Wyzwania przed Fed i Janet Yellen

12.10.2013
Swoją decyzją z 18 września o „nieprzykręcaniu” miesięcznych zakupów długoterminowych papierów wartościowych amerykańska Rezerwa Federalna uruchomiła trwającą już prawie miesiąc globalną zgadywankę.

Janet Yellen (CC By NC ND International Monetary Fund)


Fed nie zaskakuje rynków często. Tak było zwłaszcza w przypadku Fed kierowanego przez Bena Bernanke, który poświęcał ogromnie dużo czasu i wysiłku w celu lepszej komunikacji z rynkami, większej przejrzystości działań oraz terminowego zarządzania oczekiwaniami. A obecnie, gdy na następcę Bernanke prezydent Barack Obama mianował wiceprzewodniczącą Janet Yellen (zmiana nastąpi w styczniu), sprawą nawet jeszcze bardziej interesującą staje się to, co czeka ten najważniejszy bank centralny świata.

Uczciwie mówiąc, przed wrześniowym posiedzeniem Fed jego funkcjonariusze nie przyłożyli się specjalnie do zarządzania oczekiwaniami. A że potem tak bardzo się starali o ponowne nadanie odpowiedniego tonu komentarzom, wzbudziło to ogromne zainteresowanie przyczynami, jakie skłoniły Fed do działania w tak nietypowy dla niego sposób. Prawdziwy problem stanowi to, że ta dokonana w ostatniej chwili zmiana podejścia Fed nie wpływa znacząco na zasadniczy problem, przed którym stanie dysponująca wysokimi kwalifikacjami Janet Yellen. Chodzi o uporczywie słabe podstawy gospodarki oraz o wątpliwości co do trwałej skuteczności narzędzi polityki pieniężnej, jakimi posługuje się Fed.

Często się wymienia pięć głównych argumentów za decyzją Fed o przesunięciu terminu „przykręcania”. Według jednego z poglądów Fed potwierdził, że stosowany przezeń wykaz „progów” w polityce pieniężnej (opartych na stopie bezrobocia) odzwierciedla słabość rynku pracy w USA. Według innego poglądu, po tym, jak Bernanke wspomniał w maju o możliwości „przykręcenia” zakupów przez Fed, czynniki oficjalne zaniepokoiło, że doprowadzi to do nadmiernych ograniczeń finansowych, zagrażając tym samym stopniowemu odżywaniu gospodarki.

Ponadto niektórzy wierzą, że Fed rozważał możliwość odwróconej pętli przyczynowo-skutkowej, związanej z przesunięciami finansowymi w gospodarkach wschodzących. Inni w decyzji o przesunięciu terminu „przykręcania” dopatrują się starań o uprzedzenie negatywnego wpływu, jaki na gospodarkę może mieć możliwe fiasko negocjacji w Kongresie w sprawie finansowania rządu i limitu zadłużenia. A ostatni argument – w pewnym sensie spinający wcześniejsze – jest taki, że Fed zaczął się mniej niepokoić potencjalnymi ubocznymi szkodami, jakie mogą wystąpić w gospodarce wskutek zbyt długiego stosowania niekonwencjonalnej polityki pieniężnej.

Trzy pierwsze argumenty odwołują się do wzmożonych obaw Fed o ogólny stan gospodarki, a szczególnie o stan rynku pracy i rynku mieszkaniowego. Czwarty odzwierciedla pragnienie zabezpieczenia gospodarki przed skutkami pata w Kongresie. A jeśli Fed ma poczucie, że koszty i zagrożenia wynikające z jego super-aktywności rzeczywiście zmalały (piąty argument), to wygodniej mu utrzymywać liczne eksperymenty w polityce pieniężnej.

Większość z tych argumentów – choć nie wszystkie – ma uzasadnienie merytoryczne; i jest to dobra wiadomość. Zła wiadomość jest natomiast taka, że jest nieprawdopodobne, by decyzja o „nieprzykręcaniu kurka” poprawiła sytuację zarówno Fed, jak i gospodarki. Oznacza to, że rozpoczynająca swą historyczną kadencję Janett Yellen stanie przed trudnym zadaniem.

Prawdą jest, że posługiwanie się przez Fed klasycznym pomiarem stopy bezrobocia jako kluczowym „progiem” w polityce pieniężnej powoduje niedocenianie słabości gospodarki USA. Choć bowiem ostatnio stopa bezrobocia obniżyła się, to ten spadek w większości wynika nie z obfitego powstawania nowych miejsc pracy, lecz raczej ze zmniejszenia się aktywności zawodowej, która zmalała do poziomu sprzed 35 lat. Nadal utrzymuje się o wiele za wysokie bezrobocie długoterminowe i bezrobocie wśród młodzieży, co powoduje utratę kwalifikacji, zmniejszenie mobilności oraz powiększanie „luki szans” w stosunku do osiągniętego formalnie poziomu wykształcenia, to zaś grozi wystąpieniem trwałych szkód w następstwie obecnej wielkiej recesji.

Debata o sytuacji finansowej jest i bardziej gorąca, i bardziej zniuansowana. Choć rynki akcji i kredytu odbiły się od poziomu majowo-czerwcowego przesunięcia, wyższe stopy procentowe mocno uderzyły w rynek mieszkaniowy, co znalazło odbicie w ostrym spadku wskaźnika refinansowania kredytów mieszkaniowych, w mniejszej dostępności mieszkań oraz malejących ich zakupach.

Świadczy to o tym, że choć małym i średnim firmom wciąż trudno uzyskać rozsądnie oprocentowany kredyt, to niektóre części sektora pośrednictwa finansowego nadal w zbytnim stopniu polegają na eksperymentach Fed. A im mniej pewny jest Fed siły ożywienia krajowej gospodarki, tym bardziej jest zainteresowany osłabieniem uderzeń czołowych wiatrów zewnętrznych.

Z tego względu byłoby naturalne, że Fed niepokoi możliwość spowolnienia wzrostu gospodarczego w krajach wschodzących (co w państwach takich jak Brazylia i Indie zaznaczyło się niestabilnością finansową, jaka wystąpiła po majowej wypowiedzi Fed o „przykręcaniu kurka”). Co więcej, przy skrajnym partyjniactwie politycznym, powodującym wstrzymanie prac rządu, a w odniesieniu do limitu długu zagrażającym wręcz klęską, byłoby zrozumiałe, że Fed próbuje ograniczyć wpływ źle funkcjonującego Kongresu na popyt konsumpcyjny i na zaufanie w biznesie.

Co to wszystko mówi o przyszłości, w tym także o kluczowych wyzwaniach, czekających Janet Yellen?

Do oceny, czy Fed wypełnia powierzony mu mandat, lepsze byłoby stosowanie jako „progu” zatrudnienia zamiast bezrobocia (na przykład wskaźnika: zatrudnienie do liczby ludności). Mogłoby to nawet zapoczątkować przesuwanie się ku bardziej holistycznym miernikom operacyjnym (powiedzmy – nominalnemu PKB), rozpatrywanym łącznie z wyznacznikami strukturalnej słabości gospodarki.

Fed miałby szansę omówienia tego na zbliżających się posiedzeniach w kontekście ewolucyjnych posunięć, umacniających znaczenie wskazówek co do przyszłej polityki pieniężnej (ang. forward policy guidance), czyli inicjatywy, której przewodziła Yellen. Może należałoby, żeby Fed zwrócił uwagę na potrzebę wsparcia małych i średnich firm, które nadal odczuwają strukturalną niedrożność kanałów kredytowych.

Niestety, przy tym, co dzieje się w Waszyngtonie, żadne z tych posunięć nie wzmocniłoby trwałego wpływu polityki Fed na wzrost gospodarczy i zatrudnienie. Działania powinny podjąć także inne organy polityczne – zwłaszcza dysponujące narzędziami, potencjalnie bardziej skutecznymi jako wsparcie gospodarki przy osiąganiu tzw. prędkości ucieczki [z recesji – przy. tłum.] – ale impas legislacyjny im to uniemożliwia. A przecież ciągłe i przedłużające się poleganie na niekonwencjonalnej polityce pieniężnej naprawdę powoduje niezwykłą niepewność i wiąże się z potencjalnymi kosztami.

Po nominacji Yellen na następczynię Bernanke skończyła się jedna ze zgadywanek Fed. Ponieważ jednak utrzymują się spekulacje co do kierunku polityki pieniężnej – a przed kolejnymi posiedzeniami Fed nawet się one nasilają – nie powinniśmy odwracać oczu od niewygodnej prawdy: Niezależnie od tego, jak bardzo Fed się stara – a stara się naprawdę mocno – wciąż jest on skazany na stosowanie narzędzi, które są zbyt tępe – i działają w sposób zbyt pośredni – jak na zadania, które mają wykonać.

© Project Syndicate, 2013.

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test