W migrację trzeba inwestować

25.06.2019
Polska gospodarka korzysta na napływie pracowników z zagranicy, jednak państwo musi zainwestować w politykę migracyjną, by sytuacja się nie odwróciła. Wspieranie mobilności wewnętrznej może pomagać w równoważeniu nadwyżek i niedoborów siły roboczej, ale wymaga analizy skutków dla lokalnych rynków.


Z tematem znaczenia mobilności i migracji dla polskiego rynku pracy mierzyli się uczestnicy paneli dyskusyjnych podczas konferencji „Wzrost gospodarczy – rynek pracy – polityka makroekonomiczna”, która odbyła się w Łodzi 17-18 czerwca.

Sytuacja makroekonomiczna na rynku pracy jest dobra. Stopa bezrobocia w Polsce jest najniższa od czasu transformacji, a wynagrodzenia rosną w około siedmioprocentowym tempie. Coraz większym problemem staje się jednak kurcząca się podaż pracy, a choć zatrudnienie zwiększa się, to jego dynamika stopniowo spada.

Na poziomie przedsiębiorstw widoczny jest problem niedopasowania popytu na pracę i jej podaży. Trudności z pozyskaniem pracowników są jednym z najczęściej wymienianych przez firmy powodów barier rozwoju, wynika z kwietniowego badania „Szybki Monitoring NBP”, a odsetek przedsiębiorstw deklarujących posiadanie nieobsadzonych stanowisk pracy od III kw. 2017 r. utrzymuje się na poziomie powyżej 40 proc. Występowanie presji płacowej jest powszechne – odczuwa ją ok. 70 proc. pracodawców, a co piąty widzi także jej narastanie.

Pilna potrzeba polityki migracyjnej

Zdaniem Łukasza Arendta, dyrektora Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, imigracja, przede wszystkim z Ukrainy, „rozwiązała część problemu” z niedopasowaniem na rynku pracy. Zasób pracowników z tego kraju, gotowych wyjechać do Polski, będzie się jednak wyczerpywał, a na automatyzację w znaczącej dla rynku pracy skali „nie ma co liczyć”. „Trzeba będzie szukać pracowników dalej od Polski” – uważa Arendt.

Dotychczas imigracja wspierała wzrost gospodarczy w Polsce, a według badań analityków NBP napływ pracowników z Ukrainy dodawał 0,3-0,9 pkt. proc. rocznie do wzrostu PKB w latach 2013-2017.

Ukraińcy zmienili polski rynek pracy i zwiększyli PKB

W tym kontekście systemowym problemem jest brak polityki migracyjnej na poziomie rządowym. A działania państwa potrzebne są na kilku płaszczyznach.

Po pierwsze, Polska powinna przyjąć strategię imigracyjną, w zakresie skali, kierunków, a być może także warunków przyjmowania pracowników z zagranicy – tak by napływająca siła robocza była zgodna z potrzebami rynku.

Po drugie, otwieranie się państw Europy Zachodniej, w szczególności Niemiec, na ukraińskich pracowników, rodzi ryzyko ich wyjazdu z Polski. Krajowy rynek pracy nie miałby problemów z wchłonięciem większego napływu osób zza wschodniej granicy, jednak kłopoty zaczęłyby się w przypadku spadku salda migracji – czy to przez zahamowanie napływów, czy to właśnie przez wyjazdy Ukraińców do innych krajów.

Po trzecie, Polska zyskałaby na powrocie osób o wysokich kwalifikacjach, które opuściły nasz kraj po przystąpieniu do Unii Europejskiej.

Brexit testem atrakcyjności Polski dla emigrantów

Impulsem do działań w tym zakresie może stać się brexit. Andrzej Raczko, doradca prezesa NBP oceniał, że sytuacja gospodarcza w Polsce – wzrost płac szybszy od wzrostu kosztów życia – będzie powodowała, że emigracja będzie coraz mniej opłacalna.

„Testem będzie brexit. Zobaczymy, czy będą chcieli wracać” – zastanawiał się Raczko. Jego zdaniem polityka zachęcania do powrotów powinna skupiać się na pracownikach najefektywniejszych dla gospodarki.

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE raczej nie sprawi, że Polacy pracujący na Wyspach wrócą do kraju.

Uczestnicy debaty byli jednak sceptyczni co do szans na istotną skalę powrotów związaną z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jeśli Zjednoczone Królestwo będzie chciało pozbyć się Polaków pracujących na Wyspach, to najprawdopodobniej przeniosą się oni do innych krajów Europy Zachodniej. „Brexit może spowolnić wyjazdy do Wielkiej Brytanii” – ocenił prof. Eugeniusz Kwiatkowski z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego.

Osobną kwestią jest wpływ pracowników z zagranicy na polski system emerytalny. NBP szacuje, że przeciętnie w ciągu roku pracuje w Polsce ok. 800 tys. Ukraińców, z których ponad połowa jest zgłoszona do ubezpieczenia emerytalno-rentowego w ZUS. Obecnie Fundusz Ubezpieczeń Społecznych jest beneficjentem dodatkowych składek, jednak w dłuższej perspektywie, gdy ci pracownicy uzyskają uprawnienie do emerytury, będzie to oznaczało dodatkowe wydatki – albo w Polsce, o ile osiedlą się na stałe, albo w postaci transferu środków do innego kraju.

Mobilność wewnętrzna inwestycją w kapitał ludzki

Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, prezentując sytuację i perspektywy dla polskiej gospodarki zwrócił uwagę, że wyzwaniem dla podaży pracy są trendy demograficzne i starzenie się społeczeństwa. Ponadto, Polska ma siódmy najniższy w UE odsetek aktywnych zawodowo w populacji 15-64 lat.

Sposobem na zarządzanie nadwyżkami i niedoborami na rynku pracy może być mobilność wewnętrzna, szczególnie w aspekcie geograficznym. Przemieszczanie się pracowników z regionów o wyższym bezrobociu do miejsc, gdzie zapotrzebowanie na pracowników jest większe, z jednej strony pozwala na łagodzenie nierównowag wynikających z niedopasowania popytu i podaży pracy, jednak z drugiej – nie pozostaje bez konsekwencji dla warunków życia.

Prof. Kwiatkowski ocenił, że wzrost mobilności wewnętrznej, czyli gotowości i umiejętności dostosowania się pracownika do sytuacji na rynku pracy, jest generalnie korzystny dla gospodarki. „Mobilność z inicjatywy pracownika jest inwestycją w kapitał ludzki” – tłumaczył. W sytuacji, w której pracownik sam podejmuje decyzję o zmianie pracy, zagrożenie dla jego bezpieczeństwa ekonomicznego jest ograniczone. Inaczej jest, gdy mobilność jest wymuszona, np. przez zwolnienia, wówczas ryzyko jest większe. Wsparcie tego zjawiska przez państwo powinno przede wszystkim skupiać się na obniżaniu kosztów związanych ze zmianą pracodawcy i miejsca zamieszkania.

Większa mobilność to też ryzyko

Wspieranie mobilności wewnętrznej powinno być decyzją na poziomie polityki państwa – uważa Krzysztof Markowski, dyrektor Urzędu Statystycznego w Lublinie. Przemieszczanie się pracowników w poszukiwaniu lepszych warunków zatrudnienia ma bowiem wpływ na lokalną sytuację gospodarczą. Większy popyt na pracę występuje zazwyczaj w dużych miastach, a większe bezrobocie – co do zasady w regionach wiejskich. Efekty przepływów pracowników w takim kierunku mogą, co oczywiste, zaspokajać potrzeby pracodawców, dla których oznacza to zmniejszanie barier rozwoju firmy, a także łagodzić presję płacową wynikającą z niedoboru siły roboczej na lokalnym rynku. Jednak jest to także wyzwanie dla władz samorządowych, związane z infrastrukturą komunikacyjną, która musi poradzić sobie z coraz większą liczbą osób dojeżdżających do pracy, a także z powodu rosnących kosztów życia – w tym większego zapotrzebowania na mieszkania.

Migracje pracowników do dużych ośrodków aglomeracyjnych skutkują powstaniem napięć na rynku mieszkaniowym. Ceny lokali i wynajmu rosną, co stwarza problemy nie tylko dla osób przybywających, ale także dla dotychczasowych mieszkańców, którym rosną koszty życia. Niebezpiecznym scenariuszem byłoby zignorowanie przez władze tego problemu i doprowadzenie do sytuacji, w której mieszkańcy miast, przechodząc na emeryturę doświadczaliby tak istotnego spadku dochodów, że byliby zmuszani do sprzedaży lokali ze względu na brak możliwości ich utrzymania.

