Węgiel a nierówności: od Kioto do Paryża

08.12.2015
Zamiast skupiać się na krajach powodujących największe emisje związków węgla, należy obciążać odpowiedzialnych za emisje ludzi niezależnie od miejsca ich zamieszkania. W tym celu opracowano światowy rozkład indywidualnych dochodów oraz emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC by Christopher Craig)


W Paryżu trwa 21. Konferencja ONZ ws. Zmian Klimatu (COP21). Do najważniejszych kwestii omawianych podczas tego szczytu należy proces dostosowania do zmian klimatycznych w krajach rozwijających się. Jak finansować inwestycje w infrastrukturę i kapitał ludzki, aby społeczeństwa stały się odporniejsze na skutki zmian klimatu? Obecny poziom finansowania procesu dostosowania do zmian klimatycznych nie jest wystarczający. ONZ ocenia, że potrzeba 100–300 mld euro rocznie (raport UNEP [Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych], The Adaptation Gap Report 2014, Nairobi 2014), a Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w raporcie z 2015 r. podaje, że na ten cel przeznacza się obecnie zaledwie niecałe 10 mld euro.

W niedawno opublikowanej analizie przedstawiliśmy nowe strategie umożliwiające zwiększenie finansowania procesu dostosowania do zmian klimatycznych w krajach rozwijających się (L. Chancel, T. Piketty, Carbon and inequality: From Kyoto to Paris. Trends in the global inequality of carbone emissions (1998–2013) & Prospects for an equitable adaptation fund, Paris School of Economics, Paris 2015). W strategiach tych obciążenia są ustalane nie na podstawie założeń, do czego zobowiązane są kraje odpowiedzialne za wysokie emisje, lecz na wielkości emisji związków węgla wywoływanych przez jednostki powodujące uwalnianie do atmosfery te substancje – niezależnie od części świata. W tym celu skonstruowaliśmy rozkład indywidualnego dochodu oraz emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych na świecie.

Nasza metoda

Podstawą naszej metody są pionierskie badania, które prowadzili Shoibal Chakravarty i współpracownicy (zob. S. Chakravarty i in., Sharing global CO2 emission reductions among one billion high emitters, „Proceedings of the National Academy of Sciences”, 106, 2009 r., s. 11884–11888). Udoskonaliliśmy tę metodę pod trzema względami. Dążyliśmy do lepszego przedstawienia najwyższych indywidualnych dochodów i jednostek charakteryzujących się największymi emisjami. Po drugie skupiliśmy się na emisjach powstających przez konsumpcję, aby lepiej ukazać odpowiedzialność za zmiany klimatu (np. emisję dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych spowodowane przez produkcję w chińskich zakładach smartfonów wykorzystywanych w Europie przypisujemy nie Chińczykom, lecz Europejczykom). Po trzecie przedstawiliśmy dynamiczne szacunki, których zakres obejmuje okres od protokołu z Kioto z 1998 r. do 2013 r.

Zaczęliśmy od próby odtworzenia faktycznego światowego rozkładu dochodu, wykorzystując do tego dane, które opublikowali Christoph Lakner i Branko Milanovic, zebrawszy je na podstawie ankiet dotyczących dochodu i konsumpcji (zob. C. Lakner, B. Milanovic, Global income distribution: From the fall of the Berlin Wall to the Great Recession, „World Bank Economic Review”, 2015 r.; mieliśmy dostęp do tych materiałów przed publikacją). Pewnym problemem związanym z wykorzystywaniem danych uzyskiwanych na podstawie ankiet jest to, że często błędnie zostają ukazane najwyższe dochody.

