• Wiktor Wojciechowski, FOR

Jak najszybciej zamknąć KRUS

19.02.2010
Jeśliby do ZUS zostali obowiązkowo przeniesieni rolnicy, którzy posiadają największe gospodarstwa rolne - powyżej 20 ha ma 7 proc. ubezpieczonych w KRUS - to wydatki sektora finansów publicznych zmniejszyłyby się o ok. 800 mln zł rocznie. Kolejnych 800 mln zł można by zaoszczędzić, obejmując ubezpieczeniem powszechnym połowę rolników posiadających gospodarstwa od 10 do 20 ha.


W przedstawionym pod koniec stycznia br. „Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów 2010-2011” premier Donald Tusk zachęca do rozpoczęcia debaty publicznej nad przeprowadzeniem ewolucyjnej reformy systemu ubezpieczenia emerytalno-rentowego rolników. Głęboka reforma KRUS jest kluczowa dla prawdziwej restrukturyzacji polskiej wsi i w efekcie podniesienia materialnego standardu życia osób mieszkających poza wielkimi aglomeracjami. Obecna wysokość składki emerytalno-rentowej w systemie rolniczym skutecznie zniechęca osoby ubezpieczone w KRUS do podejmowania pracy w sektorach pozarolniczych. System ubezpieczeń społecznych dla rolników jest nie tylko niewydolny ekonomicznie i niesprawiedliwy społecznie, ale dodatkowo – a może najważniejsze – konserwuje zacofanie polskiej wsi. Z tego punktu widzenia KRUS wymaga dużej reformy systemowej, a nie drobnych zmian ewolucyjnych.

Ubezpieczenia rolnicze w Polsce są przykładem systemu repartycyjnego, w którym wypłata świadczeń jest finansowana z bieżących wpływów od osób ubezpieczonych.  To system zbliżony do tego, jaki funkcjonował w Polsce do 1998 roku dla osób pracujących w sektorach pozarolniczych. Wysokość świadczeń w KRUS nie zależy od wielkości wpłaconych składek, jest określona w całkowitym oderwaniu od realiów demograficznych i ekonomicznych. Postulowane przez wicepremiera Pawlaka rozszerzenie systemu rolniczego na wszystkich ubezpieczonych oznaczałoby całkowite wycofanie się z reformy emerytalnej z 1999 roku i finansową katastrofę finansów publicznych. To przecież nadchodzące zmiany demograficzne burzą dotychczasową stabilność finansową repartycyjnych systemów emerytalnych. Te zmiany w wielu krajach zmuszają władze publiczne do reform, ale dokładnie przeciwnych niż te, jakie proponuje szef PSL.

W ciągu najbliższych 10 lat liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce (18-59 lat dla kobiet i 18-64 lat dla mężczyzn) zmniejszy się o ponad 2 mln. Ten spadek będzie relatywnie silniejszy w miastach (o 12 proc.), gdzie wszyscy pracują w sektorach pozarolniczych i są ubezpieczeni w ZUS, niż na wsi (o 2 proc.), gdzie mieszkają rolnicy ubezpieczeni w KRUS. Te zmiany demograficzne pogorszą sytuację finansową FUS w znacznie większym stopniu niż repartycyjnego systemu ubezpieczeń rolniczych. Gdyby – jak proponuje premier Pawlak – wszyscy pracownicy z sektorów pozarolniczych zostali objęci systemem repartycyjnym, dotacja budżetowa do FUS rozsadziłaby finanse publiczne.

Repartycyjny system ubezpieczeń rolniczych jest deficytowy i systematycznie powiększa nasz dług publiczny. Refundując składkę do OFE i emitując w tym celu obligacje skarbowe, Ministerstwo Finansów jednorazowo wykupuje w towarzystwach emerytalnych część przyszłych zobowiązań emerytalnych. Z kolei obligacje emitowane na pokrycie deficytu KRUS powiększają dług publicznych bez żadnych korzyści w przyszłości. Tegoroczne wpływy do KRUS z tytułu składek płaconych przez rolników i członków ich rodzin objętych ubezpieczeniem wyniosą 1,4 mld zł. To znikoma kwota w porównaniu do całkowitych wydatków na świadczenia rolnicze, które mają w tym roku wynieść 16,9 mld zł. Różnicę – 15,4 mld zł, pokryje dotacja budżetowa, czyli wszyscy podatnicy.

W ujęciu absolutnym wielkość tegorocznego deficytu FUS (45,5 mld zł łącznie ze środkami z Funduszu Rezerwy Demograficznej) jest trzykrotnie większa od kwoty, której zabraknie w systemie rolniczym. Ocena stopnia niewydolności systemu rolniczego wymaga jednak zwrócenia uwagi na istotne różnice w skali działalności obu systemów. Przede wszystkim liczba emerytów i rencistów, którym świadczenia wypłaca KRUS, wynosi niecałe 1,5 mln osób i jest 5-krotnie mniejsza niż w systemie pozarolniczym. Tegoroczne wpływy ze składek ubezpieczeniowych płacone przez rolników sfinansują wydatki KRUS jedynie w 8 proc. Dla porównania w systemie pozarolniczym wskaźnik ten ma wynieść  71 proc.

W 2008 roku przeciętna emerytura wypłacana przez ZUS wynosiła 1470 zł. Po odliczeniu wpływów ze składek emerytalnych od osób obecnie pracujących, przeciętny podatnik dopłacał do każdej emerytury wypłaconej przez ZUS 300 zł miesięcznie. Dla porównania – w tym samym czasie do każdej emerytury rolniczej (średnio 745 zł miesięcznie) każdy podatnik dopłacał przeciętnie ok. 675 zł, czyli dwukrotnie więcej niż do emerytur w ZUS. Oba systemy ubezpieczeniowe są deficytowe i wymagają wysokich dotacji budżetowych. W przeciwieństwie jednak do KRUS w systemie ubezpieczeń pozarolniczych wysokość przyszłych świadczeń została już dostosowana do wielkości wpłaconych składek. System ubezpieczeń rolniczych wciąż funkcjonuje natomiast w oderwaniu od ekonomicznej rzeczywistości.

Niska miesięczna stawka ubezpieczenia rolniczego (68 zł na osobę) ma – przynajmniej w założeniu – pokrywać koszty wypłat rent i emerytur rolniczych, z czego emerytalna część tej składki to ok. 50 zł. Dla porównania, składka emerytalna dla osoby ubezpieczonej w ZUS, zarabiającej średnią krajową, wynosi dziś ok. 600 zł. Prosta arytmetyka pokazuje, że przy niższej składce emerytalnej przyszłe świadczenie powinno być również proporcjonalnie mniejsze. Dzisiaj średnia emerytura rolnicza jest tylko o połowę mniejsza od emerytury z ZUS.

Gdyby zachować obecne różnice w obciążeniu składkami, emerytura rolnicza powinna być aż 12–krotnie niższa niż w powszechnym systemie emerytalnym. Oznacza to, że np. 60-letnia kobieta ubezpieczona w ZUS otrzymałaby emeryturę w wysokości ok. 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, a jej koleżanka ubezpieczona w KRUS – jedynie 5 proc. tej płacy. W dzisiejszych warunkach to ok. 100 zł miesięcznie. Bez znaczących zmian w systemie zasiłkowym tak niski poziom emerytur automatycznie zwiększyłby liczbę osób ubiegających się o pomoc społeczną.

Dlatego najlepszą reformą KRUS powinno być całkowite zamknięcie tego systemu dla osób młodych, które rozpoczynają pracę w rolnictwie. Do powszechnego systemu emerytalnego powinni być przesunięci także wszyscy ubezpieczeni, dla których głównym źródłem utrzymania jest działalność pozarolnicza, a dochody z prowadzenia działalności rolniczej mają znaczenie uboczne. Docelowo wszystkie osoby, dla których prowadzenie działalności rolniczej jest głównym źródłem utrzymania, powinni być w powszechnym systemie emerytalnym. Można byłoby zastosować tutaj mechanizm przejściowy, w rezultacie którego najpierw do powszechnego systemu emerytalnego przechodziłyby gospodarstwa największe, a w drugiej kolejności mniejsze. Cały proces powinien zakończyć się nie później niż pod koniec obecnej dekady.

