USA przed wyborami: jak przeciągnąć biznes na swoją stronę

06.06.2011
Reforma podatkowa to obok redukcji krótko- i długoterminowego długu temat najważniejszej dziś debaty w Kongresie USA. Jej wynik może zadecydować o tym kto w kolejnej kadencji będzie ustalał politykę gospodarczą w Stanach Zjednoczonych. Debata nad reformą podatkową jest w pewnym sensie reminiscencją najciekawszych dyskusji na ten temat w USA w latach 80.

Ze względów podatkowych spółka powstała z fuzji nowojorskiej i frankfurckiej giełdy Duetsche Boerse i NYSE Euronext, nie będzie zarejestrowana ani w USA, ani w Niemczech lecz w Holandii. (CC BY-NC-ND Mike Philippens)


Miarą wolności gospodarczej jest Dzień Wolności Podatkowej. Ta data pokazuje ile czasu trzeba pracować by zadowolić fiskusa. Od tego dnia zaczynamy zarabiać na siebie. Bułgarzy, na przykład pracowali w tym roku na utrzymanie swojego państwa tylko do 4 maja. To o jeden dzień dłużej niż Nowozelandczycy.

W Polsce w ubiegłym roku ten szczęśliwy dla podatnika dzień przypadł 23 czerwca. O 9 dni później niż w 2009 r. W tym roku wypadnie on jeszcze później ze względu na podwyżki VAT-u. Amerykanie nie finansują wydatków rządowych już od 12 kwietnia. To dwa tygodnie wcześniej niż w ubiegłym roku. Czy amerykański fiskus zmniejszył apetyt?

Niezupełnie. Przyczyniła się do tego recesja, która wpłynęła na zmniejszenie poboru podatków. I co najważniejsze – prezydent Barack Obama i amerykański Kongres zdecydowali się przedłużyć okres cięć podatkowych wprowadzonych przez prezydenta George’a W. Busha. Dla gospodarstwa domowego o przeciętnych dochodach oznacza to zwrot ponad dwóch trzecich podatku dochodowego. A wielodzietna rodzina otrzyma dodatkowo czek od państwa, a także od stanu nie mniejszy niż 900 dolarów.

A jakie korzyści odniosą przedsiębiorcy? Zarówno Republikanie, jak i Demokraci mówią o zmniejszeniu podatków. Warto jednak pamiętać, że trwa właśnie gorący okres przedwyborczy. I reprezentanci obu partii chcą przekonać do siebie wyborców niezależnych. Należy do tego jeszcze dodać, iż każda propozycja korekty polityki podatkowej, czy ograniczenia zadłużenia rządu federalnego, formułowana jest z pomocą badań opinii publicznej. Badania przeprowadzone na początku maja wspólnie przez USA Today, CNN i Instytut Gallupa wskazują, iż Demokraci mogą przekonać niezależnych wyborców, jeśli przeforsują wzrost podatków dla osób o wysokich dochodach i zlikwidują ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw. Inne badanie Gallupa z kwietnia 2011 r. pokazuje natomiast, iż Demokraci mogą liczyć na poparcie wielkiego biznesu jeśli zlikwidują podatek CIT. Tego właśnie oczekiwali wyborcy od partii republikańskiej.

Renesans reformy podatkowej sprzed 30 lat

W szufladzie przywódcy większości Kongresu, Johna Boehnera znajduje się projekt likwidacji tego podatku przygotowany w czasie kampanii wyborczej Ronalda Reagana w 1978 r. Został przygotowany przez ekonomistów Stanford Institute for the Economy Research na potrzeby sztabu wyborczego gubernatora Kalifornii. Jego większa część znalazła swoje odzwierciedlenie w ustawie obniżającej podatki w 1981 r., którą zainicjowali republikański kongresmen Jack Kemp z Nowego Jorku i senator William Roth z Delaware.

Nie znalazła się tam jednak koncepcja likwidacji CIT. Dlaczego? Współpracownik Kempa, były przewodniczący Kongresu Newt Gingrich tłumaczy, że „Kemp wierzył w niskie podatki”. Ale „był zwolennikiem polityki gospodarczej, która miała na celu wzmocnić gospodarstwa domowe”. Dlatego wyłączył z projektu postulat likwidacji CIT, chcąc poświęcić więcej czasu na debatę.

Gdy 14 sierpnia 1982 r. Reagan zaproponował podniesienie podatków Jack Kemp i Newt Gingrich wyrazili swój sprzeciw. A likwidacja CIT, wskutek niechęci administracji Reagana, trafiła do szuflady. Po ponad trzydziestu latach debata odżyła za sprawą grupy kongresmenów. Zdaniem części ekonomistów ciężar podatku od zysku firm ponoszą przede wszystkim pracownicy. Prof. Alvin Rabushka, ekspert ds. polityki podatkowej i wykładowca Stanford University, mówi iż konsekwencje tego podatku odczuwają konsumenci, pracownicy i właściciele kapitału. I „wysokość tych kosztów, trudna do oszacowania, zwiększa lub redukuje konkurencyjność pracy i rynków kapitałowych”.

