• Łukasz Sarek

Wyboje na Jedwabnym Szlaku

27.01.2016
Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach uruchomiła dyskusję wokół konieczności zacieśnienia współpracy z Chinami i większego zaangażowania Polski w tworzenie Nowego Jedwabnego Szlaku. Licząc na korzyści z tego projektu nie wolno udawać, że nie ma w nim żadnego ryzyka.

Prezydent Andrzej Duda na otwarciu forum gospodarczego w Szanghaju w 2015 r. (Fot. PAP)


Celem projektu Jeden Pas Jedna Droga (Nowy Jedwabny Szlak) jest stworzenie sieci krajów powiązanych infrastrukturą transportową, preferencyjnymi stawkami celnymi oraz uproszczonymi regulacjami importowo-eksportowymi, które mają służyć wolnemu przepływowi towarów między Chinami, a ich partnerami handlowymi. Ułatwienia w przepływie towarów mają działać w dwie strony. Niosą jednak za sobą tak korzyści, jak i zagrożenia dla rynków Europy, w tym dla gospodarki Polski.

Chińska polityka zagraniczna jest w znacznym stopniu determinowana przez czynniki krajowe i kreowana na potrzeby wewnętrzne. Zwalniający wzrost gospodarczy, napędzany do tej pory inwestycjami, oparty był w znacznym stopniu na eksporcie. Ten model rozwoju doprowadził do nadprodukcji i kryzysu w wielu branżach. Chińskie władze próbują przekształcić obecny model na zorientowany na konsumpcję jako motor wzrostu, jednak ze względów politycznych i społecznych wciąż chronią i wspierają nierentowne przedsiębiorstwa poprzez dotacje, wsparcie w zdobywaniu nowych rynków zbytu i cały szereg innych legalnych i nielegalnych instrumentów.

Przekonanie państw członkowskich UE, w tym Polski, do zacieśnienia współpracy i aktywnego udziału w projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku ułatwiłoby eksport subsydiowanej chińskiej nadprodukcji do Europy. (>>więcej na ten temat: Prezydent Andrzej Duda w Chinach) Z bliższą współpracą z UE Chiny wiążą także nadzieję na to, że Bruksela chętniej uzna w imieniu krajów wspólnoty chińską gospodarkę za rynkową (market economy, ME).

Uzyskanie statusu ME jest dla chińskich władz niezwykle istotne. Jeśli Unia Europejska podejmie w tej sprawie negatywną decyzję – ma na to czas do grudnia –  zostanie to w Chinach źle odebrane i może mieć niekorzystne następstwa polityczne i gospodarcze. Z drugiej jednak strony uznanie chińskiej gospodarki za wolnorynkową obarczone jest poważnych ryzykiem dla krajów członkowskich UE – znacznie ułatwiony napływ tanich, bo często dotowanych chińskich produktów, to zagrożenie dla europejskich producentów; z chwilą uznania Chin za ME podstawą do nałożenia ceł antydumpingowych będzie odniesienie cen eksportowych do sztucznie zaniżonych dzięki dotacjom i subsydiom cen na wewnętrznym rynku chińskim.

W świetle badań europejskich think tanków, np. Think!Desk chińska gospodarka wciąż nie spełnia warunków gospodarki wolnorynkowej.

Na długiej liście powodów są m. in. szeroko stosowane państwowe programy dotowania poszczególnych przedsiębiorstw lub całych sektorów (szczególnie zdominowanych przez  przedsiębiorstwa państwowe), ulgi podatkowe, nisko oprocentowane pożyczki, nieodpłatne lub dokonywane po zaniżonej cenie przekazywanie prawa do użytkowania gruntów i szereg innych instrumentów. Programy te w połączeniu z regulowaniem przez państwo czynników produkcji, takich jak ceny ziemi, ceny energii i w mniejszym już nieco stopniu koszty pracy i kapitału, sprawiają, że ceny na rynku wewnętrznym nie są kształtowane przez mechanizmy rynkowe i w przypadku szerokiego wachlarza produktów są zaniżone. Traktowanie takich cen jako podstawy dla oceny konieczności zastosowania ceł antydumpingowych mija się z celem. Nadanie Chinom statusu ME bez realnie działających mechanizmów rynkowych znacząco osłabia możliwości walki krajów – importerów z nieuczciwymi praktykami.

Chiny są niekwestionowanym leaderem WTO pod względem liczby zarzutów o stosowanie cen dumpingowych i nielegalnych subsydiów. Franciso Urdinez i Gilmar Masiero z Uniwersytetu São Paulo wskazali zaś, że uznanie Chin za ME obniży liczbę rozpoczętych postępowań antydumpingowych przeciw Chinom o niemal 78 proc.

Jednym z najważniejszych dotąd sektorów, w których chiński import podlegał restrykcjom antydumpingowym jest przemysł stalowy. W 2014 r. nadwyżka w produkcji Chin wynosiła prawie 340 mln ton, w 2015 roku to około 300 mln ton. Do listopada 2015 r. Chiny wyeksportowały ponad 100 mln ton – wciąż za mało, by zrównoważyć spadek popytu wewnętrznego. Jedyną szansą na szybkie złagodzenie sytuacji jest zwiększenie eksportu, o czym wprost mówią przedstawiciele chińskich władz, związków branżowych i zarządów firm. Szacuje się, że w ciągu dwóch lat – mimo, że hamowany cłami – import chińskiej stali do UE wzrósł z 3,5 mln do 6,5 mln ton. Podobna sytuacja występuje w wielu innych branżach.

Economic Policy Institute (EPI) szacuje, że przyznanie Chinom statusu ME i ograniczenie procedur antydumpingowych w ciągu 3-5 lat będzie kosztować Unię Europejską 1,7-3,5 mln miejsc pracy w branżach bezpośrednio konkurujących z importem z Chin, m.in.: elektronicznej, odzieżowej, meblarskiej, elektrycznej, produkcji metali i wyrobów metalowych, tworzyw sztucznych, maszynowej. 2,7 mln osób może zostać zwolnionych w branżach wrażliwych na import, jak np. przemysł papierniczy, ceramiczny, stalowy, szklarski, motoryzacyjny. PKB może spaść o 1-2 proc. w porównaniu z 2011 r.

Te ryzyka dotyczą także Polski. W analizie EPI Polska plasuje się na piątym miejscu w rankingu ryzyka między Francja a Hiszpanią – grozi nam utrata od 145 tys. do 290 tys. miejsc pracy.

Po drugiej stronie równania są jednak potencjalne korzyści polskiego zaangażowania w chińskie inicjatywy gospodarcze. Lobbyści ścisłej współpracy z Chinami podkreślają, że bogacące się chińskie społeczeństwo będzie przecież wydawało coraz więcej, także na towary z zagranicy, a to otwiera szanse dla polskiego eksportu. Ostatnie analizy, choćby raport The Demand Institute wskazują że nie jest to rynek rosnący tak szybko, jak do tej pory przewidywano.

Ponadto chiński import słabnie – przy 0,5-proc. spadku dynamiki wzrostu PKB, przez kilka miesięcy ubiegłego roku import notował dużo większe spadki niż eksport, a różnicy nie da się wyjaśnić wyłącznie spadkiem cen surowców. Eksporterzy obecni od lat na chińskim rynku odczuli to boleśnie. Tajwan notował w ubiegłym roku kilkukrotnie dwucyfrowe spadki eksportu do Chin z rekordowymi listopadem o prawie 20 proc. i lutym ponad 16 proc. Niemiecki eksport w trzech pierwszych kwartałach 2015 r. spadł o 2,6 proc. rok do roku.

Od stosunku władz w Pekinie do przedsiębiorstw zagranicznych zależy czy udział dóbr importowanych w rynku będzie się zwiększał. Wspomniany raport Tink!Desk wskazuje na wiele dotychczas stosowanych przez chińskie władze mechanizmów ochrony własnego rynku przez zagraniczną konkurencją.

W ostatnich miesiącach 2015 roku rządowe media publikowały zaś deklaracje dygnitarzy partyjnych potwierdzające, że sektor produkcyjny jest i będzie podstawą chińskiej gospodarki, a reformy nie mają na celu zmniejszenia jego roli, a jedynie podniesienie konkurencyjności. Chiny mają się przekształcić z fabryki świata w światową potęgę przemysłową, czemu mają służyć specjalne programy ze sztandarowym „Made in China 2025”.

Polska produkcja przemysłowa jest obecnie w stosunku do chińskiej bardziej konkurencyjna niż komplementarna. W ciągu ostatnich pięciu lat 10 z 29 badanych przez Merrill Lynch gałęzi polskiego przemysłu zwiększyło swoją konkurencyjność kosztem Chin, co było najlepszym wynikiem w regionie. Polskie przedsiębiorstwa w przemyśle chemicznym, maszynowym, meblarskim, przetwórstwa drzewnego i innych coraz skuteczniej konkurują z chińskimi. Polska jest bardziej konkurencyjna jako miejsce lokowania produkcji w tych gałęziach – ze względu na koszty produkcji oraz bliskość rynków zbytu.

Ten trend ma szansę na kontynuację pod warunkiem, że polskie władze będą rzetelnie i z rozsądkiem realizowały obiecywaną reindustrializację, a Unia Europejska nie dopuści szerokiej fali dotowanych chińskich produktów. Biorąc pod uwagę dotychczasowe praktyki i deklaracje chińskich władz oraz listę branż zagrożonych chińskim importem przedstawioną przez EPI okno możliwości dla polskiego przemysłu w Chinach nie wydaje się być szeroko otwarte.

Szanse na sukces na chińskim rynku ma polska żywność, ale przed polskimi sadownikami, jeśli w tym roku uzyskają dostęp do chińskiego rynku, duże wyzwanie. Chiny są gigantem w produkcji jabłek, z których część eksportują w ilościach dających im miejsce w ścisłej światowej czołówce. Import, który dzięki wzrostowi cen na rynku krajowym rósł w latach poprzednich, spadł w 2015 r. i wciąż jest stosunkowo niewielki a konkurencja znacząca: Stany Zjednoczone ponownie podejmujące eksport do Chin, Chile – aktualny leader i dynamiczna Francja.

Chiny są także największym na świecie producentem wieprzowiny, o której sprzedaż w Chinach od lat zabiegają polskie władze. Chiński rząd ze względów strategicznych wspiera krajowych producentów i mimo deficytu wieprzowiny na rynku kontroluje poziom importu. Stosunek importu do rodzimej produkcji ilościowo jest niski i w latach 2011-2014 mieścił się w przedziale 1,2 proc. – 1,6 proc. W 2015 r. eksport wieprzowiny z wielu krajów do Chin wzrósł, ale głównie dzięki gwałtownemu spadkowi pogłowia w Chinach. Konkurencja ze strony USA, Danii, Hiszpanii jest bardzo silna, a trzeba mieć na uwadze, że polscy producenci nie są bardzo konkurencyjni cenowo nawet na naszym rodzimym rynku. W trzech pierwszych kwartałach 2015 r. import wieprzowiny do Polski wyniósł 619 tys. ton, a eksport jedynie 478 tys. ton. Dobrze radzą sobie eksporterzy drobiu, ale liczba zakładów, które uzyskały wymagane przez władze chińskie certyfikaty jest wciąż niewielka.

W chińskim rynku pokładają również nadzieje mleczarze. W czasie spotkań w Chinach umowę na dostawy mleka podpisała OSM Łowicz. Inne polskie marki mleczarskie spotyka się już w chińskich sklepach, np. Mlekpolu, Mlekowity, Łowicza, z Rotra i z Grajewa.

Chińskie przedsiębiorstwa zdają sobie jednak sprawę z potencjału rynku i żeby ograniczyć zakupy wyrobów coraz chętniej wykupują zagraniczne przetwórnie mleka, głównie w Australii i Nowej Zelandii.

Duży potencjał ma też branża alkoholowa i producenci słodyczy. Na szansę czekają polskie kosmetyki, ale zmieniające się w Chinach przepisy utrudniają dystrybucję.

Dla sukcesu polskich przedsiębiorstw w Chinach kluczowe znaczenie ma prawdziwe otwarcie się chińskiej gospodarki na zagraniczne firmy i produkty, ograniczenie roli państwa w sterowaniu rynkiem i wpływaniem na niego metodami administracyjnymi oraz nielegalnego wspierania rodzimych przedsiębiorstw, tak w eksporcie jak i na rynku krajowym. Dwustronne stosunki polsko – chińskie są i będą asymetryczne. Partnerem równorzędnym dla Chin jest cała Unia i polscy politycy powinni aktywnie uczestniczyć w pracach unijnych organów oraz poprzez kontakty z Berlinem, Paryżem i innymi członkami UE wpływać na korzystny dla Polski kierunek unijnej polityki wobec Chin.

Uznanie Chin za ME miałoby znaczący negatywny wpływ na kondycję wielu polskich przedsiębiorstw. Zacieśnianie współpracy z Chinami w ramach tworzenia Nowego Jedwabnego Szlaku (projekt Jeden Pas Jedna Droga) i innych inicjatyw oraz działania na rzecz otwarcia się chińskiego rynku na polskie produkty nie powinny przesłaniać ryzyka.

>>Druga strona medalu: Chiny włączają się w realizację Planu Junckera

Autor jest analitykiem rynku chińskiego. Studiował prawo i sinologię na Uniwersytecie Warszawskim oraz język i kulturę Chin na Zhejiang University i Nanjing Normal University. Przez wiele lat mieszkał i pracował w Chinach.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test