Potentat spożywczy będzie współrządzić Czechami

Istnieje spore ryzyko, że wkrótce posłowie PSL, którzy nawoływali do bojkotu Tesco będą musieli protestować przeciwko rosnącemu bojkotowi polskiej żywności w Czechach. Nie po raz pierwszy. Partia założona przez Andreja Babisza, właściciela jednej z największych grup spożywczych w naszej części Europy, wchodzi do czeskiego rządu.
Potentat spożywczy będzie współrządzić Czechami

Dla Andreja Babisza, którego firmy kontrolują 30 proc. rynku rolnego Czech, polska żywność to bezpośredni konkurent (Fot. PAP)

6 stycznia trzy czeskie partie polityczne podpisały porozumienie w sprawie utworzenia centrolewicowej koalicji rządowej. Premierem ma zostać Bohuslav Sobotka, przywódca Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD). Partie tworzące nową koalicję – CSSD, partia ANO miliardera Andreja Babisza (w wyborach osiąga wynik 18,7 proc. i zdobywa aż 47 miejsc w parlamencie) i Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna – Czechosłowacka Partia Ludowa (KDU-CSL) – czekają na decyzję prezydenta Milosza Zemana. Zgodnie z zapowiedzią prezydent mianuje Sobotkę premierem 17 stycznia, czyli w najbliższy piątek.

Porozumienie koalicyjne przewiduje, że socjaldemokraci otrzymają w nowym rządzie osiem stanowisk (w tym urząd premiera), ANO Babisza – sześć, chrześcijańscy demokraci trzy. Według czeskich mediów ANO dostaje ministerstwo finansów. Moody’s wymienia również resorty obrony, transportu i zdrowia. Oficjalne wnioski na stanowiska szefów resortów mają być przesłane do prezydenta na początku przyszłego tygodnia.

Czy Andrej Babisz nam zagraża

Szansa, że Andrej Babisz pojawił się w polityce z potrzeb ideologicznych, a nie portfela jest niewielka. Czy drugi najbogatszy Czech z majątkiem wycenianym przez Forbesa na ponad 2 mld dolarów, zostanie u naszych sąsiadów ministrem finansów? Wiele na to wskazuje. Czeskie media doniosły, że prezydent Zeman zażądał od kandydatów przedstawienia oświadczenia lustracyjnego, którego Babisz dostarczyć nie mógł. Instytut Pamięci Narodowej Słowacji (tam się urodził Babisz) utrzymuje, że był on tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa Czechosłowacji. On te oskarżenia odrzuca, ale udowodnić, że świadczące przeciw niemu dokumenty są nieprawdziwe, nie potrafił.

Z drugiej strony, teka ministerialna w wielu sprawach wiązałaby mu ręce. Jest przede wszystkim biznesmenem. Jako szef partii rządzić może z „tylnego siedzenia” nie tracąc możliwości zarządzania korporacją. GazetaPrawna.pl pisze, że „wymyślił dla siebie stanowisko – wicepremiera ds. ekonomicznych”. Nie jest ministrem, ma wpływ na gospodarkę, zachowuje stanowisko szefa firmy.

A jednak – jego nazwisko jest wciąż na pierwszym miejscu kandydatów do objęcia teki ministra finansów.

I tu zaczynają się pierwsze problemy dla Polski. „Wprost” wyliczył, że Babisz ma kontrolę nad 30 proc. czeskiego rynku rolnego. Należąca do niego grupa Agrofert skupia ok. 200 spółek, daje rocznie ponad 5 mld euro przychodów i zatrudnia 34 tys. osób. To czyni Babisza największym prywatnym pracodawcą w Czechach. Wedle przedstawicieli polskiej branży spożywczej, to właśnie Babisz stoi za bojkotem importu żywności z Polski. Polska jest trzecim krajem importu dla Czech, zaraz po Niemczech i Chinach – przed Słowacją, Rosją czy Włochami, a żywność zajmuje jedną z głównych pozycji. Polskie towary spożywcze konkurują zaś przede wszystkim z towarami z fabryk Andreja Babisza.

-Zasłynął już z ataków przeciwko polskim producentom. Po Babiszu spodziewać możemy się wszystkiego – przekonywał w „Pulsie Biznesu” Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności, po ogłoszeniu wyniku wyborów w Czechach w październiku 2013 r.

Jesienią zeszłego roku koncern Agrofert sfinalizował też zakup grupy medialnej Mafra, która wydaje dwa najpoczytniejsze czeskie dzienniki „Mlada fronta Dnes” oraz „Lidove noviny”. Od tego człowieka zależy naprawdę dużo, nawet bez zaangażowania w politykę.

