Autor: Randall L. Wray

ekonomista z Uniwersytetu Missouri-Kansas City w USA, dyrektor Centrum ds. Zatrudnienia i Stabilizacji Cen

W Grecji grasowały bankowe wampiry

Pogłębiający się kryzys w Grecji może być początkiem sądnych dni dla wielkich banków inwestycyjnych. Ben S. Bernanke, szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej, zapowiedział w czwartek, 25 lutego, śledztwo w sprawie roli, jaką mogły odegrać amerykańskie banki w doprowadzeniu Grecji na skraj bankructwa. Trzeba dobrać się bankom do skóry, zanim zdestabilizują całą Europę.
W Grecji grasowały bankowe wampiry

Czy wielkie amerykańskie banki, które w swoich ostatnich wystąpieniach nazywa Pan wampirami, naprawdę przyczyniły się do wybuchu kryzysu w Grecji?

Tak, i to w dwojaki sposób. Po pierwsze pomogły greckiemu rządowi ukryć prawdziwe rozmiary deficytu. To pozwoliło mu na spełnienie kryteriów z Maastrticht. Tymczasem rzeczywista wielkość choćby tegorocznego deficytu budżetowego Grecji dwukrotnie przekracza ten limit. Zarówno banki, jak i niektórzy członkowie greckiego rządu argumentują, że wszystko, co robili, było zgodne z prawem Unii Europejskiej, ale ja uważam, że to wcale nie jest przesądzone. Jeszcze bardziej wątpliwa była gra banków inwestycyjnych na spadki wartości greckich obligacji za pomocą instrumentów zabezpieczających ryzyko niewypłacalności emitenta. Utworzono gigantyczny indeks, który każdemu pozwalał na spekulowanie greckim długiem.

To brzmi sensacyjnie, ale poszukiwanie winnych wśród banków rozgrzesza grecki rząd, który od lat nie przeprowadza potrzebnych reform i jak się okazało, zwyczajnie oszukiwał swoich europejskich partnerów.

Według mnie nie jest w porządku, jeśli jakiś bank pomaga komuś wpaść w długi, a potem spekuluje na tym długu, powoduje wzrost jego rentowności, co oczywiście przyczynia się do podwyższenia poziomu deficytu budżetowego emitenta, a równocześnie przekonuje inwestorów, że Grecja sobie nie poradzi, tylko po to, żeby zbić na tych transakcjach fortunę. A to, co robi Grecja w odpowiedzi na kryzys, nie różni się przecież specjalnie od działań innych rządów, np. Wielkiej Brytanii, Japonii czy USA, które mają na celu powstrzymanie wzrostu bezrobocia i dramatycznego spadku wynagrodzeń.

Czy poza bankami są jeszcze inni winowajcy?

Źródłem dzisiejszych problemów jest niewątpliwie sposób, w jaki powstała Europejska Unia Walutowa.

Zgadza się więc Pan z Paulem Krugmanem, który argumentował niedawno na łamach „New York Times”, że z powodu arogancji polityków strefa euro powstała zbyt wcześnie, mimo że Europa nie była na nią gotowa?

Rzeczywiście można powiedzieć, że pod pewnymi względami Europa nie była gotowa, ale najważniejsza przyczyna obecnych problemów jest inna. Wprawdzie Unia Europejska wprowadziła wspólną walutę i stworzyła bank centralny, ale zabrakło odpowiednika amerykańskiego Departamentu Skarbu, którego budżet wynosi około 20 procent PKB USA. Tymczasem na przykład Parlament Europejski dysponuje budżetem wynoszącym niewiele ponad 1 procent PKB całego eurolandu. Dlatego zadanie stabilizowania polityki finansowej pozostaje nadal w rękach poszczególnych państw. Niestety, z powodu tzw. kryteriów z Maastricht rządy narodowe mają związane ręce. Na dodatek rynki nie pozwolą tym rządom na deficyt budżetowy, który pomógłby w walce z kryzysem. Dlatego uważam, że Unii Europejskiej nie uda się tak szybko wyjść z kryzysu, w przeciwieństwie do USA czy nawet Japonii.

Może trzeba więc wyrzucić Grecję za burtę i pozwolić jej na chwilowe wystąpienie z unii walutowej?

To byłaby katastrofa. Sępy nadal będą krążyć nad Grecją. Nie poradzi sobie z tym kryzysem sama. Choć z drugiej strony, nie sądzę, by w interesie bogatych krajów Unii, takich jak Niemcy, było wykupienie greckich długów. Oznaczałoby to powiększenie długu publicznego na ich własnym podwórku i ataki spekulacyjne banków.

A co się stanie, jeśli do Grecji dołączą np. Hiszpania i Portugalia czy Włochy?

Nie mam wątpliwości, że jeden z wymienionych przez Panią krajów może być następny. Nawet jeśli nie ukrywa swojego deficytu, ma wysoki wskaźnik długu w stosunku do PKB, i rynki to widzą. Jeśli jeden z tych dużych krajów, Hiszpania czy Włochy, zostanie zaatakowany, może się to skończyć katastrofą, bo następne będą już Francja czy Niemcy. Rynki zorientują się, że poszczególne kraje unijne, które wcześniej zrezygnowały z własnej polityki monetarnej, w przeciwieństwie do Stanów czy nawet Turcji, nie radzą sobie samodzielnie z problemami i można im uniemożliwić obsługę długu. Unia Europejska musi w końcu zrozumieć, że w jedności siła i państwa należące do unii walutowej tylko wspólnie mogą sobie poradzić z kryzysem. Poważny problem stanowią także arbitralnie narzucone kryteria długu. One blokują wzrost gospodarczy w poszczególnych państwach UE, jeszcze zanim dołączają do strefy euro. Zresztą z tego powodu euroland cierpi na bardzo wysokie bezrobocie.

Co trzeba zrobić?

Parlament Europejskie albo Europejski Bank Centralny powinny otrzymać prawo do emisji papierów dłużnych na masową skalę, żeby móc wykupywać długi poszczególnych państw unijnych. Tworzenie polityki finansowej musi pozostawać w jednym ręku. Myślę, że prędzej czy później tak się stanie. Od samego początku potrzebne było również wyrównanie standardów dotyczących prawa pracy, ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych.

Europa nie jest chyba gotowa na tak głęboką integrację.

Stany Zjednoczone także są federacją. My tylko zdecydowaliśmy się powierzyć prawo tworzenia polityki finansowej suwerenowi, który tworzy naszą politykę monetarną i emituje naszą walutę. Mimo to poszczególne stany i lokalne samorządy cieszą się sporą niezależnością. Kraje Unii Europejskiej mogą być nawet jeszcze bardziej niezależne od stanów w Ameryce, chodzi tylko o to, by np. Parlament Europejski miał budżet, którym wpływałby na politykę finansową. Wtedy poszczególne kraje nie byłyby zmuszone do utrzymywania dużego deficytu, na co zresztą rynki im z reguły i tak nie pozwalają.

Wróćmy do banków inwestycyjnych. Czy amerykańskie instytucje, takie jak Rezerwa Federalna (Fed), rzeczywiście powinny zajmować się problemami, które dotyczą unijnych rynków?

Chodzi o banki, których funkcjonowanie na rynku reguluje m.in. Fed, dlatego nie dziwię się, że Bernanke chce zbadać sprawę. Zresztą już wiadomo, że w greckim kryzysie palce maczały także banki francuskie i szwajcarskie. W przyszłości trzeba będzie skoordynować tego typu śledztwo na poziomie międzynarodowym, ale na razie bardzo dobrze, że to właśnie Fed zaczął działać. Mamy przecież do czynienia z dokładnie takimi samymi problemami jak te, które wcześniej spowodowały globalny kryzys finansowy. Czy powinniśmy więc pozwolić na to, żeby banki nadal szkodziły?

A nie ma Pan wrażenia, że zapowiedzi Bernanke i to, że ujawnił szczegóły śledztwa, co nie zdarzało się wcześniej, i cała ta krytyka banków to posunięcia czysto populistyczne? Czy politycy nie szukają czasem kozła ofiarnego? Dobrze pamiętam takie sytuacje z czasów komunistycznej dyktatury w Polsce. System socjalistyczny był niewydolny, ale winowajców szukano wśród tzw. kułaków czy prywaciarzy.

Te banki nie są właściwie stricte prywatnymi instytucjami, stworzonymi wyłącznie w celu wypracowania zysku. Są nadzorowane i tworzą publiczno-prywatne spółki. Ich celem jest działanie dla publicznego dobra. Goldman przecież już by nie istniał, gdyby nie pomoc skarbu państwa, gdybyśmy pozwolili po prostu na działanie rynku. Zaś co do zaangażowania federalnych instytucji w śledztwo, to na dwie dekady Fed zapadł w sen zimowy i dlatego teraz chce pokazać, że potrafi działać. To prawda, że amerykańska opinia publiczna jest w tej chwili wrogo nastawiona do banków, do Departamentu Skarbu i do Fed. Amerykanie są po prostu wściekli. Myślę, że prezydent Obama wreszcie to zauważył.

Ale czy taka totalna krytyka bankierów nie spowoduje jeszcze większego spadku zaufania Amerykanów do systemu finansowego? To przecież niebezpieczne.

Amerykanie nie dowierzają już bankom, bo co chwila odkrywają ich wpadki. Goldman nabroił i co? I został wykupiony przez rząd. Teraz banki zajęły się destabilizacją całej Europy. Grecja nie będzie ostatnia. A załamanie czy nawet upadek europejskiego rynku nie leży przecież w interesie Ameryki. Dlatego to dobrze, że Fed dobiera się bankom do skóry.

Tylko co z tego może wyjść, jeśli, jak przyznał Pan w swoich publikacjach, Wall Street ma olbrzymi wpływ na obecną amerykańską administrację?

Właśnie dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby te banki pociągnąć do odpowiedzialności. Myślę, że sytuacja, w której administracją wolnego kraju kręcą ludzie związani z bankami odpowiedzialnymi za ataki spekulacyjne w Grecji, jest nawet gorsza niż przykłady działania komunistycznej dyktatury.

Wzywa Pan do wojny, ale kto miałby ją prowadzić, jeśli nie obecna administracja USA?

Ciągle istnieje szansa, że administracja Obamy jakoś zareaguje. Sektor finansowy urósł do zbyt dużych rozmiarów. Straciliśmy nad nim kontrolę. Instytucje nadzorujące rynek finansowy powinny przekopać dokumenty banków, które działały w Grecji, nawet ich pocztę elektroniczną, sprawdzić, co się naprawdę działo. Trzeba znaleźć źródło tych nieprawidłowości. Zresztą to leży również w interesie Europy.

Rozmawiała Anna Gwozdowska


Tagi


Artykuły powiązane

Północ kontra Południe, czyli wierzyciele kontra dłużnicy

Kategoria: Analizy
Asymetria, między krajami bardzo zadłużonymi a zadłużonymi umiarkowanie, jest groźna dla stabilności strefy euro, a także całej Unii Europejskiej. Zwiększa bowiem ryzyko przedłużającej się stagnacji gospodarczej.
Północ kontra Południe, czyli wierzyciele kontra dłużnicy

Najwierniejsza przyjaciółka dolara

Kategoria: Analizy
Działania Fed w dobie COVID-19 wzbudzają uznanie. Będący ich efektem wzrost sumy bilansowej Fed rodzi obawy o kondycję dolara USA. Nie wszyscy jednak podzielają ten sceptycyzm. Rzecz w tym, że za dolarem przemawia nie tylko ekonomia.
Najwierniejsza przyjaciółka dolara

Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Kategoria: Zewnętrzni eksperci
Obecny kryzys z punktu widzenia polityki pieniężnej nie ma precedensu. Jak na razie nie ma ryzyka inflacji. Trzeba jednak uważać, by nie kontynuować działań specjalnych, gdy pandemia już minie - przekonuje Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii.
Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko