Ostatnia szansa dla Japonii?

04.11.2014
Japonia stanowi test laboratoryjny walki z długotrwałą stagnacją, jaka dręczy dziś większość krajów rozwiniętych. Mimo bowiem fanfar towarzyszących wprowadzeniu „abenomiki” gospodarka Japonii nadal ledwie dyszy.
Stephen S. Roach


Przez sześć minionych kwartałów (czyli za kadencji Shizno Abe jako premiera) przeciętne tempo wzrostu w przeliczeniu na stopę roczną wyniosło zaledwie 1,4 proc. — tylko minimalnie więcej od anemicznego (1 proc.) średniego wzrostu po 1992 r.

Spodziewano się, że „abenomika” — czyli potencjalnie silnie działająca kombinacja stymulacji monetarnej i budżetowej, połączona z szerokim zestawem reform strukturalnych — sprawi, iż skończą się „stracone dekady” Japonii. Wszystkie trzy „strzały” tej strategii miały być wycelowane na uwolnienie gospodarki z trwającego 15 lat deflacyjnego koszmaru.

Niestety, nie wszystkie strzały poruszały się lotem wznoszącym. Z pierwszą Bank Japonii chyba utrafił — zastosował bowiem coś, co nazywa się złagodzeniem ilościowym i jakościowym (quantitative and qualitative easing, QQE). W porównaniu do PKB monetarna zagrywka Banku Japonii być może przewyższa nawet starania amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Lot dwóch kolejnych strzał jest jednak w najlepszym razie chybotliwy. W ostatnich dniach Abe postawił poważne pytanie o to, co robić z drugą fazą zatwierdzonej już prawnie podwyżki podatku konsumpcyjnego, którą długo uważano za „zawleczkę” japońskiej strategii konsolidacji zadłużenia. Abe wzdraga się przed tym posunięciem, bo gospodarka nadal jest słaba, co ponownie zagraża nawrotem zjawisk deflacyjnych. Ponadto trzecia strzała – czyli reformy strukturalne – jakoś nie zbliża się do celu, zwłaszcza jeśli idzie o reformę podatków, edukacji oraz kwestii imigracyjnych.

Można by zatem uznać, że „abenomika” to właściwie tylko japońska wersja nieudanej kombinacji polityki gospodarczej, zastosowanej w Stanach Zjednoczonych i w Europie: to ogromne, niekonwencjonalne zastrzyki płynności dokonywane przez banki centralne (bo Europejski Bank Centralny wydaje się skazany na pójście w ślady Fed) — i niewiele, jeśli chodzi o zasadnicze reformy budżetowe i strukturalne. To ponowny tryumf politycznego oportunizmu w postaci krótkoterminowych rozwiązań monetarnych.

W przypadku Japonii taka zagrywka jest szczególnie wątpliwa. Z uwagi na starzenie się ludności w wieku produkcyjnym — której liczba już nawet spada — kraj ten ma ograniczone możliwości pobudzania wzrostu. Japonia musi albo wyciskać więcej z dostępnej siły roboczej, czyli zwiększać wydajność — albo też odkryć nowe źródła popytu w kraju lub zagranicą.

W kraju mogłoby to oznaczać dodatkowych pracowników w efekcie zwiększenia aktywności zawodowej kobiet (obecnie wynosi ona 63 proc.; to jeden najniższych wskaźników wśród krajów rozwiniętych) —albo rozluźnienia ograniczeń imigracyjnych. Ale na obydwu tych frontach postęp jest niewielki. Ponadto gdyby nawet nagle nastąpiło wzmocnienie politycznej woli co do „trzeciej strzały”, czyli reform strukturalnych — co jest założeniem wątpliwym — dopiero po dłuższym czasie nastąpi zmaterializowanie się zysku z tego posunięcia w postaci większej wydajności.