Demokraci za całkowitą likwidacją CIT

W styczniu 2011 r. kongresmen Rob Woodall z Georgii zaproponował zastąpienie CIT “podatkiem sprawiedliwym” (Fair Tax). Zamiast podatku dochodowego, CIT, od nieruchomości i darowizn Amerykanie płaciliby 23 proc. podatku od usług i opodatkowalnej własności (taxable property). Ekonomista dr Robert Carrol z Tax Foundation uważa, że „obecny system podatkowy jest skomplikowany i wpływa na zmniejszenie akumulacji kapitału w Stanach Zjednoczonych”. Choć projekt Ustawy o Sprawiedliwym Podatku (Fair Tax Act) znalazł poparcie 61 kongresmenów to jednak wątpliwe wydaje się jego przeforsowanie w tej kadencji.

Podatek CIT w największym stopniu skrytykowali jednak Demokraci. Jeszcze jako Sekretarz Departamentu Pracy prof. Robert Reich stwierdził, iż „ten podatek jest nieefektywny i kryminogenny”. Prof. Reich krytykuje propozycję prezydenta Obamy mającą na celu obniżenie podatku CIT.  – Przedsiębiorstwa by zwiększyć zysk inwestują kapitał w oprogramowanie i systemy zarządzania mające na celu automatyzację to znaczy w redukcję miejsc pracy, a to ostatnia rzecz jakiej potrzebuje amerykańska, czy światowa gospodarka – tłumaczy. I dodaje, że cięcia zaproponowane przez prezydenta Obamę sprawią, iż te działania „staną się korzystne finansowo dla tych przedsiębiorstw”.

Może podatek liniowy?

Kongres przypuszczalnie nie zgodzi się na całkowitą likwidację CIT. Wśród senatorów, jak i przedstawicieli Izby Reprezentantów wzrasta jednak zainteresowanie projektem „podatku liniowego”, opracowanym w 1983 r i nieco zmodyfikowanym w ubiegłym roku przez ekonomistów prof. Roberta E. Halla i Alvina Rabushka. Pełna koncepcja tego podatku opisana jest w książce Alvina Rabushka „Podatek liniowy”.

Warto tu przypomnieć, że w pewnym uproszczeniu, podatek liczony byłby jak konwencjonalny VAT, jednakże od tej wartości odejmowany byłby koszt pensji. A pracownicy płaciliby podatek od pensji.

Jak mówi prof. Rabushka celem dwutorowości tego podatku jest podkreślenie, iż podatek ma charakter progresywny. Jak dodaje: „nie może być wyższy niż 20 proc bez podwójnego opodatkowania zysków kapitałowych i od dywidend”. Prof. Rabushka zaznacza, że „system podatkowy nie może być zmieniany wskutek kryzysu fiskalnego i błędnej polityki monetarnej”. Jego zdaniem istnieje nagła potrzeba obniżenia podatku CIT, bo amerykańskie przedsiębiorstwa przestały być konkurencyjne na globalnym rynku. Z obniżenia podatku skorzystają wszystkie firmy: małe i duże. Jak podkreśla prof. Carroll z Tax Foundation niska stopa podatku zwiększa zwrot po opodatkowaniu.

Fiasko wakacji podatkowych dla firm

W obecnej chwili amerykańskie przedsiębiorstwa przy transferowaniu zysków zza granicy muszą zapłacić różnicę pomiędzy wysokością podatku w kraju, z którego transferują, a Stanami Zjednoczonymi. Podatek w USA wynosi 35 proc. dla większości dużych firm.

Jak zauważa kongresmen Boehner większość ważnych partnerów handlowych USA obniżyło CIT o dwa punkty procentowe. Postąpiły tak Kanada, Wielka Brytania i Japonia. Rząd tego ostatniego kraju planował dalsze obniżenie CIT o 5 pkt. proc., ale tragiczne trzęsienie ziemi opóźniło te plany. Od 2008 r. Japonia nie opodatkowuje podwójnie 95 proc. dochodów wytworzonych przez duże firmy za granicą. Tylko pół roku rząd Tokio musiał czekać na rezultat swojej decyzji. W 2009 zagraniczne korporacje zaczęły lokować w Japonii większą część kapitału wypracowanego za granicą.

Część ekonomistów doradzających kongresmenom uważa, że amerykańskie prawo podatkowe dotyczące zysków wytworzonych za granicą jest przestarzałe. Kieruje się bowiem nieskuteczną już zasadą „neutralności eksportu kapitału”: jeśli opodatkowanie przedsiębiorstw w kraju i za granicą jest takie same, wówczas ich decyzje gospodarcze będą oparte wyłącznie na kwestiach czystko ekonomicznych, a nie podatkowych. Jednak firmy córki amerykańskich przedsiębiorstw za granicą mają dziś dostęp do rynków kapitałowych, a także mogą finansować się z akumulowanych zysków. Podatek działa więc raczej jako bariera dla amerykańskiej gospodarki zachęcająca przedsiębiorstwa do inwestowania swoich zysków za granicą. Według danych amerykańskiego fiskusa (IRS) z 2007 roku amerykańskie firmy zapłaciły 100 mld dolarów podatków od osiągniętych 392 mld dolarów dochodów.

