ONZ, większość serwisów informacyjnych donosiła, że ​​naukowcy wzywają świat do drastycznego ograniczenia emisji CO2 do 2030 r., że konieczne jest szybkie działanie, aby utrzymać wzrost temperatury na poziomie poniżej 1,5 st. C.

Władcy klimatu

W nagłówkach informacji na ten temat mogliśmy przeczytać: „Ziemia ma 12 lat, aby zapobiec katastrofie związanej ze zmianą klimatu”. Lomborg w „Fałszywym alarmie” zwraca uwagę, że na konferencji klimatycznej w Paryżu w 2015 r. przywódcy z całego świata zadeklarowali, że chcą osiągnąć cel polegający na utrzymaniu wzrostu temperatury poniżej 1,5 st. C. Umieścili nawet ten cel w preambule do porozumienia klimatycznego z Paryża. Zrobili to nie za namową naukowców, a w wyniku nacisków aktywistów, którzy chcieli zademonstrować swoją siłę woli i ambicje.

Prawdą jest to, że światowi przywódcy poprosili klimatologów ONZ, aby odpowiedzieli im, czy możliwe jest osiągnięcie tego niezwykle ambitnego celu. Odpowiedzią naukowców stał się właśnie raport IPCC z 2018 roku. Naukowcy zgodnie stwierdzili, że „cel 1,5 st. C jest technicznie wykonalny, ale wymagałby szybkich, daleko idących i bezprecedensowych zmian we wszystkich aspektach społeczeństwa”.

Raport został przedstawiony w mediach jako dowód na to, że musimy dokonać pilnych, ekstremalnych redukcji emisji dwutlenku węgla. Jak pisze Lomborg: „To trochę tak, jakby zapytać Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), co by było potrzebne, aby przenieść całą ludzką populację na Marsa. NASA usłużnie powiedziałaby nam, że jest to technicznie wykonalne, ale wymagałoby daleko idących zmian w naszych obecnych priorytetach i bezprecedensowych inwestycji w technologię kosmiczną. Uczestnicy takiej kampanii popełniliby podobny błąd, mówiąc: „widzicie, NASA mówi nam, że wszyscy musimy lecieć na Marsa”.

Nawiasem mówiąc, postać Bjørna Lomborga warta jest bliższego zainteresowania. Po opublikowaniu w 2001 r. swojej pierwszej książki, The Skeptical Environmentalist, został on formalnie oskarżony o nieuczciwość naukową przez grupę naukowców zajmujących się ochroną środowiska. Wniesiono wtedy skargi przeciwko niemu do trzech Duńskich Komitetów ds. Nieuczciwości Naukowej (DCSD), organu podlegającego duńskiemu Ministerstwu Nauki, Technologii i Innowacji (MSTI).

W oskarżeniach postawiono Lomborgowi zarzuty, że w „The Skeptical Environmentalist” celowo zamieścił mylące dane i przedstawił błędne wnioski. W styczniu 2003 r. DCSD wydaje niejednoznaczne orzeczenie, uznając książkę za naukowo nieuczciwą z powodu fałszywego przedstawienia faktów naukowych, ale sam Lomborg nie uznany został za winnego, z powodu jego braków w wiedzy w omawianych dziedzinach.

Innowacyjny biznes to oręż w walce ze zmianami klimatu

W lutym 2003 r. Lomborg złożył skargę na tę decyzję do MSTI, który sprawował nadzór nad DCSD. W grudniu 2003 r. Ministerstwo uchyla decyzję DCSD, powołując się na błędy proceduralne, w tym brak udokumentowania błędów w książce, i zwraca się do DCSD o ponowne rozpatrzenie sprawy. W marcu 2004 r. DCSD formalnie decyduje o zaprzestaniu dalszych działań w związku ze skargami, uzasadniając, że ponowne badanie najprawdopodobniej doprowadziłoby do tego samego wniosku.

