W Polsce żywność jest tania, tańsza jest tylko w Macedonii

16.07.2013
W reklamach ludność miast i wsi wzywana jest głośno do sklepów, gdzie kupno tego i owego do zjedzenia jest podobno po najniższych cenach. Doniesienia o rekordowo niskiej inflacji także zachęcają do zakupów. I nie ma w tym przesady, przynajmniej od strony statystycznej. Eurostat twierdzi, że żywność jest w naszym kraju najtańsza w UE.

(infografika: Darek Gąszczyk)


Wniosek o Polsce jako najprzystępniejszym cenowo unijnym „dyskoncie” żywnościowym przynoszą wspólne badania Eurostatu i OECD prowadzone co trzy lata w ramach programu szacowania parytetów siły nabywczej. Wyniki zostały przedstawione w artykule traktującym o wyraźnych różnicach poziomów cenowych w żywności, napojach i wyrobach tytoniowych wzdłuż i wszerz Europy w 2012 r. Significant differences in price levels for food, beverages and tobacco across Europe in 2012 r.

Autorem artykułu jest Barbara Kurkowiak z Eurostatu, a został opublikowany przez unijny urząd statystyczny 21 czerwca w cyklu „Statistics in focus” (wydanie 15/2013). Porównano w nim ceny nie tylko w państwach członkowskich UE, ale w 37 krajach europejskich poza Rosją, Ukrainą, Białorusią i Mołdawią.

Punktem odniesienia jest indeks obrazujący przeciętny poziom cen dla całej Unii ustalony na podstawie cen ok. 500 różnych produktów z trzech kategorii (jedzenie, napoje, tytoń) oraz współczynników obrazujących siłę nabywczą poszczególnych walut. Jeśli indeks wynosił 100, to statystycznie rzecz ujmując poziom cen był w danym kraju równy średniej unijnej. Jeśli było to więcej niż 100 – ceny były odpowiednio wyższe, jeśli mniej niż 100 – niższe.

W grupie żywności najtańszym krajem do zakupów była i zapewne jest nim nadal Macedonia, a tuż przed nią Polska z indeksem o wartości 60. Polska jest zatem najatrakcyjniejszym państwem Unii pod względem zaopatrywania się w żywność, a pas wszecheuropejskiego czempiona odebrał jej kraj tak biedny, że nie zdołał nawet wywojować dla siebie powszechnie uznawanej w świecie nazwy.

>>NBP: Inflacja w Europie Środkowej i Wschodniej powinna się ustabilizować

Droższa od Polski (i Macedonii) jest nawet Albania (66) oraz Bułgaria i Rumunia (po 67) Najdrożej w Europie jest w Norwegii (184) i Szwajcarii (159). Spośród państw członkowskich Unii najwyższe rachunki za żywność płacą Duńczycy (139). Najbliżej średniej europejskiej jest Wielka Brytania (97) oraz Holandia (102) i Grecja (104).

Im państwa bogatsze, tym mniejszy udział żywności w wydatkach konsumentów i gospodarstw domowych. Wysoki poziom cen np. w Norwegii jest zatem w pewnym stopniu „rekompensowany” niskim udziałem jedzenia w wydatkach konsumpcyjnych ogółem wyrażonych w agregacie zwanym HFCE, czyli Household Final Consumption Expenditure.

W przeliczeniu na gospodarstwo domowe

Obrazuje on całość statystycznych wydatków na konsumpcję ludności, przy czym definicja gospodarstwa domowego jest szeroka, a wydatki obejmują także pozycje nieopłacone w gotówce. Np. konsumpcją gospodarstwa domowego są także wydatki ponoszone na więźniów, czy pensjonariuszy domów opieki, a wydatkiem jest także hipotetyczny czynsz, który byłby płacony przez kogoś mieszkającego kątem, gdyby gospodarz chciał lub mógł zapłatę czynszu wyegzekwować. Wskaźnik HFCE zawiera w sobie podatki (głównie VAT), ale także zwyczajowe napiwki, a więc próbuje oddawać cały ból (lub szczęście nabywcy) odczuwany w momencie opróżniania portfela w sklepach i przy wszelkich innych kasach.

