Wymiana handlowa między Polską a Niemcami na rekordowym poziomie

07.02.2017
W tle politycznych rozmów Angeli Merkel w Warszawie stoją wielkie polsko-niemieckie interesy gospodarcze. W 2016 r. wartość polsko-niemieckiej wymiany gospodarczej prawdopodobnie po raz pierwszy w historii przekroczyła 100 mld euro. Także z tego powodu Warszawa i Berlin będą blisko ze sobą współpracować.

Kanclerz Angela Merkel na spotkaniu z premier Beatą Szydło. (fot. PAP)


– Dla polskiej gospodarki bardzo ważne jest, że angażują się na naszym rynku niemieckie firmy. Mam nadzieję, że klimat, jaki wprowadza polski rząd dla przedsiębiorczości w ramach Planu na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju pozwoli na to, by kolejne firmy z Niemiec znajdowały u nas możliwość rozwoju. Zapraszamy niemieckie firmy do Polski – mówiła premier Beata Szydło na konferencji po spotkaniu z niemiecką kanclerz.

Zaraz potem Angela Merkel zapewniła, że polskie firmy są mile widziane w Niemczech. Obu rządom zależy na dalszym rozwoju relacji gospodarczych. Już dziś są one doskonałe i dawno stały się jednym z filarów dobrego polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Poza aktualnymi kwestiami bezpieczeństwa i wyzwaniami stojącymi przed UE to gospodarka jest dziedziną, która wymusza na rządzących w Warszawie i Berlinie działania zgodne z logiką Realpolitik.

„To będzie okazja, by pokazać siłę polskiej gospodarki oraz jeszcze wzmocnić stosunki gospodarcze pomiędzy Polską a Niemcami” – mówił Jochen Köckler, szef Targów w Hanowerze, jesienią ubiegłego roku, gdy ogłaszał, że Polska będzie krajem partnerskim Hannover Messe 2017.

Dzięki temu w kwietniu tego roku Polska i polskie firmy uzyskają dodatkową promocję na tej jednej z najważniejszych imprez targowych na świecie. Pozytywny marketing jest nam potrzebny. W zeszłorocznych badaniach atrakcyjności inwestycyjnej, jakie Polsko-Niemiecka Izba Handlowa przeprowadziła wśród niemieckich firm aktywnych w Europie Środkowej i Wschodniej, po trzech latach przewodzenia rankingowi Polska spadła na drugie miejsce, za Czechami. Głównie dlatego, że część przedsiębiorców obawiała się, że napięcia polityczne mogą mieć wpływ na ich biznes.

95 proc. firm z zagranicy ponownie zainwestowałoby w Polsce

Drugie miejsce to nadal dobre miejsce, niemieccy partnerzy nie odwrócili się od naszego rynku. Koncern Daimler zainwestował na Dolnym Śląsku w fabrykę 500 mln euro, a wymiana handlowa między Polską a Niemcami osiągnęła rekordowy poziom. Jest już prawie dwukrotnie wyższa niż handel między Niemcami a Rosją. Polska stała się siódmym pod względem znaczenia partnerem handlowym RFN.

– Wizyta Angeli Merkel nie będzie przełomem w relacjach polsko-niemieckich, lecz będzie ważnym krokiem w konsultowaniu stanowisk dotyczących kształtu Europy przed Brexitem. Jest też dowodem, że kanclerz poważnie podchodzi do współpracy polsko-niemieckiej – uważa dr Agnieszka Łada, ekspertka Instytutu Spraw Publicznych.

Kwestia warunków opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, w tym być może również wspólnego rynku, jest jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed niemiecką polityką. W 2015 r. niemiecka nadwyżka w handlu z Brytyjczykami wynosiła ponad 50 mld euro i była tylko nieznacznie niższa od ich bilansu z Amerykanami. Brexit w żadnym razie nie jest jednak tylko niemiecko-brytyjskim zmartwieniem. Wielka Brytania to przecież drugi pod względem obrotów partner handlowy Polski i także z tego powodu Warszawa i Berlin muszą szukać punktów stycznych w polityce wobec Londynu.

