IE: Wzrost gospodarczy będzie wolniejszy, ale nie mamy na to wpływu

09.11.2012
Gospodarstwa domowe nie będą w przyszłym roku dużo wydawać, a przedsiębiorstwa inwestować. Wkład zapasów do PKB także będzie ujemny. Głównie eksport sprawi, że nasz wzrost wyniesie 1,5 proc. Trochę lepiej będzie w 2014 roku kiedy wraz z poprawą sytuacji w strefie euro PKB wzrośnie do poziomu 2,3 proc. – wynika z listopadowej projekcji NBP.

Andrzej Sławiński, szef Instytutu Ekonomicznego (z lewej) na konferencji prezentującej raport o inflacji (fot. NBP)


Przygotowywany przez Instytut Ekonomiczny NBP trzy razy w roku „Raport o inflacji” to jeden z głównych dokumentów, który bierze pod uwagę Rada Polityki Pieniężnej ustalając stopy procentowe. 7 listopada Rada obniżyła stopy o 25 punktów bazowych. Można było więc oczekiwać, że ogłoszona dwa dni później projekcja listopadowa będzie bardziej pesymistyczna od lipcowej.

I faktycznie centralna ścieżka projekcji zakłada, że PKB Polski w 2013 roku wzrośnie tylko o 1,5 proc. r/r, a rok później o 2,3 proc. r/r. Pomiędzy listopadową a lipcową projekcją obniżono bowiem prognozy wzrostu gospodarczego za granicą, surowce rolne i ropa naftowa podrożały, a także nadeszły gorsze od oczekiwanych dane o rachunkach narodowych za II kwartał 2012 roku i gorsze dane z rynku pracy.

– Spowolnienie jest już w Polsce. Skala obniżenia dynamiki wzrostu jest duża, apogeum tego spowolnienia będzie miało miejsce w pierwszej połowie przyszłego roku, potem gospodarka będzie stopniowo odżywała, ale skala tego ożywienia będzie niewielka – mówi Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora Instytutu Ekonomicznego NBP podczas prezentacji projekcji. – Dobra wiadomość jest tylko taka, że kolejna projekcja będzie obejmować już 2015 rok – żartował.

Przyczyny mało imponującego wzrostu gospodarczego zostały tak wyjaśnione w „Raporcie o inflacji, Listopad 2012”: W krótkim i średnim horyzoncie projekcji oczekiwany jest negatywny wpływ zacieśnienia polityki fiskalnej na dynamikę wzrostu gospodarczego. W 2013 r. tempo wzrostu wydatków finansowanych ze wzrostu absorpcji funduszy unijnych oraz ze środków publicznych przeznaczonych na ich współfinansowanie ulega wyhamowaniu, a w 2014 r. oczekiwany jest ich spadek”.

(Opr. DG)

Projekcja dalej głosi, że: Wraz z pogorszeniem sytuacji na rynku pracy, w horyzoncie projekcji można spodziewać się, że dalsze finansowanie konsumpcji kosztem spadku stopy oszczędności będzie ograniczone. (…) W efekcie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce ulegnie wyraźnemu obniżeniu (do 1,5 proc. w 2013 r.). W dłuższym horyzoncie projekcji, w ślad za poprawiającą się sytuacją za granicą oraz zmniejszeniem skali zacieśniania polityki fiskalnej, dynamika PKB przyspieszy, pozostając jednak poniżej potencjalnego tempa wzrostu.

W przyszłym roku przy malejącej dynamice spożycia gospodarstw domowych i inwestycji przedsiębiorstw oraz ujemnym wkładzie zapasów, czynnikiem łagodzącym skalę spadku dynamiki PKB będzie tylko utrzymujący się dodatni wkład eksportu netto i to nie dlatego, że eksport mocno wzrośnie, ale dlatego, że import wyraźnie spadnie.

Oczywiście i tu należałoby zastosować tryb warunkowy, bowiem eksport uzależniony jest także od kursu złotego. Czym złoty jest słabszy tym korzystniej można sprzedać polskie towary za granicą. Projekcja zakłada, że kurs naszej waluty nie będzie odbiegał od obecnego, gdyż: czynniki wzmacniające oraz osłabiające PLN w znacznym stopniu będą się równoważyć. Niemniej to właśnie kształtowanie się kursu złotego w powiązaniu z rozwojem sytuacji w strefie euro wskazano w projekcji jako główne źródło niepewności dla prognoz inflacji i PKB.

