Rosyjski kompleks surowcowy

11.11.2011
Niemcy i Rosjanie, przy udziale najwyższych władz, odkręcili kilka dni temu kurek gazociągu Nord Stream. – Będziemy ze sobą związani przez dziesięciolecia – przyznała kanclerz Niemiec, a prezydent Rosji dodał, że Europa nie może żyć bez rosyjskiego gazu. To tylko połowa prawdy. Druga jest taka, że Rosja ze swoim gazem bez Europy też nie może żyć.
Angela Merkel, kanclerz Niemiec, i Dmitrij Miedwiediew, prezydent Rosji, odkręcają symboliczny kurek Gazociągu Północnego. (Fot. PAP)

Angela Merkel, kanclerz Niemiec, i Dmitrij Miedwiediew, prezydent Rosji, odkręcają symboliczny kurek Gazociągu Północnego. (Fot. PAP)

Angela Merkel, kanclerz Niemiec, i Dmitrij Miedwiediew, prezydent Rosji, odkręcają symboliczny kurek Gazociągu Północnego. (Fot. PAP)

Sektor paliwowo – energetyczny, to dziedzina gospodarki, która ze względu na swą wielkość i specyficzne cechy zawsze znajdowała się w centrum uwagi rosyjskich kręgów rządowo – biznesowych. Największe na świecie zasoby (48 bln m3) oraz największa do niedawna produkcja gazu ziemnego (650,8 mld m3 w 2010 r. ), piąte co do wielkości zasoby (11,5-12,0 mld ton) i pierwsze miejsce w świecie w produkcji ropy naftowej (504,9 mld ton w 2010 r.), to jednocześnie te atuty, które są postrzegane przez partnerów Rosji, w tym w szczególności przez kraje europejskie jako podstawowe czynniki jej siły ekonomicznej i atrakcyjności jako partnera gospodarczego.

W sytuacji gdy Rosja jest w stanie produkować i dostarczać to, czego Europa od lat potrzebuje coraz więcej, w sposób naturalny tworzyć się tu powinien obszar bezproblemowej, dynamicznie rozwijającej się współpracy. Mimo tak dużej zbieżności interesów praktyka ostatnich lat pokazuje, że sektor paliwowo – energetyczny to obszar licznych konfliktów, rywalizacji i rozbieżności, co do wielu spraw zasadniczych na linii Rosja – Unia Europejska.

Jednocześnie jest to ten segment gospodarki rosyjskiej, wokół którego powstaje najwięcej mitów, w tym również w sferze współpracy gospodarczej z zagranicą.

Paliwo dla gospodarki

W aspekcie wewnętrznym sektor paliwowo – energetyczny to przede wszystkim podstawowe źródło dochodów budżetowych Rosji. Podatek surowcowy, podatek eksportowy od wywozu ropy naftowej, gazu ziemnego, produktów naftowych, to w ostatnich latach ponad 50 proc. wpływów budżetowych. Sektor ten to również główne źródło wpływów dewizowych. Ropa, gaz i pochodne to w ostatnich latach 70-75 proc. wartości rosyjskiego eksportu. Powoduje to, że sektor paliwowo-energetyczny postrzegany jest jako główna i najłatwiejsza droga transferu kapitału za granicę, jak również, poprzez rozbudowany system pośredników zarówno w eksporcie ropy naftowej, jak i gazu ziemnego, jako ważna droga redystrybucji dochodów na rzecz sfer administracyjno – rządowych i biznesowych.

Sektor ten jest w ostatnich latach również głównym narzędziem redystrybucji praw własności na rzecz tych samych struktur administracyjno – rządowych i biznesowych. Przykładem może być tu sprzedaż firm naftowo-gazowych Jukosu (nieznani pośrednicy, zaniżone ceny).

Na co dzień sektor paliwowo-energetyczny, to przykład wymykającej się spod kontroli i de facto akceptowanej olbrzymiej skali korupcji, wiążącej się z jednej strony z bardzo dużą wartością inwestycji, w tym w szczególności w sferze infrastruktury przesyłowej, z drugiej natomiast z rozbudowanym systemem pośredników. Prowadzi to do znaczącego wzrostu kosztów, w tym przede wszystkim tych finansowanych ze środków budżetowych.