Podobnie jak Sudhir Anand i Paul Segal, łączymy szacunki przedstawionej we wspomnianej wyżej pracy Laknera i Milanovica z danymi fiskalnymi zawartymi w bazie danych World Top Income Database, aby lepiej uwzględnić nierówność występującą w szczytowej części rozkładu (zob. S. Anand, P. Segal, The Global Distribution of Income, w: Handbook of Income Distribution, Amsterdam: Elsevier, 2014; baza danych WTID: World Top Income Database, 2015). Tak więc przeprowadziliśmy regresję istniejących udziałów dochodu trafiających do 1 proc. osób osiągających najwyższy dochód (informacje zaczerpnięte ze zbiorów danych fiskalnych) na udziały decylowe (wyznaczone na podstawie wyników ankiet), aby dokonać predykcji najwyższych udziałów dochodu w krajach, co do których nie dysponujemy danymi fiskalnymi. Chcemy podkreślić, że naszych szacunków nie należy uważać za ostateczne wielkości określające rozkład dochodu na świecie, lecz za pierwszą próbę połączenia światowego rozkładu dochodu z danymi dotyczącymi dochodów najwyższych.

Następnie przypisaliśmy emisje dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych do każdej z grup wydzielonych na podstawie dochodu, stosując w tym celu dane dotyczące emisji tych substancji w powiązaniu z konsumpcją (dane te zaczerpnęliśmy z: G.P. Peters, R. Andrew, Consumption and Production GHG data from GTAP-CICERO Input Output tables, 2015). W przypadku każdego kraju wykorzystaliśmy prosty model dochodowej elastyczności emisji dwutlenku węgla oraz innych gazów cieplarnianych i przypisaliśmy emisje tych gazów w poszczególnych krajach do grup wyróżnionych na podstawie dochodów, zakładając różne wielkości dochodowej elastyczności emisji. Wykorzystaliśmy środkową wielkość wynoszącą 0,9 (do czego skłaniał przegląd analiz dochodowej elastyczności emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych na poziomie krajów).

Tendencje w światowym rozkładzie emisji

Uzyskane przez nas wyniki świadczą o tym, że różnice między jednostkami pod względem wielkości emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych od 1998 r., kiedy podpisano protokół z Kioto, do 2013 r. zmalały. Stało się tak w wyniku powiększenia się grup osiągających najwyższe i średnie dochody w państwach rozwijających się oraz względnej stagnacji dochodów i emisji większości mieszkańców krajów rozwiniętych. Pogłębiły się jednak w tym czasie wewnętrzne nierówności pod względem dochodu oraz emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych. Obecnie na świecie utrzymuje się wyraźna koncentracja ich emisji. Jednostki należące do grupy 10 proc. odpowiedzialnych za największe emisje powodują 45 proc. światowych emisji, natomiast dolne 50 proc. odpowiada za 13 proc. emisji na świecie. Ludzie stanowiący grupę 10 proc. emitujących najwięcej tych gazów żyją w krajach leżących na wszystkich kontynentach; 1/3 mieszka w krajach rynków wschodzących.

(infografiki: Dariusz Gąszczyk)

Takie wyniki charakteryzują się niewielką wrażliwością na wybrane przez nas wielkości określające elastyczność. Wyższe wskaźniki elastyczności wewnątrzkrajowej prowadzą do większych stężeń dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych na świecie. Przy założeniu wewnątrzkrajowej elastyczności wynoszącej 0,7 ludzie stanowiący grupę 10 proc. odpowiadających za największe emisje tych gazów na świecie odpowiadają łącznie za 40 proc. całości emisji. Wskaźnik ten przekracza 50 proc., gdy założy się elastyczność wynoszącą 1,1. W opublikowanych przez nas w internecie materiałach zamieściliśmy również scenariusz, w którym przyjęto odmienne wielkości elastyczności dla różnych krajów. We wszystkich przypadkach 1 proc. powodujących największe emisje gazów cieplarnianych na świecie (około 70 mln osób z liczącej 7 mld ludności świata) odpowiada mniej więcej za taką samą wielkość emisji co dolne 50 proc., czyli 3,5 mld osób.