W przypadku HFCE liderzy i maruderzy pozostają bez większych zmian, ale następuje spłaszczenie zróżnicowania. Jeśli wskaźnik cen żywności w Norwegii wynosi 184, to ten sam kraj zajął pozycję lidera w rankingu pod względem HFCE z indeksem o wartości 159.

Najbliżej średniej unijnej są Niemcy (102). Jedna z wielu możliwych interpretacji ulokowania się Niemców w bezpośrednim sąsiedztwie unijnej średniej wskazywałaby na zrównoważenie. W tej ocenie Niemcy byliby zatem najbardziej sustainable, co takie ostatnio modne w Unii. Polska jest w tym zestawieniu na 30 miejscu. Z jednej strony jest to powód do zadowolenia, że żyje się nam nad Wisłą taniej i znacznie taniej niż niemal wszędzie w Europie, lecz z drugiej – im taniej, tym niestety biedniej, bo (najczęściej) tańszy kraj długo odstawał w rozwoju od tych droższych.

Bardziej szczegółowe porównania dotyczące poszczególnych grup żywności nie dostarczają powodów do zdziwień. Wyjąwszy chleb i produkty zbożowe oraz używki i napoje bezalkoholowe Polska jest w każdej kategorii najtańszym państwem UE i drugim po Macedonii najtańszym państwem Europy pod względem relatywnych cen żywności. Dotyczy to mięsa, ryb, nabiału (mleko, sery, jajka), olejów i tłuszczów, owoców, warzyw i ziemniaków oraz pozostałych produktów żywnościowych.

Czołówkę najdroższych rynków tworzą niezmiennie Norwegia i Szwajcaria oraz państwa skandynawskie. Ciekawym wyjątkiem jest Cypr, gdzie żądają najwyższych cen w Unii za nabiał (indeks 141). Z największym prawdopodobieństwem można to wiązać z niskim poziomem upraw zbóż na pasze dla bydła i drobiu na wyspie. Najtańszy unijny chleb i produkty zbożowe są do kupienia w Bułgarii, a Polska jest tuż przed nią.

Najdroższe w Unii napoje bezalkoholowe są w Danii. Liderem unijnym pod względem cen alkoholu jest Finlandia (175). Bardzo drogie procenty są w Europie na Islandii (212) i w Turcji (205), a spośród państw spoza Skandynawii wyróżnia się jeszcze Irlandia (162), Wielka Brytania (143) i Hiszpania (131).

Z wynikiem 93 Polska jest blisko średniej unijnej, więc można uznać, że dla młodych turystów z Wielkiej Brytanii przybywających na piwo i po „wielkokalibrową broń wielolufową” do Krakowa liczy się także czar tego miasta, bo w przeciwnym razie waliliby tłumami np. do Sofii (67), czy Bukaresztu (75).

W zestawieniu dotyczącym cen wyrobów tytoniowych samotnym liderem jest Norwegia (270). Na drugim miejscu i na czele w Unii, ale daleko za Norwegią jest Irlandia, a tuż za nią Wielka Brytania (194). Tytoń to tradycyjna uprawa w biedującej Macedonii więc wskaźnik cenowy wyrobów tytoniowych na poziomie 25 proc. średniej unijnej nie dziwi. Równie tanie w porównaniu ze średnią europejską są wyroby tytoniowe w pozostałej części europejskiego centrum biedy, które tworzy jeszcze Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Serbia i sąsiadująca z nią Albania. Osobny przypadek (z powodów politycznych) to Kosowo znajdujące się na identycznym etapie zapuszczenia gospodarczego i niedorozwoju, gdzie wskaźniki są bardzo podobne. Najtańsze papierosy do kupienia na obszarze Unii są na Węgrzech (52).

Ambiwalencja uczuć to stan najlepiej oddający poglądy w sprawie miejsca Polski na samym dole europejskich porównań cenowych. Jest relatywnie tanio, więc Polacy nie mają powodów do zbytnich narzekań. Z drugiej strony, tania żywność to „atut” państw na dorobku i najzwyczajniej biednych. Warto jednak zwrócić uwagę na roboczą hipotezę, która dałaby się prawdopodobnie obronić (przynajmniej w jakimś stopniu) po dogłębnej analizie, że niski poziom żywności zawdzięczamy w sporym stopniu cechom naszego rolnictwa i gospodarki żywnościowej.

Polski sektor rolny ma relatywnie duży udział w PKB, a w dodatku jest mało skoncentrowany w porównaniu z Francją, czy Holandią. Sprzyja to ostrej konkurencji wśród małych i średnich producentów, którzy idą ze sprzedażą nie tylko do punktów skupu, ale też do półhurtu i detalu. Konkurencji tej doświadczać można na miejskich rynkach i bazarach – na bazarze Szembeka w Warszawie, na krakowskim Kleparzu, czy Rynku Jeżyckim w Poznaniu, ale też po całej Polsce, gdzie za niewygórowaną cenę można kupić w dobrej jakości niemal wszystko to co potrzebne w spiżarni i garnku.

Różnice się zmniejszają

Opisane badania są prowadzone od 2003 r. Także 10 lat temu najdroższym państwem Europy była Norwegia, lecz w Unii liderem cenowym była wtedy Irlandia rwąca ku przestworzom niczym Concorde. Pędziła jednak za szybko i tak jak ów samolot musiała zostać wycofana (w pewnym sensie) z użytku. Irlandczycy nie wiedzieli wówczas, że wyścig ten zaprowadzi ich za kilka lat na skraj przepaści, ale tego nie spodziewał się wówczas prawie nikt.

Na rok przed przystąpieniem do Unii Polska była (relatywnie) nieco tylko tańsza niż obecnie. Wówczas nasz indeks cen żywności w relacji do średniej dla ówczesnych 25 państw członkowskich (z „dziesiątką” formalnie poza Unią, lecz ustawioną już przed jej bramami) wynosił 53. Przyrost wartości tego indeksu dla Polski nie jest oszałamiający, ale postępuje. W 2006 r. osiągnął nawet 65, a w 2009 – 63.

Czym zatem tłumaczyć jego spadek do 60 w 2012 r. Najważniejsza przyczyna to ruchy kursowe. Złoty był słaby w stosunku do walut europejskich w 2012 r. W latach poprzednich badań był mocniejszy. Pani Barbara Kurkowiak z Eurostatu zwraca uwagę, że deprecjacja danej waluty w stosunku do euro sprawia, że dany kraj stanie się tańszy w relacji do rynków strefy euro, a to przekłada się na spadek wartości indeksu cenowego. Ruch indeksu w drugą stronę (przy innych czynnikach oddziałujących z niezmienioną siłą) odbywa się w przypadku aprecjacji.

Najjaskrawszego przykładu dostarczyła Serbia, gdzie dinar osłabł do euro między 2009 a 2012 rokiem o 20,4 proc. oraz Szwajcaria, gdzie w tym samym okresie nastąpiło wzmocnienie franka o 20,2 proc. Indeks cen żywności dla Szwajcarii wzrósł ze 144 w 2009 r. do 159 w 2012 r. W Serbii powinno być odwrotnie, ale nie było: indeks wzrósł w tym samym czasie z 69 do 70. Winna jest inflacja, która wahała się wtedy w Serbii od 6,1 do 11,1 proc. rocznie podczas gdy w Szwajcarii ceny stały w miejscu, a w 2009 r. i w 2012 r. kraj doświadczał nawet niewielkiej deflacji.

Na podstawie czterech dotychczasowych badań analitycy Eurostatu oceniają, że różnice cen żywności spłaszczają się i zbliżają się w Europie do siebie, ulegając tzw. konwergencji.

Niezwykle trudno ocenić i wyrokować, czy powinniśmy cieszyć się z przedostatniego miejsca w Europie i ostatniego w Unii pod względem poziomu cen żywności w relacji do średniej unijnej, czy też należałby się z tego powodu martwić. Rada krótkookresowa jest taka, że warto korzystać póki można.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test