Ilustracją takiej sytuacji – jak wskazują analitycy – może być budowa gazociągów realizowanych przez Gazprom, których koszt 1 km wynosi co najmniej 5-6 mln dol., podczas gdy koszt takiej inwestycji realizowanej przez firmy zachodnie nie przekraczałby 2 mln dol. Na zjawisko znaczącego zawyżania kosztów realizacji inwestycji w stosunku do wcześniej planowanych, zwracają również uwagę oficjalne służby kontrolne Rosji przy budowie największego aktualnie ropociągu WSTO (Wschodnia Syberia Ocean Spokojny).

Rekordowo sprzyjające uwarunkowania zewnętrzne rozwoju gospodarczego i wiara w trwały charakter utrzymywania się wysokich cen surowców, prowadziły w ostatnich latach do zdecydowanie przesadzonej interpretacji siły ekonomicznej Rosji. Stwarzały coraz dalej idące pokusy podejmowania i realizacji przez nią wielu decyzji w oderwaniu od realiów ekonomicznych. Przejawem takiego kierunku myślenia było postrzeganie surowców energetycznych, nie jako zwykłych towarów, ale jako istotnych narzędzi realizacji polityki zagranicznej Rosji.

Programowo zostało to zadekretowane w dokumencie rządowym „Strategia Energetyczna Rosji do 2020 r.”. W preambule tego dokumentu w części dotyczącej celów i priorytetów strategii energetycznej, zasobom energetycznym przypisano rolę „bazy rozwoju gospodarki oraz instrumentu prowadzenia polityki wewnętrznej i zagranicznej”, zaś w części dotyczącej bezpośrednio ropy i gazu, obu tym surowcom przypisywano strategiczny cel „zabezpieczenie politycznych interesów Rosji”.

Z inicjatywy Putina gaz przekształcił się w strategiczny instrument realizacji polityki zagranicznej Rosji. Bardzo dobitnie traktuje o tym wydana w Moskwie w 2009 r. książka „Gazowyj Imperator”.

„Za czasów Putina i w Europie, a najważniejsze w samej Rosji, zrozumiano, że gaz to realny instrument wpływania na międzynarodową pozycję krajów Europy i Azji, w skrajnym przypadku w sferze stosunków z Rosją.

Po co na przykład krajom Europy Wschodniej, które realnie zależne są od naszego gazu, spierać się z nami? Albo takim Niemcom, którzy z pomocą naszego gazu pokrywają jedną trzecią swojego bilansu energetycznego? Nawet jeżeli nie przyjaźnić się, to kraje te powinny być w stosunku do nas chociażby lojalnymi….

Przecież jeżeli większa część krajów europejskich jest ogrzewana przy pomocy rosyjskiego gazu, oznacza to, że z nami trzeba rozmawiać, starać się nas zrozumieć i w efekcie porozumiewać się z nami. Ale porozumiewać się można jedynie z pomocą znanego obu stronom języka. Dlatego gaz w ostatnich latach stał się nie tylko ekwiwalentem współpracy, ale dobitnie mówiąc językiem w kontaktach i rozmowach”.

Ropa i gaz to siła, a jednocześnie i słabość Rosji. Piętno monokulturowego charakteru rosyjskiej gospodarki, to jest to, co skłania Rosjan do formułowania tezy o „naftowym przekleństwie Rosji”, czy też o tym, że siedzi ona na „igle naftowej”. W tym kontekście, dla rosyjskich analityków, powodem do niepokoju są zawsze okresy wysokiej koniunktury na rynku paliw i surowców.

Jak wskazuje praktyka wysokie ceny ropy, gazu i innych surowców w sposób zasadniczy zmniejszają skłonność do realizacji jakichkolwiek reform.

Od wielu lat, wciąż aktualna jest teza, że Rosja nie jest w stanie realizować szybkiego wzrostu gospodarczego w oparciu o dotychczasowy surowcowy model rozwoju, ani dyskontować w pełnym zakresie efektów sprzyjającej koniunktury na światowym rynku paliw i surowców. W ostatnich latach nastąpił dalszy wzrost zależności kraju od eksportowego paliwowo – surowcowego modelu wzrostu. Sektor paliwowo-energetyczny umocnił swoją pozycję jako wiodące źródło wpływów budżetowych i dochodów z eksportu.

Z jednej strony, werbalnie deklaruje się obiektywną konieczność dywersyfikacji czynników wzrostu gospodarczego i odejścia od monokulturowego, paliwowo-surowcowego modelu, z drugiej natomiast dostrzega się konieczność maksymalnego wykorzystania rekordowo sprzyjającej koniunktury cenowej.

Surowcowy klincz

W ostatnich latach Europa ok. 25-28 proc. swego zapotrzebowania na ropę naftową oraz 23-28 proc. na gaz pokrywa dostawami z Rosji. Jednocześnie jest ona podstawowym rynkiem eksportowym dla rosyjskich surowców energetycznych. Rynki europejskie odbierają ponad 80 proc. całego rosyjskiego eksportu ropy naftowej, w tym 90-95 proc. eksportu skierowanego do krajów tzw. dalszej zagranicy (pozostałe kraje oprócz WNP), tj. 190-195 mln ton rocznie. Również ponad 80 proc. swojego eksportu gazu Rosja ukierunkowuje na rynki europejskie. W ostatnich latach stanowi to od 138,6 mld m3 w 2010 r. do 158,8 mld m3 w roku 2008.

Przy średnim dla całej Europy uzależnieniu od rosyjskich dostaw paliwowych na poziomie 25-30 proc., dostawy z Rosji dla państw Europy Środkowej i Wschodniej stanowią 90 – 100 proc. ich zapotrzebowania. Dotyczy to w szczególności dostaw gazu.

Sektor paliwowo-energetyczny Rosji to atrakcyjny, jak się wydaje, obszar inwestycyjny dla firm europejskich z tego sektora. Do wiodących należy BP (firma TNK-BP to trzeci co do wielkości rosyjski producent ropy naftowej – 71,7 mln ton w 2010 r.) oraz udziałowcy Nord Stream – firmy niemieckie Wintershall Holding i Ruhrgas (po 15,5 proc. udziałów), holenderska Gasunie i francuska GDF Suez (po 9 proc.) i South Stream – włoska Eni (20 proc.), Wintershall oraz francuska EDF (po 15 proc.). W zagospodarowaniu złóż ropy i gazu na Sachalinie od wielu lat uczestniczy Shell.

Ropa i gaz to fundament współpracy gospodarczej państw europejskich z Rosją. Stąd też, zarówno w przeszłości, jak i bez wątpienia w najbliższych latach najważniejsze dyskusje, rozmowy i decyzje dotyczyły i będą dotyczyć sektora paliwowo-energetycznego.

Rosja nie może nie sprzedawać ropy i gazu, a Europa nie może ich nie kupować.

Przy takim swoistym klinczu rodzi się pytanie – kto jest bardziej zależny: czy Europa od Rosji, czy jednak odwrotnie?

Na krótką metę w zdecydowanie lepszej sytuacji znajduje się dostawca surowców. Brak rosyjskiego gazu w Europie, to problemy dla przemysłu i dla odbiorców indywidualnych. W krótkim okresie brak dostaw dla Rosji oznacza zaledwie zmniejszenie strumienia dopływu środków dewizowych, których – przy braku pomysłu na ich zagospodarowanie – i tak ma nadmiar.

Sytuacja zmienia się w perspektywie dłuższego okresu. Jak wskazuje praktyka ostatniego dziesięciolecia, a dobitnie potwierdził to kryzys 2008/2009, władze w Rosji nie potrafią efektywnie kierować państwem bez dopływu olbrzymich dochodów z eksportu paliw. Putinowski model państwa, z jego główną ideą na wszelkie bolączki „więcej państwa w gospodarce”, wymaga bardzo zasobnego budżetu, gdyż to właśnie budżet w ostatnich latach stał się wiodącym podmiotem nie tylko w socjalnej, ale również w realnej sferze gospodarki.

Coraz większe wydatki budżetu na podwyżki rent, emerytur, płac w sferze budżetowej i inne świadczenia socjalne oraz na inwestycje i inne formy wspomagania realnej sfery gospodarki, spowodowały, że to dynamicznie rosnący popyt wewnętrzny w odniesieniu zarówno do dóbr konsumpcyjnych, jak i inwestycyjnych, finansowany w dużej części ze środków budżetowych, stał się w ostatnich latach podstawową siłą napędową wzrostu gospodarczego w Rosji.

Dzięki wysokim cenom paliw, budżet Rosji kreował od 2000 r. coraz wyższe nadwyżki, kształtujące się do roku 2008 na poziomie 4,0-7,5 proc. PKB. Czynnik ten stwarzał materialne podstawy i pokusy do coraz szerszego angażowania się państwa w finansowanie procesów społeczno-gospodarczych. W wyniku ostatniego kryzysu nadwyżka budżetowa przekształciła się jednak w równie wysoki deficyt – 5,9 proc. w 2009 r. i 4,0 proc. PKB w 2010 r. Zauważalny brak alternatywnego pomysłu na rozwój gospodarczy, widoczny szczególnie w świetle przedwyborczych wypowiedzi Putina o kontynuowaniu dotychczasowego pro socjalnego  modelu, wskazuje, że Rosja w perspektywie najbliższych lat będzie pod rosnącą presją konieczności kontynuowania eksportu coraz większych ilości ropy, gazu i innych surowców.

W świetle analiz wskazujących, że spadek ceny ropy o 1dol./bar. jest równoznaczny z ubytkiem w dochodach budżetu Rosji w wysokości ok. 2 mld dol., to również każdy spadek popytu na eksportowane przez Rosję paliwa lub też spadek ich produkcji, skutkujący zmniejszonymi możliwości ich wywozu, w sposób istotny odbije się na kondycji budżetu i może się skończyć zapaścią gospodarczą Rosji.

Czego chce Europa

Europa chce współpracować z Rosją nie tylko na etapie zakupu surowców. Europa chce być partnerem w kompleksowym ich zagospodarowaniu: na etapie poszukiwań, wydobycia, transportu i przetwórstwa. Rosja może być atrakcyjnym i przewidywalnym partnerem w tym zakresie pod warunkiem przyjęcia i przestrzegania ogólnie obowiązujących reguł, w tym realnego poszanowania prawa własności. Przykłady kłopotów wielu firm zachodnich, takich jak BP, wskazują, że jest to słaba strona i istotna bariera ograniczająca skalę współpracy z Rosją.

Zdaniem wielu analityków źródłem wszelkich trudności w tym zakresie jest kompleks wielkiego mocarstwa, połączony z nafto-gazową mentalnością. Przy takim podejściu Rosji, partnerzy europejscy zachowują dużą powściągliwość, w tym w szczególności w odniesieniu do otwierania własnych rynków przed inwestorami rosyjskimi.

Skutki polityki Rosji odczuła również Unia Europejska. Rosja, mimo że aktywnie uczestniczyła w wypracowaniu zasad i tworzeniu samego tekstu Traktatu Karty Energetycznej, po kilku latach dyskusji pod wpływem rosnącego w siłę Gazpromu, odmówiła jego ratyfikacji. Odpowiedzią UE było uchwalenie III Pakietu Energetycznego obowiązującego od marca 2011 r. Podstawowym jego postanowieniem było oddzielenie funkcji eksportera gazu od funkcji operatora sieci transportowej.

Europa nie chce dyktatu Gazpromu i jego antykonkurencyjnych praktyk w dostawach gazu do państw UE. Uruchomione pod koniec września tego roku kontrole w europejskich biurach Gazpromu, wskazują na determinację Komisji Europejskiej w zwalczaniu praktyk monopolistycznych, takich jak narzucanie wysokich cen, utrudnianie konkurencyjnym podmiotom dostępu do gazociągów i blokowanie dywersyfikacji dostaw gazu.