– Wspólnych polsko-niemieckich interesów gospodarczych jest nadal wiele. Frankfurt i Warszawa chcą stać się nowymi ośrodkami dla branży finansowej po Brexicie. Ponieważ polski przemysł jest ściśle związany z niemieckim, również w Polsce nie ma nikogo, kto byłby zainteresowany rosnącym protekcjonizmem i nowymi barierami dla światowego handlu – pisał Sven Astheimer, komentator konserwatywnego dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung, przed wizytą niemieckiej kanclerz w Polsce.

Niemieckie firmy obawiają się przyszłości

Pragmatyzm potrzebny będzie również przy kształtowaniu nowych stosunków na linii UE-USA. Wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa zapowiadają napięcia w sprawach handlowych, w tym być może podniesienie ceł na samochody importowane przez USA. Dotknie to przede wszystkim Niemców, którzy sprzedają za granicę 4,5 mln aut i dla których Stany Zjednoczone są najważniejszym partnerem handlowym. W 2015 r. wolumen ich wymiany handlowej wyniósł 174 mld, w tym sama wartość wyeksportowanych niemieckich samochodów osiągnęła poziom 34 mld euro.

Kłopoty Niemców w relacjach z Amerykanami nie będą obojętne dla innych krajów UE, w tym Polski. Związane to jest m.in. także z niemieckimi inwestycjami motoryzacyjnymi w naszym kraju.

– Scenariusz wojny handlowej z USA jest mało prawdopodobny, ale pytanie o to, czy w gronie 27 państw uda się znaleźć konsensus, gdyby część krajów chciała ostrzej niż inne zareagować na posunięcia Waszyngtonu, wydaje się uzasadnione – ocenia Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura think tanku European Council on Foreign Relations.

Jego zdaniem należy odrzucić pokusy bilateralnego lub regionalnego układania się z USA, ponieważ Sojusz Atlantycki oraz „realny i wymierny charakter powiązań Polski w Europie, zwłaszcza z Niemcami, przesądzają o ich priorytetowej wadze”.

Relacje polsko-niemieckie są ważne również dla przyszłości całej UE. Po opuszczeniu jej przez Wielką Brytanie znacznie spadnie rola państw nienależących do strefy euro. Będzie ich tylko 8 (i to słabszych gospodarczo) wobec 19 posiadających wspólną walutę. Już teraz w wielu europejskich stolicach (m.in. w Rzymie i Paryżu) słychać opinie, że będzie to dobra okazja na stworzenie „Unii różnych prędkości”, względnie „elastycznej Europy”. W przypadku krajów ze strefy euro może to oznaczać dalszą harmonizację rynków pracy i polityk społecznych, wspólny budżet i być może nawet euroobligacje. W ocenie Piotra Burasa oznacza to nieuchronne negatywne skutki dla reszty państw UE.

„Są to m.in. zmniejszenie solidarności finansowej z krajami nieużywającymi euro, względnie obniżenie ich wiarygodności na rynkach finansowych, pogorszenie pozycji ich systemów bankowych w stosunku do strefy euro czy zwiększenie ich kosztów zadłużania się na rynkach finansowych” – pisze Buras.

Wiele jednak wskazuje na to, że obecnej ekipie rządzącej w Niemczech nie zależy na pozostawieniu Polski na marginesie Unii. Kanclerz zapewniała w Warszawie, że ewentualna ściślejsza współpraca części państw w niektórych dziedzinach nie będzie zamknięta na pozostałych członków UE.

– Oba kraje nie chcą podziałów w Europie, np. większego zamykania się strefy euro, co postulują politycy francuscy. Także mechanizmy gospodarcze w Polsce i Niemczech oceniane są od lat podobnie. Kanclerz jest też orędownikiem utrzymania sankcji przeciw Rosji. Niemieccy dyplomaci, politycy czy eksperci mówią wprost – liczymy na Polskę i chcemy z wami współpracować – ocenia Agnieszka Łada.

Sprawdzianem dla polsko-niemieckiego pragmatyzmu w dziedzinie polityki gospodarczej będą kwestie energetyczne. Rząd kolacji CDU/CSU-SPD raczej przychylnie traktuje projekt budowy drugiej nitki gazociągu Nord Stream. Mimo że krytykuje go część polityków CDU, w tym najbliżsi współpracownicy kanclerz Merkel, to wspierają go socjaldemokraci, którzy są odpowiedzialni za resorty gospodarki i spraw zagranicznych. W tej sprawie bardzo chwiejne stanowisko zajmuje Komisja Europejska, chociaż ekspansja Gazpromu oznaczać będzie coraz większą dominację tego koncernu na europejskim rynku. Jak dotąd niemieckich władz nie przekonują ostrzeżenia z Polski i innych krajów przed uzależnianiem się od Rosji.

Wyścig z Nord Stream 2

„Gdy powstanie Nord Stream 2 i obumrze tranzyt gazu przez Ukrainę, Niemcy staną się dla rosyjskiego gazu praktycznie jedynym wejściem do UE. Wówczas Niemcy znajdą się w tej samej sytuacji, co Ukraina w 2009 r., kiedy podczas sporów z Kijowem Moskwa po prostu zakręciła kurek z gazem” – ostrzegał niedawno Andrij Kobolew, szef ukraińskiego Naftohazu w wywiadzie z tygodnikiem Welt am Sonntag.

Z jednej strony interesy sąsiadów i państw partnerskich, z drugiej zaś interesy niemieckich koncernów energetycznych – które racje przeważą? W Warszawie Angela Merkel usłyszała od Beaty Szydło, że Nord Stream 2 jest dla Polski nie do zaakceptowania. Szefowa niemieckiego rządu nie odniosła się bezpośrednio do tego podczas konferencji prasowej, ale powiedziała, że „mamy po części wspólne spojrzenie na jednolity rynek i politykę energetyczną”. Trudno powiedzieć, jakie to może mieć znaczenie dla projektu forsowanego przez Gazprom. Bardzo możliwe, że przynajmniej do jesiennych wyborów do Bundestagu Angela Merkel nie będzie chciała lub mogła zająć jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.

Tuż przed wizytą Merkel w Warszawie w niemieckich mediach pojawiło się wiele publikacji krytykujących „przywiązanie Polaków do węgla” i alarmujących o „czarnej przyszłości Polski”, czyli problemach związanych z zanieczyszczeniem powietrza. W tej sprawie stanowiska Polski i Niemiec od dawna są rozbieżne. Wygląda jednak na to, że międzyrządowe rozmowy przebiegały w rzeczowej atmosferze, bo ich wynikiem będzie powołanie wspólnej komisji, która ma się zająć tzw. pakietem zimowym. Chodzi tu o polsko-niemiecką dyskusję z udziałem ekspertów nad propozycjami Komisji Europejskiej, które jako pakiet na rzecz czystej energii dla wszystkich Europejczyków (Clean Energy for All Europeans legislative proposals) zostały opublikowane jesienią 2016 r.

Według przedstawicieli polskiej branży energetycznej propozycje Brukseli mogą znacznie utrudnić działalność elektrowni węglowych. Przy udziale i ewentualnym wsparciu Berlina będzie z pewnością łatwiej znaleźć rozwiązania satysfakcjonujące sektor energetyczny w Polsce.

Kolejny raz szefowe rządów Polski i Niemiec spotkają się zapewne w kwietniu podczas targów w Hanowerze. Będzie to okazja, by rozwinąć gospodarcze wątki podjęte w Warszawie. Zdaniem wielu niemieckich komentatorów obydwie strony potrzebują siebie bardziej niż kiedykolwiek. Są skazane na współpracę.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test