Psucie wizerunku polskiej żywności zaczęło się znacznie wczesniej, w lutym 2012 r. od tzw. afery z solą techniczną, której dodawano do produktów spożywczych niektórych firm w Polsce. Czesi nadali jej znacznie większy rozgłos niż Polacy. Napięcie podkręciła dodatkowo decyzja urzędników ministerstwa rolnictwa Polski, którzy zdecydowali, że nie zostaną ujawnione nazwy fabryk w solną aferę zamieszanych. Czeska Państwowa Inspekcja Rolniczo – Spożywcza Przeprowadziła wtedy 75 testów żywności z Polski na obecność soli technicznej.

– Wedle informacji z raportu rocznego Inspekcji po 2012 r. wszystkie produkty okazały się bezpieczne! – mówi Wojciech Pobóg – Pągowski, I Radca, kierownik Wydziału Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pradze.

Podkreśla, że zastrzeżenia kontroli rolno – spożywczej dotyczyły także wyrobów z innych krajów, ale medialna akcja dotyczyła wyłącznie żywności polskiej. W 2013 r. Inspekcja miała zastrzeżenia do jakości ogółem około 300 produktów – tylko 28 z nich pochodziło z Polski, 30 ze Słowacji i aż 217 z samych Czech. Cóż z tego – polscy eksporterzy skutki odczuwają do dziś.

(infografika Darek Gąszczyk)

(infografika Darek Gąszczyk)

W 2012 roku Polska zajmowała 2. miejsce po Niemczech w imporcie żywności do Czech – z wartością odpowiednio: 875,9 mln euro i 1,28 mld euro. Z danych czeskiego urzędu statystycznego wynika, że import polskiej żywności wciąż rośnie, ale niektóre sektory zanotowały gwałtowny spadek popytu. W okresie styczeń – sierpień 2013 r. wzrósł import mięsa, zbóż i wyrobów zbożowych, owoców i warzyw, paszy, ryb.

– W 2013 r. wartość eksportu polskiej żywności do Czech wzrosła o ok. 5 proc. Spadek odnotowaliśmy zaś przede wszystkim w przypadku tych produktów, które są – bo muszą być – wyraźnie oznakowane jako pochodzące z Polski, np. jaj i wyrobów mlecznych – mówi Wojciech Pobóg – Pągowski.

(infografika Darek Gąszczyk)

(infografika Darek Gąszczyk)

Czechy od wielu lat należą do ważnych partnerów gospodarczych Polski. Zajmują 3. pozycję pod względem udziału w polskim eksporcie oraz 7. w imporcie (patrz: tabela niżej). W przeliczeniu na jednego mieszkańca Czechy są największym odbiorcą polskich towarów – wartość sprzedaży w skali roku  sięga 850 euro/osobę. Od 2005 roku Polska uzyskuje w handlu z Czechami dodatni bilans. W 2013 r. jego wartość wyniosła 3,4 mld euro – była to dla Polski druga największa nadwyżka w wymiarze globalnym po Wielkiej Brytanii.

Obywatelska postawa

Skąd u znanego przedsiębiorcy polityczne zapędy? Możemy przyjąć interpretację życzliwą. Oto Andrej Babisz, znudzony już trochę zarabianiem pieniędzy i przejęty do głębi politycznym chaosem w kraju, w obywatelskim odruchu zakłada partię polityczną. Ta w wyborach osiąga wynik znacznie powyżej oczekiwanego. Teraz tylko czekać, aż do Czech powrócą tak przez Czechów upragnione polityczny ład i gospodarczy spokój.

-To państwo nie ma żadnej strategii w żadnej materii, od energii, przez transport, po politykę rodzinną i zdrowie – mówił w przedwyborczych wywiadach miliarder.

I fakt, Babisz – z wykształcenia ekonomista – być może rzeczywiście jest kimś, kogo obywatelski instynkt w takich okolicznościach pcha w ramiona polityki, a on sam trochę „nie chce, ale musi”. W końcu jeszcze niecałe trzy lata temu zastrzegał, że do polityki nie wejdzie, bo „skończyłby pewnie jak Michaił Chodorkowski”.

Taka interpretacja intencji Babisza choć życzliwa, zakrawa na naiwną. Dowiódł, że biznes to jego pierwszy żywioł. Urodził się na Słowacji i według niektórych średnio włada czeskim – to może niepodobać się czeskim nacjonalistom. Niemal 60-letni Babisz to syn czeskiego dyplomaty, wpływowego członka Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Babiszowi od lat zarzuca się, że w kolaboracje z systemem zaangażowany był nawet bardziej niż ojciec.