Zostaje więc popyt zewnętrzny, to zaś uwypukla największą chyba strategiczną wadę „abenomiki”: to, że nie uwzględnia ona niektórych największych zmian, jakie zapewne zajdą w gospodarce globalnej. To ogromna szkoda, bo Japonia ma pozycję, umożliwiającą jej skorzystanie na jednym z najpotężniejszych trendów globalnych — nadchodzącej reorientacji gospodarek Chin i Stanów Zjednoczonych.

Wygląda na to, że Chiny bardziej nastawiają się na restrukturyzację niż Stany Zjednoczone — przynajmniej w przewidywalnej przyszłości. Zatwierdzone na Trzecim Plenum reformy zapewniają spójny program przeobrażeń prokonsumpcyjnych. Ale skoro Stany Zjednoczone są obecnie nadal zdecydowane na dokonanie restrukturyzacji modelu wzrostu, który się wyczerpał, są podstawy do oczekiwań, że i w tej gospodarce dojdzie w końcu do reorientacji.

Japonia nie może sobie pozwolić na zmarnowanie tych szans. Któż bowiem na przestawieniu się Chin z na nową siłę napędową wzrostu — z popytu zewnętrznego na wewnętrzny— miałby skorzystać bardziej niż eksporterzy japońscy? Chiny już teraz są największym rynkiem eksportowym Japonii, co sprawia, iż ma ona idealną pozycję do przechwycenia dodatkowego udziału w rynku podczas zbliżającego się okresu gwałtownego wzrostu popytu na towary i usługi konsumpcyjne.

Japonia może także skorzystać na swojej technicznej sprawności w rekultywacji środowiska naturalnego — co w nadchodzących latach będzie dla Chin priorytetem. Japonia dysponuje bowiem ogromną wiedzą specjalistyczną, potrzebną do rozwiązania wielu najpilniejszych problemów Chin.

Japonia skorzystałaby pewnie także i na długo odwlekanej reorientacji gospodarki amerykańskiej. Dokonujący się w niej zwrot — od nadmiernej konsumpcji towarów, produkowanych głównie w tanich pod względem kosztów krajach rozwijających się na zakup dóbr trwałych, jakich będzie wymagać gospodarka, w coraz większym stopniu napędzane przez inwestycje — umożliwia Japonii wykorzystanie swoich najmocniejszych stron. Mogłaby to zrobić mi. in. dlatego, że jest globalnym liderem w produkcji skomplikowanych urządzeń oraz sprzętu wydobywczego.

Nastawiając się na popyt zewnętrzny, Japonia nie powinna pomijać swoich wcześniejszych osiągnięć. W latach 70. i 80. XX wieku była przedmiotem zazdrości całego świata jako potężna machina eksportowa, nadążająca za popytem gwałtownie rosnącej gospodarki globalnej. „Korporacja Japonia” ma wciąż dobrą pamięć instytucjonalną o tym, na czym polega wykorzystywanie wsparcia, jakie daje popyt zagraniczny.

Pora przywołać tę pamięć. Jeśli się to nie uda, to wskutek transformacji USA i Chin, dwóch największych potęg gospodarczych świata, Japonii — gospodarce trzeciej co do wielkości —grozi dalsza marginalizacja.

Konieczne jest tu pewne oczywiste i ważne zastrzeżenie: przeszkodę w osiągnięciu korzyści, jakie niesie reorientacja gospodarki chińskiej, mogą stanowić złe stosunki między Chinami a Japonią, efekt niezaspokojonych roszczeń historycznych.

Wzajemne oddziaływanie ekonomii i polityki to główny powód wzlotu i upadku wielkich potęg. W świecie zachodzą gwałtowne zmiany, nasilające się jeszcze wskutek prawdopodobnych zmian struktury gospodarki USA i Chin, a Japonia nie może sobie pozwolić na przeoczenie tego faktu. Stany Zjednoczone i Chiny mają wiele do zyskania na transformacji gospodarki, Japonii natomiast brakuje czasu. Stracone zostały dwie dekady i trwa już odliczanie — może to więc być ostatnia szansa dla tego kraju.

© Project Syndicate, 2014

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane