Trudny rozwód z Europą

23.10.2019
Rynki finansowe zareagowały pozytywnie na zawartą 17 października 2019 r. w Brukseli umowę między rządem Borisa Johnsona a Unią Europejską. Zmniejsza to ryzyko destrukcyjnego brexitu bez umowy. We wtorek 22 października brytyjska Izba Gmin poparła umowę, jednak odrzuciła szybki harmonogram prac nad ustawą.

Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii, przemawia w Izbie Gmin w sprawie brexitu (PAP_EPA_HANDOUT)


Przyjęcie projektu nie oznacza, że ustawa ws. brexitu wejdzie w życie, parlament brytyjski może ją wciąż zmienić lub odrzucić. Wciąż więc nie wiadomo, kiedy brexit nastąpi i na jakich warunkach. Dla rynków finansowych jest to sytuacja niepokojąca, a gospodarka brytyjska za przedłużającą się niepewność płaci osłabieniem funta i zmniejszeniem inwestycji. Dopóki nie zostanie podjęta wiążąca decyzja o terminie i warunkach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, na rynkach walutowych będzie trwać huśtawka.

Brexit znaczy brexit

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE byłoby znacznie prostsze, gdyby zdecydowała się pozostać w Europejskim Obszarze Gospodarczym, do którego poza krajami Unii należą Norwegia, Lichtenstein i Islandia. Płaciłaby za dostęp do Wspólnego Rynku, ale miałaby wolną rękę w takich sprawach jak polityka rolna czy handlowa. Musiałaby jednak zaakceptować cztery swobody rynku wewnętrznego, w tym swobodny przepływ osób. Tymczasem mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa głosowali za brexitem między innymi dlatego, że obawiali się nadmiernego napływu imigrantów z Europy Środkowowschodniej.

Rządzący w Wielkiej Brytanii konserwatyści zaakceptowali decyzję większości głosujących w referendum w czerwcu 2016 r. i przystąpili do negocjacji z góry wiedząc, że będą musieli rozwiązać kwadraturę koła – wprowadzić granicę celną, pozostawiając jednocześnie otwartą granicę między Irlandią Północną, będącą częścią Zjednoczonego Królestwa a Republiką Irlandii, będącą członkiem Unii, strefy Schengen i strefy euro.

Trwające ponad 2 lata negocjacje z UE okazały się trudniejsze, niż sądzili zwolennicy opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii.

Theresa May, która po odejściu Davida Camerona została premierem w lipcu 2016 r., oświadczyła: „brexit oznacza brexit”. Ale trwające ponad 2 lata negocjacje z Unią Europejską okazały się trudniejsze, niż sądzili przeciętni zwolennicy opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii. May nie znalazła satysfakcjonującego wszystkich rozwiązania, podobnie jak Boris Johnson.

Ambiwalentny stosunek do Unii

Duża część Brytyjczyków zawsze miała sceptyczny stosunek do Unii Europejskiej, postrzegając ją jako organizację nadmiernie biurokratyczną, narzucającą krajom członkowskim regulacje hamujące wzrost gospodarczy. Do EWG Wielka Brytania przystąpiła dopiero w 1973 r. Brytyjczycy zaakceptowali członkostwo w referendum w 1975 r., ale sceptyczny stosunek do reszty Wspólnoty pozostał. Krytycy argumentowali, że projekt europejski wykracza poza zwykłą integrację gospodarczą i zmierza w kierunku europejskiego superpaństwa.

Wielka Brytania opóźniała kolejne etapy integracji. Nie przyjęła wspólnej waluty i nie weszła do strefy Schengen, w ramach której nie ma kontroli na granicach. Margaret Thatcher wynegocjowała obniżony wkład do budżetu unijnego (tzw. brytyjski rabat), a w 1988 r. oświadczyła: „Nie po to udało nam się ograniczyć rozmiar państwa w Wielkiej Brytanii, aby powiększyć go na szczeblu europejskim”. Thatcher po odejściu z urzędu w 1990 r. była coraz gorliwszym krytykiem Unii Europejskiej, a jej biograf Charles Moore twierdzi, że dziś popierałaby brexit.

