Umowa stowarzyszeniowa to szansa dla Mołdawii i zadanie dla Europy

15.08.2014
Po winie Rosja nałożyła embargo na mołdawskie owoce. Oficjalnym powodem są względy sanitarne, choć wiadomo, że jest to odpowiedź na podpisanie przez ten kraj umowy stowarzyszeniowej z UE. Na tym katalog możliwych sankcji się nie kończy: Rosja może wydalić pracujących na jej terytorium Mołdawian i odciąć krajowi gaz.

Iurie Leancă, premier Mołdawii. (CC By NC ND UN Geneva)


Od czerwca tego roku Mołdawia jest bliżej Unii Europejskiej, niż była kiedykolwiek wcześniej. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej, choć formalnie nie jest obietnicą rozpoczęcia procesu akcesyjnego, szerzej otwiera drzwi dla współpracy Brukseli i Kiszyniowa oraz pokazuje kierunek, w którym kraj chce dalej podążać. Gdyby nie fakt, że Rosja, która dotychczas była jego najważniejszym partnerem, odebrała tę sytuację jako zdradę, można by mówić o sukcesie. Sukces ma wysoką cenę.

Jeszcze kilka lat temu Mołdawia była postrzegana jako wysunięty na zachód rosyjski przyczółek. Zmieniło się to w 2009 r., gdy do władzy doszła proeuropejska koalicja, która za cel postawiła sobie integrację z instytucjami europejskimi i pod wodzą premiera Iurie Leancy konsekwentnie w tym kierunku zmierza. Tyle, że powszechna zgoda co do przyszłości Mołdawii w Unii jest pozorna – komuniści cieszą się niemal takim samym poparciem, jak idea unijnego zjednoczenia, do tego istnieje Autonomia Gagauska, która popiera przystąpienie do lansowanej przez Rosję Unii Celnej.

Kraj stoi więc w rozkroku między Wschodem a Zachodem. Tym, co niewątpliwie łączy mieszkańców wszystkich regionów i to bez względu na wiek czy poglądy polityczne, jest zmęczenie warunkami życia i nadzieja na to, że pod kątem warunków życia wkrótce kraj będzie bliżej Europy.

Mołdawia jest najbiedniejszym państwem Europy ze średnią pensją wynoszącą równowartość 900 zł miesięcznie. Dobra wiadomość jest taka, że po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej Unia Europejska przekaże dodatkowe wsparcie na rzecz modernizacji kraju i przy dobrym ich wykorzystaniu, poziom życia powinien systematycznie wzrastać.

Nic jednak nie wskazuje na to, by miała się zakończyć, czy choćby zmniejszyć masowa emigracja. Za granicą przebywa obecnie od pół miliona do miliona z 3,5 miliona obywateli Mołdawii. Wyjeżdżają do Unii Europejskiej, ale wielu (przede wszystkim pracownicy fizyczni) znalazło swoje miejsce w Rosji. Emigranci co roku przysyłają rodzinom ok. 1,3 mld dolarów, co stanowi niebagatelny, bo blisko 25-procentowy udział w PKB. Rosja regularnie straszy, że jeśli Mołdawia będzie kontynuowała swoje europejskie aspiracje, to wyrzuci mołdawskich emigrantów lub tak dalece ograniczy ich liczbę, że gospodarka znajdzie się w poważnych problemach.

Obszarów, w których Moskwa może stosować naciski jest więcej. Jest największym partnerem handlowym Mołdawii i choć poziom eksportu mołdawskich produktów (przede wszystkim alkoholu, warzyw i owoców oraz przetworów) do państw UE co roku się zwiększa, to ewentualne wycofanie się Rosji z zawartych kontraktów pogrążyłoby mołdawską gospodarkę. Wystarczająco dużo problemów powoduje dość regularne wstrzymywanie przez Rosję importu wybranych kategorii mołdawskich produktów.  Nałożenie embarga na wino w 2006 r. przyniosło Mołdawii 400 mln dolarów strat, kolejny zakaz, motywowany względami zdrowotnymi, został wprowadzony we wrześniu 2013 r. Argument o niespełnianiu przez trunek norm sanitarnych to tylko wygodne tłumaczenie, bo decyzja rosyjskich instytucji była sygnałem ostrzegawczym: “nie negocjujcie dalej z Unią”.