Opublikowany w maju raport GUS pokazał, że w 2016 r. w Polsce 3,3 mln pracowników najemnych, czyli ponad 30 proc. ogólnej ich liczby, dojeżdżając do pracy musiało przekroczyć granicę gminy. „To jest koszt dla budżetu czasu” – powiedziała Agnieszka Zgierska, dyrektor Departamentu Rynku Pracy GUS.

Ludność miast spada, a napływy notują gminy tworzące „obwarzanki” wokół większych ośrodków.

Mimo że pracownicy w Polsce migrują w poszukiwaniu pracy w aglomeracjach, to od lat utrzymuje się trend spadku ludności w miastach, a wzrost w populacji na wsiach. Napływy notują jednak przede wszystkim gminy tworzące „obwarzanki” wokół większych ośrodków, co można określić mianem suburbanizacji. Odpływ pracowników z terenów tradycyjnie rolniczych może powodować także niedobory sił roboczych w okresach intensywnych prac sezonowych, a dodatkowo struktura demograficzna wsi, w wyniku wyprowadzania się młodszej części populacji, pogarsza się jeszcze bardziej. Elastyczność rynku pracy w Polsce wynika także z wysokiego – w porównaniu do innych krajów UE – udziału tymczasowych form zatrudnienia. Prof. Kwiatkowski zwrócił uwagę, że na umowach czasowych są głównie młodzi ludzie, a to prowadzi do segmentacji rynku pracy. Imigracja ten problem pogłębia, gdyż ze względów na specyfikę pozwoleń na pracę, wymusza tymczasowe umowy.

Kapitał też może migrować za pracą

Sposobem na uniknięcie koncentracji zatrudnienia w wielkich aglomeracjach miejskich może być wpieranie mobilności kapitału. Tendencje się zmieniają, coraz mniej jest wielkich zakładów przemysłowych zatrudniających dużą liczbę pracowników, a na rynku przeważają mniejsze firmy, rozwija się segment usług. To daje możliwość, by firmy przenosiły działalność tam, gdzie są nadwyżki siły roboczej.

Uczestnicy dyskusji wskazali sektor logistyczny jako przykład branży, która w poszukiwaniu pracowników jest gotowa budować magazyny tam, gdzie jest możliwość „zassania” odpowiednich zasobów pracy z lokalnych rynków. Z drugiej strony, w skali makroekonomicznej przywołano sytuację w Niemczech, gdzie po zjednoczeniu bardzo wysokie transfery kapitału do wschodnich landów nie zapobiegły ich wyludnianiu.

Państwo powinno stworzyć narzędzia dla samorządów do zarządzania migracjami wewnętrznymi.

Andrzej Raczko uważa, że państwo powinno pozostawić kwestie zarządzania migracjami wewnętrznymi pracowników w gestii samorządów. Może samorządy, znające lepiej niż administracja centralna lokalny rynek pracy, powinny mieć narzędzia do realizacji własnych programów, które – gdyby odpowiadały lokalnym celom – mogłyby być przedłużane i dofinansowane. Należałoby wtedy podnieść udział wpływów z PIT i CIT, który trafia do budżetu samorządowego, przy jednoczesnym zwiększeniu skali „Janosikowego”.

Migracje i mobilność wymagają decyzji

Potrzebne są decyzje, by określić kształt polityki migracyjnej – zarówno w odniesieniu do pracowników przyjeżdżających do Polski, jak do zatrzymywania Polaków na krajowym rynku pracy oraz sprowadzania emigrantów. Również mobilność wewnętrzna wymaga podjęcia kierunkowych decyzji, a następnie zaprojektowania i wdrożenia narzędzi dla władz samorządowych, które najlepiej rozumieją lokalne potrzeby. W migrację – i wewnętrzną, i zewnętrzną – trzeba inwestować.

 

Konferencja naukowa „Wzrost gospodarczy – rynek pracy – polityka makroekonomiczna – Wyzwania mobilności na rynku pracy w Polsce” odbyła się 17-18 czerwca 2019 r. w Łodzi. Organizatorami była Katedra Makroekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, Katedra Mikroekonomii UŁ, Katedra Funkcjonowania Gospodarki UŁ oraz Narodowy Bank Polski – Oddział Okręgowy w Łodzi.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test