Autor: Elżbieta Mączyńska

Prof. nauk ekonomicznych, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE)

Zniewolony konsument na wolnym (?) rynku

Zarówno studia literatury przedmiotu, jak i społeczno-gospodarcza rzeczywistość potwierdzają, że występowanie manipulacji i oszustw to nieodłączna cecha wolnego rynku. Wolny rynek jest bowiem wolny do wszystkiego, zarówno do oferowania dóbr użytecznych społecznie, jak i antydóbr, rynkowych śmieci i sztucznego kreowania potrzeb.
Zniewolony konsument na wolnym (?) rynku

(©Envato)

Manipulacje rynkowe, w tym wyrafinowane techniki marketingu i reklamy sprawiają, że w warunkach formalnie wolnego rynku dochodzi do swego rodzaju zniewalania nabywców produktów i usług. Jest to zjawisko groźne tym bardziej, że wolny rynek ze swej istoty zawsze nagradza najsilniejszych, i – jak wykazuje praktyka – sprzyja rozwojowi struktur oligopolistycznych, co prowadzi do erozji fundamentalnego jego filaru, czyli wolnej konkurencji. Tym samym wolny rynek ma nie tylko moc wolności, lecz także moc samodestrukcji. Dlatego też wymaga korygujących regulacji na szczeblu państwowym jak i ponadpaństwowym.

Niestety wiele zjawisk w gospodarce globalnej wskazuje, że ani w praktyce, ani w teorii ekonomicznej nie poświęca się tej kwestii należytego miejsca. Jako swego rodzaju wyłom można potraktować publikację dwóch laureatów ustanowionej przez Bank Szwecji nagrody im. Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych. To publikacja Roberta Shillera i George’a Akerlofa pod znamiennym tytułem Złowić frajera. Ekonomia manipulacji i oszustwa (Phishing for Phools: The Economics of Manipulation and Deception). Autorzy ci, podkreślając swoją wolnorynkową proweniencję, eksponują jednak nie tylko piękno, lecz także brzydotę wolnego rynku.

Piękno i brzydota wolnego rynku

Po to, by zauważyć rynkowe manipulacje i oszustwa, nie trzeba naukowych analiz. Widać je gołym okiem i niemal każdy z uczestników rynku doświadcza tego zjawiska, choć z niejednakową częstotliwością i  rozmaitym zakresem. Dotyczy to nie tylko osób niedysponujących dostateczną wiedzą ekonomiczną, lecz nawet osób znających teorię ekonomii i mających świadomość rynkowych wynaturzeń. Stąd znana sentencja, że wolny rynek nie ma wrogów (wolność wszak to cecha powszechnie pożądana), ale ma wiele ofiar. Shiller i Akerlof podkreślają, że współczesna ekonomia przedstawia zwykle wolny rynek jako dobrze działający mechanizm i nie potrafi się uporać z problemami wywołanymi przez rozmaite oszustwa i szachrajstwa. Naiwność ludzka i podatność na manipulację to cechy zazwyczaj pomijane. Dzieje się tak, mimo że już przed laty wielu wybitnych ekonomistów, m.in. John K. Galbraith, wskazywało na oczywistą rozbieżność takiej teorii z rzeczywistością społeczno-gospodarczą.

Wolny rynek ma nie tylko moc wolności, lecz także moc samodestrukcji.

Jednym z koronnych teoretycznych uproszczeń jest założenie nieomylności rynku i jego uczestników spełniających cechy homo oeconomicus, zapewniające racjonalność decyzji rynkowych, co wszakże nierzadko dalece odbiega od rzeczywistości. Zwraca na to uwagę m.in. szwajcarski historyk gospodarczy Gilbert Rist. W książce pod symptomatycznym tytułem Urojenia ekonomii zauważa on, że większość ekonomistów uznaje, że autonomiczny i racjonalny homo oeconomicus jest fikcją. Trzeba im to przyznać. A jednak jego upiór nieustannie powraca i nie przestaje nawiedzać wyobraźni ekonomicznej.