Nierówna gra

W jeszcze większym szachu Rosja trzyma Mołdawię, gdy chodzi o dostawy gazu. Mołdawia nie ma własnych źródeł i w zasadzie całe zapotrzebowanie realizuje Gazprom. Gigant za swoje usługi żąda coraz więcej – w 2005 r. 1000 m3 gazu kosztowało 80 dolarów, w 2012 r. były to już 382 dolary. Pozycję negocjacyjną Kiszyniowa pogarsza dodatkowo fakt, że od 2011 r. Rosja odmawia podpisania kilkuletniego kontraktu.

Mołdawia miała dwa wyjścia: albo ograniczyć europejskie aspiracje i jako przyjaciel liczyć na lepsze traktowanie przez Moskwę, albo znaleźć alternatywę dla gazu rosyjskiego i  móc nie ulegać dyktatowi Moskwy. Rząd Leanca wybrał to drugie rozwiązanie i w 2013 r. podjął kroki w kierunku wybudowania interkonektora Jassy-Ungheni, który połączy mołdawską i rumuńską sieć gazową. Tyle, że swoje funkcje zacznie on w pełni spełniać najwcześniej w 2020 r., choć władze w Kiszyniowie twierdzą, że znacznie wcześniej. Konieczność wybudowania od początku właściwie całej infrastruktury oraz dogadania się z Gazpromem, który de facto kontroluje dziś mołdawskie gazociągi (choć formalnie są zarządzane przez Moldovagaz) każą widzieć zakończenie inwestycji za jakieś 7, 8 lat.

Od 21 lipca rosyjski rynek jest zamknięty dla mołdawskich owoców, co ma być konsekwencją nie spełniania przez nie wymogów sanitarnych, obowiązujących w Federacji. Jak dotychczas, mołdawskie owoce cieszyły się dużą popularnością wśród rosyjskich odbiorców i nie kwestionowano ich jakości. Rosja była największym importerem owoców, więc obostrzenia silnie uderzą w gospodarkę. Dla Kiszyniowa jest oczywiste, że wprowadzenie zakazu waśnie teraz nie jest przypadkowe, a ma być rodzajem kary za podpisanie 27 czerwca umowy w Brukseli. Co ciekawe, embargo nie dotyczy owoców z Naddniestrza, zbuntowanej prowincji, która od lat 90. pozostaje poza kontrolą mołdawskiej administracji, oraz Gaugazji, która opowiada się za zacieśnieniem stosunków z Rosją.

Można to odczytywać jako dowód na to, że zakaz faktycznie jest wycelowany w aspirujący do integracji europejskiej Kiszyniów. Z drugiej strony można zrozumieć tłumaczenia Rosjan (wypowiedzi nieoficjalne, bo przecież podtrzymywanym powodem są wyłącznie normy fitosanitarne), którzy podkreślają, że skoro Mołdawia chce wzmacniać współpracę z UE, to nie należy mieć Rosjanom za złe, że chcą budować silniejsze więzi z tymi krajami, które popierają Unię Celną.

Nałożony zakaz będzie miał katastrofalne skutki dla rolników. Aleksander Slusar ze związku producentów rolnych Uniagroprotekt przewiduje, że jedynie 10 do 20 procent rolników, którzy dotychczas eksportowali owoce do Rosji, będzie mogło przestawić się na sprzedaż na inne rynki. Ci, którzy nie podołają, będą zmuszeni sprzedać tegoroczne zbiory na rynku krajowym, a tak ogromna podaż owoców spowoduje znaczący spadek ich ceny.

Co UE może zrobić dla Mołdawii

Straty Mołdawii z tytułu samego tylko embarga na eksport do Rosji konserw wyniesie 80 mln euro, a to wierzchołek góry lodowej Oczywiście, całkowita wartość eksportu do państw Unii jest wyższa, niż do Rosji (1,1 mld dolarów wobec 632 mln w 2013 r.), jednak ewentualne zamknięcie kolejnych obszarów zbytu na rosyjskim rynku będzie oznaczało ogromne straty. Trzecim największym odbiorcą mołdawskiego eksportu jest Ukraina  (wartość eksportu w 2013 r. – 104,4 mln dolarów).

W tej sytuacji Unia powinna pokazać, że docenia wybór Mołdawii i to nawet w sytuacji, gdy kraje, które są już członkami Wspólnoty musza się zmagać ze skutkami działań odwetowych Rosji po tym jak UE nałożyła na Federację sankcje.

