Autor: Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

W co grają Chiny?

To dwie pozycje książkowe, które nie mają charakteru ekonomicznego. Pierwsza, mówiąca o Przerwanym Supermocarstwie (Superpower Interrupted) to wielki esej historyczny. Drugą, mówiącą o chińskich wizjach zwycięstwa (China's Vision of Victory) należałoby włączyć do rozważań geostrategicznych. Rasowy ekonomista nie dowie się z nich wiele, ale nawet on powinien do nich zajrzeć i zastanowić się nad treściami tu zaprezentowanymi.
W co grają Chiny?

Chodzi bowiem o konflikt, coraz bardziej narastający, a być może nawet już otwarty, pomiędzy dwoma największymi organizmami gospodarczymi na globie. Oba z nich są przekonane co do swej wyższości i unikatowej wartości. Oba podmioty, USA i Chiny, chcą być liderami i numerem jeden na globie, a ich przywódcy chętnie podpiszą się pod znanym sloganem prezydenta Donalda Trumpa: Make America Great Again – Uczyńmy Amerykę na nowo wielką. Tyle, że Chińczycy będą mówili o sobie. Oni chcą ponownie być wielcy – i właśnie o to grają.

Koniec dominacji Zachodu

Taki właśnie jest cel Xi Jinpinga, chińskiego przywódcy (u pełnej władzy od listopada 2012 r.), a obaj doświadczeni autorzy, którzy spędzili w Chinach i w Azji wiele lat, a nawet dekad, pokazują nam to wyjątkowo plastycznie. Wartością dodaną omawianych tu prac jest bowiem próba, na ile to możliwe, spojrzenia na rosnącego giganta poprzez chińskie okulary, oceny sytuacji z tamtejszego punktu widzenia.

Główna teza książki Michaela Schumana jest przejrzysta i jasna w przesłaniu: Państwo Środka było mocarstwem przez stulecia, a w okresie od początków naszej ery aż po wojny napoleońskie także największą gospodarką świata, która jeszcze w latach 20. XIX w., przed „wojnami opiumowymi”, dawała jedną trzecią światowego PKB.

Nawet gdy Chiny były, nie raz, podzielone, albo – co zdarzyło się co najmniej trzykrotnie – n a ich tronie cesarskim zasiadali obcokrajowcy, to i tak w ostatecznym rozrachunku ten gigant podnosił się. Siła jego cywilizacyjnych wzorców pokonywała wszelkie opory i przeszkody. Chiny odradzały się niczym feniks z popiołów i podobnie ma być także teraz, gdy po „stu latach narodowego poniżenia” (1839 – 1949) oraz niesławnych eksperymentach „lewackiego odchylenia” epoki Mao Zedonga (1958 – 1976), w wyniku refom i transformacji zapoczątkowanych w grudniu 1978 r. są znowu na ścieżce wzrostu i odrodzenia.

Bywało tak, pisze autor, że „barbarzyńcy rządzili, panował chaos, a jednak, raz po raz, Chińczycy składali to wszystko razem”. Działali zgodnie z przesłaniem sformułowanym przez starożytnych mędrców: „Imperium długo podzielone, musi być zjednoczone; długo zjednoczone, musi być podzielone”.

Wychodząc z tej formuły, chińskie elity, czemu teraz coraz częściej dają wyraz, są przekonane co do tego, iż ostatnie dwieście kilkadziesiąt lat, czas dominacji Zachodu, dobiega końca, a one wracają do centrum światowej sceny, o czym mówi sam Xi Jinping i wiele tytułów prac książkowych po chińsku. Innymi słowy, traktują minione dwa i pół stulecia jako swego rodzaju aberrację, gdy to nie one znajdowały się na czele.

Rozejm gigantów

Chińska palma pierwszeństwa

Taka mantra oczywiście wzbudza coraz większe pomruki niezadowolenia ze strony dotychczasowego hegemona, USA. Widzimy bowiem jak trwająca pandemia, tak bolesna dla USA, a wywodząca się z Chin, co jest podnoszone w amerykańskiej propagandzie, zamieniła dotychczasową wojnę handlową, 15 stycznia 2020 r. jedynie zawieszoną (tekst w OF z 15 stycznia 2020) w konflikt coraz bardziej ideologiczny i aksjologiczny, gdzie już nie tylko o gospodarkę lecz wpływy i oddziaływanie chodzi. Czego ostatnim dowodem właśnie tego typu bój o Hongkong, a na horyzoncie już wyłania się ponownie stała kość niezgody między tymi dwoma kolosami, czyli kwestia tajwańska.

Naturalnie, Chiny jeszcze swojego procesu reform i transformacji nie zamknęły i wszystkich stawianych celów nie osiągnęły. Na chwilę obecną ich gospodarka w sensie nominalnym to poziom ok. 75 proc. poziomu PKB USA, ale to i tak jest już niemal dwukrotnie więcej niż osiągnął to kiedykolwiek były ZSRR. To świadczy, jak wielkie jest to „chińskie wyzwanie” dla Ameryki; która ma też jasność co do tego, że począwszy od 2015 r. Chiny są już największym organizmem gospodarczym na globie, licząc po kursie siły nabywczej pieniądza (Purchasing Power Parity – PPP), a dystans pomiędzy oboma organizmami stale rośne, na korzyść Chin.

Według aktualnych danych MFW, Chiny dają już, licząc po tym kursie, 27,8 proc. światowego PKB, podczas gdy USA – 20,29 (trzecie są Indie – 12,3, czwarta Japonia – 5,45, dopiero szóste są Niemcy).

Obecnie gospodarka Chin to poziom ok. 75 proc. poziomu PKB USA.

Na dodatek, co mocno eksponuje w swej pracy Jonathan D. T. Ward, wcale nie ograniczają się do kwestii ekonomicznych i handlowych, lecz świadomie i konsekwentnie włączają do tego procesu swoją wizję i strategię rozwoju wysokich technologii, ogłoszoną już w 2015 r. w postaci programu „Made in China 2025”, w ramach której wskazano dziesięć dziedzin (m.in. robotykę, cyfryzację, sztuczną inteligencję, szybkie koleje czy ziemie rzadkie – tekst w OF z 24 maja 2017). To w nich, czego nie ukrywają, Chiny chciałyby sięgnąć po palmę pierwszeństwa na globie.

Chiny precyzyjnie zaplanowane

W kilku przypadkach zresztą to już się stało lub właśnie się dzieje. Niebywale podnosi to stawkę oraz poziom adrenaliny po stronie amerykańskiej. Albowiem Amerykanie wreszcie zrozumieli – a obie omawiane tu prace tym bardziej to uświadamiają – że Chiny już są dla nich wielkim wyzwaniem w wymiarze gospodarczym i handlowym (od 2014 r. są przecież największym państwem handlującym na globie), a teraz chcą być takim również w dziedzinie wysokich technologii. A za tym przecież, co oczywiste, idzie przemysł kosmiczny, wymiar militarny oraz postęp naukowo-techniczny.

Obaj autorzy, tak dobrze znający Chiny z autopsji, nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do tego, iż wyzwanie ze strony Chin jest poważne. Kraj ten znalazł się ponownie na ścieżce powrotu do statusu światowego mocarstwa czy supermocarstwa, z czego zbyt wiele elit na Zachodzie zbyt długo nie zdawało sobie sprawy. Mamy bowiem do czynienia z prawdziwym odrodzeniem, czy też renesansem wielkiej cywilizacji o jeszcze większych możliwościach i potencjale.

Kto będzie rządzić światem?

Dlatego, co nie zaskakuje, obaj autorzy poważnie zastanawiają się nad tym, czy ten proces chińskiego dynamizmu może przynieść ze sobą nowy układ sił czy nowy porządek na globie. Obaj tego nie wykluczają, ale podkreślają, że Chiny „jeszcze nie są tam, gdzie chciałyby być” (M. Schuman), a zarazem, co eksponuje bardziej J. Ward, mają sporo problemów na scenie wewnętrznej, biorących się na przykład z „powrotu władz Chińskiej Republiki Ludowej… do ideologicznych źródeł rządzącej Komunistycznej Partii Chin” (innymi słowy, w dużej mierze odchodzą od trzeźwego pragmatyzmu „epoki Deng Xiaopinga”).

Chiny znalazł się ponownie na ścieżce powrotu do statusu światowego mocarstwa czy supermocarstwa, z czego zbyt wiele elit na Zachodzie zbyt długo nie zdawało sobie sprawy

Obie prace brzmią jednak jak gong czy alarm na pobudkę. Michael Schuman pokazuje, jakże plastycznie, choć nierzadko dość powierzchownie, niebywały potencjał, jaki tkwi w chińskiej cywilizacji. Podkreśla znaczenie jej bogatej historii i wagę ogromnego potencjału ludzkiego i kulturowego, a nie tylko ekonomicznego czy handlowego, na czym zbyt długo skupiał się cały Zachód – i przeoczył to, co jest najistotniejsze: że chiński smok naprawdę się obudził i w żadnej mierze nie chce się zatrzymać.

Jeszcze mocniej eksponuje tę tezę J. Ward, pisząc już na wstępie pracy, że jeżeli ostatnio notowane tendencje miałyby być w najbliższych latach utrzymane, to Chiny, które okres 2000 – 2020 traktowały jako „epokę strategicznych nowych możliwości” i skutecznie ją wykorzystały, przejdą przez „dekadę obaw” (2020-30) i dojdą do „wielkiego renesansu” nie tyle w roku 2049, na stulecie ChRL i jak zapowiada Xi Jinping, lecz już znacznie wcześniej w latach 2030-tych. Albowiem: „licząc od dzisiaj, za dziesięć lat chińska gospodarka może być dwukrotnie większa niż ta obecnie”.

Chiński smok naprawdę się obudził i w żadnej mierze nie chce się zatrzymać.

Nie ma więc żadnych wątpliwości co do tego, że oto mamy do czynienia z nowym wielkim, mocarstwem, a pytanie jest tylko takie, czy Chiny – coraz bardziej asertywne i pewne siebie – ograniczą się tylko do powrotu, jak same zapewniają, do świata wielobiegunowego i będą jednym ze znaczących ośrodków siły, czy też powrócą do swych dawnych tradycji, na mocy których to one, Państwo Środka, są wielką cywilizacją, a wszystko co poza nimi to albo barbarzyńcy, albo trybutariusze.

Michael Schuman uważa, że odradzający się teraz tradycyjny chiński porządek światowy „nie ma jeszcze wielkich zdolności narzucania swej woli” całemu światu. Natomiast z kolei wielkim wyzwaniem dla nich jest to, że „Zachód nadal pozostaje ostrym cywilizacyjnym wyzwaniem dla Chin, tak jak było przez ponad dwieście ostatnich lat”.

Koniec zaangażowania, czas trudnych wyborów

Jonathanowi Wardowi, który poświęca właśnie temu zagadnieniu znacznie więcej uwagi i skupia się wręcz na nim, wydaje się natomiast, w czym nie jest odosobniony, że walka wkroczyła właśnie w decydującą fazę. Stany Zjednoczone, chcąc pozostać liderem czy hegemonem, w żadnej mierze nie mogą przegrać, już rosnącej, konkurencji w dziedzinie militarnej oraz wysokich technologiach.

