Wyprzedziliśmy skutki kryzysu działając, nim dał o sobie znać

30.10.2012
Połączenie dwóch czynników - dobrego przygotowania do kryzysu i aktywnej polityki monetarnej po jego wybuchu – pozwoliło zminimalizować szkody w gospodarce. Jeśli czeka się długo, żeby mieć absolutną pewność, w którą stronę idzie gospodarka, decyzje podejmowane są za późno – mówi Karnit Flug, wiceprezes Banku Izraela.

Karnit Flug, wiceprezes banku centralnego Izraela (Fot. NBP/OF)


Obserwator Finansowy: Gospodarka Izraela łagodnie przeszła przez kryzys i dziś notuje solidny wzrost. Jak udało się to osiągnąć?

Karnit Flug: Myślę, że jedną z głównych przyczyn było to, że kryzys nadszedł po kilku latach bardzo szybkiego, przekraczającego 5 proc., wzrostu PKB. Gdy uderzył kryzys firmy w naszym kraju były w dobrej kondycji i dysponowały sporymi rezerwami. W czasie szybkiego wzrostu rząd prowadził całkiem zdyscyplinowaną politykę fiskalną. Na skutek tych działań dług publiczny spadł z około 100 proc. do 77 proc. PKB w przededniu kryzysu. Panowało powszechne odczucie, że w finansach państwa panuje porządek.

Jak zareagował bank centralny?

W czasie kryzysu Bank Izraela prowadził bardzo aktywną politykę, co, jak sądzę, pomogło złagodzić skutki kryzysu. Mieliśmy przestrzeń do obniżek stóp procentowych i dokonaliśmy ich w bardzo szybkim tempie – z 4,25 proc. we wrześniu 2008 roku zeszliśmy do 0,5 proc w kwietniu 2009 r. Byliśmy także bardzo aktywni, jeśli chodzi o politykę kursową. Jeszcze zanim kryzys w pełni się rozwinął, obawialiśmy się skutków aprecjacji izraelskiej waluty. Byliśmy również zdania, że nasze rezerwy walutowe są zbyt małe. Dlatego jeszcze w marcu 2008 roku zdecydowaliśmy się na skup walut obcych. Ten ruch pozwolił złagodzić skutki aprecjacji szekla i pomógł eksporterom utrzymać się na zagranicznych rynkach, gdy na skutek kryzysu załamała się międzynarodowa wymiana handlowa.

„Nie widzę lepszego modelu do naśladowania dla mojego kraju niż Izrael. Moim zdaniem, Izrael stanowi znacznie lepszy wzór niż Stany Zjednoczone czy Europa.” Powiedział to podczas wizyty w Izraelu parę miesięcy temu, prezes banku centralnego Ugandy. Dlaczego to wasze doświadczenia mogą być przydatne innym małym krajom?

Izrael jest małą, ale otwartą gospodarką. Myślę, że można wskazać na pewne charakterystyczne cechy naszej polityki gospodarczej, które warte są naśladowania. Byliśmy bardzo aktywni i zdeterminowani, aby nie dać się wyprzedzić wydarzeniom. Zareagowaliśmy szybko. Było to widać przy okazji kryzysu – patrzyliśmy naprzód na potencjalne skutki aprecjacji szekla i zaczęliśmy im przeciwdziałać zanim się pojawiły. Jeśli czeka się długo, żeby mieć absolutną pewność, w którą stronę idzie gospodarka, decyzje podejmowane są za późno.

Stąd też wczesna decyzja o podniesieniu stóp procentowych?

Tak, Bank Izraela podniósł stopy po kryzysie jako jeden z pierwszych na świecie – już we wrześniu 2009 r. Próbowaliśmy wycisnąć jak najwięcej informacji ze wskaźników wyprzedzających i reagowaliśmy. Nie czekaliśmy na ostateczne dane, które jak wiadomo, są gotowe dopiero po pewnym czasie.

Jak stałe zagrożenie militarne wpływa na gospodarkę Izraela?

Izrael jest położony w regionie, gdzie jest duże ryzyko wystąpienia szoków – zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Myślę, że przez to, że tego lub innego rodzaju kryzysy powtarzają się dosyć często, gospodarka stała się bardziej odporna na wstrząsy. Przedsiębiorstwa mają świadomość, że muszą przezwyciężać trudności. Na przykład w 2006 roku była wojna z Libanem, na skutek której północna cześć kraju była sparaliżowana przez około miesiąc. Rzeczywiście dało się zauważyć negatywny wpływ tego wydarzenia, ale trwał on tylko kwartał. W kolejnym kwartale gospodarka nie tylko w pełni odrobiła straty, ale rozwijała się jeszcze szybciej. Jeśli chodzi o sam Bank Izraela, to mamy relatywnie wysokie rezerwy walutowe, jako poduszkę bezpieczeństwa na wypadek, gdyby zdarzyło się coś groźnego.

Rozmawiał Krzysztof Nędzyński

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test