Ukraina wybiera Unię Europejską zamiast wschodniej unii celnej

02.08.2011
Istnieje duża szansa, że negocjacje w sprawie przystąpienia Ukrainy do strefy wolnego handlu UE zakończą się w tym roku. Ukrainie naprawdę zaczęło na tym zależeć. O reakcji Rosji, której ofertę przyłączenia się do Unii Celnej odrzuciła Ukraina i o tym, czy Polska powinna czuć się zagrożona nowym konkurentem mówi ukraiński ekonomista Ihor Burakowski.
Ihor Burakowski (www.for-ua.com)

Ihor Burakowski (www.for-ua.com)

Ihor Burakowski (www.for-ua.com)

Czy pod względem gospodarczym Ukraina rezygnuje ze zbliżenia z Rosją?

Nadal dyskutujemy z nimi o jakiś formach współpracy, jednak rozumiemy, że stworzona na obszarze postsowieckim Unia Celna, do której Rosja zaprasza Ukrainę, jest instytucją szczególnego typu, gdzie dominują przede wszystkim interesy polityczne i nie można z nimi pogodzić integracji z UE.

Kiedy Ukraina dołączy do strefy wolnego handlu z EU. Możemy realnie mówić o terminie na koniec tego roku, jak zapowiada Polska sprawująca prezydencję w UE?

Istnieje bardzo duża szansa, że negocjacje w sprawie przystąpienia Ukrainy do strefy wolnego handlu UE zakończą się w tym roku. Nie sądzę, że pojawią się jakieś dodatkowe problemy w kwestiach politycznych przewidzianych w umowie stowarzyszeniowej. Wszystkie sporne kwestie zostały rozwiązane i obecnie trwa dopracowywanie umowy. Na listopadowym szczycie Ukraina – EU możemy oczekiwać, że umowy zostaną zatwierdzone i przejdziemy do fazy ratyfikacji – w instytucjach unijnych i w ukraińskim parlamencie. Możemy powiedzieć, że znajdujemy się na końcu całego procesu i – jeśli nie pojawią się jakieś niespodzianki – Ukraina może wykorzystać swoją historyczną szansę.

W kwietniu tego roku rozmowy w tej sprawie przyspieszyły (zaczęły się w 2008 r.). Co spowodowało, że integracja gospodarcza z Europą stała się priorytetem dla ukraińskich władz? Prezydent Janukowycz uważany był raczej za zwolennika współpracy z Rosją i nagle okazało się, że jednak bardziej zależy mu na Europie.

Janukowycz w pewnym momencie przewartościował swój stosunek do Rosji. Takim momentem prawdy stał się rosyjsko – ukraiński szczyt w Charkowie w kwietniu 2010 roku. Ukraina wprawdzie dostała od Rosji obniżkę cen gazu, jednak ze swojej strony musiała się zgodzić na daleko idące ustępstwa polityczne, czyli wydłużenie okresu stacjonowania rosyjskiej floty czarnomorskiej na Krymie o kilkanaście lat. Jednak okazało się przy tym , że Rosja nie zgodzi się na całościową zmianę tzw. formuły gazowej i więcej ustępstw nie będzie. Wtedy właśnie Janukowycz zdał sobie sprawę, że status Ukrainy w świecie oraz położenie obecnej władzy zależeć będzie od podpisania porozumienia z UE. I to właśnie sprawiło, że podjęto decyzję polityczną mającą na celu doprowadzenia do zakończenia negocjacji.

Czy wstąpcie do strefy będzie rewolucyjną zmianą dla Ukrainy?

W kwestiach ekonomicznych Ukraina wzięła na siebie bardzo duże zobowiązania już w czasie negocjacji z WTO. To wtedy do ukraińskiego prawa zostało wpisanych wiele zupełnie nowych regulacji, które stworzyły bazę prawną do przyłączenia się do strefy wolnego handlu UE. Już wtedy zrezygnowaliśmy z większości ceł importowych – cła pozostawiono jedynie w stosunku do kilku typów towarów np. rolniczych – i jak się okazuje się Ukraina poradziła obie z tym problemem.

Podstawowa zmiana przy okazji integracji z Unią dotyczy klimatu regulacyjnego. Chodzi o dostosowanie wielu norm do tych obowiązujących w UE i to jest dla Ukrainy bardzo trudne. Zwłaszcza implementacja nowych przepisów. Trudno byłoby je zmieniać bez bodźców z zewnątrz, takich jak współpraca z WTO i UE.

Kto w ukraińskiej gospodarce zyska, a kto może stracić na integracji gospodarczej z EU?

Do strefy wolnego handlu wstępuje cała gospodarka, a nie pojedyncze sektory. Straty dla przedsiębiorstw będą wynikać z konieczności przeprowadzenia dodatkowych inwestycji szczególnie w takich sferach, jak przetwórstwo żywności, rolnictwo. Pojawia się konieczność dostosowania do surowych standardów fito – sanitarnych oraz ekologicznych. Jeżeli mówimy o przemyśle maszynowym, to kosztowne będzie dostosowanie się do standardów bezpieczeństwa. W każdym przypadku dla ukraińskich przedsiębiorstw integracja z tak dużym rynkiem będzie oznaczać zwiększenie konkurencji, co jest jednak bardzo pozytywne dla gospodarki.