 

Nasze szacunki świadczą o tym, że 1 proc. najzamożniejszych Amerykanów, Luksemburczyków, Singapurczyków i Saudyjczyków to jednostki odpowiedzialne za największe emisje na świecie. Roczna wielkość emisji powodowanych przez ludzi z tej grupy przekracza 200 ton dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych w przeliczeniu na osobę. Na przeciwległym końcu, czyli u podstawy piramidy rozkładu jednostek powodujących emisje, znajdują się grupy osiągających najniższe dochody mieszkańców Hondurasu, Mozambiku, Ruandy i Malawi. Emisje, za które są one odpowiedzialne, są 2 rys. razy niższe (około 0,1 t dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych na głowę rocznie).

W środkowej części światowego rozkładu osób odpowiadających za emisje (6–7 t) znajduje się 1 proc. najzamożniejszych Tanzańczyków, Chińczycy należący do siódmego decyla w rozkładzie dochodu, Francuzi z drugiego decyla dochodowego oraz Niemcy z trzeciego decyla dochodowego.

W ostatnim 15-leciu mieszkańcy krajów rynków wschodzących należący do klas średnich i wyższych zwiększyli powodowane przez emisje dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych najbardziej ze wszystkich grup. Łączny wzrost emisji per capita przekroczył 30 proc., był więc mniej więcej dwukrotnie szybszy od średniego tempa wzrostu światowego, które wyniosło 17 proc., i o wiele szybszy od wskaźników wzrostu wyznaczonych dla większości ludności krajów uprzemysłowionych. Doprowadziło to do zmniejszenia światowego rozproszenia emisji tych gazów, szczególnie zaś do zmniejszenia różnic pomiędzy środkową a najwyższą częścią rozkładu dochodu (zob. rys. 2). Jednocześnie jednak zwiększyła się różnica między wielkościami emisji gazów cieplarnianych powodowanych przez jednostki należące do dolnej i środkowej części rozkładu.

Te tendencje – jeśli się utrzymają – są wprawdzie zjawiskiem pozytywnym z punktu widzenia dochodu (wyłania się bowiem światowa klasa średnia), lecz zarazem są faktycznym zagrożeniem, gdyż spowodują wzrost emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych na świecie.

Nasze szacunki dowodzą ponadto, że wewnątrzkrajowe zróżnicowanie wielkości emisji gazów cieplarnianych w coraz większym stopniu tłumaczy światowe rozproszenie emisji tych substancji. W 1998 r. światowe zróżnicowanie emisji było w 1/3 spowodowane przez nierówności wewnątrzkrajowe. Teraz są one przyczyną połowy światowego rozproszenia emisji gazów cieplarnianych (rys. 3). Z tego powodu jest niezwykle istotne, by skoncentrować się na jednostkach odpowiadających za emisje dużych ilości gazów cieplarnianych, nie na krajach o wysokich emisjach.

Perspektywy sprawiedliwego finansowania

Nowe realia geograficzne emisji w skali światowej powodują konieczność działania. Wprawdzie kraje rozwinięte i rozwijające się już się zaangażowały w inicjatywy mające złagodzić skutki zmian klimatycznych, jednak środki na finansowanie funduszu dostosowawczego nadal przeznaczają niemal wyłącznie kraje rozwinięte. W większości są to państwa europejskie (ponad połowa łącznej sumy wydawanej przez wszystkie państwa).

Jeżeli trzeba zwiększyć skalę finansowania procesu dostosowania przez kraje rozwinięte, to z naszej analizy wynika, że mogłyby w takim finansowaniu uczestniczyć również osiągające najwyższe dochody grupy mieszkańców krajów rynków wschodzących. To one odniosły korzyści w wyniku wzrostu dochodu, który pociągał za sobą zwiększenie emisji gazów cieplarnianych, w ostatnich dziesięcioleciach.

Na rzecz Zielonego Funduszu Klimatycznego (Green Climate Fund) środki na finansowanie procesu dostosowania do zmian klimatycznych przekazały Korea Południowa, Meksyk i Kolumbia. Położyło to kres typowemu podziałowi na kraje rozwinięte i rozwijające się, który dotychczas dominował. Ich wkład pozostaje jednak na tym etapie symboliczny (to niecały 1 proc. wszystkich pieniędzy przeznaczanych na świecie na fundusze dostosowawcze), a logika kapitałowa kryjąca się za finansowaniem procesu dostosowania pozostaje niejasna.