W obronie Lomborga stanęło wielu naukowców i dziennikarzy piszących na tematy naukowe. W 2004 r. „Time” (26.04.2004) uznał Lomborga za jednego ze 100 najbardziej wpływowych naukowców i myślicieli, nazywając go „Martinem Lutherem ruchu ekologicznego”. W następnym roku pisma „Foreign Policy” i „Prospect Magazine” umieszczają Lomborga na 14. miejscu w sondażu najbardziej znanych i wpływowych intelektualistów. Pozycja naukowa Lomborga uznana została także przez rząd Danii, który od 2006 r. w dużym stopniu finansuje utworzony przez niego w 2002 r. think-tank Copenhagen Consensus Center.

W ramach prac prowadzonych w Copenhagen Consensus Center naukowcy uznali, że badania i poszukiwanie innowacji w zakresie ‘zielonej energii’ są zdecydowanie najlepszą, długoterminową inwestycją w rozwiązanie problemu zmiany klimatu. Eksperci doszli do wniosku, że na całym świecie każdego roku musimy wydawać około 100 miliardów dolarów na innowacje w zieloną energię. Byłoby to nadal znacznie mniej niż to, co energia słoneczna i wiatrowa kosztuje nas obecnie w ramach dotacji i prawdopodobnie znacznie przyspieszyłoby dzień, w którym źródła energii o niskiej lub zerowej emisji dwutlenku węgla mogą „przejąć kontrolę” nad światem.

Za każdego dolara wydanego na badania i rozwój w zakresie zielonej energii możemy uniknąć 11 dolarów długoterminowych szkód spowodowanych zmianami klimatu.

Ekonomiści obliczyli, że za każdego dolara wydanego na badania i rozwój w zakresie zielonej energii możemy uniknąć około 11 dolarów długoterminowych szkód spowodowanych zmianami klimatu. Takimi obiecującymi technologiami są te związane z magazynowaniem energii, powrotem do energii jądrowej, wychwytywaniem dwutlenku węgla z powietrza. Z pewnością pojawią się też innowacje, których teraz nawet nie możemy sobie wyobrazić, które prawdopodobnie odegrają ważną rolę w rozwiązaniu problemu zmiany klimatu.

Badacze z Copenhagen Consensus Center ocenili też, w jakim stopniu różne polityki pomagają światu. Każda polityka została przeanalizowana przez ekonomistów w celu oszacowania jej całkowitych kosztów i całkowitych korzyści. Okazało się, najważniejszą z nich jest wolny handel i wprowadzenie zasad wypracowanych w ramach rundy z Doha. W skali globalnej, swobodniejszy handel może przynieść niesamowite korzyści społeczne w wysokości 2000 dolarów za każdego wydanego dolara.

Wiele z tych korzyści trafiłoby do najbiedniejszych krajów na świecie. Miałyby one znacznie więcej możliwości, gdyby mogły stać się częścią globalnego rynku. Poprzez wzbogacanie się ludzi, zwłaszcza w najbiedniejszych krajach świata, swobodniejszy handel doprowadziłby również do powstania społeczeństw o ​​wiele bardziej odpornych na wstrząsy klimatyczne, bardziej zdolnych do inwestowania w adaptację i znacznie mniej podatnych na wzrost temperatur. W ten sposób wolny handel można uznać za mądrą politykę klimatyczną, a także doskonały sposób promowania ogólnego rozwoju człowieka.

Zmiany klimatu wyzwaniem dla biznesu

Na drugim miejscu umieszczono powszechny dostęp do antykoncepcji (120 dolarów korzyści z każdego przeznaczonego na ten cel dolara). Potem idą m.in.: zwiększenie odporności zdrowotnej (60:1), uniknięcie niedożywienia w pierwszych dwóch latach życia dziecka (45:1), dostęp do elektryczności (5:1). Natomiast efektywność działań związanych z dostosowaniem się do zmian klimatycznych oceniono na 2:1, a działania w ramach „Porozumienia Paryskiego” na 1:1.