Choć uproszczenia w teoretycznych analizach ekonomicznych są niezbędne dla identyfikacji rozmaitych reguł ekonomicznych i współzależności między głównymi kategoriami i zjawiskami ekonomicznymi, to jednak nie może to zwalniać od refleksji dotyczących rzeczywistych następstw takich uproszczeń. Szczególnie wyraziście uwidacznia się to właśnie w odniesieniu do założenia o homo oeconomicus. Rygorystyczne trzymanie się tego założenia przesuwa na margines kwestie wynaturzeń rynkowych i ich negatywnych następstw dla uczestników rynku, przede wszystkim – dla nabywców produktów rynkowych. Skoro bowiem (zgodnie z tym tokiem myślenia) mają oni cechy homo oeconomicus, nie może im zagrażać ze strony rynku żadne oszustwo czy manipulacja. O tym, że to nieprawda, przekonuje zarówno codzienność, jak i badania ekonomiczne. Shiller i Akerlof wskazują na powszechność rozmaitych oszustw, przekrętów i manipulacji rynkowych, co określają jako phishing for phools (łowienie frajerów). Wobec powszechności tego zjawiska uznają za konieczne włączenie tej kwestii na trwale do teorii ekonomii i uznanie, że wolny rynek jest wolny zarówno do kreowania dobra, jak i zła.

Era samotności i jej koszty

Nie przekreśla to oczywiście niezbędności istnienia wolnego rynku i jego zalet. Dlatego też Shiller i Akerlof – co istotne – nie kwestionują eksponowanych w podręcznikach ekonomii neoklasycznej zalet wolnego rynku. Autorzy ci podkreślają, że zalety te są oczywiste. Wystarczy odbyć podróż do trzech krajów: Chin, Korei Płn. i Korei Płd., aby się o tym przekonać. Ale nie powinniśmy też zanadto wychwalać systemu wolnorynkowego. Mechanizm rynkowy działa dobrze (tak jak to opisują podręczniki), jeżeli spełnione są wszystkie założenia warunkujące jego prawidłowe działanie. Jednak rzeczywistość aż nadto dosadnie dowodzi, że przeważnie tak nie jest i że przyjęta w ekonomii głównego nurtu jako pewnik zasada, że człowiek postępuje zawsze racjonalne (homo oeconomicus) dalece odbiega od rzeczywistości. Akerlof i Shiller uznają natomiast za pewnik, że każdy człowiek ma jednak jakąś słabostkę i nie o wszystkim jest dobrze poinformowany. Poza tym nie zawsze wiemy, czego naprawdę chcemy. Te ludzkie ułomności sprawiają, że czasami popełniamy błędy, dajemy się nabrać lub oszukać. Jest to także element natury ludzkiej, choć nie bardzo pasuje on do ludzików-automatów rozważanych w wykładach z ekonomii. A skoro ludzie są niedoskonali, to gospodarka wolnokonkurencyjna także nie może być perfekcyjną maszyną, która dostarcza nam dokładnie to, czego rzeczywiście potrzebujemy i pragniemy. Jest ona także matecznikiem nieustannego phishingu, z sieciami rozlegle zarzuconymi do połowu łatwowiernych frajerów.

Manipulacje rynkowe są nieodłączną cechą gospodarki wolnorynkowej, a nie „wypadkami przy pracy czy jednostkowymi patologiami.

Zatem manipulacje rynkowe są nieodłączną cechą gospodarki wolnorynkowej, a nie „wypadkami przy pracy czy jednostkowymi patologiami. Dlatego też według Shillera i Akerlofa niewłaściwe jest – tak jak to ujmują podręczniki ekonomii kształtujące standardową wiedzę większości ekonomistów – przedstawianie jedynie zdrowego (tzn. efektywnego) funkcjonowania mechanizmów rynkowych i traktowanie patologii ekonomicznych jako zjawisk związanych jedynie z efektami zewnętrznymi i podziałem dochodów. Shiller i Akerlof szczegółowo analizują codzienne, powszechne przypadki manipulacji i oszustw rynkowych we wszystkich niemal dziedzinach życia społeczno-gospodarczego. Wskazują na rynkowe manipulacje w różnych sferach. Analizują pod tym kątem m.in. instytucje ochrony zdrowia, leki i żywność, zachowania rozmaitych przedsiębiorstw, w tym ich reżyserowane bankructwa dla zysku, innowacje, w tym pseudoinnowacje oraz innowacje szkodliwe, instytucje finansowe, a nawet politykę. Przedstawiają liczne przejawy oszustw m.in. firm samochodowych, lotniczych, deweloperskich, internetowych, farmaceutycznych, przemysłu spożywczego, firm wydawniczych, instytucji edukacyjnych, partii politycznych, a także oszustw i manipulacji w ramach kampanii wyborczych. Zarazem identyfikują ofiary tych manipulacji, w tym gospodarstwa domowe.

