Warto przeczytać: Cień bolszewickiej rewolucji

11.11.2017
Tydzień koncentrował się wokół przepływów i lokat finansowych. Skupiał się też na cyklach biznesu badanych przez ekonomistów oraz na nielegalnych, półlegalnych i paralegalnych lokatach odkrywanych przez dziennikarzy.


Świętujący stulecie Rewolucji Socjalistycznej mają coraz większy apetyt na powtórkę historii. Rozkwit populizmu wskazuje bowiem niezadowolenie tak zwanych w marksistowskiej nomenklaturze mas. Powodem niezadowolenia są między innymi powiększające się różnica stanu posiadania pomiędzy 1 proc. bogatych a 99 proc. reszty ludzkości. Niezadowolenie podsycają rewelacje o tym, jak bogaci ukrywają swoje bogactwa w rajach podatkowych, takich jak Panama Papers rok temu i Paradise Papers obecnie. Paradise Papers ujawniają, że z rajów podatkowych korzysta królowa Anglii Elżbieta II oraz firmy, takie jak AppleNike. Z dokumentów wynika także, że sekretarz handlu i przemysłu w administracji Donalda Trumpa miliarder Wilbur Ross ma udziały w firmie prowadzącej interesy z rosyjską spółką, której częściowym właścicielem jest zięć Władimira Putina. Ross pytany, czy nie stanowi to konfliktu interesów z piastowanym przez niego stanowiskiem, zaprzeczył.

W Arabii Saudyjskiej czystka polityczna jak z podręcznika bolszewickiej rewolucji, bo pod nazwą „antykorupcyjnej”. Czystka zaczęła się od aresztowań jedenastu książąt, w tym jednego z najbogatszych ludzi świata księcia Alwaleeda bin Talala, a także usunięcia ze stanowiska szefa gwardii narodowej syna poprzedniego króla Abdullaha. Następnie aresztowani pod zarzutami korupcji zostali ministrowie poprzedniej ekipy, technokraci, biznesmeni i szefowie firm. To nie tylko konsolidacja władzy obecnie rządzącego króla Mohammeda bin Salmana, ale także wprowadzenie nowego porządku w kraju, który władce chce wyswobodzić z zależności gospodarczej od eksportu ropy naftowej. Zachodnie banki inwestycyjne – od Goldman Sachs do HSBC – chcą mieć udział w programie reformy gospodarczej kraju, a szczególnie w planowanej prywatyzacji setek państwowych firm. O tym, jak Arabia Saudyjska buduje największy na świecie niezależny fundusz inwestycyjny o wartości 2 bln dolarów, można przeczytać w obszernym reportażu tutaj.

8 listopada minął rok od wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA i nieprzerwanej hossy na amerykańskich rynkach. Wyniki przyprawiają o oczopląs — główne indeksy giełdy wzrosły średnio o jedną trzecią – Dow Industrial Jones 32 proc., Nasdaq 35 proc., a S&P500 24 proc. Za amerykańskim rynkiem postępują indeksy innych giełd — od azjatyckich w Japonii, Hong Kongu, Chinach, aż do europejskich, np. niemiecką. Republikanie tymczasem pracują nad projektem reformy systemu i cięć podatkowych. Wersja z Kongresu spowodowała panikę wśród wielkich wielonarodowych firm. Stawki płaconego przez nie podatku dochodowego miałyby spaść z 35 proc. do 20 proc., ale w zamian czeka je nieoczekiwana podwyżka podatków od transakcji w ramach łańcuchów (sieci), co praktycznie może te firmy zniszczyć. Wersja Senatu jest jeszcze mniej przychylna dużym firmom, bo zmniejszenie stawki podatkowej jest opóźnione do 2019 roku. Obydwie wersje natomiast przewidują likwidację wielu ulg podatkowych, oprócz jednej — dochodów dla właścicieli pól golfowych, takich jak Donald Trump.

Pozytywne komentarze otrzymała natomiast decyzja Donalda Trumpa o mianowaniu Jerome’a Powella na stanowisko szefa Federalnej Rezerwy. Umiarkowany – pisze Joseph Stiglitz, zdrowy i trzeźwo myślący – uważa Kenneth Rogoff, bezpieczny wybór – ocenia Wall Street Journal. Niemniej jednak autorzy tych i wielu innych opinii wyrażają obawy, czy Donald Trump nie będzie ingerował w politykę Powella.

Cykle w globalnym przepływie kapitału są widoczne w danych bilansów płatniczych już od 1815 roku; współistnieją też z cyklami cen surowców. Od 1960 roku widoczne są globalne cykle zadłużenia gospodarstw domowych. Dziś wzajemne powiązania finansowe na świecie są bardziej rozwinięte niż kiedykolwiek wcześniej. Co generuje cykle? Przede wszystkim gospodarka USA – z uwagi na jej siłę i znaczenie dolara dla innych gospodarek oraz wielkość amerykańskiego rynku konsumenckiego. Ale to nie jedyne czynniki. Także Europejski Bank Centralny ma ogromny wpływ na dolara i na cykle finansowe, jak również  lokalne gospodarki i potrzebę lepszego rozumienia zjawiska cykli. Pytanie jest więc o to, w jaki sposób polityki zaawansowanych krajów wspierają globalną finansową koniunkturę, jak również w jaki sposób koniunktura ta jest „transmitowana” do krajów otrzymujących pomoc i w jaki sposób wykorzystać globalne finanse, aby zwiększyć korzyści oferowane przez system, jednocześnie obniżając ryzyka, jakie niesie. Pytania te określiły tematykę osiemnastej dorocznej konferencji Jacquesa Polaka o globalnym finansowym cyklu organizowanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. 14 artykułów, tyluż panelistów, artykuły i dyskusje video dostępne tutaj, a raport o stanie globalnego systemu finansowego w październiku 2017 można przeczytać tutaj.

Ciekawą tendencję pokazuje analiza ekonomii rozwijających się w krótkim i treściwym przeglądzie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. To, że rozwijają się nierówno, nie jest nowością. W tym roku średnie tempo wzrostu tych gospodarek ma wynosić 3,2 proc., w 2022 roku 3,6 proc. Prognozy te są jednak mocno zawyżone przez dwa giganty, Chiny i Indie, które odpowiadają za połowę PKB grupy, 40 proc. populacji i mają tempo wzrostu odpowiednio 5,6 proc. i 6,3 proc. rocznie. Kraje subaharyjskie, północnej Afryki, Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej i karaibskie mają tymczasem średnie tempo 1 proc. Zważywszy, że grupa liczy 151 krajów, różnic jest naturalnie znacznie więcej. Najciekawsza jest różnica poziomu dochodów pomiędzy krajami eksportującymi a importującym paliwa — importujące (jak Chiny i Indie) mają wyższe dochody niż eksporterzy, co wskazuje tendencję w światowej gospodarce.

Jak rozwijają się kraje zupełnie biedne, pokazuje konferencja Northeast Universities Development Consortium dająca przegląd tego, co się dzieje w ekonomii rozwoju. Jest ponad dziesięć razy większa niż konferencja o cyklach biznesu na świecie. Zaprezentowano ponad 160 artykułów. Szczęśliwie przeczytał je i pogrupował w 19 tematycznych zbiorów wiodący w tej dziedzinie ekonomista Banku Światowego. Najliczniejsza jest grupa o zdrowiu i edukacji. Artykuły o przepływach gotówkowych, kredytach i ubezpieczeniu pokazują, jak podobne środki mają różne rezultaty w różnych krajach; że system mikrofinansowania zdecydowanie poprawia sytuację najbiedniejszych; jak również że im bardziej elastyczne warunki tego typu kredytowania, tym lepsze wyniki firm, które z nich korzystają. Analiza z Brookings Institute pokazuje z kolei, że zmniejsza się zakres biedy na świecie definiowany wskaźnikiem 1,90 dolara na 1 osobę dziennie. Zmniejsza się, ale niewystarczająco szybko. Instytut prowadzi „zegar” tego wskaźnika.

W Chinach kwitnie ekonomia współdzielenia/współpracy. Ale w nieco innym wydaniu niż na Zachodzie. Kwitnie nie tylko dzięki społecznym i technologicznym trendom, ale także dzięki wsparciu ze strony rządu. W ubiegłym roku była warta już 520 mld dolarów, o 103 proc. więcej niż w roku 2015, a prognozy mówią o dalszym wzroście średnio o 40-proc. rocznie. Kluczowa jest naturalnie wielkość populacji, która skutkuje tym, że smartfonów używa ponad 700 mln osób, z czego dwie trzecie używa aplikacji do płatności. W ubiegłym roku wartość mobilnych transakcji sięgnęła zatem 5,5 bln dolarów, 50 razy więcej niż w USA. Rośnie sektor rzeczy do wypożyczenia — od parasoli (1 yuan za 12 godzin) do rowerów, których jest już ponad 16 mln. Takie środowisko sprzyja tworzeniu nowych firm, co jest wspomagane przez rząd. Większość tych firm jest za mała, aby przetrwać, ale dlatego nadchodzi według analityków czas konsolidacji. Ta może przynieść więcej tzw. jednorożców, czyli prywatnych firm o wartości ponad 1 mld dolarów, których na razie Chiny mają 12. Cińska gospodarka współpracy od zachodniej różni się jednak pojęciem „współpracy”. Rowery, parasole, etc. stanowią własność firm, a nie osób indywidualnych.

Na koniec — wobec jak się okazuje żywego wciąż sentymentu dla Bolszewickiej Rewolucji – przypomnienie, jaką to szczęśliwością był socjalizm w gospodarce. Ekonomista Mark Harrison z uniwersytetu Warwick opisuje, jak funkcjonowała gospodarka Związku Radzieckiego, nazywana na Zachodzie Górną Woltą z rakietami. Nazwa ta wzięła się z dysproporcji siły militarnej ZSRR do siły gospodarki tego kraju, którą rewolucjoniści oparli na dwóch modelach — niemieckim modelu gospodarki w czasie wojny wprowadzonym w latach 1915-1916 oraz modelu masowej produkcji wynalezionym przez Henry’ego Forda. Doktryna centralnego sterowania gospodarką i przekonanie, że ZSRR jest albo w stanie wojny, albo przygotowuje się na kolejną wojnę z Zachodem, podporządkowało konsumpcję wydatkom na zbrojenia. Artykuł jest jednak ciut za krótki, by przypomnieć absurdy i upiorne skutki doktryny, takie jak puste półki, reglamentowana żywność i wielogodzinne kolejki często w nocy po kawałek mięsa lub kilogram cukru.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły