Autor: Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Sojusz Anty-NATO woli się zająć zarabianiem pieniędzy

Każdy wie, co to BRICS, PIIGS, G7, G20, WTO, UE, NATO… Teraz należy zapamiętać czym jest SOW– ang. SCO - czyli Szanghajska Organizacja Współpracy. Wkrótce z pewnością usłyszymy o niej więcej. Funkcjonowanie takich organizacji, jak SOW ma być dowodem istnienia nowej globalnej sceny gospodarczo - politycznej.
Sojusz Anty-NATO woli się zająć zarabianiem pieniędzy

Mapa zasięgu SOW (CC By Sojego)

Coraz głośniej o tzw. wschodzących rynkach, począwszy od dwóch najludniejszych państw świata – Chin i Indii. W ostatnich latach dają one łącznie ponad 65 proc. światowego wzrostu gospodarczego. Dynamika na świecie jest podtrzymywana już nie przez Zachód, lecz państwa od Zachodu dalekie, a często nawet mu przeciwstawne.

W takim kontekście wraca się do założeń geopolityki i coraz częściej mówi i pisze o nowym ładzie gospodarczym na świecie. Najczęściej w tym kontekście wspomina się o przekształceniu G-7 w G-20 oraz grupie BRICS (Brazylia, Chiny, Indie, Rosja i Republika Południowej Afryki).

Zapomina się natomiast zbyt często o istniejącej już ponad 10 lat Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW), będącej pierwszym po zimnej wojnie rozwiązaniem instytucjonalnym, powołanym do życia bez współudziału jakiegokolwiek państwa zachodniego.

SOW zrodziła się z dialogu chińsko – rosyjskiego wokół granic. Dawne obustronne animozje wymagały długich negocjacji. Gdy podstawowe przeszkody usunięto, Pekin i Moskwa w kwietniu 1996 r. doprowadziły do umowy pięciostronnej  – obejmującej jeszcze Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan – mówiącej o współpracy wojskowej w regionach przygranicznych. A gdy kwestię granicy chińsko-rosyjskiej zamknięto jako przedmiot dyplomatycznych sporów, szybko powołano w Szanghaju właśnie SOW. Było to 15 czerwca 2001 r. Członkostwo zagwarantowało sobie jeszcze jedno państwo z Azji Środkowej – Uzbekistan (w regionie jedynie Turkmenistan pozostaje poza tą współpracą).

Anty-NATO

Początkowo, a szczególnie po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r., które zachwiały poczuciem bezpieczeństwa w skali globalnej, państwa członkowskie koncentrowały się na współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i budowie środków zaufania. Efektem były wspólne manewry, na mocy których stało się to, co jeszcze do niedawna było niewyobrażalne: żołnierze rosyjscy uczestniczyli w ćwiczeniach wojskowych na terenie Chin, a chińscy na terenie Rosji. Ponadto, mając na uwadze wydarzenia w Afganistanie i ekspansję Al Kaidy, w Astanie powołano wspólne centrum antyterrorystyczne (potem przeniesiono je do Taszkientu). Dość szybko w dokumentach programowych ugrupowania znalazło się hasło, mówiące o zwalczaniu „trzech złych sił”: terroryzmu, ekstremizmu i separatyzmu.

Wszyscy członkowie SOW na tych niespokojnych obszarach byli tym zainteresowani, a taka agenda sprawiła też, że wśród obserwatorów znalazły się takie państwa jak Pakistan, Iran, Indie czy Mongolia. Amerykańska prośba z 2006 r. o status obserwatora nie została zaakceptowana.

Wbrew oczekiwaniom, a nawet opiniom zachodnim, że narodził się „Układ Warszawski nr 2”, czy wręcz „anty-NATO” (Robert Kagan), SOW nie tyle przeobraziła się w sojusz wojskowy, co stale rozszerzała swoją agendę – na współpracę polityczną, gospodarczą, naukowo-techniczną, a także wymianę kulturalną i pozarządową.

Deklaracja przyjęta w Astanie w dziesiąta rocznicę powołania SOW mówi jednoznacznie o „fundamentalnych przekształceniach”, dokonujących się teraz na scenie światowej, których efektem będzie rosnąca współzależność państw z jednej strony, a z drugiej – wielobiegunowość.

Funkcjonowanie takich organizacji, jak SOW ma być dowodem istnienia nowej globalnej sceny. Co państwa członkowskie SOW rozumieją pod pojęciem „nowego, sprawiedliwego politycznego i gospodarczego ładu na globie”, na który się w deklaracji z Astany powołały?

Dokumenty programowe organizacji są dość przejrzyste. Najpierw mówiono o konieczności przełamania „amerykańskiej dominacji” wojskowej i ekonomicznej, a w miarę upływu czasu coraz częściej o „wspólnych interesach”, szczególnie w sferze gospodarczej. Państwa członkowskie SOW, wspólnie z Białorusią (Ukraina i Mołdawia mają status obserwatora) należą też do powołanej w październiku 2000 r. Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej, będącej w istocie próbą utworzenia unii celnej.

Potem członkowie SOW od 1 stycznia 2010 r. zaczęli promować nową ideę – koncepcję jednolitego rynku, z wolnym przypływem nie tylko towarów, ale też kapitałów i ludzi. Na razie jest to jeszcze koncepcja jedynie na papierze, ale zarówno dokumenty programowe, jak też dotychczasowe doświadczenia współpracy w ramach SOW wskazują, że kluczowe znaczenie odgrywają i będą odgrywały surowce energetyczne, w które państwa Azji Centralnej są tak zasobne.

Gra o serce kontynentu

Patrząc z tej perspektywy widać dwa ważne procesy o znaczeniu geopolitycznym – stopniowe wycofywanie się stąd Rosji i zajmowanie tego pola przez Chiny, dla których Azja Centralna stałą się przedmiotem ekonomicznej ekspansji i strategicznego zaangażowania. Chiny zerwały z tradycją izolacji i odgradzania się od „barbarzyńców z północy” wielkim murem. Wspólne granice z Kazachstanem (1533 km), Kirgistanem (858 km) i Tadżykistanem (434 km) trzymają otwarte.

Gra o surowce energetyczne w „sercu kontynentu”, jak nazwał obszar Azji Centralnej jeden z ojców geopolityki Harold Mackinder, toczy się w najlepsze. Chiny otwierają nowe gazociągi i ropociągi w Kazachstanie (najdłuższy z Bejneu do nadgranicznego Shymketu ma liczyć 1800 km), a następnie dojść do złóż w Uzbekistanie i Turkmenistanie (ten ostatni nie jest członkiem SOW, ale ma za to bardzo bogate zasoby). Największy gazociąg prowadzony do Chin z Kazachstanu po zakończeniu budowy jego pierwszego etapu, co planowane jest na koniec 2014 r., ma osiągnąć przepustowość 10 mld metrów sześciennych rocznie (docelowo ma to być 14 mld).

Łącznie, wszystkie prowadzone teraz inwestycje mają zapewnić Chinom głodnym surowców energetycznych aż 40 mld m sześc. gazu już w połowie tej dekady. W ślad za tym idą duże inwestycje związane z wydobyciem ropy naftowej, a także uranu – Chiny budują, przy udziale kapitału z Hongkongu, aż 11 nowych elektrowni atomowych o łącznej mocy 65 040 megawatów. Dla realizacji tych ambitnych chińskich planów współpraca z państwami Azji Centralnej, tak w ramach SOW, jak dwustronna jest prawdziwym zbawieniem.

Rosja nadal pozostaje najważniejszym partnerem handlowym trzeciego najważniejszego gracza w ramach SOW, jakim jest Kazachstan (25 proc. obywateli tego państwa uważa się za Rosjan). Prezydent Nursułtan Nazarbajew, trzymający nici władzy żelazną ręka, uchodzi za wytrawnego gracza, który próbuje rozgrywać na swoją korzyść zarówno interesy Rosjan, jak i Chińczyków. Jednakże analitycy w Astanie, podobnie jak w Moskwie, coraz częściej powątpiewają, czy w stosunkach z Chinami pozostaje on jeszcze głównym rozgrywającym.

Co ich łączy

Niektórzy z mieszkańców Azji Środkowej, a szczególnie obywatele rozległego Kazachstanu, dają już wyraz zaniepokojenia zbyt daleko idącym ich zdaniem, zbliżeniem ich władz z Chinami. Wszystkie państwa członkowskie SOW są jednak niedemokratyczne, toteż w każdym z nich obowiązuje z góry narzucona linia, a ta dzisiaj jest klarowna i przejrzysta: należy współpracować w ramach SOW.

Co jest spoiwem tej współpracy? Wiele wskazuje na to, że nadal najważniejszym „klejem” SOW jest wspólna platforma antyzachodnia, a szczególnie anty-amerykańska. Unia Europejska, wbrew zapowiedziom, nigdy się na tych obszarach zbyt mocno nie zaangażowała (liczy tylko na surowce z Turkmenistanu z ramach projektu Nabucco). Stany Zjednoczone miały co do tych obszarów o wiele bardziej ambitne plany. Wojna w Afganistanie sprawiła, że budowały tam bazy wojskowe. Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan były do takiej współpracy gotowe. Jedynie blisko związany z Rosjanami Kazachstan był wstrzemięźliwy.

Po 11 września prezydenci Georgie W. Bush i Władimir Putin wystąpili nawet z projektem uznania Azji Środkowej za „strefę wspólnych interesów USA i Rosji”. Z tego też niewiele wyszło. Taki a nie inny przebieg konfliktu w Afganistanie sprawił, że gotowość do współpracy wojskowej z Zachodem stale malała, czego dowodem była konieczność pozamykania amerykańskich baz, w tym najważniejszej, lotniczej w Manas koło Biszkeku, dłużącej za centrum zaopatrzenia dla jednostek zaangażowanych w Afganistanie. Stanowisko Rosji też gruntownie się zmieniło, czego dowodem była wypowiedź Putina na jednym ze szczytów SOW w 2006 r.: „Postawmy tamę Zachodowi!”

W sferze gospodarczej znacznie bardziej aktywni i skuteczni od innych okazali się Chińczycy. Głodni surowców energetycznych i wpatrzeni w tamtejsze bogate zasoby, postawili na bliską współpracę i są obecni w Azji Środkowej jak nigdy dotąd.

Deklaracja z Astany z czerwca 2011 r. rysuje przed SOW piękne perspektywy współpracy we wszystkich możliwych dziedzinach: politycznej, ekonomicznej, wojskowej, kulturalnej, a nawet wymiany naukowej czy młodzieży. Wielostronna współpraca rzeczywiście kwitnie w bezprecedensowy sposób. Nadal jest to współdziałanie mające na celu tak zacieśnienie wzajemnej wymiany, jak też, bodaj w nie mniejszym stopniu, wymierzone w Zachód, by pokazać mu, że świat stał się bardziej wielobiegunowy.

Geopolityczne wnioski

Wbrew zaleceniom z głośnej i ważnej książki Zbigniewa Brzezińskiego „Wielka szachownica”, Ameryka nie zbudowała koncepcji geostrategicznej w Eurazji i nie zakotwiczyła w jej „sworzniu” (pivot area), jakim jest Azja Centralna. Obecni są tu natomiast  w coraz większym stopniu Chińczycy, podczas gdy Rosjanie po ponad 150 latach absolutnej dominacji są stamtąd, może poza Kazachstanem, dość wyraźnie wypychani. Tymczasem wspomniany wcześniej Halford Mackinder powiadał przed wiekiem, że właśnie na terenie Azji Centralnej będą się rozstrzygać przyszłe losy świata.

Wtórował mu po latach Brzeziński, pisząc w 1997 r.: „Najbliższym zadaniem jest niedopuszczenie do tego, aby jakieś państwo albo koalicja państw mogło usunąć Stany Zjednoczone z Eurazji ani nawet w istotny sposób ograniczyć ich rolę arbitra kontynentu”.

Jak wiemy i widzimy, USA z całej Eurazji wyparte nie zostały, jednakże działalność SOW, a także aktywność Chin w ramach tej organizacji oraz w ogóle na obszarach Azji Centralnej dowodzi, że kto inny jest już tam głównym rozgrywającym. To ważna lekcja geopolityki, z której należy wyciągnąć należyte wnioski.

Autor jest profesorem w Centrum Europejskim UW, b. ambasadorem w Azji, redaktorem naczelnym rocznika „Azja-Pacyfik”.

Mapa zasięgu SOW (CC By Sojego)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Kryzys demograficzny w Rosji

Kategoria: Analizy
Pomimo zwiększenia współczynnika dzietności między 2005 r. a 2018 r. nie udaje się zahamować kryzysu demograficznego w Rosji. Jego głównymi przyczynami są wysoka śmiertelność i zły stan zdrowia mieszkańców. Najszybciej spada liczba ludności w wieku produkcyjnym, co będzie miało negatywne implikacje dla rosyjskiej gospodarki.
Kryzys demograficzny w Rosji

Świat ucieka Rosji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosji grozi długoletnia stagnacja gospodarcza. Wysokie ceny ropy nie kreują już impulsów prorozwojowych, a sankcje pogłębiają izolację gospodarki rosyjskiej.
Świat ucieka Rosji

Co Chiny robią na Białorusi?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Nie mamy serca do jednego z sąsiadów. Dla większości z nas Białoruś to kraj równie odległy, jak któreś z państw afrykańskich – podobna, nieprzejrzysta satrapia sterowana przez dziwacznego, a gdy trzeba okrutnego dyktatora. Tymczasem dzieje się tam całkiem sporo.
Co Chiny robią na Białorusi?