Powszechność manipulacji i oszustw prowadzi do paradoksalnego zjawiska zniewolonego konsumenta na wolnym rynku, konsumenta zniewolonego m.in. przez asymetryczną siłę wielkich korporacji w kształtowaniu struktury i jakości oferty podażowej, w sterowaniu informacjami rynkowymi i in. Jednym z dotkliwych w codziennym życiu narzędzi manipulacji rynkowych są wyrafinowane techniki marketingu i uprzykrzające życie uporczywe reklamy, które zarazem są  jednym z czynników wzrostu kosztów transakcyjnych.

Powszechność manipulacji i oszustw prowadzi do paradoksalnego zjawiska zniewolonego konsumenta na wolnym rynku.

W warunkach charakterystycznej dla wielu krajów rozwiniętych nadpodaży i syndromu marnotrawnej gospodarki nadmiaru, podstawowym wyzwaniem dla producentów i handlowców jest pozyskiwanie nabywców oferowanych wyrobów i usług. Jest to niełatwe, stąd też nierzadko oferenci produktów i usług uciekają się do oszustw i rozmaitych manipulacji rynkowych. Przejawem tego są  m.in. zjawiska fałszowania produktów, ironicznie określane w literaturze jako „pozłacanie produktów“ czy „antyfunkcje“ (antifeatures), czyli celowe ograniczanie trwałości wyrobów, w tym zwłaszcza sprzętów codziennego użytku, aby napędzać popyt na nowe produkty. Stąd też inne, wiele mówiące, określenie tego zjawiska: „złom w dom”.

PKB powinien być środkiem, a nie celem

Oszustwom rynkowym sprzyja też występowanie rozwiązań instytucjonalnych, regulacyjnych i innych obarczonych syndromem rozproszenia odpowiedzialności. Niekonwencjonalne podejście w ocenach kwestii odpowiedzialności przedstawił  m.in. Nassim Taleb w książce pod tytułem Antifragile (Antykruchość). Taleb dowodzi, że gospodarka i społeczeństwa tracą naturalną odporność wskutek wprowadzania rozlicznych narzędzi i metod ubezpieczania się przed ryzykiem, ale głównie przez przenoszenie ciężaru ryzyka i odpowiedzialności na inne podmioty.  Ten znany  amerykańsko-libański matematyk i  finansista ilustruje swoje wywody licznymi przekonującymi przykładami, w tym odniesieniami do historii, przypominając m.in., że w starożytności nie było nadzoru budowlanego, ale budowniczy np. akweduktów, mostów przez pewien czas musieli pod nimi spać po ich wybudowaniu. A akwedukty funkcjonują sprawnie do dziś.

Zniewolenie konsumenta wyraża się też w zjawisku określanym w literaturze przedmiotu jako „cywilizacja spektaklu”. Konsument w wyniku uporczywości i skuteczności reklam oraz medialnych innowacji sprowadzany jest – jak zauważa Maciej Miszewski – do roli widza nieustannie trwającego spektaklu, co czyni go biernym wobec manipulacji dokonywanych przez wielkich sprzedawców w strukturze konsumpcji.

Powszechność rynkowych manipulacji i oszustw wskazuje nie tylko na zasadność traktowania tej kwestii jako trwałego przedmiotu badań w teorii ekonomii, lecz także na konieczność instytucjonalnych i innych środków przeciwdziałania temu zjawisku.

Piękno wolnego rynku wyraża się w tym, że jest to mechanizm, który umożliwia zapewnienie wysokiego poziomu życia ludzi i dobrobytu społecznego.

Badanie manipulacji i oszustw rynkowych staje się zatem niezbędnym warunkiem obiektywizacji ocen mechanizmu, jakim jest wolny rynek. Jest to istotne dla wyeksponowania oraz zrozumienia zarówno jego piękna, jak i brzydoty. Piękno wolnego rynku wyraża się w tym, że jest to mechanizm, który umożliwia zapewnienie wysokiego poziomu życia ludzi i dobrobytu społecznego. Brzydota zaś wyraża się w nieodłącznym dla wolnego rynku phishingu, w tym kreowaniu rynkowych zachowań z pogranicza prawa lub wręcz wbrew jego intencjom i regułom. Akerlof i Shiller ilustrują to m.in. na przykładzie funkcjonowania ogromnej machiny lobbingowej, silnej na tyle, by istotnie wpływać nie tylko na ochronę wybranych grup interesów, ale generalnie na kierunki polityki społeczno-gospodarczej, w tym – regulacje podatkowe, a nawet na mechanizmy demokracji i in. Nieuchronnie rzutuje to na decyzje konsumentów i wyborców. Rzutuje to nawet na kierunki i obszary badań naukowych, a tym samym i na teorię ekonomii, z czym łączy się ryzyko rozmaitych jej deformacji.

Jednym z tego przejawów jest utożsamianie ekonomii z chrematystyką. Choć ekonomia jest nauką społeczną, czyli nauką o ludziach jako jednostkach gospodarujących, to nierzadko jest utożsamiana z chrematystyką, czyli z nauką o zarabianiu pieniędzy. Ta, tylko z pozoru niegroźna, definicyjna nonszalancja prowadzić jednak może i – jak dowodzi praktyka – prowadzi do wielu negatywnych następstw w życiu społeczno-gospodarczym. Przy tym ze względu na niewykluczone w takich warunkach ryzyko chrematystycznego ukierunkowywania badań naukowych może to mieć zarazem niekorzystny wpływ na rozwój samej ekonomii. Utożsamianie ekonomii z chrematystyką oznacza bowiem, że wszelkie działania są dopuszczalne i pożądane, jeśli prowadzą do zysku. Wyraża się to w tendencji do objaśniania oraz kształtowania życia społeczno-gospodarczego wyłącznie przez pryzmat zyskowności, korzyści materialnych, a także w tendencji do ekspansji metodologii ekonomii na inne nauki społeczne, co ma cechy swego rodzaju „imperializmu ekonomii”, tendencji zapoczątkowanej już w latach 60. ubiegłego wieku. Jak zauważa Jerzy Wilkin, to wtedy ekonomiści powiedzieli, że mają w ręku narzędzia badawcze pozwalające wyjaśnić funkcjonowanie świata społecznego w różnych jego dziedzinach, znacznie lepiej niż przedstawiciele innych nauk społecznych. Metodologicznym filarem tak pojmowanej ekonomii stało się uznanie prawdziwości hipotezy o nieomylności i efektywności rynku (Efficient Market Hypothesis), co sprzyjało rozwojowi triumfalizmu rynkowego, metodologicznej buty, będącej zaprzeczeniem popperowskiej, nacechowanej pokorą badawczą, koncepcji prawdy oraz zaprzeczeniem popperowskiego realizmu, czyli uznania, że nie ma „ostatecznych przyczyn”.

Obecnie coraz więcej ekonomistów i przedstawicieli innych dyscyplin społecznych wskazuje na negatywne następstwa chrematystycznego pojmowania ekonomii. Noblista Edmund Phelps przestrzega, że ekonomia nie jest nauką o zarabianiu pieniędzy, lecz nauką o relacjach między gospodarką a życiem społecznym. Ekonomia zatem z definicji dotyczy wartości społecznych, moralności, humanitaryzmu i wolności, ale zarazem odpowiedzialności i etosu. Etos to ogół wartości, norm i wzorów postępowania przyjętych przez daną grupę ludzi. W tym sensie etos i ekonomia jako nauka o ludziach w procesie gospodarowania są nierozłączne. Odrywanie ekonomii od moralności stoi w sprzeczności z klasyczną smithowską koncepcją ekonomii. Adam Smith bowiem ściśle łączył ideę wolnego rynku z moralnością. W neoklasycznej ekonomii takiej symbiozy zabrakło, przeciwnie – doszło do rozbratu ekonomii z etyką, kwestie etyczne pozostawione zostały wyłącznie działaniu mechanizmu wolnego rynku. Zwraca na to uwagę m.in. noblista Joseph E. Stiglitz, oceniając, że dochodzi do triumfu chciwości nad rozwagą, zaś ekonomia przemieniła się, bardziej niż chcieliby sądzić ekonomiści, z dyscypliny naukowej – w najbardziej entuzjastyczną cheerleaderkę wolnorynkowego kapitalizmu.

Ekonomia z definicji dotyczy wartości społecznych, moralności, humanitaryzmu i wolności, ale zarazem odpowiedzialności i etosu.

Jest to groźne tym bardziej, że przynosząca rozwój sztucznej inteligencji czwarta rewolucja przemysłowa, z którą obecnie zderza się świat, zwiększa ryzyko rozwoju, zagrażających wymogom konkurencji, oligopolistycznych struktur w gospodarce. Praktyka potwierdza, że niebezpiecznie zwiększa się m.in. potencjał gigantów cyfrowych (tzw. GAFAM – Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft). Skutkuje to horyzontalną koncentracją władzy na wielu strategicznych poziomach, w tym obejmujących centra danych, systemy operacyjne, oprogramowanie, przeglądarki, komunikatory internetowe i in. Taka koncentracja władzy prowadzi do wielu negatywnych społecznie i gospodarczo zjawisk.

Jak sarkastycznie ocenia Zygmunt  Bauman: Rozwijamy narzędzia nie po to, żeby czynić to, co zamierzaliśmy, lecz robimy to, co one nam umożliwiają. Rzeczy, które powinny nam służyć, biorą nas w niewolę. Jesteśmy ich niewolnikami. Bauman stwierdza wręcz, że w warunkach internetyzacji łatwo o erozję relacji międzyludzkich (choć paradoksalnie zarazem internet te relacje znakomicie ułatwia). Sprzyjający konsumpcjonizmowi internet skutkuje kulturą powierzchowności i jednorazowości, co przekłada się też negatywnie na relacje bliskości. Według Z. Baumana wzorzec relacji między klientem a towarem staje się wzorcem relacji między ludźmi. Tracimy przy tym z oczu to, co najważniejsze: samego człowieka. Niebezpieczeństwo polega na tym, że wzorzec relacji upodabnia się do przedmiotu użytkowego. Bauman metaforycznie ilustruje współczesne przyczyny i następstwa nietrwałości relacji międzyludzkich, w tym np. związków małżeńskich: Krzesłu nie przysięgamy wierności. Dlaczego miałbym się zaklinać, że umrę na tym właśnie krześle? Gdy przestanie mi się podobać, kupię sobie nowe. Nie jest to świadomy proces, ale sposób, w jaki uczymy się postrzegać świat ludzi (…). Ludzie się wiążą, gdyż obiecują sobie zaspokojenie. Gdy wydaje im się, że ktoś inny dałby im więcej, kończą jeden związek i zaczynają nowy (…). To oznacza, że partnerzy żyją w ciągłym strachu przed opuszczeniem. Przed tym, że zostanie się uprzątniętym jak marynarka, która wyszła z mody (…). To prowadzi do życia, w którym stosunki międzyludzkie i związki partnerskie są kształtowane na wzór leasingu.

Ekonomia szczęścia

Wskazuje to na konieczność pogłębionych aksjologicznych refleksji dotyczących racjonalnego wykorzystywania potencjału technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji w taki sposób, by nie dopuszczać do ekonomicznych, ekologicznych i innych wynaturzeń, w tym mylenia środków z celami, fetyszyzowania wzrostu gospodarczego mierzonego wzrostem produktu krajowego brutto (PKB) i traktowania go  błędnie jako celu działań, podczas gdy PKB to środek do realizacji celu, jakim w polityce społeczno-gospodarczej demokratycznego państwa powinna być poprawa jakości życia ludzi i dobrobyt społeczny, z uwzględnieniem dobrobytu przyszłych pokoleń. Jest to istotne tym bardziej, że jak przestrzegał brytyjski ekonomista Kenneth E. Boulding: Każdy, kto wierzy w nieskończony wzrost gospodarczy na mającej fizyczne ograniczenia planecie, jest albo szalony, albo jest ekonomistą.

