Uchodźcy gospodarki nie zmienią, potrzebujemy imigrantów

30.09.2015
Dyskusja o 7082 uchodźcach, których Polska zgodziła się przyjąć w ciągu dwóch lat nie powinna przysłaniać faktu, że nasza gospodarka potrzebuje kilkudziesięciotysięcznego dodatniego salda migracji rok do roku – uważają eksperci. Wykwalifikowani i łatwo asymilujący się imigranci nie chcą jednak do nas przyjeżdżać.

(CC BY Rebecca Harms)


Polska zgodziła się na przyjęcie 7082 uchodźców, z czego 6181 ma być relokowanych z Grecji i z Włoch, a 900 osób będzie przesiedlonych z obozów w Libanie. Będą to obywatele Syrii, Erytrei i prawdopodobnie Iraku. Polski rząd nie ma jeszcze danych co do profilu demograficznego tych osób, ale szacunki UNHCR wskazują, że aż w 75 proc. to mężczyźni, kobiet może być 13 proc., a dzieci 12 proc. Proporcje te wynikają z faktu, że do granic Europy uchodźcy przedostawali się obozów w Turcji i Libanie, gdzie wciąż pozostały ich rodziny. Należy liczyć się z tym, że po ich przyjęciu rodziny będą chciały do nich dołączyć.

Polska będzie mieć wpływ na to kto będzie relokowany (np. preferencje wykształcenia lub zawodu), a uchodźcy będą sprawdzani pod kątem bezpieczeństwa min. przez ABW – te fakty przedstawiła Magdalena Sweklej wicedyrektor departamentu rynku pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej podczas debaty „W poszukiwaniu polityki imigracyjnej” zorganizowanej przez Towarzystwo Ekonomistów Polskich.

Temat uchodźców najbardziej rozpala opinię publiczną, ale uczestnicy debaty zgodzili się, że 7 tysięcy osób w skali kraju nic nie zmieni. Wpływ może być ograniczony tylko do lokalnych rynków pracy w miejscu osiedlenia. Tu jednak też pod warunkiem, że osoby te będą starały się o status uchodźcy w Polsce, a nie od razu przeniosą się do Niemiec, co teraz jest powszechną praktyką.

Emocje związane z uchodźcami odwracają niestety uwagę od tego, że potrzeba nam stałych imigrantów – wykwalifikowanych, akceptujących polskie zwyczaje i wtapiających się w lokalną społeczność. Mówiąc wprost: bardziej lekarzy z Ukrainy niż robotników z Iraku. Problem w tym, że wykwalifikowani imigranci jeśli już decydują się opuścić swój kraj, to przez myśl nie przechodzi im Polska. Nie pomaga nawet to, że nasze prawo imigracyjne, szczególnie jeśli chodzi o możliwość zatrudniania, jest dość liberalne.

Dr Paweł Kaczmarczyk z  Ośrodku Badań nad Migracjami na Uniwersytecie Warszawskim wymienia długą listę powodów dla których tak się dzieje. Po pierwsze płace w Polsce są relatywnie niskie, tak samo jak postrzegany poziom życia, po drugie dostęp o usług publicznych trudny, po trzecie poziom świadczeń społecznych niezadowalający. Nie pomaga też brak polityki imigracyjnej, niska jakość oferty edukacyjnej w międzynarodowych rankingach, ograniczona oferta edukacji w języku angielskim i wreszcie mała przydatność języka polskiego poza granicami Polski.

Z tych wszystkich powodów także Polacy wyjeżdżają, a imigrantów mamy jak na lekarstwo. W efekcie ciężko nam porozumieć się z krajami Europy Zachodniej, które są na innym etapie cyklu imigracyjnego – u nich problemem jest integracja drugiego pokolenia imigrantów, u nas dopiero samo ich pojawienie się.

Alternatywa dla Polski jest jasna: albo napływ kilkudziesięciu tysięcy imigrantów co roku już od teraz, albo katastrofa gospodarcza za kilka lat.

Wyraźnie widać to na wykresach, które prezentowała prof. Irena Kotowska z SGH. Z prognoz Eurostatu jak i GUS wynika, że czeka nas jeden z największych w Europie spadków liczby ludności (z 38,2 mln do 32,6  mln w 2060 roku) jak i jeden z najgłębszych spadków potencjalnych zasobów pracy w latach 2010-2060 – o 36 proc. Jednocześnie dramatycznie wzrośnie liczba osób powyżej 65. roku życia – z 5,7 mln obecnie do 11,1 mln w 2050 roku.

Tych tendencji nie da się nadrobić lepszą wydajnością pracy i lepszym wykształceniem garstki osób zatrudnionych w przyszłości, a precyzyjniej nie da się po 2030 roku. Za około 15 lat przekroczymy bowiem punkt, w którym poprawa jakości zasobów ludzkich nie będzie już w stanie zrekompensować ich małej liczebności.

Należy już dziś zaprojektować politykę, która zachęcałaby kolejnych Ukraińców, Białorusinów i Wietnamczyków do przyjazdu do Polski – uważają ekonomiści. Te grupy już tu bowiem są i najłatwiej się asymilują. Warto także otworzyć się na studentów i specjalistów z innych krajów.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test