Przesunięcie najbogatszych rolników z KRUS do ZUS przyczyniłoby się do szybkiego uzyskania znacznych oszczędności w sektorze finansów publicznych. Rolnicy trafiający do systemu powszechnego powinni być w nim traktowani identycznie jak inni przedsiębiorcy. Jeżeli początkowo z KRUS do ZUS zostaliby obowiązkowo przeniesieni tylko ci rolnicy, którzy posiadają największe gospodarstwa rolne (powyżej 20 ha ma 7 proc. ubezpieczonych w KRUS), to wydatki sektora finansów publicznych zmniejszyłyby się w skali roku o ok. 800 mln zł. Na tę kwotę składają się dodatkowe wpływy FUS (a zatem zmniejsza dotacja) z tytułu składek emerytalnych i rentowych w wysokości ponad 600 mln zł, dodatkowe wpływy NFZ z tytułu składki zdrowotnej (której nie płacą rolnicy!) w wysokości ok. 300 mln zł i mniejsze o ok. 100 mln zł wpływy do KRUS z tytułu składek emerytalno-rentowych płaconych przez najbogatszych rolników. Gdyby opisywana reforma objęła także połowę rolników, którzy posiadają mniejsze gospodarstwa, tj. od 10 do 20 hektarów (stanowią 13,2 proc. wszystkich gospodarstw rolnych), to wydatki publiczne zmniejszyłyby się o kolejne 800 mln zł. Łącznie daje to 1,6 mld zł oszczędności w skali roku.

Zamykając KRUS dla młodych osób, które dopiero rozpoczynają pracę zawodową, wzmacnia się ich bodźce do podejmowania pracy w sektorach pozarolniczych, które cechują się przeciętnie wyższą  produktywnością od tej, jaką można osiągnąć w kilkunastohektarowych gospodarstwach rolnych. Całkowita likwidacja niewydolnego ekonomicznie rolniczego systemu ubezpieczeń społecznych jest warunkiem koniecznym dla głębokich zmian w strukturze zatrudnienia na polskiej wsi. Bez tak określonej reformy KRUS wszelkie dodatkowe wydatki kierowane na wieś będą bardzo mało efektywne lub wręcz całkowicie nieefektywne. Jakich efektów można się bowiem spodziewać np. ze zwiększonych nakładów na edukację na wsi, które mają pomóc w znalezieniu pracy w usługach, jeżeli rolnicy będą woleli pozostać w KRUS-ie? Nawet gdyby wszyscy rolnicy mieli doktoraty, to produktywność rolnictwa w Polsce nie wzrosłaby na tyle, aby materialny standard życia na wsi przewyższył ten, jaki obserwujemy w miastach.

Biorąc pod uwagę skalę różnic w poziomie składek emerytalnych pomiędzy KRUS a ZUS, warto zastanowić się nad tym, aby w przypadku osób ubezpieczonych w KRUS, które prowadzą niskowydajne gospodarstwa rolne (poniżej 10-15 ha) wprowadzić bonus motywacyjny. Mógłby być to specjalny dodatek do składek emerytalnych w ZUS finansowany przez państwo dla osób, które obligatoryjnie lub dobrowolnie decydują się na odejście z KRUS do systemu powszechnego. Taki instrument mógłby być kierowany w szczególności do osób młodych, aby skutecznie zachęcić je do podjęcia pracy poza rolnictwem. Koszty takiego bonusu byłyby mniejsze dla sektora finansów publicznych niż pozostawienie tych osób w KRUS nawet wtedy, gdyby wynosiłby on 100 lub 200 zł miesięcznie.

Całkowite zamknięcie dostępu do KRUS dla osób młodych i stopniowe przenoszenie starszych osób ubezpieczonych w systemie rolniczym do systemu powszechnego nie jest jednak wystarczającym warunkiem do osiągnięcia oczekiwanej skali migracji mieszkańców wsi z rolnictwa do zajęć pozarolniczych. Przedstawioną powyżej reformę ubezpieczeń rolniczych należałoby uzupełnić o dodatkowe działania.

Po pierwsze, trzeba sobie szczerze powiedzieć, że szanse rolników na podjęcie pracy poza rolnictwem maleją bardzo szybko wraz z wiekiem. Z powodu nieodpowiednich kwalifikacji zawodowych nie ma co liczyć, aby rolnik w wieku powyżej 40 lat łatwo znalazł pracę np. w usługach. Tymczasem praca poza rolnictwem stanowi jedyny efektywny sposób na trwałe podwyższenie jakości życia osób mieszkających na wsi. Niska przeciętna wydajność pracy w rolnictwie powoduje, że w 2008 roku przeciętny dochód na osobę w gospodarstwach rolniczych wynosił 887 zł i był o ponad 15 proc. niższy niż w gospodarstwach pracowników najemnych i aż o 33 proc. niższy niż w gospodarstwach osób pracujących na własny rachunek. Wysiłek aktywizacyjny należy więc koncentrować na mieszkańcach wsi przed 40. rokiem życia.

Po drugie, należy ułatwić młodzieży z rodzin rolniczych dostęp do dobrej jakości edukacji. Dzisiaj, z powodu niskiej jakości szkół średnich, młodzież wiejska ma mniejsze szanse na dostanie się na bezpłatne studia na uczelniach publicznych niż młodzież z rodzin mieszkających w miastach. Młodzież wiejska, realizując swoje słuszne ambicje edukacyjne, trafia najczęściej do płatnych szkół wyższych, które oprócz niskiej jakości oferują  także dyplom. Obecny system finansowania szkół wyższych, uniemożliwiający konkurencję na rynku usług edukacyjnych , dyskryminuje w szczególności młodzież pochodzącą ze wsi.

Po trzecie, polska wieś, ale także mniejsze miejscowości potrzebują dobrej infrastruktury transportowej. Dzisiaj często jedynym środkiem regularnego transportu zbiorowego na wsi jest autobus szkolny. Dla osób bez samochodu oznacza to brak możliwości podjęcia pracy poza miejscem zamieszkania. Tymczasem w okresie ostatniego szczytu koniunktury wiele osób mieszkających na wsi i w małych miejscowościach podejmowało prace tymczasowe w dużych ośrodkach miejskich. To stanowiło dla nich dużą szansę na trwałe wyrwanie się z pracy w rolnictwie.  Co ważne, skutki ostatniego spowolnienia gospodarczego dla rynku pracy są w Polsce silniej widoczne w powiatach otaczających duże aglomeracje niż w samych miastach. Wynika to z tego, że ostatnie redukcje zatrudnienia dotknęły w pierwszej kolejności pracowników tymczasowych, którzy w dużej mierze pochodzą z pobliskich wsi lub małych miejscowości.

Podsumowując – ani zaniechanie reform emerytalnych w wielu krajach UE, ani niesprawiedliwy system emerytur mundurowych nie mogą tłumaczyć bierności w eliminowaniu patologii z polskiego systemu ubezpieczeń rolniczych. Im szybciej członkowie rodzin rolniczych będą przenoszeni z KRUS do ZUS, tym wyższe oszczędności dla wszystkich podatników i większe szanse na skok cywilizacyjny na wsi.

Wiktor Wojciechowski, członek zarządu fundacji FOR, dyrektor Działu Analitycznego. Doktor nauk ekonomicznych. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2004-2008 pracownik Narodowego Banku Polskiego, w którym kierował Zespołem ds. Badań Rynku Pracy, były członek Rady Edukacji Ekonomicznej NBP. Autor licznych publikacji z zakresu ekonomii pracy.

4


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test