Autor: Martyna Kośka

Ekspert rynków Europy Środkowej i Wschodniej; doktoryzuje się z ochrony konsumentów na rynku usług finansowych.

Wspólnota Eurazjatycka: integracja, tylko po co

Prace nad powołaniem Wspólnoty Eurazjatyckiej trwają od dawna, można jednak odnieść wrażenie, że w miarę, jak zbliżają się one do końca, maleje entuzjazm państw, które mają wejść w jej skład.
Wspólnota Eurazjatycka: integracja, tylko po co

To Nursułtan Nazarbajew, prezydent Kazachstanu, wymyślił utworzenie Unii Eurazjatyckiej (CC By NC ND President of the European Council)

1 stycznia 2015 r. ma zacząć funkcjonować nowa struktura. W zamierzeniach jej twórców ma ona w najpełniejszy sposób zintegrować państwa byłego Związku Radzieckiego i stać się przeciwwagą dla Unii Europejskiej. Wspólnota Eurazjatycka zostanie najprawdopodobniej utworzona przez trzy państwa: Rosję, Białoruś i Kazachstan, których prezydenci uzgodnili na grudniowym posiedzeniu Najwyższej Eurazjatyckiej Rady Gospodarczej zasady, na jakich nowa struktura będzie się opierała. Niewykluczone, że do jej państw-założycieli dołączy także Kirgistan, którego władze podjęły niedawno decyzję o odsprzedaniu Rosji swojego monopolu gazowego.

Zaproszenie do przystąpienia skierowano do wszystkich państw byłego Związku Radzieckiego (nie można być jednocześnie członkiem Wspólnoty Eurazjatyckiej i Unii Europejskiej, więc państwa bałtyckie zostały automatycznie wyłączone), ale także np. do Wietnamu, Wenezueli i Iranu, a więc państw kulturowo i geograficznie odległych, lecz pozostających w bliskich stosunkach gospodarczych z Rosją. Najbardziej pożądanym członkiem jest Ukraina – bez niej wspólnota nie będzie prawdopodobnie w stanie zrealizować stawianych przed nią celów.

Nowy Związek Radziecki?

Pomysł stworzenia wspólnoty został poddany pod publiczną dyskusję już w połowie lat. 90 XX wieku (i co ciekawe, propozycja nie pochodziła od Borysa Jelcyna, lecz od prezydenta Kazachstanu, Nursułtana Nazarbajewa), jednak państwa, które dopiero co uzyskały samodzielność i niezależność, nie były zbytnio zainteresowane zasilaniem szeregów organizacji, która w pewien sposób nawiązywała do idei Związku Radzieckiego.

Skoro Władimir Putin uważa, że rozpad ZSRR był największą katastrofą XX w., nie powinno dziwić, że właśnie Rosja jest najbardziej zainteresowana istnieniem jakichkolwiek form współpracy byłych państw Związku Radzieckiego. Wspólnota Eurazjatycka nie jest przecież pierwszą próbą integracji obszaru postsowieckiego, by wspomnieć choćby Związek Białorusi i Rosji oraz Unię Celną Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Ta ostatnia była niemal od początku traktowana jako pierwszy etap integracji, której ukoronowaniem miała być wspólnota, której struktura i działanie nawiązują do schematu Unii Europejskiej.

Od początku 2012 r. w Moskwie działa wzorowana na Komisji Europejskiej Komisja Eurazjatycka, która odpowiada za różne aspekty współpracy gospodarczej integrujących się państw.

Czy to ma sens bez Ukrainy?

Jakkolwiek zainteresowanie ze strony Armenii czy Kirgistanu cieszy Putina, głównego rozgrywającego w projektowanej unii, to jednak rezygnacja Ukrainy z udziału w projekcie poważnie podważa sens jej istnienia. Ukraina to nie tylko ogromny rynek zbytu (46 mln mieszkańców) i geograficzny łącznik między wschodem a zachodem. Jej nieobecność doprowadzi do powstania struktury zrzeszającej umiarkowanie istotne dla światowej gospodarki azjatyckie państwa. Przystąpienie Ukrainy byłoby ukoronowaniem procesu tworzenia silnej struktury, która mogłaby zagrozić Unii Europejskiej – czy ktoś potraktuje poważnie organizację, którą tworzą tak mało konkurencyjne gospodarki jak Armenia czy Kirgistan?

W artykule o wiele mówiącym tytule „Ukraina trzyma klucz do marzeń Putina o nowej Unii” „The Moscow Times” pisze, że jeśli Ukraina będzie się skutecznie opierała przystąpieniu do Unii, Putin wcześniej czy później straci entuzjazm dla tego projektu. „Putin ma nadzieję zachęcić do Wspólnoty Eurazjatyckiej kilka byłych republik radzieckich, którymi zainteresowanie na Szczycie Partnerstwa Wschodniego wyraziła Unia Europejska, ale żadna z nich nie jest ważniejsza niż Ukraina, która jest ogromnym rynkiem zbytu i kolebką rosyjskiej cywilizacji. Opozycyjna <<Novaja Gazeta>> opisała sytuację wokół Ukrainy jako trójkąt miłosny, w którym Ukraina została przedstawiona jako zdradzający mąż, UE jako powabna kochanka, zaś Rosji przypadła w udziale rola złej żony. Nie rozstrzygnięto, kto w tym układzie zatryumfuje” – czytamy.

Najwyraźniej Ukraina nie widzi jednak siebie w roli pomostu między wschodem a zachodem, gdyż konsekwentnie powtarza, że nie przystąpi do tworzącej się Wspólnoty Euroazjatyckiej. Przyczyny są Rosji dobrze znane: Ukraina obawia się dalszego podporządkowania Rosji i utraty niezależności na jej rzecz.

Wiele punktów zapalnych

Lilia Szewcowa z Carnegie Endowment zastanawia się, co Władimir Putin ma na myśli, gdy mówi, że nowa integracja będzie się opierać na wspólnych wartościach państw tworzących Wspólnotę Euroazjatycką. „Założyciele są państwami autorytarnymi. Czy będziemy teraz mówić o nowym autorytaryzmie międzynarodowym? Putin przekonuje, że wspólnota będzie tworzyła nowy biegun, pełniąc jednocześnie rolę pomostu między Azją a Europą. To ambitny plan, ale rzeczywisty tylko pod warunkiem, że będzie tak dynamiczna jak UE i niektóre kraje azjatyckie. Tymczasem patrzymy na państwa o przestarzałej gospodarce i archaicznych systemach władzy, które zmierzają w kierunku dyktatury. Jaki to biegun i jaki pomost?” – pisze.

Paradoksalnie nawet państwa teoretycznie zainteresowane wzmacnianiem integracji niechętnie patrzą na wzrastającą rolę Rosji w tworzonych instytucjach współpracy i ani myślą przenosić na Wspólnotę Eurazjatycką nadmiernie dużo uprawnień. W czasie oficjalnego wystąpienia 18 stycznia 2013 r. prezydent Nursułtan Nazarbajew przypomniał, że od samego początku strony mówiły o potrzebie stworzenia unii gospodarczej, a nie politycznej, a obecne działania wokół projektu za bardzo koncentrują się na politycznej stronie przedsięwzięcia. Skrytykował pomysł powołania Parlamentu Eurazjatyckiego i zakwestionował potrzebę pogłębiania integracji w ramach Unii Eurazjatyckiej. Nie sprzeciwia się samej integracji, tylko tym działaniom, które są sprzeczne z podejmowanymi przez Kazachstan próbami wzmocnienia suwerenności i niezależności.

O ile ten kraj nie jest zainteresowany integracją polityczną, gdyż od kilkunastu lat umacnia samodzielną pozycję na międzynarodowej scenie, to Białoruś nie chce stracić tej odrobiny samodzielności, jaką dysponuje. Przeniesienie części uprawnień prawotwórczych na podmiot ponadnarodowy oznaczałoby jeszcze większe podporządkowanie Rosji, która w tym organie będzie odgrywała z całą pewnością najważniejszą rolę (choć teoretycznie wszystkie państwa są równouprawnione).

Z tego powodu oba państwa sabotują niektóre pomysły początkowo traktowane jako pewnik. Dotyczy to przede wszystkim waluty: z jednej strony państwa negocjujące traktat chciałyby czegoś na kształt waluty obowiązującej w UE, z drugiej – żadne nie wydaje się gotowe na ustępstwa. Białoruś i Kazachstan sceptycznie podchodzą do pomysłu wprowadzenia nowej waluty, a już na pewno nie chcą wprowadzenia u siebie rubla rosyjskiego, czego chciałby Putin. Prezydenci obu państw oświadczyli, że w ostateczności są gotowi negocjować wprowadzenie zupełnie nowej waluty, lecz traktują to jako temat odległy. W styczniu 2012 r. kwestię ujednolicenia waluty Alaksandr Łukaszenka traktował jako sprawę przyszłą.

– To ostatni etap naszych rozmów i procesu zacieśniania Unii Eurazjatyckiej. Jeszcze do niego nie doszliśmy, do tego potrzeba lat – powiedział.

Skoro Kazachstan i Białoruś nie wydają się w pełni przekonane do celowości utworzenia Wspólnoty Euroazjatyckiej, dlaczego kontynuują negocjacje? W przypadku Białorusi odpowiedź jest prosta – kraj ten jest tak dalece uzależniony od Rosji, że nie może odmówić udziału w rosyjskich projektach integracyjnych, choćby nie leżały one w jego interesie. Chcąc zdystansować się od tych projektów, może co najwyżej opóźniać ich realizację, przedłużać negocjacje, poddawać w wątpliwość rosyjskie propozycje – i z tego skromnego wachlarza możliwości korzysta nader chętnie.

Trudniejsza do odgadnięcia jest motywacja Kazachstanu – państwa dynamicznie się rozwijającego i bogatego, które może prowadzić niezależną od Rosji politykę i nie jest od niej uzależnione gospodarczo. Kazachskie władze najpewniej doszły do wniosku, że skoro od połowy lat 90. prowadzą z Moskwą rozmowy na temat zacieśniania współpracy, to powinny być lojalne i konsekwentne, a współpraca z Rosją i Białorusią ułatwi im nawiązanie kontaktów gospodarczych i handlowych z Zachodem.

W imię zasady „w grupie raźniej” także inne małe republiki poradzieckie chcą się przyłączyć do Wspólnoty Euroazjatyckiej, jednak cel im przyświecający dotyczy nie tyle wzmocnienia wymiany handlowej wewnątrz wspólnoty, co na zewnątrz, przede wszystkim z Unią Europejską. Jak to możliwe? Dzięki stopniowemu znoszeniu barier celnych i prawnych we Wspólnocie Eurazjatyckiej produkty z odległych krajów, takich jak Armenia czy Kirgistan, będą mogły być łatwiej transportowane w obrębie wspólnoty i szybciej znajdą się bliżej granic Polski czy Litwy. Czy w efekcie łatwiej przenikną na obszar UE, trudno wyrokować, niemniej ta możliwość jest autentyczną zachętą dla państw, które obecnie praktycznie nie eksportują swoich towarów do UE.

Powtórka z sowietyzacji?

Dla Putina integracja z państwami byłego Związku Radzieckiego jest jednym z priorytetów w polityce zagranicznej. We wrześniu 2013 r. roku powiedział, że Wspólnota Eurazjatycka ma na celu zachowanie tożsamości i świadomości historycznej narodów eurazjatyckich „w nowym wieku i w nowym świecie”. Oczywiście rosyjska dyplomacja nigdy nie przyzna głośno, że pośrednim celem utworzenia wspólnoty jest próba podporządkowania państw członkowskich w sensie politycznym, ale to zagrożenie wydaje się oczywiste.

Przed Putinem stoi wyjątkowo trudne zadanie: nie tylko musi zachęcić do integracji politycznej państwa, które politycznie wcale nie chcą się integrować, ale także przekonać Stany Zjednoczone i innych obserwatorów, że to, co się wokół Wspólnoty Euroazjatyckiej dzieje, nie ma na celu sowietyzacji regionu. Wspomnienie o USA nie jest bezzasadne: jeszcze jako sekretarz stanu Hillary Clinton uprzedziła, że nie pozwoli na „nową wersję Związku Radzieckiego pod pozorami integracji”. Zwróciła uwagę na kroki, które są podejmowane w celu resowietyzacji regionu.

– Oczywiście to się tak nie nazywa. Będzie to nazywane Unią Celną czy Wspólnotą Eurazjatycką. Nie popełnijmy tu błędu: wiemy, jaki jest tego cel i staramy się spowolnić te działania lub im zapobiec – powiedziała.

Czy Wspólnota Eurazjatycka ma szansę odegrać ważną, samodzielną rolę i stać się przeciwwagą dla światowych potęg? Wątpię. Wspólnota jeszcze nie powstała, a między zaledwie trzema państwami już teraz dochodzi do ścierania się poglądów, jak struktura ma wyglądać i czemu konkretnie służyć. Problemy wydają się mnożyć: Nazarbajew zasugerował, by instytucje wykonawcze miały siedzibę w stolicy Kazachstanu – Astanie; wydaje się, że jest mało wartości wspólnych dla europejskiej przecież Białorusi i odległego kulturowo i geograficznie Kirgistanu; lista korzyści, jakie państwa członkowskie mogą uzyskać, jest stosunkowo krótka i niedoprecyzowana. Mam wrażenie, że państwa rozważające przystąpienie odpowiedziały sobie na pytanie, czy chcą się integrować (i udzieliły odpowiedzi twierdzącej), ale zabrakło rozważań na temat celu, któremu owa integracja ma służyć.

OF

To Nursułtan Nazarbajew, prezydent Kazachstanu, wymyślił utworzenie Unii Eurazjatyckiej (CC By NC ND President of the European Council)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Ukraina - handel w cieniu wojny

Kategoria: Trendy gospodarcze
Jednym z najważniejszych celów ukraińskiej polityki handlowej było uniezależnienie się od Rosji. Zadanie to zakończyło się sukcesem. Rosja utraciła praktycznie możliwość wykorzystywania handlu przeciwko Ukrainie.
Ukraina - handel w cieniu wojny