Brexit może obniżyć PKB Polski

Powodem niezadowolenia jest duża migracja z biedniejszych krajów UE, choć imigranci więcej wpłacają do brytyjskiego budżetu niż otrzymują w postaci zasiłków socjalnych. Pod naciskiem Camerona w lutym 2016 r. przywódcy UE zgodzili się na szereg propozycji, w tym pozostawienie walut innych niż euro w UE, nowe ograniczenia świadczeń dla migrantów, zobowiązanie do ograniczenia regulacji UE i oficjalne uznanie, że dążenie do „coraz ściślejszej Unii” nie dotyczy Wielkiej Brytanii. Mimo to większość Brytyjczyków zagłosowała za wyjściem z Unii, a o sukcesie „brexiterów” zadecydowały nie tylko nieprawdziwe informacje w kampanii (np. że Wielka Brytania wysyła do UE 350 mln funtów tygodniowo, zamiast wydawać na fundusz zdrowia), ale także negatywne nastroje starszych Brytyjczyków i części pracowników, uważających, że to imigranci są odpowiedzialni za stagnację realnych wynagrodzeń.

Problem irlandzki

Po powstaniu w 1921 r. niepodległej Irlandii sześć hrabstw północno-wschodniej prowincji Ulster pozostało przy Zjednoczonym Królestwie. Gospodarcze i prywatne związki między obu częściami wyspy są bardzo silne. 30 tys. osób mieszka po innej stronie wyspy niż pracuje. Każdego miesiąca granicę przekracza 180 tys. samochodów ciężarowych, ponad 200 tys. dostawczych i ponad 1,8 mln samochodów osobowych. Na główniej drodze A1 samochody ciężarowe przekraczają granicę co 35 sekund. Wprowadzenie kontroli, która trwałaby tylko 10 min. oznaczałoby ogromne zatory i zerwanie więzi gospodarczych między Ulsterem a Dublinem.

Dla Unii Europejskiej nie jest to problem pierwszorzędny, ale dla Irlandii tak. W umowie wynegocjowanej 22 listopada 2018 r. przez rząd Theresy May obie strony zgodziły się, że na granicy między obu częściami Irlandii nie powstaną posterunki kontroli, a ruch graniczny będzie odbywał się swobodnie.

Negocjator UE Michel Barnier zaproponował też, by Irlandia Północna pozostała w jednolitym rynku UE i unii celnej, pozostawiając Wielkiej Brytanii (Anglii, Szkocji i Walii) swobodę zawierania umów handlowych. Demokratyczna Partia Unionistyczna, która popiera rząd konserwatywny, stanowczo sprzeciwiła się, by Irlandia Północna miała inny status niż pozostałe części Zjednoczonego Królestwa.

W listopadzie 2018 r. obie strony negocjacji ustaliły wprowadzenie tzw. „mechanizmu ochronnego” (backstop). Miał polegać na tym, że tymczasowo cała Wielka Brytania pozostanie w unii celnej z UE, aż do znalezienia alternatywnego rozwiązania. Jednolity obszar celny nie obejmowałby jedynie produktów rybnych. Ryby transportowane z Wielkiej Brytanii do Irlandii Północnej podlegałyby taryfom UE, o ile nie zostanie osiągnięte odrębne porozumienie w sprawie połowów.

To porozumienie zostało trzykrotnie odrzucone przez brytyjski parlament. Zwolennicy brexitu uznali, że jest pułapką, na stałe wiążącą Wielką Brytanię z Unią. W efekcie Theresa May ustąpiła, a Boris Johnson podjął negocjacje, które zakończyły się teoretycznie nowym porozumieniem (faktycznie jest to wciąż to samo porozumienie). Obie strony zgodziły się, że Irlandia Północna oficjalnie stanie się częścią obszaru celnego Wielkiej Brytanii, co oznacza, że stosuje taryfy brytyjskie i może uczestniczyć w przyszłych, brytyjskich umowach handlowych, ale granica celna między UE a Wielką Brytanią będzie przebiegać na Morzu Irlandzkim, więc de facto Irlandia Północna będzie musiała przestrzegać unijnych przepisów celnych.

Brytyjscy celnicy będą sprawdzać towary w portach brytyjskich przed ich wejściem do Irlandii Północnej. Towary nie będą obciążane taryfami, o ile ich miejscem docelowym będzie Irlandia Północna. Ale jeśli pojawi się ryzyko, że wejdą na rynek UE, będą obciążane cłami.

Wspólny komitet unijno-brytyjski miałby w okresie przejściowym opracować kryteria określające takie ryzyko, uwzględniając wartość towaru lub charakter przemieszczania oraz określając wyłączenia, na przykład dla statków rybackich z Irlandii Północnej, które działają pod banderą brytyjską i które nie będą musiały płacić taryf przy sprzedaży połowów do UE.

Jest to rozwiązanie trudne z technicznego punktu widzenia (istnieje możliwość powstania szarej strefy na granicy obu części Irlandii), a w dodatku okazało się nie do przyjęcia dla unionistów z DUP, którzy w głosowaniach 19 października 2019 r. poparli wniosek posła Oliviera Letwina, zalecający odłożenie brexitu do końca stycznia 2020 r. Unioniści uważają, że Irlandia Północna będzie miała inny status niż pozostałe części Zjednoczonego Królestwa, co w dłuższym okresie grozi jej oderwaniem.

Inną trudną kwestią był podatek VAT w Irlandii Północnej. Każde państwo członkowskie UE musi mieć stawkę VAT w wysokości co najmniej 15 proc. W Wielkiej Brytanii standardowa stawka podatku VAT wynosi 20 proc., stawka obniżona to 5 proc., a niektóre towary mają stawkę zerową. W Irlandii standardowa stawka podatku VAT wynosi 23 proc., a obniżone to 13,5 proc. i 9 proc.

Zgodnie z zawartą umową przepisy UE dotyczące podatku VAT i akcyzy będą miały zastosowanie w Irlandii Północnej, a Zjednoczone Królestwo będzie odpowiedzialne za ich pobór. Przychody z tych podatków zostaną zatrzymane przez Zjednoczone Królestwo.

Umowa Borisa Johnsona

Ważnym tłem sporów o brexit w brytyjskim parlamencie jest polityka, a konkretnie – walka o władzę w Partii Konserwatywnej. Boris Johnson stał się zawziętym brexiterem nie dlatego, że zawsze miał antyunijne poglądy. Po prostu uznał, że to ułatwi mu zdobycie przywództwa w partii i w efekcie stanowiska premiera. Ta kalkulacja jak na razie okazała się słuszna, choć nie ma w parlamencie większości potrzebnej do zaakceptowania wynegocjowanej przez niego umowy. Sondaże wskazują, że Partia Konserwatywna wygra następne, prawdopodobnie przyspieszone wybory.

Niezależnie od losów brexitu, w najbliższych miesiącach relacje gospodarcze między Wielką Brytanią a Unią pozostaną bez zmian.

Zostawiając politykę na boku, spójrzmy na czym polega różnica między porozumieniem wynegocjowanym przez Theresę May a porozumieniem z 17 października 2019 r. Warto pamiętać, że obie umowy nie zawierają szczegółowych rozwiązań dotyczących handlu, inwestycji, przepływu usług finansowych, a jedynie ogólne ich ramy oraz intencje. Szczegółowa umowa musi zostać wynegocjowana w okresie przejściowym, który trwać będzie do końca 2020 r., a niewykluczone jest przedłużenie go o kolejne 2 lata. Tak więc, niezależnie od tego, jakie będą dalsze losy brexitu, w najbliższych miesiącach relacje gospodarcze między Wielką Brytanią a Unią pozostaną bez zmian.