Amerykański socjolog Michael Sandel przestrzegał z kolei, że epoka triumfalizmu rynkowego zbiegła się w czasie ze zjawiskiem wypłukiwania z dyskursu publicznego treści duchowych i moralnych. Według Sandela, w kilku minionych dekadach rynek i wartości rynkowe zaczęły rządzić naszym życiem, natomiast ekonomia stawała się domeną imperialną. Przy tym ten stan nie jest konsekwencją naszego świadomego wyboru, ale raczej czymś, co nas spotkało. Technologie cyfrowe poszerzają możliwości owego ekonomicznego imperializmu. Koresponduje to z opinią amerykańskiego socjologa Richarda Sennetta, według którego we współczesnym świecie w relacjach społecznych „relacje” wypierane są przez rynkowe „transakcje”. Prowadzi to do kształtowania się modelu społeczeństwa zachłanności, w którym dążenia do wzbogacania się materialnego uświęcały prowadzące do tego środki.

Z kolei oksfordzki ekonomista Paul Collier ocenia współczesną wolnorynkową rzeczywistość jeszcze bardziej dosadnie, wskazując na swego rodzaju żarłoczność tego systemu, cechujący go egoistyczny indywidualizm, kreujący społeczeństwo rottweilerów. To rzeczywistość, w której system wartości, zasady etyczno-moralne wypierane są przez bezwzględną logikę wolnorynkową, ale, jak podkreśla Grzegorz W. Kołodko, gospodarka bez systemu wartości etyczno-moralnych jest jak życie bez sensu. Niestety, współcześnie wyraźnie nasila się ryzyko destrukcji w systemie wartości społecznych, zwiększa się ryzyko anomii. Anomia zaś oznacza sprzeczności, dezorganizację, dezintegrację, chaos i niedopasowania występujące w systemie wartości społecznych, w systemie norm i reguł rządzących życiem społecznym i gospodarczym w rozmaitych jego formach. Dotyczy to też pojmowania wolności w ogóle, nie tylko rynkowej. Pojawia się tu wiele złożonych dylematów. Wolny rynek bowiem – jak podkreśla Jerzy Wilkin – może zniewalać, a więc zabierać wolność jednostce; z drugiej strony – brak wolnego rynku może też prowadzić do zniewolenia. Ekonomiści zaś mówią chętnie o wolnym rynku, a mniej o wolnym człowieku.

Wolność i współczesny „wolny rynek” – tożsamość czy oksymoron

W analizie relacji między wolnością a rynkiem fundamentalne znaczenie ma pytanie, czy gospodarka wolnorynkowa jest źródłem wolności, czy uwikłania konsumentów. János Kornai w porównawczych analizach systemów społeczno-gospodarczych, eksponując swą głęboko krytyczną ocenę socjalistycznych systemów nierynkowych jako gospodarek „trwałego niedoboru”, nie szczędzi zarazem krytycznych opinii o kapitalistycznej gospodarce nadmiaru z cechującym ją bezrefleksyjnym, aroganckim konsumpcjonizmem i degradującym środowisko naturalne marnotrawstwem zasobów. Jako przykład gospodarki nadmiaru podaje m.in. przemysł farmaceutyczny z silną monopolistyczną konkurencją, dynamiczną innowacyjnością, szerokim wyborem dla kupujących, zalewem reklam, manipulacją klientem i częstym przekupywaniem lekarzy przepisujących recepty. Choć Kornai docenia, że w gospodarce nadmiaru, w tym nadmiaru zdolności produkcyjnych, nadwyżka to smar wyciszający i łagodzący zgrzyty powstające w mechanizmach adaptacji, to zarazem przestrzega, że ci, którzy twierdzą, że w gospodarce nadmiaru (lub bardziej ogólnie: w gospodarce rynkowej) dominuje suwerenność konsumentów, przesadzają. Producenci bowiem kreując podaż, manipulują konsumentami. Istnieje więc nadwyżka podaży – zarówno wartości, jak i śmieci.