Możliwe strategie

Wyniki analizy skłaniają do wniosku, że potrzeba nowych strategii – podstawą naliczania składek powinny się stać emisje dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych powodowane przez jednostki. Aby lepiej dopasować te składki do zmienionego rozkładu tych, którzy odpowiadają za emisje dużych ilości gazów cieplarnianych, zaczęliśmy od przeanalizowania konsekwencji światowego progresywnego podatku węglowego, który ma zapewnić zbieranie 150 mld euro rocznie. Tyle bowiem potrzeba, aby się dostosować do zmian klimatycznych. W pierwszej strategii wszystkie jednostki odpowiedzialne za emisje przekraczające średnią wielkość światową (tzn. powodujące emisje większe od 6,2 t gazów cieplarnianych rocznie) wnoszą do systemu składki proporcjonalne do emisji przekraczających wielkość progową. Na mieszkańców Ameryki Północnej przypadałoby 36 proc. funduszu, na Europejczyków 20 proc., a na Chińczyków 15 proc.

W drugiej strategii koszty są ponoszone wspólnie przez wszystkie jednostki należące do 10 proc. odpowiedzialnych za największe emisje na świecie (tzn. wszystkie jednostki powodujące emisje większe 2,3 razy od światowej średniej i powyżej tej wielkości), również proporcjonalne do ich emisji przekraczających tę wielkość progową. Przy takim rozwiązaniu mieszkańcy krajów Ameryki Północnej odprowadzaliby 46 proc. tego podatku, Europejczycy 16 proc., a Chińczycy 12 proc.

W trzeciej strategii koszt byłby ponoszony przez wszystkie jednostki stanowiące grupę 1 proc. odpowiedzialnych za największe emisje (tzn. wszystkie jednostki powodujące emisje co najmniej większe 9,1 razy od światowej średniej). Mieszkańcy Ameryki Północnej wnosiliby wówczas do tego funduszu 57 proc., Europejczycy 15 proc., a Chińczycy 6 proc. W tych strategiach wnoszony przez Europę udział proporcjonalnie by malał, ale wzrastałby w wielkościach absolutnych. W tej strategii, najkorzystniejszej dla Europejczyków, suma wnoszona przez Europę wyniosłaby 23 mld euro, mniej więcej cztery razy więcej od obecnych składek.

W naszej analizie omówiliśmy ponadto możliwości realizacji tych strategii poprzez zastosowanie podatków węglowych i dochodowych na poziomie kraju lub poprzez uogólniony podatek progresywny nakładany na bilety lotnicze w celu sfinansowania dostosowania do zmian klimatycznych. Opodatkowanie biletów lotniczych już wprowadzono w niewielkiej liczbie państw. Przychody uzyskiwane z tego tytułu wykorzystuje się do finansowania programów rozwojowych. Gdyby na wszystkie światowe bilety na przelot klasą biznesową nałożono 180 euro, a na wszystkie bilety na przelot klasą turystyczną 20 euro podatku, uzyskiwano by co roku 150 mld euro – sumę konieczną do finansowania dostosowania do zmian klimatycznych. To rozwiązanie byłoby zapewne łatwiej wdrożyć, jednak obciążenia byłyby mniej dostosowane do założenia, że koszty powinny ponosić jednostki odpowiedzialne za największe emisje.

Lucas Chanel jest koordynatorem programu badania nierówności na świecie (World Inequality Report), członkiem zespołu badawczego Instytutu na Rzecz Ekorozwoju i Stosunków Międzynarodowych (Institute for Sustainable Development and International Relations, IDDRI) oraz wykładowcą Instytutu Nauk Politycznych (Sciences Po) w Paryżu.

Thomas Picketty jest profesorem École d’économie de Paris oraz członkiem zespołu badawczego Ośrodka Badań Polityki Gospodarczej (CEPR).


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test