Warto przeczytać: Polityka pieniężna wpływa na produkcję

24.06.2017
Produkcja w zaawansowanych krajach rośnie wolno i wciąż nie ma zgody co do przyczyn zjawiska. Ale są teorie oraz idee, jak tę produkcję ożywić. Nawet w erze robotów.


Pesymizm na temat wzrostu produkcji może okazać się samosprawdzającą się przepowiednią, piszą autorzy The Economist. Trzecia podwyżka stóp procentowych w USA w minionym półroczu trapi analityków. Inflacja pozostaje bowiem wciąż poniżej 2 proc., co oznacza, że zgodnie z własnymi celami Federalna Rezerwa w zasadzie nie powinna podnieść stóp. Ale Rezerwa bardziej niż o inflację martwi się niskim poziomem amerykańskiej produkcji.

The Economist uważa, że powolny wzrost produkcji jest w dużej części winą samej Rezerwy. Ekonomiści traktują produkcję jako „rzeczywisty” czynnik, niepodlegający kontroli banku centralnego i zależny od postępu technologii, poziomu umiejętności pracowników i elastyczności gospodarki. Jeśli jednak wziąć pod uwagę cykliczność wzrostu, bank centralny ma więcej wpływu, niż się przyznaje.

Ciekawe zjawisko z amerykańską produkcją polega na tym, że od lat 80. XX wieku produkcja podnosi się w czasach recesji, a zwalnia w okresach boomu (odwrotnie niż było kiedyś). Częściowo powodem są zmiany technologii produkcji (bo redukują popyt na pracowników i inflację), ale wpływ ma także niska inflacja (bo firmy wobec niskiego poziomu inflacji nie mają możliwości regulacji płac, wobec czego raczej redukują zatrudnienie, wymuszając lepszą wydajność od pozostałych pracowników.

Wobec trendu normalizacji polityk banków centralnych i normalizacji stóp procentowych kluczowym zadaniem banków będzie myślenie o tym, jak nowa normalna polityka pieniężna będzie wpływać na alokację kapitału – co ma znaczenie dla kwestii produkcji. Tak przynajmniej uważa Howard Davies, obecnie szef Banku Szkocji. Wielka Brytania ma chroniczny problem ze spadkiem produkcji i bardzo kiepskie wyniki — wydajność na godzinę jest tam o 14 proc. niższa niż nawet we Francji, wielkość produkcji jest niższa o 9 proc. niż w USA i o 8 proc. niż w Niemczech. Jeśli trend się utrzyma, już za trzy lata wyniki będą dwukrotnie gorsze.

Bank Anglii przyznał, że gdyby szybciej podniósł stopy procentowe do poziomu sprzed kryzysu, wielkość produkcji byłaby o 1-3 proc. wyższa. Zdaniem Daviesa do rozwiązania problemu potrzebne są bardziej dynamiczne rozwiązania niż te dostępne dla regulatorów rynków. Regulator ma jednak podstawową rolę, bo jak stwierdził cytowany przez Daviesa Eugene Fama „rolą rynków kapitałowych jest alokacja własności kapitału w gospodarce”.

Twórca sieci Bloomberg i były burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg rzadko zabiera głos na swoich łamach. Tym razem pisze o tym, czego gospodarka USA potrzebuje od rządów w erze robotów oraz czystej energii, ale jego przemyślenia mają bardziej uniwersalny charakter (wydają się szczególnie adekwatne do polskiej sytuacji). Bloomberg, którego majątek wyceniany jest na ok. 50 mld dolarów, zgadza się z projektami wyższego opodatkowania bogatych, pod warunkiem że rząd zagospodaruje pieniądze sensownie – czyli patrząc w przyszłość, a nie próbując zawrócić do przeszłości, co jest oczywistym celem polityki Trumpa dążącej do przywrócenia epoki węgla kamiennego i pozbawienia milionów osób ubezpieczenia zdrowotnego.

Zdaniem Bloomberga pomimo prób wskrzeszenia przeszłości politykę energetyczną określi rynek, który przestawia się na czystą energię, bo jest tańsza niż węgiel. Drugi problem, który porusza były burmistrz Nowego Jorku, to obawa, że postępująca automatyzacja pozbawi pracy wiele osób, które tym samym stracą ubezpieczenie zdrowotne płacone przez pracodawcę. Bloomberg apeluje, by zdemontować zależność ubezpieczeń od pracy, o czym reformatorzy tzw. Obamacare (czyli prawa o ubezpieczeniach zdrowotnych) nie myślą. Jego zdaniem konieczne jest również unowocześnienie systemu edukacji, w tym specjalistycznej, który tkwi w epoce przemysłowej i rolniczej.

Że Michael Bloomberg ma wiele racji, pokazuje między innymi badanie organizacji non-profit Social Progress Imperative. Dotyczy ono tego, jak radzą sobie poszczególne kraje z pięćdziesięcioma współczesnymi wyzwaniami, takimi jak między innymi zdrowie obywateli, ochrona środowiska, walka przeciw dyskryminacji. Ameryka nie radzi sobie ani najlepiej, ani nawet na tyle dobrze, aby – jak niegdyś – zasługiwać na miano lidera. W rankingu dwudziestu wiodących na świecie krajów USA jest zaledwie na 18. miejscu. Najlepsze są kraje skandynawskie z Danią, Finlandią, Islandią i Norwegią na czele.