– Nie mam najlepszego życiorysu pod pewnymi względami, ale z służbami nie współpracowałem – zapewnia Babisz. – Od 9 roku życia „pracowałem”, sprzedawałem piłeczki tenisowe graczom klubu w Bratysławie. W wieku 15 lat rozwoziłem mleko, potem rozładowywałem wagony, dekorowałem domy, wszystko po to, by zarobić jakieś pieniądze – kreuje własny obraz typowego „self-made mana”, który zaczynał od zera. Wielu Czechów zarzuca mu, iż jest jednym z tych, którzy swoje nomenklaturowe powiązania przekuli w czasach transformacji ustrojowej i powszechnej prywatyzacji na niezły biznes. Cynicznie, z wyrachowaniem.

Jego przeciwnicy wskazują na fakt, że przez kilka lat przed transformacją Babisz pracował w Maroku jak przedstawiciel centrali handu zagranicznego Petrimex, a w krajach komunistycznych tego typu centrale były zazwyczaj siedliskami agentów. Niedługo po tym, gdy wybuchła aksamitna rewolucja powrócił do kraju i w niejasnych okolicznościach – z pomocą spółki wydmuszki zarejestrowanej w Szwajcarii – przejął firmę, która później miała stać się jedną z największych firm w Czechach – Agrofert, mocno zadłużone przedsiębiorstwo państwowe.

Dziś Babisz w rankingach na najbardziej wpływowych Czechów często plasuje się na pierwszej pozycji. I ma powody by Polski nie darzyć wielkim sentymentem. Dwa razy próbował wielkiego biznesu w Polsce i dwa razy został odstawiony na boczny tor, w sposób, który wielu uznaje za mało elegancki. Ponad 10 lat temu chciał kupić kilka spółek należących do czeskiej firmy Unipetrol, będącej w fazie prywatyzacji. O zakup Unipetrolu starał się wtedy polski koncern PKN Orlen. Babisz porozumiał się z jego zarządem a ten obiecał mu, że gdy kupi Unipetrol, odsprzeda pożądane przez Czecha spółki-córki. W międzyczasie zarząd Orlenu się zmienił a nowy uznał, że takie działanie odbyłoby na szkodę polskiej spółki. Babisz zaskarżył Orlen o niewykonanie umowy – realne straty wycenił na 3 mld zł, otrzymał 400 mln zł odszkodowania.

Próbował także przejąć jedną z polskich prywatyzowanych firm chemicznych, ale polski rząd w ostatniej chwili odwołał prywatyzację.

– Po moich doświadczeniach już nigdy nie wystartuję w prywatyzacji polskich firm chemicznych – zapowiadał.

Słowa dotrzymał, ale biznes to biznes – z polskiego rynku nie rezygnuje. Niedawno założył fundusz inwestycyjny, który ma inwestować w spółki z Europy Centralnej i namierzył już co najmniej trzy polskie firmy, które chciałby przejąć.

Wybitny teoretyk ekonomiczny Adam Smith ostrzegał, że jeśli gdziekolwiek spotykają się biznesmeni, to nie po to, aby pić wspólnie drinki i rozmawiać o sztuce, ale, aby knuć. Dosłownie. Jeśli biznesmen pojawia się w rządzie zyskuje jeszcze szersze wpływy, zwłaszcza dotyczące legislacji, których może użyć w bardzo niebezpieczny sposób. Jeden z amerykańskich serwisów internetowych powiedział o Babiszu, że jest „powstającą na naszych oczach czeską wersją Silvio Berlusconiego”. Wkróttce się okaże, ile to porownanie, którego Babisz bardzo nie lubi, ma w sobie racji.

(infografika Darek Gąszczyk)

(infografika Darek Gąszczyk)

OF

Dla Andreja Babisza, którego firmy kontrolują 30 proc. rynku rolnego Czech, polska żywność to bezpośredni konkurent (Fot. PAP)
(infografika Darek Gąszczyk)
Żywność-pod-pręgierzem-
(infografika Darek Gąszczyk)
Eksport-polskiej-dżywności-do-Czech
(infografika Darek Gąszczyk)
Polsko-czeska-wymiana-handlowa-

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Czech media firmly in domestic hands

Kategoria: Business
On January, the Czech online daily idnes.cz informed that the news platform Info.cz merged with the news aggregator Zdroj.cz. This merger is one of the latest manifestations of series of M&As on the Czech media market.
Czech media firmly in domestic hands

Kto jedzenie marnuje, ten świat rujnuje

Kategoria: Trendy gospodarcze
Im więcej żywności wytwarzamy, tym więcej jej marnotrawimy. Straty w świecie sięgają już setek miliardów dolarów rocznie. Wyrzucane jedzenie szkodzi też środowisku.
Kto jedzenie marnuje, ten świat rujnuje

Ekonomia ekologiczna: zasoby z odpadków

Kategoria: Analizy
W walce z marnotrawstwem żywności ekolodzy, ekonomiści i przedsiębiorcy sięgają po zaskakujące środki: zmieniają resztki jedzenia w źródło energii i wykorzystują modę na patriotyzm.
Ekonomia ekologiczna: zasoby z odpadków