Wielki amerykański miraż

04.07.2012
We wrześniu 1998 roku, w czasie kryzysu finansowego w Azji, Alan Geenspan, ówczesny szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej wypowiedział prostą prawdę: Stany Zjednoczone nie są oazą prosperity w zmagającym się z kryzysem świecie. Teraz ta wypowiedź jest nawet jeszcze bardziej aktualna niż przed laty.

Azja, Ameryka Łacińska i Europa - odpowiadają łącznie za 83 procent napędzanego eksportem amerykańskiego wzrostu w ciągu ostatnich trzech lat. (Fot. KM)


Amerykańska gospodarka od trzech lat znajduje się w fazie niemrawego ożywienia gospodarczego. Ale jednak jest to ożywienie – i jak wielu przyznaje – dlatego pozostaje ona odporna na trudności ekonomiczne, z którymi zmagają się inne państwa wysokorozwinięte. W przeciwieństwie do okresu Wielkiej Recesji z lat 2008-2009, dzisiaj szeroko rozpowszechniona jest nadzieja, że Ameryka jest w stanie pozostać na ścieżce wzrostu, zapewniając przez to ochronę reszcie świata, podczas gdy euro zmaga się z kryzysem.

Zastanówmy się jednak głębiej. Od pierwszego kwartału 2009 roku, kiedy to gospodarka Stanów Zjednoczonych osiągnęła dno tej najpoważniejszej powojennej recesji, eksport stanowi pełne 41 procent późniejszego odbicia. Prawdą jest, że amerykańscy konsumenci zyskali na tym największym w historii szaleństwie konsumpcyjnym, jakie nastąpiło po kryzysie, jednak amerykańska gospodarka w nieproporcjonalnie wysokim stopniu czerpała w tym czasie soki życiowe z rynków zagranicznych. Teraz, kiedy rynki te walczą z trudnościami, USA mogą szybko pójść w ich ślady.

Trzy regiony – Azja, Ameryka Łacińska i Europa – odpowiadają łącznie za 83 procent napędzanego eksportem amerykańskiego wzrostu w ciągu ostatnich trzech lat. (Ponieważ dane dotyczące handlu zarówno w całym regionie jak i w USA, którymi dysponuje amerykański Departament Handlu, nie są korygowane o wahania sezonowe, wszystkie poniższe obliczenia prezentuję porównując wielkości sezonowo porównywalne poczynając od pierwszego kwartału 2009 roku kończąc na pierwszym kwartale 2012 roku).

Nie jest zaskoczeniem, że na pierwszym miejscu znajduje się Azja, która jest odbiorcą 33 procent  wzrostu amerykańskiego eksportu w ostatnich trzech latach. Największym źródłem tego przyspieszenia – o 15 punktów procentowych – jest tzw. chiński obszar językowy obejmujący Chiny, Tajwan i Hong Kong. Nie ma potrzeby dodawać, że postępujące spowolnienie w samych Chinach – przyjmując nawet scenariusz miękkiego lądowania, który wciąż uważam  za najbardziej prawdopodobny – mocno odbije się na kondycji tego głównego odbiorcy wzrostu amerykańskiego eksportu. Inne gospodarki azjatyckie napędzające rozwój amerykańskiego eksportu do Azji – takie jak Korea Południowa, Japonia i Tajwan – same są uzależnione od wyników swojego eksportu i przez to w dużym stopniu zależne od sytuacji gospodarczej w Chinach.

Drugim, co do wielkości rynkiem, który odpowiada za zwyżkę eksportu Stanów Zjednoczonych, jest Ameryka Łacińska. Do regionu tego trafiło kolejne 28 procent z łącznej zwyżki amerykańskiej sprzedaży zagranicznej, przy czym 19 punktów procentowych tego przyrostu przypada łącznie na Brazylię i Meksyk. Uwzględniając jednak bliskie związki pomiędzy produkcją w Meksyku a konsumpcją w USA (która ponownie zaczyna się teraz chwiać), ewentualna odporność meksykańskiej gospodarki na wstrząsy z zewnątrz może okazać się krótkotrwała.

Na koniec rozważmy smutny przypadek Europy, która w ostatnich trzech latach była odbiorcą 21 procent ogólnej zwyżki amerykańskiego eksportu. Tutaj dane amerykańskiego Departamentu Handlu nie pozwalają na precyzyjne określenie źródła tego wzrostu, ponieważ publikowana lista nie zawiera wszystkich krajów. Aktualnie wiadomo jedynie, że Zjednoczone Królestwo, Niemcy i Francja – czyli główne gospodarki europejskie – w sumie, od początku 2009 roku były odbiorcami zaledwie 3,5 procent ogólnego wzrostu amerykańskiego eksportu, z czego główna część przypada na Zjednoczone Królestwo. To sugeruje, że większa część zwyżki eksportu Stanów Zjednoczonych do Europy trafiła do regionu obejmującego tzw. gospodarki peryferyjne. I to stanowi poważny problem.

Prognozy nigdy nie są wolne od ryzyka, jednak niektóre scenariusze „co-jeśli” rzucają wyraźne światło na to, co może dany rozwój sytuacji oznaczać dla największej gospodarki na świecie. Od drugiego kwartału 2009 roku, realny roczny wzrost amerykańskiego PKB wynosił średnio 2,4 procent. Około 40 procent tego wzrostu wynika z eksportu, co oznacza, że pozostała część gospodarki rozwijała się w tym okresie w anemicznym tempie 1,4 procent.

Jeśli sprawdzi się scenariusz  zakładający, że amerykański eksport nie będzie już rósł i jeżeli wszystkie inne wskaźniki pozostaną bez zmian (co zawsze jest heroicznym założeniem), łączny realny wzrost PKB ześlizgnie się do tego marnego poziomu 1,4 procent. Wedle wszelkich standardów, takie tempo wzrostu uważa się za mizerne i z dużym prawdopodobieństwem prowadzące do wzrostu bezrobocia i dalszego spadku zaufania konsumentów.

Ewentualnie, jeśli przyjmiemy scenariusz umiarkowanego spadku eksportu, kiedy to jego realny poziom obniży się w ciągu czwartego kwartału o 5 procent, realny wzrost PKB może zsunąć się poniżej wynoszącego 1 procent progu „prędkości przeciągnięcia” – czyniąc gospodarkę USA podatną na ponowne osunięcie się w recesję. Przy okazji warto zaznaczyć, że założenie 5 procentowego spadku eksportu blednie w porównaniu z nagłym załamaniem realnej wielkości eksportu o 13,6 procent w latach 2008-2009. W takim razie, takie „co jeśli” jest ostrożnie optymistycznym założeniem ryzyk spowolnienia mających źródła w słabym popycie wewnętrznym.

Wszystko to uwypukla jedną z bardziej oczywistych, jednak na razie niedostrzeganych implikacji o coraz większej współzależności we współczesnym świecie: funkcjonujemy w nim wszyscy razem. Kryzys w strefie euro stanowi poważny wstrząs, którego reperkusje odczuwalne są teraz na całym świecie. Europa jest dla napędzanej eksportem gospodarki chińskiej głównym źródłem zewnętrznego popytu; jeśli kryzys w Europie uderza w Chiny, to uderza też inne kraje regionu, a skutki tego docierają do coraz bardziej uzależnionej od eksportu gospodarki amerykańskiej. I jak wynika z opublikowanych niedawno słabych danych dotyczących zatrudnienia i sprzedaży detalicznej, to może dziać się już teraz.

Kiedy w 1998 roku Greenspan wypowiadał przytoczone powyżej słowa, eksport wynosił zaledwie 10,5 procent amerykańskiego PKB. Dzisiaj udział ten doszedł do rekordowo wysokiego poziomu 14 procent, ponieważ po kryzysie Ameryka w znacznym stopniu postawiła na ożywienie stymulowane właśnie eksportem. Obecne spowolnienie gospodarcze na świecie nie może się równać z tym, które miało miejsce pod koniec lat 90-tych lub z dużo bardziej bolesnymi wstrząsami sprzed 3-4 lat – przynajmniej na razie. Jednak spowolnienie to nie powinno być bagatelizowane ani przez USA ani przez jakikolwiek inny kraj.

W epoce globalizacji nie ma biernych widzów. W obliczu kolejnego poważnego wstrząsu, który grozi światowej gospodarce, nie istnieją też naturalnie żadne oazy prosperity. Miraż amerykańskiego wzrostu gospodarczego może stanowić tu ważny przykład.

Stephen S. Roach jest wykładowcą na Uniwersytecie Yale, był dyrektorem Morgan Stanley Asia; autor książki „The Next Asia”.

©Project Syndicate, 2012

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test