Wolnościowiec Balcerowicz

24.11.2012
Na obwolucie nowej książki profesora Balcerowicza znajdziemy rekomendację od Marcina Gortata. Fakt, klasyczne eseje na temat wolności, które Balcerowicz zebrał w „Odkrywając wolność” to lektura dla każdego, jednak dobrze by było, gdyby książkę przeczytali przede wszystkim politycy.

Leszek Balcerowicz, Odkrywając wolność. Przeciw zniewoleniu umysłów. Wydawnictwo Zysk


Co łączy Jeffreya SachsaLeszka Balcerowicza? Przed 20 laty odpowiedź na to pytanie byłaby oczywista. Sachs doradzał Polsce w przeprowadzaniu wolnorynkowych reform, a Balcerowicz był tym, który reformy realizował. Łączyło ich przekonanie, że kapitalizm jest lepszy niż socjalizm, że deregulacja i wolność jest lepsza niż biurokratyczne zakazy, bo rynek sam wypracowuje najlepsze rozwiązania.

W 2012 r. odpowiedź na to pytanie jest zupełnie inna. Światopoglądowa ewolucja Jeffrey’a Sachsa z pozycji wolnorynkowych poprowadziła go w kierunku socjaldemokracji. Częściej niż kiedyś skłonny jest poprzeć regulacje, czy państwowy interwencjonizm. Nie jest może twardogłowym lewakiem, ale z całą pewnością trudno mówić o nim obecnie jako o apostole kapitalizmu. Inaczej profesor Leszek Balcerowicz.

Zdaje się, że kiedyś jego wolnorynkowe przekonania wynikały raczej z założeń utylitarystycznych. Skoro tak jest, że kapitalizm jest efektywny, to należy go popierać, bo daje ludziom dobrobyt. Było to dość popularne i całkowicie aideologiczne podejście do wolnego rynku. Balcerowicz był po prostu technokrata.

Z czasem jednak swoje utylitarystyczne stanowisko Balcerowicz zaczął rozwijać. Zresztą im dalej było mu do aktywnej polityki, tym więcej miał czasu na aktywną pracę intelektualną. Mimo, że tak często zmuszająca do pragmatyzmu polityka mogła utwierdzić go w jego technokratycznym podejściu do zagadnień gospodarczych, tak się nie stało. Balcerowicz stał się za to bardziej bezkompromisowy.

W rezultacie tego wszystko teraz jest już klasycznym liberałem. Osobą, która uznaje kapitalizm nie tylko ze względu na jego wydajność, ale także, a może nawet przede wszystkim, dlatego, że jest to system oparty na wolności. Innymi słowy: jest to system moralny.

O światopoglądowej ewolucji Leszka Balcerowicza w stronę klasycznego liberalizmu, a nawet być może w stronę libertarianizmu, świadczy jego najnowsza książka pt.: „Odkrywając wolność. Przeciw zniewoleniu umysłów”, w której profesor Balcerowicz dokonał wyboru najważniejszych jego zdaniem esejów, których tematyka krąży wokół pojęcia wolności.

Jak ma się wolność do instytucji państwa? Do własności? Jak ma się wolność do społeczeństwa? Czy da się ją pogodzić z istnieniem państwa socjalnego? I przede wszystkim: jak ją – tę wolność, która służyła już przecież za usprawiedliwienie wielu okrucieństw – rozumieć? Może nie znajdziemy w książce jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi na te pytania – bo Balcerowicz, co sygnalizuje „między wierszami” we wstępie książki, pozostaje jednak naukowcem, nie zamienia się w apodyktycznego ideologa, a więc prezentuje różne punkty widzenia – ale z całą pewnością pozwoli nam ona uporządkować myślenie o tych kwestiach.

„Musimy wiedzieć, w jakim znaczeniu jest ono [słowo: wolność] używane. (…) Pojęciowe zamieszanie przyczyniło się do tego, że wielu zachodnich intelektualistów uznawało stalinowski Związek Radziecki za oazę wolności.” , pisze Balcerowicz we wstępie.

Jakich autorów uznał prof. Balcerowicz za pomocnych w porządkowaniu pojęciowego mętliku na temat wolności? Przede wszystkim różnorodnych. Nie koncentrował się wyłącznie na klasykach, ani wyłącznie na myślicielach współczesnych. Wymieszał ich z sobą, ułatwiając przez to Czytelnikowi zrozumienie, jak uniwersalne problemy są w ich tekstach poruszane. Spójrzmy choćby na rozdział pierwszy. „Natura ludzka”. Z jednej strony opowiadają nam o niej XVIII-wieczni filozofowie szkockiego oświecenia, Adam Smith i David Hume. Z drugiej – współcześni naukowcy: psycholog Steven Pinker, czy ekonomista William A. Niskanen, jeden z doradców prezydenta Ronalda Reagana.

Rozdział drugi „Państwo, demokracja, wolność”. Znajdziemy w nim zarówno klasyczne eseje sprzed dwóch wieków – „O wolności” Johna Stuarta Milla”, czy „Wolność starożytnych porównana z wolnością nowoczesną” Benjamina Constanta, jak i traktujący o demokracji tekst współczesnego filozofa społeczeństwa i nauki Karla Poppera, a także laureata Nagrody Nobla z ekonomii Friedricha Augusta von Hayeka oraz – last but not least – Miltona Friedmana, do którego poglądów na sprawy rynku, zwłaszcza jeśli chodzi o politykę pieniężną, Balcerowiczowi było przez wiele lat najbliżej.

W kolejnych rozdziałach pojawia się z kolei młoda urodzona we Włoszech gwiazda amerykańskiej ekonomii, Luigi Zingales. Ekonomista ów zasłynął analizą zjawiska kapitalizmu kolesiów, który uważa za największe zagrożenie dla gospodarki współczesnego świata. Jego esej, który wybrał Balcerowicz, jest szczególnie ciekawy nie tylko ze względu na niezwykle aktualną tematykę, którą lapidarnie ujmuje tytuł: „Rynki finansowe a wolność gospodarcza.”, lecz także ze względu na głęboką społeczną wrażliwość, która cechuje przemyślenia Zingalesa.

Gdy przewrócimy kilkadziesiąt stron znajdziemy zaś tekst napisany przez kogoś z jakby zupełnie innego bieguna wrażliwości. Janusz Korwin-Mikke pisze tam o „sprawiedliwości społecznej”: albo jest tym samym, co sprawiedliwość – wtedy nie ma sensu używać tego wyrażenia, albo czym innym – wtedy to po prostu jest niesprawiedliwość. Logiczne. Ciekawe, że Korwin-Mikke, który często profesora Balcerowicza krytykował za sposób (za mało radykalny!) przeprowadzania reform w wolnej Polsce, znalazł się w tym zbiorze.

Świadczy to chyba nie tylko o wielkoduszności Profesora, lecz także o tym, że – przynajmniej częściowo – poglądy JKM na „sprawiedliwość społeczną” podziela. Obok Korwin-Mikkego jest jeszcze jeden autor, które obecność w zbiorze może zaskakiwać. Jest to pisarz Mario Vargas Llosa, znany najbardziej ze skandalizujących rozerotyzowanych powieści. Tyle, że Llosa to nie tylko popularny pisarz, lecz także zdeklarowany liberał – w znaczeniu zarówno obyczajowym, jak i gospodarczym. To o liberalizmie i stojącymi przed nim wyzwaniach pisze w swoim krótkim felietonie „Liberalizm w nowym tysiącleciu.”

Nie jest to być może felieton odkrywczy, ale zapewne znane w popkulturze nazwisko może przyciągnąć do publikacji Balcerowicza czytelnika na co dzień niezainteresowanego ekonomią. Koniec końców przecież jest ona wymierzona „przeciw zniewoleniu umysłów”. Zniewoleniu czym? Antywolnościową populistyczną propagandą, która pcha gospodarki świata w przepaść.

Być może jednak dlatego „Odkrywając wolność” to lektura, z którą w pierwszym rzędzie powinni zaznajomić się politycy. Zamiast brylować w mediach wypowiedziami o niczym, a także – zbyt często – zwykłą ignorancją, mogliby oni choćby częściowo wchłonąć zawarte w publikacji myśli, która powstrzymają narodziny w ich głowach nowych głupich i nieracjonalnych pomysłów. Być może dzięki temu gospodarczy populizm przestałby być groźny?

Niestety, polityków od lektury może odstraszyć objętość dzieła. 1027 stron to znacznie więcej niż grubość dowolnej gazety codziennej, a przecież – jak przekonują ekonomiści ze szkoły wyboru publicznego, których teksty także pojawiają się w „Odkrywając wolność” – horyzont polityka nie wybiega wiele dalej niż dzień jutrzejszy.

Prof. Leszek Balcerowicz będzie promował swoją książkę „Odkrywając wolność” 22 lutego o godz. 18.00 w warszawskim Empiku na ul. Marszałkowskiej 116/122. Po spotkaniu będzie można kupić książkę i zdobyć autograf autora.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły