Partia ustaliła priorytety, chiński model demokracji ma je spełnić

21.10.2014
Chiny Ludowe skończyły 65 lat. Mają się czym pochwalić, ale wyzwań też nie brakuje. Władze postawiły na walkę z korupcją – potrzebną, ale motywowaną przede wszystkim politycznie.
Brama Niebiańskiego Spokoju w Pekinie - to z jej tarasu 1 października 65 lat temu Mao ogłosił powstanie Chińskiej Republiki Ludowej (Fot. A.Kaliński)

Brama Niebiańskiego Spokoju w Pekinie - to z jej tarasu 1 października 65 lat temu Mao ogłosił powstanie Chińskiej Republiki Ludowej (Fot. A.Kaliński)

Brama Niebiańskiego Spokoju w Pekinie - to z jej tarasu 1 października 65 lat temu Mao ogłosił powstanie Chińskiej Republiki Ludowej (Fot. A.Kaliński)

Rocznica powstania Chińskiej Republiki Ludowej to najważniejsze święto państwowe. Obchodzi się je z wielką pompą. W tym roku jak zawsze „mieszkańcy manifestowali swą miłość do ojczyzny” – donosiły w podniosłym tonie chińskie media. Nastrój psuły jednak protesty w Hongkongu – najpoważniejsze od lat wyzwanie dla jedynej chińskiej partii. Byś może dlatego zwykłe propagandowe samochwalstwo podkreślające – zwłaszcza – osiągnięcia ekonomiczne w porównaniu z innymi państwami jeszcze przybrało na sile.

Demokracja made in China

Prezydent Xi Jinping wezwał „do umocnienia wiary w słuszność drogi socjalizmu o chińskiej specyfice”, wychwalając wyjątkową chińską „demokrację konsultatywną”, która pozwala ludowi partycypować we władzy.

Demokracja według jego słów to nie tylko wybory, lecz także codzienny udział w sprawach politycznych. Rządowi doradcy i eksperci zabrali się więc szybko do wyjaśniania, o co w tej chińskiej demokracji chodzi i dlaczego jest ona lepsza od zachodniej, liberalnej. Jak zaznaczył prezentujący aktualne stanowisko Komunistycznej Partii Chin „Dziennik Ludowy” (Renmin Ribao), Chinom udało się znaleźć równowagę między demokracją a centralizacją, wolnością a jej brakiem, otwartością a kontrolą.

Yang Guangbin, prof. nauk politycznych z pekińskiego Uniwersytetu Ludowego Chin, uważa, że kluczem do sukcesu w porównaniu do innych wielkich państw (zwłaszcza rozwijających się) jest centralizm demokratyczny jako system instytucjonalny i model decyzyjny. Zapewnia on „konsensus opinii na demokratycznych zasadach”, gwarantując, że proces podejmowania decyzji jest odpowiedzią na opinię publiczną. Profesor wyróżnia obecnie dwa główne systemy polityczne: demokrację przedstawicielską i centralizm demokratyczny. Jeśli zaś miałby porównywać Chiny do innych państw, to do takich, które mają „podobnie długą historię, wielką populację oraz kolonialną bądź pół-kolonialną przeszłość”, jak np. Indie, Indonezja, Pakistan, Bangladesz czy Brazylia. Demokracja przedstawicielska – uważa prof. Yang – jest „wąskim gardłem” rozwoju. Przeszkadza w osiągnięciu przez te kraje dobrobytu, co ma związek z dużą siłą lokalnych społeczności przy jednocześnie słabej władzy centralnej. Zwraca on uwagę, że niektórzy zachodni eksperci porównują Chiny do Indii – największej demokracji zgodnej według z zachodnią definicją – sądząc, że „pewnego dnia prześcigną one Chiny, gdyż wierzą, że demokracja przedstawicielska jest największa zaletą Indii”. Nic jednak nie wskazuje na to, aby miało to szybko nastąpić.

Jak Chiny pobiły Indie

Chiński ekspert przytacza tu wskaźnik Human Development Index (ONZ-etowski wskaźnik rozwoju społeczno-ekonomicznego). Chiny awansowały ze 101. miejsca w 2001 r. na 91. w 2014 r., podczas gdy Indie spadły w tym samym czasie z miejsca 122. na 135. Jeśli chodzi o wskaźnik ubóstwa (Poverty Population Index), to 11,8 proc. populacji Chin żyje poniżej międzynarodowej granicy wyznaczającej ubóstwo, natomiast w Indiach odsetek ten wyniósł 32,68 proc. W rankingu wskaźnika percepcji korupcji (Corruption Perceptions Index) Chiny znajdują się na miejscu 80., Indie na 96. Według kolejnego indeksu, który pokazuje łatwość prowadzenia interesów (Easy of Business Index) Chiny lokują się na miejscu 90., a Indie na 134. Do tego – jak czytamy – PKB na głowę mieszkańca Państwa Środka wyniósł w 2013 r. 6,629 dol., czyli cztery razy więcej aniżeli w Indiach (1,592 dol.), a różnica PKB per capita między Indiami a Chinami jest dziś większa niż dwie dekady temu. Zdaniem autora wniosek jest oczywisty: demokracja przedstawicielska w Indiach przy wciąż istniejących tam elementach feudalizmu i dużym stopniu fragmentacji kraju nie gwarantuje tak szybkiego rozwoju gospodarczego i społecznego jak demokracja scentralizowana. Ta ostatnia zdaniem naukowca daje ChRL przewagę nad innymi największymi państwami rozwijającymi się.

Gospodarcze alibi władzy

Osiągnięcia ChRL w sferze gospodarczej trudno podważyć nawet krytykom chińskich porządków i centralizmu demokratycznego, który na Zachodzie jest uważany za marksistowski przeżytek. Dla chińskich komunistów jest za to alibi dla twardych, choć gospodarczo skutecznych rządów.

Mimo że chińska gospodarka nie rośnie już w dwucyfrowym tempie, dwa pierwsze kwartały 2014 r. (wzrost PKB na poziomie 7,5 proc.) pokazują, że o twardym lądowaniu nie ma mowy. Wprawdzie prognozy na III kwartał mówią o wzroście na poziomie 7,2–7,3 proc., ale chińscy planiści wierzą, że wyznaczony roczny cel wzrostu PKB na poziomie 7,5 proc. jest niezagrożony. Wytrąciło to trochę z rąk argumenty twardogłowym towarzyszom prezydenta Xi Jinpinga i uchodzącego za zwolennika rynkowych zmian premiera Li Keqianga, iż kraj nie jest gotowy na jeszcze większe otwarcie gospodarcze.

Zadekretowana walka z korupcją

Choć obecny rok upływa w Chinach pod znakiem przyspieszenia reform, to nie budzą one większych społecznych emocji – w przeciwieństwie do przybierającej na sile kampanii antykorupcyjnej. Według lepiej zorientowanych w chińskich realiach ma ona głównie podłoże polityczne i przypomina raczej czystki mające na celu odsunięcie od władzy ludzi, z którymi liderom państwa jest nie po drodze. Obecna ekipa stara się konsekwentnie umacniać swą pozycję, bo panuje przekonanie, że opór w forsowaniu prorynkowych zmian ze strony partyjnych grup interesu okazał się zaskakująco silny, o czym piszą dość otwarcie również chińskie media. Duża część aparatu nie pali się do zmiany opartego na eksporcie, inwestycjach i forsownej industrializacji modelu rozwoju Chin, ponieważ czerpie z tego wymierne korzyści. Mocno nagłośniono np. (co raczej nie jest przypadkowe), że tysiące państwowych urzędników dorabia sobie na jawnych lub ukrytych posadach w przedsiębiorstwach państwowych i prywatnych, które im często podlegają. Aby zapewnić sobie polityczny spokój, przedsiębiorcy dają zarobić urzędnikom, bo to bezpieczniejsze (zwłaszcza teraz) od wręczania łapówek i prezentów.

Prasa piętnuje te praktyki, nazywając je absurdalnymi, niemoralnymi i dowodzącymi, że w Chinach władza i pieniądze świadczą sobie wzajemnie usługi. Dotąd zjawisko to było tolerowane, a urzędnicy (zwłaszcza szczebla lokalnego) nie widzieli w tym konfliktu interesów. Teraz w ramach antykorupcyjnej krucjaty i, jak się to tutaj określa „walki zarówno z tygrysami, jak i muchami” (tygrysy to politycy i wysocy urzędnicy o lepkich rękach, zaś muchy to pokorni biurokraci, od których bardzo wiele zależy) uznano, iż zjawisko to „zagraża prawidłowemu rozwojowi gospodarki Chin” (według słów agencja Xinhua). Według Centralnej Komisji Kontroli i Dyscypliny za łamanie dyscypliny ukarano w 2013 roku 182 tys. urzędników (o 20 tys. więcej niż rok wcześniej). Wkrótce poznamy bilans za obecny rok.