Większość umowy o wyjściu z UE wynegocjowanej wcześniej przez Theresę May jest taka sama jak ta, którą podpisał Boris Johnson. Powtórzony jest między innymi punkt 5, w którym obie strony deklarują chęć utrzymania po rozwodzie specjalnych relacji: „Okres członkostwa Zjednoczonego Królestwa w Unii doprowadził do silnej integracji między gospodarką Unii i Zjednoczonego Królestwa oraz wzajemnych powiązań obywateli, a także zbliżonych priorytetów Unii i Zjednoczonego Królestwa. W przyszłości w stosunkach między UE a Zjednoczonym Królestwem ten wyjątkowy kontekst będzie nieuchronnie brany pod uwagę. Choć zmienią się prawa i obowiązki, Strony uzgadniają, że w przyszłości do relacji należy podchodzić z dużą ambicją w odniesieniu do jej zakresu i głębokości, uwzględniając fakt, że mogą z czasem ewoluować. Przede wszystkim muszą to być stosunki będące w interesie obywateli Unii i Zjednoczonego Królestwa, teraz i w przyszłości”.

Umowa wynegocjowana przez Theresę May i podpisana 22 listopada 2018 r. mówiła o jednolitym obszarze celnym, obejmującym Wielką Brytanię i Unię: „Partnerstwo gospodarcze powinno gwarantować, że nie będzie żadnych taryf, opłat, obciążeń lub ograniczeń ilościowych we wszystkich sektorach, z ambitnymi ustaleniami celnymi, które zgodnie z powyższymi celami i zasadami strony tworzą i poprawiają na jednolitym obszarze celnym, przewidzianym w Umowie o Wystąpieniu, która eliminuje potrzebę kontroli reguł pochodzenia towaru”.

Umowa z 17 października 2019 r. jest w tym punkcie skorygowana: „Partnerstwo gospodarcze powinno, poprzez umowę o wolnym handlu, zapewnić brak taryf, opłat, obciążeń lub ograniczenia ilościowe we wszystkich sektorach z odpowiednimi i nowoczesnymi regułami pochodzenia towaru oraz ambitnymi ustaleniami celnymi, które są zgodne z powyższymi celami i zasadami stron”.

Zasady traktowania obywateli UE w Wielkiej Brytanii i obywateli Wielkiej Brytanii w UE pozostaną takie, jak we wcześniejszej umowie.

Umowa Johnsona nie mówi więc o unii celnej, ale o strefie wolnego handlu. Nie ma jednak mowy o wrogości między stronami umowy rozwodowej. Zasady traktowania obywateli UE w Wielkiej Brytanii i obywateli Wielkiej Brytanii w UE pozostaną takie same, jak we wcześniejszej umowie.

Johnson nie wynegocjował też lepszych niż Theresa May warunków finansowych. 11 grudnia 2017 r. May stwierdziła, że Wielka Brytania i UE uzgodniły „zakres zobowiązań oraz metody wyceny i korekty tych wartości”. Johnson tego nie podważał. Według szacunków Wielka Brytania zapłaci jeszcze do budżetu unijnego 36 mld euro. Składa się na to:
– brytyjski wkład do rocznego budżetu UE do 2020 r.;
– płatność zaległych zobowiązań;
– finansowanie zobowiązań do końca 2020 r.

Ustawa o rozwodzie nie jest wiążąca, dopóki parlament brytyjski nie zatwierdzi projektu umowy o wystąpieniu, a parlamenty krajów UE (nie we wszystkich krajach zasada ta obowiązuje) jej nie ratyfikują. W Wielkiej Brytanii wciąż około połowy obywateli wolałaby pozostać w Unii i domaga się drugiego referendum. Scenariusz taki jest jednak mało prawdopodobny i raczej nie byłby korzystny dla spoistości Unii. Brexiterzy naciskaliby na rząd – niezależnie od tego, kto stałby na jego czele – by torpedował integracyjne inicjatywy Brukseli, np. zwiększenie wspólnego budżetu. Korzystniejszym rozwiązaniem jest szybkie doprowadzenie umowy brexitowej do końca, a następnie wynegocjowanie szczegółowych warunków pozwalających utrzymać jak najlepsze relacje Wielkiej Brytanii z Unią.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test