Paradoksem jest także fakt, że zagraniczne przedsiębiorstwa płacą w USA jedynie podatek od zysków zarobionych na terenie Stanów Zjednoczonych. Silną konkurencją są zwłaszcza te firmy, w przypadku których opodatkowanie w rodzimym kraju jest niskie. Według danych przedstawionych przez Economic Recovery Advisory Board prezydentowi Obamie koszt amerykańskich przedsiębiorstw związany z podniesieniem swojej konkurencyjności ze względu na zły CIT wynosi 40 mld dolarów rocznie.

Innym problemem, który stwarza podwójne opodatkowanie firm dla amerykańskiej gospodarki jest wycofywanie przez nie swoich głównych siedzib ze Stanów Zjednoczonych. Postąpiły tak np. firma Daimler-Chrysler, a także nowe przedsiębiorstwo powstałe wskutek fuzji nowojorskiej i frankfurckiej giełdy Duetsche Boerse AG/NYSE Euronext. Ta ostatnia firma nie będzie zarejestrowana ani w USA ani w Niemczech tylko w Holandii. Bo jak wskazują eksperci holenderski CIT wynosi 25,5, a niemiecki i amerykański odpowiednio: 30,2 i 39,2 proc. Holandia nie opodatkowuje zysków wytworzonych za granicą. A Niemcy pobierają podatek od 5 proc. całości takich zysków.

Nieprzyjazny podatek CIT dla amerykańskich przedsiębiorstw spowodował kryzys w sektorze transportowym. Według raportu Maritime Administration w latach 1986-1991 tonaż ładunków amerykańskich statków pływających pod obcymi flotami spadł z 17 do 12 mln. W 1986 r. blisko 430 statków było własnością amerykańskich firm, a w 2000 r. ich liczba spadła do 273.

W jaki sposób zachęcić więc przedsiębiorstwa amerykańskie do sprowadzenia kapitału z zagranicy? W sposób szybki i bezbolesny ogłaszając wakacje podatkowe, czy zwalniając pewien procent zysków od podatków? To pytanie wiąże się jeszcze z innym: w jaki sposób firmy zainwestują przetransferowane zyski?

Obaj eksperci prof. Carroll i prof. Rabushka zgadzają się, że „trudno dokładnie przewidzieć skutki” ewentualnego takiego postulatu części Demokratów, by zlikwidować podatek od transferowanych zysków. Można je sobie wyobrazić analizując skutki podobnej koncepcji wprowadzonej w życie pilotażowo pięć lat wcześniej. Był to eksperyment administracji prezydenta George’a W. Busha. Wielkie korporacje przekonały wówczas Biały Dom by w ramach pakietu stymulacyjnego wprowadzić dla nich wakacje podatkowe. Zyski z zagranicy miały trafić na inwestycje amerykańskich przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych i w ten sposób przyspieszyć tempo rozwoju gospodarczego. Pomysł ten został wpisany w Ustawie o Tworzeniu Miejsc Pracy dla Amerykanów (The American Job Creation Act): „by zachęcić do zainwestowania w Stanach Zjednoczonych zysków zarobionych za granicą na rzecz produktywnych inwestycji i tworzenia nowych miejsc pracy”.

Badania przeprowadzone przez the Congressional Research Service i the National Bureau Economic Research pokazują, iż pomysł nie był dokładnie przemyślany. Przedsiębiorstwa przetransferowały 362 mld dolarów, z których 312 mld dolarów spełniało warunki uzyskania wakacji podatkowych. Środki te nie zostały jednak zainwestowane zgodnie z życzeniem administracji prezydenta USA. Firmy zwiększyły wypłaty zysków dla akcjonariuszy. Zlikwidowały ponadto miejsca pracy.

Analitycy The Urban Institute znaleźli jaskrawe przykłady takich działań. Największe zyski, 37 mld dolarów, przetransferowała z zagranicy firma Pfizer tuż przed zlikwidowaniem 10 tys. miejsc pracy i zamknięciem amerykańskich fabryk w 2005 r. Podobnie postąpił zarząd Motor Ford Company – po transferze 850 mln dolarów zwolnił w 2005 i 2006 r. 30 tys. pracowników. Jak podkreślają ekonomiści zwolnień tych nie można łączyć z kryzysem gospodarczym. W 2005 r. gospodarka amerykańska rozwijała się w tempie 4,4 proc. PKB.

Rezultat tego nietrafionego eksperymentu pamiętają nie tylko seniorzy Kongresu: lider większości John Boehner, czy senator John McCain, ale także młodszy od nich stażem przewodniczący Republican Policy Committee, Tom Price i jego odpowiednik w Partii Demokratów senator Mark Begich. Dlatego wydaje się nieprawdopodobne, by pozwolili na jego powtórzenie.


Tagi


Artykuły powiązane