Potrzebne są rzeczywiste działania i regularny strumień pieniędzy i inwestycji. Porozumienie o wolnym handlu (DCFTA), będące najważniejszą częścią umowy stowarzyszeniowej, doprowadzi do zniesienia ceł w wymianie towarowej i zapewni mołdawskim produktom łatwiejszy dostęp do unijnego rynku, ale to może nie wystarczyć, gdy na rynek wewnętrzny zaczną trafiać towary z krajów Unii, których nie dało się sprzedać do Rosji.

Wcześniej Unia pokazała, że nawet bez zawierania rozbudowanych traktatów jest gotowa wpuścić na swój rynek mołdawskie produkty. Jeszcze przed podpisaniem umowy w Wilnie w listopadzie ubiegłego roku Komisja Europejska wyszła z inicjatywą otwarcia rynku europejskiego dla wina, którego w tamtym okresie Mołdawia nie mogła już eksportować do Rosji. O ile wcześniej Mołdawia mogła wprowadzić na rynek unijny  tylko 180 tys. hektolitrów rocznie, z dnia na dzień te obostrzenia znikły, a jedyny warunek, jaki postawiła Bruksela, dotyczył przestrzegania europejskich standardów w winnicach.

Unia powinna też zrobić wszystko, co w jej mocy, by jak najszerszy strumień rumuńskiego gazu popłynął bez zbędnej zwłoki; W 2012 r. Rosja zapowiedziała, że nie rozpocznie rozmów o zmniejszeniu cen gazu, jeśli Mołdawia nie wycofa się ze Wspólnoty.

Zobowiązanie dla Unii

Blisko 30 proc. Mołdawian żyje poza ojczyzną. Byt wielu rodzinom zapewniają przesyłane przez nich pieniądze i gdyby ci  ludzie, głównie młodzi mężczyźni, zostali pozbawieni możliwości pracy  Federacji, wiele rodzin z dnia na dzień popadłoby w biedę. Rosja już podjęła kroki zmierzające do zmniejszenia liczby pracowników z Mołdawii. Nie wydala ich, póki co, odmawia przedłużenia dotychczasowych wiz na pracę i odmawia wydawania nowych.

Poziom bezrobocia w Mołdawii wynosi wprawdzie jedynie 6 proc., ale jest to zasługa wyłącznie masowych wyjazdów. Nie dość, że o pracę trudno, to jeszcze bezrobotni właściwie nie mogą liczyć na pomoc finansową państwa, więc nie rejestrują się w urzędach pracy. Drugim krajem najchętniej wybieranym przez Mołdawian jest Ukraina, na kolejnych miejscach znajdują się Włochy i Rumunia.

Mołdawia jest pierwszym krajem objętym programem Partnerstwa Wschodniego, który spełnił wymogi wprowadzenia ruchu bezwizowego ze strefą Schengen.  Oznacza to, że posiadacze paszportów biometrycznych (bo tylko oni mogą skorzystać z udogodnienia), nie będą musieli występować o wizę, jeśli w którymkolwiek z państw Unii będą chcieli spędzić do 90 dni.

Analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich podjęli się zbadania, czy liberalizacja procedur wizowych doprowadzi do zwiększenia migracji z państw wschodnich, w tym Mołdawii, do Unii. Doszli do wniosku, że nie powinniśmy zaobserwować intensyfikacji tego zjawiska.

Migracja obywateli Ukrainy, Białorusi czy Mołdawii rozpoczęła się przed wieloma laty i kto chciał zmienić miejsce zamieszkania, już to zrobił. Analitycy przypuszczają, że będziemy obserwować nie tyle masowe wyjazdy z Mołdawii, co raczej przemieszczanie się tych, którzy już wyemigrowali, między różnymi państwami w celu znalezienia najlepszych warunków życia i pracy. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej nie otwiera unijnego rynku pracy dla wszystkich zainteresowanych, a podróżujący z paszportem biometrycznym bez wizy nie mogą legalnie podjąć pracy.

Dla Rosji wybór Mołdawii jest ciosem wizerunkowym, politycznego znaczenia nie ma.  Zawierane przez Kiszyniów porozumienia nie mają też większego znaczenia gospodarczego dla zaangażowanych państw, jest natomiast istotna z punktu widzenia sojuszy i pokazania, kto – Unia czy Rosja – jest silniejszym magnesem, silniejszym partnerem. Wydaje się, że na razie jest jeden do zera dla Brukseli.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test