Mohamed El-Erian zwykle komentuje rynki finansowe, politykę banków centralnych i czasem międzynarodowych instytucji finansowych. Polityka jednej z takich instytucji właśnie go zirytowała. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wprawdzie elegancko – jak nazwał to El-Erian – pozwolił Grecji na odłożenie spłaty raty długu, co uchroni ją przed bankructwem, ale konflikt pomiędzy MFW a Unią Europejską na temat Grecji nie jest ani o krok bliższy rozwiązania. To zaledwie chwilowe zwycięstwo, bo Unia nie chce umorzyć Grecji jej długów. To podejście jest motywowane politycznie i zdaniem El-Eriana i wielu innych ekonomistów nie ma najmniejszego sensu z punktu widzenia gospodarki. MFW stosowało już programy redukcji zadłużenia w latach 80. XX wieku wobec krajów Ameryki Południowej, co pozwoliło tym krajom gospodarczo wyjść na prostą.

Niemcy atakowane za wysokie nadwyżki w handlu zagranicznym zamiast bronić swojego eksportu jako konkurencyjnego, powinny zmienić politykę i obniżyć nadwyżkę tak, aby niemieckie przedsiębiorstwa były konkurencyjne w długoterminowej perspektywie, twierdzą analitycy McKinsey’a. Przypominają, że choć ataki ze strony Donalda Trumpa przeciwko Niemcom są najbardziej znane, nie jest on jedynym krytykującym. Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Europejska Komisja także mówią o „nadmiernym braku równowagi” na niemieckim rachunku.

Według zasad UE nadwyżka powyżej 6 proc. jest brakiem równowagi wymagającym korekty. Niemcy tymczasem mają 260 mld euro nadwyżki, czyli równowartość 8,6 proc. PKB. Oczywiście rząd nie może ingerować w eksport niemieckich towarów, nie byłoby też sensowne ingerowanie w kurs walut. Ale rząd może, jak twierdzą analitycy McKinsey’a, wprowadzić programy poprawiające infrastrukturę i przestawiające kraj na gospodarkę digital, bo przy całej swojej konkurencyjności Niemcy tkwią w realiach „analogowych”, a zsumowana długość wszystkich korków drogowych rocznie wynosi ponad 300 tys. km.

To, że rozwiązania digital, a nie analog są  coraz bardziej nieodzowne, bo pomagają wzrostowi produkcji, pokazuje raport American Enterprise Institute o tym, jak chmura komputerowa wspomaga produkcję. W USA digitalizacjia każdego aspektu produkcji nazywa się „smart manufacturing” (inteligenta produkcja), w Europie — „Przemysł 4.0”. Chmura jest częścią nowego oblicza produkcji obok bezprzewodowości następnej generacji, zaawansowanych sensorów, komputeryzacji wysokiej wydajności i projektowania za pomocą programów komputerowych. Pozwala na połączenie z siecią dostawców i wydajne zakupy surowców, części i podzespołów, daje dostęp do miliardów danych z różnych połączonych platform, a czasami przedstawia ewolucyjne rozwiązania (po określeniu celu i wprowadzeniu danych). Ponad 90 proc. producentów na świecie używa chmury w jakichś częściach swojego biznesu. Amerykańskie firmy wydały na technologię 124 mld dolarów tylko w 2015 roku (dwukrotnie więcej niż w 2009 roku, kiedy wydatki były najniższe). Raport przedstawia konkretne przykłady wykorzystania chmury przez takie giganty jak General Motors, Boeing i Merck.

Na koniec o tym, jak wielką obietnicę daje „rewolucja digital” pisze Kaushik Basu, były naczelny ekonomista Banku Światowego. Widzi on gospodarkę świata bardzo optymistycznie. Tyle że nie ma na myśli stanu obecnego, ale ten z roku 2067. To sto lat od daty sławnej prognozy Johna Maynarda Keynesa. Prognozy nietrafnej, jak przypomina Basu. Sam stawia hipotezę, że za 50 lat gospodarka świata będzie kwitła.

Argumentując swoje stanowisko, Basu sięga do danych ze stuleci 1500-1820, kiedy gospodarka świata rosła w tempie 0,32 proc. rocznie, a w Chinach przez 300 lat dochód na głowę mieszkańca wynosił 600 współczesnych dolarów rocznie. Wzrost do tempa 2,25 proc. rocznie podniosła w latach 1820-2003 oczywiście rewolucja przemysłowa. Obecne turbulencje polityczne oraz rewolucja digital mogą wykreować mądre polityki, które pomogą przestawić się ludzkości na bardziej kreatywną pracę. Kluczem jest – jak zresztą od stuleci – edukacja.

Rewolucja digital nie będzie kompletna bez nowego oblicza systemu finansowego. Zwolennicy bitcoina i pokrewnych kryptowalut pracują nad przekonaniem instytucji finansowych do ich odszyfrowania i wprowadzenia łańcuchów bloków. Jak wygląda proponowany system pomiędzy bankami, pokazuje zgrabny wykres zamieszczony przez Reutersa.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test