Gdyby przyszło ustalić aktualną listę TOP 10 priorytetów chińskiej polityki, jak określają to inspirowane płynącymi z góry wskazówkami chińskie media, to bezapelacyjnie na pierwszym miejscu jest właśnie walka z korupcją, której plan rozpisano do 2017 r.

Kolejne priorytety

Na miejscu drugim wymienia się zmianę filozofii wzrostu gospodarczego, czyli przeniesienie nacisku ze wzrostu ilościowego PKB na jego jakość i trwałość, bo „mania PKB doprowadziła do ignorowania ochrony środowiska i zasobów”, jak zauważa „China Daily”. Wzrost gospodarki ma już nie mieć skutków ubocznych groźnych dla następnych pokoleń.

Miejsce trzecie (zaskakująco wysokie) zajmuje działająca od 2013 roku Pilotażowa Strefa Wolnego Handlu w Szanghaju (FTZ), czyli będący podstawą nowych reform ekonomicznych „drugi etap cudu gospodarczego w Chinach”. To nie strefa specjalna, jakich tutaj wiele. Widać wyraźnie, że władze chcą, by Szanghaj stał się ekonomiczną przeciwwagą dla Hongkongu i zastąpił go w roli jednego z głównych centrów finansowych świata. Ostatnie protesty w Hongkongu mogą realizację tego planu tylko przyśpieszyć.

Miejsce czwarte na liście priorytetów zajmuje urbanizacja Państwa Środka, której poświęciłem więcej uwagi w artykule „Grunty zurbanizowane, ludzie nie”. Na pozycji piątej znalazłaby się reforma emerytalna. Jej głównym celem jest podwyższenie wieku emerytalnego w związku ze starzeniem się społeczeństwa i objęcie wszystkich pracujących systemem ubezpieczeń. Zamierzenie nr 6 ma związek z poprzednim. Chodzi o stopniowe poluzowanie wprowadzonej pod koniec lat 70. XX w. polityki jednego dziecka. Jest to reakcja na starzenie się chińskiej populacji i spadek przyrostu naturalnego.

Za siódmą przełomową decyzję władz uznaje się zniesienie powszechnie krytykowanego systemu reedukacji przez pracę (Laojiao), czyli obozów pracy przymusowej, do których trafiali ludzie politycznie niepokorni wraz z drobnymi złodziejami czy narkomanami. Często bez procesu sądowego, na podstawie donosu, fałszywych oskarżeń albo zeznań uzyskanych pod przymusem.

Na ósmym miejsce znajduje się cały pakiet działań mających służyć rozwojowi „zielonej energii”. Ponieważ problemy z zatruciem, zwłaszcza powietrza i wody, przybrały w Chinach rozmiary klęski, a z importu pochodzi już ponad 60 proc. zużywanej tu ropy naftowej, władze postanowiły udzielić strategicznego (czyt. finansowego) wsparcia wszystkim sektorom tzw. nowej energii.

Priorytet nr 9 to reforma systemu edukacji i większa otwartość programów szkolnych, bowiem chiński system edukacyjny jest mocno skostniały, oparty na pamięciowym opanowaniu wiedzy i tłumi w młodych ludziach twórczy potencjał i samodzielność myślenia.

Najtrudniej odebrać uprawnienia

Listę priorytetów zamyka zmiana, którą uznaje się za najtrudniejszą i mającą olbrzymi wpływ na gospodarkę. Chodzi o reformę administracji i radykalne zmniejszenie jej uprawnień, np. w wydawaniu zgody na działalność gospodarczą. Część z nich ma zostać scedowana na władze lokalne, a liczba obszarów objętych administracyjnym zezwoleniem na prowadzenie biznesu zredukowana do minimum, co powinno zahamować rozrost biurokracji, łapownictwo i korupcję.

Chińscy komentatorzy powątpiewają jednak, by urzędniczą wszechwładzę udało się tutaj szybko ukróci. Jeśli tak, to wówczas przyjdzie jeszcze ostrzej zabrać się za realizację celu pierwszego, czyli tępienie korupcji.

OF


Tagi


Artykuły powiązane