Dbałość o rozwój różnorodnych innowacji sprzyjających rozwiązaniu problemu ocieplenia klimatu i zanieczyszczenia środowiska oraz dbałość o stały wzrost dobrobytu (by móc łatwiej adaptować się do zmieniającego się klimatu) może przynieść znacznie większe efekty niż „postawienie wszystkiego na jedną kartę” i zmuszanie społeczeństw do redukcji emisji CO2.

Naturalnie taka walka z emisją CO2 jest bardzo spektakularna i możliwa do pokazania w mass-mediach. Wszyscy znamy pełne emocji wystąpienia Grety Thunberg, ale czy wielu z nas słyszało o Boyanie Slat, który mając 16 lat (w podobnym wieku jak Greta, gdy rozpoczęła swój protest) też był poruszony stanem środowiska naturalnego, zanieczyszczeniem mórz i oceanów?

Boyan nie rozpoczął od spektakularnych protestów, tylko w ramach swojego projektu studenckiego opracowywał pasywną metodę zbierania śmieci morskich. Dwa lata później, w 2013 r., założył The Ocean Cleanup, organizację mającą na celu usunięcie 90 proc. śmieci plastikowych z oceanów oraz zatrzymanie ich napływu z rzek do oceanów do 2040 r. Zadam retoryczne pytanie: Czy potrzebujemy więcej hałaśliwych Gret, czy może więcej spokojnych „pozytywistów” w stylu Boyana? Nota bene: warto obejrzeć rzeczowe wystąpienie 18-letniego Boyana Slata na konferencji TEDxDelft w 2012 r.

Rynkowa zielona rewolucja

Propozycja rynkowego rozwiązania problemów środowiska naturalnego (w tym zmian klimatycznych) nie jest popularna w okresie, kiedy wpływowi intelektualiści, artyści i politycy „biją w bęben neoliberalizmu” i ustawiają sobie kapitalizm jako chłopca do bicia.

Obserwuję jednak wzrost zainteresowania rynkowym podejściem do rozwiązania naszych cywilizacyjnych problemów. Nie mam miejsca na rozwinięcie tego tematu, wspomnę jedynie o niedawnej publikacji Green Market Revolution (Rynkowa zielona rewolucja).

W książce tej 21 autorów (z ponad 15 organizacji sprzyjających rynkowej analizie procesów społeczno-gospodarczych) przedstawia zróżnicowany, rzetelny obraz rynkowego podejścia do problemów ekologicznych. To, co łączy wszystkich autorów, to przekonanie, że ochrona środowiska naturalnego i sprostanie wyzwaniom związanym ze zmianami klimatu to jedno z najważniejszych zadań współczesności.

Rynki nie wierzą w katastrofę klimatyczną

Celem tej książki jest przedstawienie alternatywy dla dominujących obecnie poglądów etatystycznych, nacechowanych dosyć paniczną reakcją na wyzwania cywilizacyjne. Autorzy poszczególnych rozdziałów pokazują, że znacznie lepszym rozwiązywaniem naszych problemów środowiskowych jest spokojna i systematyczna reakcja oparta na poszanowaniu własności prywatnej, zaufaniu do zasad gospodarki rynkowej, sprzyjaniu wolnemu handlowi i praworządności. Należy uznać, że człowiek jest raczej częścią natury niż brutalnym intruzem i że możemy rozwiązać te problemy poprzez współpracę, innowacje i postęp.

Po krótkim przedstawieniu obecnego stanu dyskusji nad problemem poprawy środowiska naturalnego, kolejni autorzy opisują przyczyny tego, że działania rządu nie sprzyjają poprawie stanu środowiska naturalnego i wskazują, że ekologia rynkowa to znacznie lepszy sposób ochrony naszej planety.

Zamiast rządów, skuteczniej problemy środowiska mogą rozwiązywać społeczności lokalne.

W dwóch rozdziałach pokazano, że skuteczne mogą być działania na poziomie lokalnym. Zamiast zwracać się do scentralizowanych rządów w celu rozwiązania problemów środowiskowych, społeczności lokalne mogą często chronić przyrodę lepiej. W tym kontekście przywoływane są wyniki badań Elinor Ostrom, laureatki Nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii. Przedstawiono tam też przykłady takich lokalnych polityk.

Wskazano, że kiedy wolne jednostki i społeczności czują się odpowiedzialne za ochronę środowiska, wyniki ich wysiłków są często efektywniejsze i mniej szkodliwe dla gospodarki niż w przypadku nakazu rządowych biurokratów.

W książce nie broni się poglądów w sposób dogmatyczny. Tę rzetelność w przedstawianiu problematyki ochrony środowiska naturalnego widać choćby w tym, że w jednym z rozdziałów pokazano szanse i ograniczenia międzynarodowej polityki środowiskowej w kontekście działań globalnych. W rozdziale tym uznano, że porozumienie paryskie było pozytywnym krokiem w kierunku budowania przyszłości międzynarodowej polityki ochrony środowiska zgodnej z zasadami rynkowymi. Ciekawie są też przedstawione w kilku rozdziałach wizje ekologizmu rynkowego w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej i Austrii.

Edukacja i … ustawiczne samokształcenie

Obecna w naszym życiu od kilkudziesięciu lat proekologiczna dyskusja przyczynia się niewątpliwie do wzrostu indywidulanej dbałości o stan środowiska naturalnego w naszym codziennym myśleniu i działaniu. Pewne obawy może rodzić to, że te nasze pozytywne działania napędzane są retoryką strachu, przedstawieniem apokaliptycznej wizji rozwoju cywilizacyjnego.

Wydaje się, że znacznie lepsze efekty mogłyby być osiągnięte, gdyby zamiast takiej apokaliptycznej wizji przedstawiano ludziom (zwłaszcza dzieciom i młodzieży) rzeczywisty obraz rozwoju cywilizacyjnego, z jego negatywnymi, ale przede wszystkim też pozytywnymi aspektami. Te pozytywne aspekty wyraźnie przeważają w naszym rozwoju społecznym i cywilizacyjnym. Na szczęście, coraz częściej pojawiają się publikacje pokazujące „dobrą stronę naszego cywilizacyjnego rozwoju”.

Powinniśmy przede wszystkim zmienić system edukacji, tak by uczyć dzieci i młodzież, że pokonywanie problemów, i niekiedy ponoszenie porażek, jest czyś naturalnym, z czym powinniśmy sobie skutecznie radzić. Uświadomienie dzieciom, że życie z pewnymi niedogodnościami, które możemy minimalizować, ale z którymi musimy nauczyć się żyć, może przynieść tylko pozytywne skutki (zarówno w życiu indywidualnym jak i w wymiarze społecznym).

Należy zmienić myślenie nasze i naszych dzieci o przyszłości. Przestać myśleć o przyszłości z obawami i ze strachem, a raczej, że obecne niedogodności potrafimy stale zmniejszać a problemy rozwiązywać.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Rolnictwo czeka klimatyczna rewolucja

Kategoria: Analizy
Ocieplenie klimatu zagraża rolnictwu i bezpieczeństwu żywnościowemu, generując ogromne koszty dla gospodarek. Jednocześnie to właśnie działalność rolnicza wpływa w ogromnym stopniu na zmiany klimatyczne, odpowiadając za jedną czwartą globalnej emisji gazów cieplarnianych. Sposób gospodarowania ziemią musi się zatem zmienić.
Rolnictwo czeka klimatyczna rewolucja

Rynki nie wierzą w katastrofę klimatyczną

Kategoria: Ekologia
Walka z globalnym ociepleniem jest tematem uważanym za najważniejszy przez społeczeństwa wielu krajów. Konieczność odejścia od energetyki emitującej gazy cieplarniane ma ogromny wpływ na politykę gospodarczą w krajach wysoko rozwiniętych.
Rynki nie wierzą w katastrofę klimatyczną