Najważniejsze branże ukraińskiego przemysłu są gotowe na integrację z UE?

Uważam, że sytuacja w ukraińskiej metalurgii czy chemii nie zmieni się. Już dzisiaj ukraiński przemysł metalowy czy chemiczny, by eksportować na rynek europejski musi dostosować się do systemu standardów unijnych. Ukraina wchodzi też w spis 20 największych producentów rolnych, działają tu największe światowe firmy zajmujące się handlem żywnością. Większe problemy związane są z produkcją mleczną. Okresowe inspekcje ze strony UE pokazały, że jest jeszcze wiele do zrobienia. Mimo wszystko taki bodziec jest dla nas bardzo ważny. Spowoduje, że wielu producentów będzie musiało zweryfikować swoje strategie.

Rosja będzie w stanie blokować umowę z UE?

Blokować taką umowę można jedynie instrumentami wojny handlowej, blokady ekonomicznej. Pytanie czy Rosja jest gotowa pójść na taki ostry scenariusz.

Możemy zatem oczekiwać kolejnych „wojen” gazowych czy mięsnych?

Takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje, bo takie sytuacje miały już miejsce. Ewentualna wojna gazowa może polegać na tym, że Rosja będzie odmawiać dyskusji nad formułą określającą cenę gazu. Na razie jednak Rosję zadowala obecna cena na gaz i nie sądzę, że jutro nagle powie, że chce ją podnieść. Jeżeli chodzi o kwestie tranzytu, to również możliwy jest wariant integracji ukraińskich sieci przesyłowych z Gazpromem i to również zadowalałoby Rosję. Jednak ten wariant nie musi się sprawdzić.

Jest jeszcze jedno ryzyko. Czy Rosja może ograniczyć import ukraińskich towarów?

Mieliśmy już w historii przypadki ograniczeń na konkretne towary, jednak nie sądzę, że Rosja zdecyduje się na całkowite zamknięcie rynku przed ukraińskimi przedsiębiorcami. Przecież na Ukrainie funkcjonuje wiele przedsiębiorstw z rosyjskim kapitałem, które eksportują również do Rosji. Jeżeli na przykład Rosja ograniczy import lokomotyw i wagonów, to uderzy to w przedsiębiorstwo Łuhański Tepłowoz kontrolowane przez rosyjski kapitał.

W ewentualnych konfliktach z Rosją wiele zależeć będzie też od samej UE. Doskonale bowiem wiadomo, że w samej Unii stosunek różnych państw do Rosji bardzo się różni i różny jest poziom okazywanego poparcia dla Ukrainy.

Oczekujecie wsparcia w konfliktach z Rosją?

Jeżeli Rosja doprowadzi do wybuchu konfliktu, który okaże się mieć podłoże czysto polityczne również UE będzie musiała, chcąc nie chcąc, wyrazić swoje zdanie na ten temat.

Dlaczego Ukraina nie chciała przyłączyć się do Unii Celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem?

Nałożylibyśmy na siebie zbyt wiele niekorzystnych zobowiązań. Jeżeli wstępujemy do Unii Celnej musimy przyjąć wspólny kodeks celny i tu pojawia się pierwszy problem. Jesteśmy członkami WTO, Rosja, Białoruś i Kazachstan do organizacji nie należą. Wstępując do WTO wzięliśmy na siebie konkretne obowiązki dotyczące uregulowania i obniżenia taryf celnych. A stawki ustalone wraz z WTO są średnio dwa razy niższe niż te obowiązujące w Unii Celnej. Jeżeli więc wstąpilibyśmy do Unii Celnej, kraje z którymi już umówiliśmy się na temat wysokości stawek celnych będą domagać się od nas rekompensaty. Czy opłaca nam się opuszczać WTO, wstępować do Unii Celnej i jeszcze płacić rekompensaty? Wstąpienie do Unii Celnej oznacza utratę członkostwa w WTO i przekreślenie naszych gospodarczych umów z UE. Musielibyśmy czekać aż Unia Celna sama podpisze porozumienie o wolnych handlu z Europą, a kiedy to się stanie – nie wiadomo.

Gospodarki polska i ukraińska konkurują ze sobą, np. w sferze rolnictwa czy o inwestycje zagraniczne. Niektórzy polscy przedsiębiorcy obawiają się, że stracą na wstąpieniu Ukrainy do strefy wolnego handlu. Jaka jest pana opinia?

Handel z Ukrainą stanowi mniej 1 proc. całego obrotu handlowego UE i dlatego Ukraina nie będzie konkurencją dla konkretnych państw europejskich, ale na pewno niektóre przedsiębiorstwa ukraińskie staną się konkurencją dla konkretnych europejskich przedsiębiorstw. Nie można jednak zapominać, że również polscy producenci będą mieli łatwiejszy dostęp do naszego rynku. Polska przecież także integrowała się gospodarczo z UE i jakoś przetrwała ten trudny okres, z sukcesem współzawodnicząc z europejskimi firmami. Dlatego nie uważam, że otwarcie rynku na Wschód stanie się jakimś szczególnym szokiem dla polskiej gospodarki.

Rozmawiał Jakub Biernat, TV Biełsat

Ihor Burakowski jest dyrektorem Instytutu Badań Ekonomicznych i Konsultacji Politycznych w Kijowie.


Tagi


Artykuły powiązane