Unia gra na dwa fronty

07.09.2018
W warunkach pogorszenia relacji pomiędzy USA i Chinami, silne powiązania ekonomiczne UE z tymi krajami stwarzają dla niej duży dylemat. Bruksela prowadzi dwutorową politykę zagraniczną – równolegle negocjuje z Chinami i USA, mając nadzieję, iż taka taktyka będzie najbardziej opłacalna.


Unia Europejska znajduje się w rozkroku – z jednej strony nie odżegnuje się od bliskich relacji z USA, z drugiej – doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważnym partnerem pozostają dla niej Chiny. To niezdecydowanie widać było wyraźnie podczas ostatniego szczytu chińsko-unijnego w Pekinie, po którym wydano wspólne bardzo ogólnikowe oświadczenie. Ta niby zdawkowa deklaracja dwóch mocarstw stanowi jednak duży postęp w ich relacjach, gdyż na ubiegłorocznym szczycie strony nie wypracowały zgodnego stanowiska.

Po rozpoczęciu przez USA wojny handlowej skierowanej głównie przeciw Chinom, ale godzącej też w Europę, nie tylko Pekin, ale także Waszyngton i Bruksela poszukują sojuszników w swoim sporze. Szczególnie zwaśnione Chiny i USA dotąd nie przebierały w środkach. Natomiast Bruksela prowadzi dwutorową politykę zagraniczną – równolegle negocjuje z Chinami i USA, mając nadzieję, iż taka taktyka będzie najbardziej opłacalna.

Dla równowagi Bruksela wzmacnia więzi z Pekinem. Wielokrotnie Chiny i UE jednym głosem powtarzały, że sprzeciwiają się protekcjonizmowi oraz unilateralizmowi i „zdecydowanie poparły” wielostronny system handlu skupiony wokół Światowej Organizacji Handlu. Jednocześnie zapewniły, że nie tworzą sojuszu przeciw presji celnej USA. Jednak działania mówią więcej niż słowa – obserwujemy pewne zbliżenie między Europą a Chinami. UE nadal negocjuje z Pekinem kwestię umowy inwestycyjnej, a podczas ostatniego szczytu UE-Chiny podpisano sześć umów ramowych obejmujących praktycznie wszystko: poczynając od wspólnego projektu inwestycyjnego o wartości 500 mln euro, a kończąc na współpracy w dziedzinie papierów wartościowych. Jak ważne są dla siebie dwie strony było widoczne podczas ostatnich rozmów w Pekinie, które były prowadzone w bardzo delikatny sposób – pominięto wszelkie drażliwe kwestie typu Nowy Jedwabny Szlak czy inicjatywę 16+1.

Nowy Jedwabny Szlak budzi nieufność

Stosunki sino-unijne zawsze były skomplikowane i cechowały się zachowawczością. Nieufność starych członków UE budzi przede wszystkim inicjatywa współpracy regionalnej Chin z Europą Środkowo-Wschodnią w formule 16+1 oraz promowany przez nią Nowy Jedwabny Szlak. Rozwijającą się współpracę w ramach 16+1 podkreślano podczas 7. szczytu Chiny-Europa Środkowo-Wschodnia w lipcu br. Pogłębia się także kooperacja lokalna tej części Europy z Chinami – funkcjonuje ponad 60 regionów EŚW zaprzyjaźnionych z chińskimi prowincjami oraz ponad 100 par miast bliźniaczych. Pociągi towarowe między Chinami i Europą od 2011 r. zrealizowały już ponad 9000 kursów. W ujęciu wielostronnym powołano wiele profesjonalnych platform współpracy. Inicjatywa 16+1 stała się również ważną drogą dla Chin do przeprowadzania inwestycji w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku.

Europa Zachodnia podejrzewa, iż Pekin wchodzi do UE tylnymi drzwiami i może przyczynić się do rozłamu we wspólnocie. Chcąc złagodzić obawy starych członków UE, Chiny często zapraszają przedstawicieli unijnych do udziału w szczytach 16+1. Jednak wspólnota nie docenia wagi tych wydarzeń i na rozmowy zwykle wysyła urzędników stosunkowo niskich rangą. Nie jest to przemyślana długoterminowa strategia UE, ponieważ inicjatywa 16+1 powinna być postrzegana jako integralna część i bardzo użyteczny dodatek do zacieśniania współpracy sino-unijnej.

Faktycznie UE ma nie tylko obawy co do intencji Chin wobec wspólnoty i jej rynku, ale także co do chińskich praktyk handlowych i gospodarczych. Należą do nich udzielanie dotacji i preferencyjne traktowanie przedsiębiorstw państwowych, czy ograniczanie dostępu zagranicznym przedsiębiorstwom do chińskiego rynku. Kwestie te z pewnością są istotnym punktem jednoczącym Brukselę z Waszyngtonem. Jednak wątpliwości te nie są na tyle silne, aby UE zwróciła się przeciwko swojemu ważnemu partnerowi i zawarła sojusz z USA. Takie postępowanie byłoby bardzo nieracjonalne z punktu widzenia interesów unijnych. Zarówno UE, jak i Chiny przyjmują bardzo pragmatyczne podejście do promowania handlu, inwestycji i współpracy gospodarczej, z których wszystkie zdają się mieć pierwszeństwo przed kwestiami politycznymi.

Wartość unijnego handlu z Chinami zamknęła się w 2017 r. w kwocie 573 mld euro, co dawało Chinom drugie miejsce wśród partnerów Wspólnoty i 10,5 proc. udziału w całkowitej wymianie handlowej UE. Jednocześnie UE realizuje spory deficyt handlowy z Chinami w zakresie towarów, natomiast sporą nadwyżkę posiada w przypadku handlu usługami. Przepływy inwestycyjne między partnerami wyniosły w 2016 r. 223 mld euro. Szczególnie intensywne powiązania sino-unijne występują w zakresie maszyn i wyposażenia transportowego (87,4 mld euro deficytu UE), produktów przemysłu chemicznego i ich pochodnych (6,9 mld euro nadwyżki UE), różnych produktów przemysłowych (86,1 mld euro deficytu UE), czy produktów przemysłu przetwórczego klasyfikowanych według materiału (30,4 mld euro deficytu UE).

Jak najszybciej do stołu

Liczby są nieubłagalne. UE i Chiny nie mogą się lekceważyć ponieważ są w dużej mierze od siebie uzależnione gospodarczo. Stąd raczej na sojusz USA-UE wymierzony przeciwko Państwu Środka nie ma co liczyć. Zresztą ostatnie porozumienie UE ze Stanami Zjednoczonymi jest traktowane ze sporą dozą nieufności przez wielu oficjeli europejskich. Polityka zagraniczna Ameryki przestała być przewidywalna, stąd UE woli dalej negocjować z Chinami, ale bez deklarowania poparcia dla działań Pekinu wymierzonych przeciw USA.

Jednocześnie można mieć wrażenie, że Stany Zjednoczone raczej nie odstąpią od swojej agresywnej postawy. Natomiast działania odwetowe innych państw niewiele zmieniają, poza dalszym rozjuszaniem przeciwnika. Do takich wniosków doszła Bruksela, która broniąc swoich interesów jak najszybciej zasiadła do stołu negocjacyjnego z Ameryką. Dlatego zamiast krążyć wokół Waszyngtonu i szukać sojusznika w UE, Pekin powinien pójść bezpośrednio do źródła konfliktu – rozpocząć intensywne rozmowy z administracją Trumpa. Pod koniec sierpnia pojawiła się taka szansa, ponieważ delegacja chińska została zaproszona do USA na rozmowy dotyczące handlu. Chociaż spotkanie nie zaowocowało przełomem we wzajemnych relacjach, to możliwe, iż stanowi pierwszy krok ku dalszym negocjacjom.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test