Podkreśla, że „era zaangażowania” w Chinach się zakończyła, a związane z nią nadzieje na liberalizację czy demokratyzację Chin należy włożyć do lamusa. Jego zdaniem, „założenie, że Chiny będą takie, jak my okazało się wielką iluzją”. Trzeba będzie radzić sobie z zupełnie innymi Chinami, które z jednej strony wracają do leninowsko-maoistowskich korzeni komunistycznych, a z drugiej do tradycyjnej roli systemu autorytarnego, na dodatek z wyrazistym przywódcą – cesarzem – na czele.

Tamtejszy system jest stabilny, wyróżnia się długoterminowym myśleniem i planami, ale pozostaje nieprzejrzysty, a dla obserwatorów z zewnątrz jest ciągle w dużej mierze nieprzewidywalny. Przewidywalne jest jednak to, że coraz częściej ci, którzy się Chinom sprzeciwiają, będą karani lub sekowani, natomiast wspierani będą ci, którzy z nimi współpracują.

Wszystkich, którzy teraz będą chcieli utrzymywać dobrą współpracę z Chinami, czeka czas trudnych wyborów. Natomiast wielkie zagraniczne kompanie i konglomeraty, przypomina Ward, „muszą być świadome tego, że Chińczycy są szczególnie wrażliwi na delikatny status Tybetu, Hongkongu, Makau i Tajwanu, bowiem wszystkie z nich są częściami Chin”. Podkreślmy słowo „Chińczycy”, a nie chińskie władze, bo to podstawowa różnica, która jakże często w naszych kalkulacjach i analizach nie jest uwzględniana.

System w Chinach jest stabilny, ale dla obserwatorów z zewnątrz jest ciągle w dużej mierze nieprzewidywalny.

Zachód, jak wiemy, ma na ten temat nieco inne zdanie. Jednakże co do integralności terytorialnej Chin, włączając w to Tybet i Xinjiang, obaj autorzy nie mają złudzeń, iż wola władz w Pekinie zwycięży.

Prawdziwy bój rozpocznie się z chwilą próby przejęcia kontroli nad Tajwanem, która – w przekonaniu ich obu – szybko nadejdzie, bo wynika z logiki odradzającego się mocarstwa. Co zrobią Amerykanie? Jak poradzą sobie z tym dosłownie rosnącym w oczach – cytując Waltera Issacksona – „prawdopodobnie największym geostrategicznym pytaniem naszych czasów”? Szybko wchodzimy w epokę kształtowania się nowego światowego ładu – z Chinami w roli głównego rozgrywającego, o czym do niedawna nawet byśmy nie pomyśleli, a o czym tak mocno dowodzą te dwie cenne prace próbujące naświetlić Państwo Środka, jego intencje i zamiary od wewnątrz właśnie – na ile to tylko możliwe ze strony zachodnich autorów. I dlatego też z efektami ich rozważań powinni jak najbardziej zapoznać się także ekonomiści.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Chiny nie przegrają gospodarczo na pandemii

Kategoria: Trendy gospodarcze
Łańcuchy produkcyjne będą zmodyfikowane z powodu pandemii, ale Chiny nie muszą przez to stać się wielkim przegranym recesji – uważa dr hab. Paweł Pasierbiak, kierownik Katedry Gospodarki Światowej i Integracji Europejskiej UMCS.
Chiny nie przegrają gospodarczo na pandemii

Rozejm gigantów

Kategoria: Trendy gospodarcze
Prezydent Donald Trump zapowiedział, jego zwyczajem – na Twitterze, iż uzgodnione i ogłoszone 13 grudnia 2019 r. porozumienie o pierwszej fazie wstrzymania wojny handlowej z Chinami zostanie podpisane 15 stycznia 2020 r.
Rozejm gigantów

Pogłębiają się spadki w handlu między USA i Chinami

Kategoria: Trendy gospodarcze
W IV kwartale 2018 r. USA zanotowały najgłębszy spadek eksportu do Chin w historii. Wyniki z początku 2019 r. potwierdziły ten niekorzystny trend. To efekt rozpoczętej w zeszłym roku wojny celnej.
Pogłębiają się spadki w handlu między USA i Chinami