Na co liczy Rosja

Rosja zdaje sobie sprawę, że rynek europejski to podstawowy rynek zbytu dla jej surowców, a przede wszystkim gazu. Rosja liczy na szybki wzrost jego zapotrzebowania i upatruje w tym szansy na umocnienie swej pozycji jako głównego dostawcy. Wzrost popytu na gaz na rynku europejskim, zdaniem rosyjskich analityków wynikał będzie z wielu powodów, w tym: z wyczerpywania się zasobów własnych na Morzu Północnym, względów ekologicznych, zamykania elektrowni atomowych oraz obecnej słabości budżetów większości państw.

Oczekiwania te mogą być dalekie od realizacji. Przykładem mogą być tu niespełnione nadzieje Gazpromu na dodatkowe dochody w wysokości 10 mld euro rocznie, związane z zamykaniem niemieckich elektrowni atomowych. W rozmowach na najwyższym szczeblu w lipcu kanclerz Angela Merkel poinformowała prezydenta Rosji, że ubytki energii z tego tytułu Niemcy będą uzupełniać przede wszystkim z niekonwencjonalnych źródeł energii. Znaczącego przyrostu popytu na gaz nie należy więc oczekiwać.

Poprawie pozycji na rynku europejskim nie sprzyja też daleko idąca niechęć Gazpromu do modyfikacji zasad regulujących dostawy gazu na rynek europejski na bazie kontraktów wieloletnich (sięgają one lat 70.). W konfrontacji z dynamicznie zmieniającymi się realiami tego rynku, wynikającymi z pojawienia się rynku spotowego ze znacznie niższymi cenami, postawa taka powodowała, że polityka Gazpromu skazywała rosyjskiego monopolistę na szeroko rozumiane straty. Dotyczyło to przede wszystkim jego pozycji na rynku.

Konkurencja w ustępstwach, głównie cenowych szła znacznie dalej, reagując na bieżąco i znacznie bardziej elastycznie na relacje podażowo – popytowe, umacniając w efekcie swe pozycje na rynku, kosztem Gazpromu. Główny konkurent Gazpromu, norweski Statoil Hydro, zwiększył swój udział w europejskim rynku gazu z 16,9 proc. w roku 2008 do 17,7 proc. w 2010 r., katarski Qatargas zaś odpowiednio z 1,4 proc. do 6,2 proc. W tym samym czasie udział Gazpromu spadł z 28,4 proc. do 24,5 proc.

Rosja zdecydowanie przecenia swoje możliwości odnośnie skutecznego wpływania na Europę w celu ułożenia współpracy w sektorze energetycznym, w tym przede wszystkim w sektorze gazowym, na swoich warunkach. Chciałaby gwarancji, stałych i coraz większych zakupów oraz dopuszczenia Gazpromu na wewnętrzny europejski rynek gazu.

Nie robi jednak nic, co mogłoby ją do tego zbliżyć. Niezmącona wiara w siłę ekonomiczną i wynikające z tego siłowe metody rozwiązywania konfliktów w ostatnich latach oraz stosowana aktualnie przez Gazprom, oderwana od realiów rynkowych,  polityka handlowa, w tym przede wszystkim w odniesieniu do cen, nie tylko nie skłaniają partnerów europejskich do wyjścia naprzeciw oczekiwaniom Rosji, ale wręcz przeciwnie wymuszają działania, które osłabiają jej pozycje.

Tak należy postrzegać postanowienia III Pakietu Energetycznego oraz działania związane z uruchomieniem alternatywnych, innych niż rosyjskie kierunków dostaw surowców energetycznych, w tym przede wszystkim w ramach południowego korytarza energetycznego. Umożliwia to dotarcie do zasobów ropy naftowej Azerbejdżanu i Kazachstanu oraz zasobów gazowych Turkmenistanu.

Rosję najbardziej niepokoi perspektywa budowy gazociągu Nabucco i związana z tym perspektywa uruchomienia gazociągu transkaspijskiego. Pojawienie się na rynku europejskim gazu środkowoazjatyckiego dodatkowo osłabiłoby pozycje Gazpromu, który już aktualnie nie potrafi skutecznie reagować na zwiększone dostawy skroplonego gazu katarskiego, przeznaczonego pierwotnie na rynek amerykański.

Sytuację jeszcze bardziej może skomplikować uruchomienie wydobycia gazu łupkowego w różnych krajach Europy. Wszystko wskazuje więc na to, że udział dostaw z Rosji w zaspokajaniu popytu na europejskim rynku gazowym będzie malał.

Wydaje się, że Rosja nie dostrzega, a sam Gazprom bagatelizuje te zagrożenia. Retoryka w dyskusjach z jego udziałem, na tematy strategiczne, pozostaje od lat niezmieniona, a polityka inwestycyjna tkwi korzeniami w czasach, gdy – jak to formułował prezes Gazpromu A. Miller – jest tylko kwestią czasu, gdy ceny gazu osiągną 1000 dol./1000m3. Mimo że ceny w ostatnich latach pozostają w przedziale 250-450 dol./1000 m3 , a popyt na rosyjski gaz spadał, to Rosja wytrwale buduje bardzo kosztowne – i jak podkreślają rosyjscy analitycy – nikomu niepotrzebne, nowe gazociągi, mimo że istniejące moce przesyłowe rosyjskiego gazu do Europy już aktualnie znacząco przewyższają zapotrzebowanie w tym zakresie.

Gazociągi Nord Stream i planowany South Stream, to wysoka cena politycznej iluzji, z którą przegrywają racje ekonomiczne. Znacznie mniej kosztowną alternatywą było podjęcie przez Rosję rozmów z UE oraz krajami tranzytowymi na temat funkcjonowania istniejących gazociągów, w tym tych najważniejszych na terytorium Ukrainy.

O słabości Gazpromu w rozmowach z partnerami europejskimi świadczy również posługiwanie się argumentami o znikomej sile merytorycznej, jak groźba przesunięcia dostaw z rynku europejskiego na rynek chiński. Jest to typowy blef. Chiny werbalnie deklarują znaczący popyt na rosyjski gaz, w praktyce jednak gotowi są płacić ceny znacząco niższe niż oczekują tego Rosjanie. Rozbieżności są zasadnicze, gdyż – zdaniem analityków – dostawy rosyjskiego gazu do Chin z nowych miejsc wydobycia, przy konieczności wybudowania gazociągu Ałtaj, jedynie po kosztach wymagałyby ceny 200-220 dol./1000 m3, podczas gdy chińscy odbiorcy są skłonni płacić jedynie 120-150 dolarów.

Wydaje się, że Gazprom pod naciskiem faktów, zmuszony będzie jednak porzucić swoje nierealistyczne prognozy-zaklęcia i uwzględniać realia, występujące na światowym i europejskim rynku gazu. Dotyczy to nie tylko bieżącej polityki cenowej, ale również oderwanej w dużej mierze od realiów ekonomicznych polityki inwestycyjnej, w tym przede wszystkim w zakresie budowy nowych dróg transportowych gazu.

Zagospodarowanie rosyjskich zasobów surowcowych, w tym w obszarze arktycznym, wymaga przyciągnięcia zagranicznego kapitału, techniki, technologii, systemów zarządzania korporacyjnego. Wydaje się, że Rosja ze swoim kompleksem mocarstwa, nie jest na to gotowa. Ilustracją tego może być reakcja premiera Putina na spotkaniu w 2010 r. w Davos, na propozycję złożoną przez prezesa Dell, odnośnie pomocy w komputeryzacji kraju:

– Nam nie trzeba pomagać, my nie inwalidzi.

Autor jest Radcą Ministra w Ministerstwie Gospodarki. W latach 2003 – 2009 był I Radcą Kierownikiem Wydziału Ekonomicznego Ambasady RP w Moskwie. Interesuje się sytuacją gospodarczą i przemianami systemowymi w Rosji, ze szczególnym uwzględnieniem polityki energetycznej oraz polsko-rosyjskimi stosunkami gospodarczymi.



Tagi


Artykuły powiązane