Inflacja w warunkach słabnącego wzrostu gospodarczego ma w końcu zacząć spadać. Centralna ścieżka projekcji zakłada inflację w 2012 na poziomie 3,8 proc., w 2013 r.  2,5 proc., a w 2014 r. – 1,5 proc. Inflacja będzie więc stopniowo się obniżać, powracając w okolicę celu inflacyjnego w drugim kwartale 2013 roku. Pod koniec horyzontu projekcji, w 2014 roku, możemy wręcz martwić się tym, że inflacja spadnie nie tylko poniżej celu, czyli 2,5 proc., a nawet poniżej 1,5 proc.

W projekcji założono, że przez najbliższe dwa lata stopa referencyjna nie zmieni się i będzie wynosić 4,75 proc. Rada już jednak obniżyła w środę stopę procentową o 0,25 pkt. proc. Czy RPP kontynuując obniżanie stóp procentowych może wpłynąć na poprawę tempa wzrostu gospodarczego już w przyszłym roku?

Pytani przez nas o to eksperci wątpią.

– Polityka monetarna poprzez stopy procentowe oddziałuje ze sporym przesunięciem czasowym, trwającym nawet 18 miesięcy. Dlatego nie spodziewam się, żeby nawet seria obniżek stóp polepszyła prognozowany w przyszłym roku na 1,5 proc. wzrost  – mówi prof. Stanisław Gomułka. – Trochę szybciej może za to działać na kurs walutowy. Jeżeli reakcją rynków na obniżanie stóp byłoby regularne osłabianie złotego, to wtedy oddziaływanie na gospodarkę mielibyśmy wcześniej. Podzielam jednak opinie autorów prognozy, że kurs walutowy w najbliższym czasie gwałtownie nie będzie się zmieniał – dodaje prof. Gomułka.

– Zbyt wysokie stopy procentowe na pewno szkodzą gospodarce, ale niskie niekoniecznie od razu jej pomagają – potwierdza Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. – Podkreśliłbym, że wiele w tej prognozie zależy od czynników zewnętrznych. Opiera się ona na założeniu, że Niemcy będą miały wzrost o 1 proc. rok do roku. Wystarczy, że wpadną w recesję i wtedy wszystkie te liczby są nieważne – mówi.

Rzeczywiście autorzy prognozy założyli, że surowce nie będą drożeć ze względu na spadek popytu na świecie, a problemy strefy euro, choć widoczne jeszcze w 2013 roku, w kolejnym roku znajdą się bliżej rozwiązania. Wzrost gospodarczy w całej strefie wyniesie wówczas 1 proc.

Obaj pytani przez nas eksperci zgadzają się, że eksport, który ma odpowiadać za zasadniczą część wzrostu polskiego PKB nie załamie się gwałtownie nawet w przypadku poważniejszych problemów w Europie, ani w przypadku silnego umocnienia kursu złotego.

– Poziom kursu ma niewielki wpływ na eksport. Największy ma to co się dzieje na rynku wewnętrznym, a tu mamy spadek popytu krajowego, więc zainteresowanie eksportem wzrośnie. Co więcej, nawet przy zerowym wzroście gospodarczym w strefie euro i biorąc pod uwagę nasz niewielki udziale w tamtych rynkach, eksport może się utrzymać na stałym poziomie – uważa prof. Stanisław Gomułka.

– Nie wiadomo jaka jest „granica bólu” eksporterów. W przeszłości nawet gdy euro było za 3,70 złotego eksport też się rozwijał. Na pewno jednak silny złoty mógłby mu zaszkodzić, tym bardziej, że gorsza byłaby wówczas sytuacja w strefie euro. A to główny kierunek sprzedaży naszych towarów. Nie zadbaliśmy o to żeby nasz  eksport zdywersyfikować także w kierunku wschodnim – podsumowuje Piotr Kuczyński.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test