W takich warunkach odpowiedź na pytanie o relacje między wolnością a wolnym rynkiem nie jest prosta, tym bardziej, że już samo pojęcie wolności może być rozmaicie rozumiane, w tym jako wolność w sensie pozytywnym, czyli wolność do czegoś, i negatywnym jako wolność od czegoś. Już przed wiekami wskazywał na to Andrzej Frycz Modrzewski, pisarz okresu renesansu. Domagając się równości praw dla wszystkich ludzi, podkreślał, że bez praw nie może być prawdziwej wolności, ale zarazem niczyje wolności nie powinny być tak wielce ważone, by ktoś nimi mógł osłaniać swoje występki gwoli bezkarności albo nierówności w wymiarze kar. Prawdziwa bowiem wolność polega na poskramianiu przewrotnych skłonności i błędów, a nie na swobodzie czy to brojenia, co komu wola, czy też lżejszego karania występnych.

Przywodzi to na myśl tezę niemieckiego filozofa Ericha Fromma, że wolność ma dla współczesnego człowieka dwojakie znaczenie: wprawdzie uwolnił się on od tradycyjnych autorytetów i stał się jednostką, ale jednocześnie poczuł się izolowany i bezsilny; stał się przy tym narzędziem służącym celom zewnętrznym, obcym jemu i innym jednostkom. Ten stan podkopuje jego ja, osłabia go i napawa lękiem, wtrąca w nową niewolę (…). Wolność osiągnęła punkt krytyczny, punkt, w którym może się zmienić we własne przeciwieństwo.

Współczesne problemy z wolnością, w tym także gospodarczą, rynkową, wynikają w znacznej mierze z tego, że wypierana jest kategoria wolności do na rzecz wolności od.

Współczesne problemy z wolnością, w tym także gospodarczą, rynkową, wynikają w znacznej mierze z tego, że wypierana jest kategoria wolności do na rzecz wolności od. Konieczna jest zatem stała dbałość o wolność, przede wszystkim przez podejmowanie działań sprzyjających jej umacnianiu. Jest to istotne tym bardziej, że jak zauważa Bauman, we współczesnym zglobalizowanym świecie władza odeszła od polityki. Po pierwsze, do globalnej przestrzeni, gdzie rządzą ponadnarodowe przedsiębiorstwa. Po drugie, na rynki konsumenckie, które nie mogą być demokratyczne, sterowane i kontrolowane. Po trzecie, do obywateli, którzy problemy społeczne próbują, zamiast za pomocą tradycyjnej polityki, rozwiązać na drodze prywatnej. Trudno się wobec tego nie zgodzić z opinią tego wybitnego socjologa, że obecnie największym wyzwaniem jest ponowne połączenie polityki i władzy. Ale dziś nie wystarczają już (choć są niezbędne) działania na poziomie pojedynczego państwa, konieczne są przedsięwzięcia ponadpaństwowe.

 Instytucjonalne wyzwania. Rola państwa

W przedstawianych w literaturze przedmiotu analizach wynaturzeń wolnego rynku wskazuje się na konieczność działań umożliwiających ochronę uczestników tego rynku, w tym przede wszystkim zwykłych ludzi, a także przedsiębiorstw oraz innych instytucji przed oszustwami i manipulacjami rynkowymi. Akerlof i Shiller przeciwdziałanie wynaturzeniom rynkowym metaforycznie porównują z walką organizmu ludzkiego z chorobą nowotworową. Wskazują na niezbywalną i niezbędną rolę państwa w korygowaniu słabości rynkowych, przeciwstawiając się zarazem sprowadzaniu państwa jedynie do roli stróża nocnego. Wolny rynek wymaga bowiem nieustannego humanizowania, uczłowieczania go, czyli podporządkowywania jego mechanizmów społecznemu dobrostanowi.

Innowacje – koło zamachowe rozwoju cywilizacyjnego

Jednak w warunkach globalizacji pojedyncze państwa nie są w stanie w pojedynkę w pełni sprostać współczesnym wyzwaniom zwianym z ochroną   konsumenckiej suwerenności, wymagane są działania ponadpaństwowe. Zauważalny jest już pewien postęp pod tym względem. Jednak wciąż nie brakuje kontrowersji i sporów oraz wielu przejawów sprzeczności interesów. Przykładem tego są m.in. niepowodzenia w przeciwdziałaniu manipulacjom i ucieczkom podatkowym, w tym zwłaszcza rajom podatkowym i niepowodzenia w podatkowym dyscyplinowaniu gigantów rynkowych przez wprowadzenie np.  podatku cyfrowego, czy podatku Tobina, czyli podatku od spekulacji finansowych. Potwierdza to opinię Akerlofa i Shillera, że przeciwdziałanie phishingowi, to zadanie, które nigdy się nie kończy, przeważnie nie skutkuje całkowitym fiaskiem, lecz zarazem często nie kończy się pełnym sukcesem.

Wskazuje to na konieczność rozpatrywania każdego zjawiska rynkowego z uwzględnieniem możliwie wielu jego stron, aspektów nie tylko w wymiarze ilościowym, ale także jakościowym, również z wykorzystaniem dorobku innych dyscyplin naukowych, w tym np. socjologii, psychologii, a nawet antropologii czy ekologii. Sprzyjałoby to zarazem heterogeniczności ekonomii i holizmowi badawczemu.

Zakończenie

Dysfunkcje wolnego rynku i pojawiające się w warunkach rewolucji cyfrowej wciąż nowe narzędzia sprzyjające rynkowym manipulacjom skutkują intensyfikacją i zwiększaniem zakresu phishingu, łowienia rynkowych frajerów oraz konsumenckiego zniewolenia. Zarazem jednak postęp technologiczny może sprzyjać przeciwdziałaniu temu. Wymaga to jednak nowych obszarów aktywności państwa, w tym interwencji i regulacji państwowych oraz ponadpaństwowych.

W obecnych warunkach trudno przecenić rolę państwa w kształtowaniu instytucji ochrony konkurencji i konsumentów. Na potrzebę umacniania takich instytucji zwraca uwagę wielu badaczy rynku. Zdecydowanie rekomenduje to m.in. Grzegorz W. Kołodko, wskazując na potrzebę wypracowania instrumentów polityki państwa, w tym odpowiednich regulacji prawnych, skutecznie chroniących konsumentów przed manipulacjami i rynkowym wyzyskiem. To niezbywalny obowiązek państwa dbającego o ład społeczny we współczesnej fazie kapitalizmu. Trudno się z taką opinią nie zgodzić.

 

Więcej na ten temat w referacie autorki artykułu pt. Zniewolony konsument na wolnym rynku w gospodarce globalnej. Destrukcyjne następstwa i możliwości przeciwdziałania, wygłoszonym na konferencji nt. „Quo vadis oeconomia”, 7 maja 2021 r. z okazji XX-lecia kierunku Ekonomia na Uniwersytecie Wrocławskim. Referat  opublikowany został  w pracy zbiorowej pt. Ekonomia jako dyscyplina naukowa i kierunek kształcenia. Aktualne trendy i pożądane zmiany, red. Edyta Rutkowska-Tomaszewska, Witold Kwaśnicki, Difin Warszawa, 2020.

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

O filozofii ekonomii ciekawie i przystępnie

Kategoria: Trendy gospodarcze
Książka Marcina Gorazdy i Tomasza Kwarcińskiego przykuła moją uwagę pierwszą częścią tytułu. Zainteresowałem się nią, licząc na pogłębienie mojej wiedzy na temat rozmaitych definicji szczęścia i dobrobytu oraz związków między nimi. Okazało się, że tematowi temu poświęcono zaledwie 1 z 16 podrozdziałów. Mimo to książkę gorąco polecam.
O filozofii ekonomii ciekawie i przystępnie

Czy siły rynkowe radzą sobie z publicznymi problemami

Kategoria: Sektor niefinansowy
Rynek nie rozwiązuje wszystkich problemów. Wiedzą o tym chyba wszyscy, oprócz „anarchokapitalistów”. Znaleźli się naukowcy, którzy to udowodnili, badając tzw. rynkowe interwencje z zastosowaniem narzędzi właściwych socjologii.
Czy siły rynkowe radzą sobie z publicznymi problemami

Czy Nagroda Nobla z ekonomii powinna być wystawiona na aukcji?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Aukcje stają się ważnym elementem życia gospodarczego. Jak się wydaje ich popularność wynika głównie z dwóch czynników – rozwoju internetu i … tendencji etatystycznych w rozwoju gospodarczym. Kilka słów o tegorocznej nagrodzie Nobla z ekonomii, przyznanej Paulowi R. Milgromowi oraz Robertowi B. Wilsonowi.
Czy Nagroda Nobla z ekonomii powinna być wystawiona na aukcji?