Z Jobs Act Obamy zostało niewiele

23.06.2012
Amerykańscy komentatorzy wyczekują początku lipca, bo wówczas  amerykańskie Biuro Statystyki Pracy ogłosi kolejne dane dotyczące zatrudnienia. Odpowiedzą one być może na pytanie czy stan gospodarki USA faktycznie się poprawia. Wielu ekonomistów jest sceptycznych co do efektów polityki Baracka Obamy.

CC BY White House, Pete Souza


Według ostatniego komunikatu The Bureau of Labor Statistics (BLS) w maju w Stanach Zjednoczonych przybyło zaledwie 69 tysięcy miejsc pracy. Zmniejsza się więc dynamika kreowania miejsc pracy, a do tego rośnie bezrobocie trwałe (utrzymujące się ponad 27 tygodni). Ekonomiści z tzw. „szkoły chicagowskiej” uważają, że działania rządu nie przynoszą efektów. Jeszcze w pierwszym kwartale 2012 roku, według danych BLS, liczba miejsc pracy miesięcznie rosła średnio o 226 tysięcy. Co się stało, że dobry trend wyhamował? I gdzie podziały się efekty reform, o których 8 września 2011 przed przeszło 30-milionową widownią, mówił Barack Obama?

Najwięcej ciekawych uwag na ten temat na swoim wspólnym blogu wnoszą profesorowie Gary Becker i Richard Posner. Zasadniczo z ich tekstów wyłonić można kilka przyczyn sytuacji, w której powstawanie miejsc pracy wyhamowało już w 2012 roku:

po pierwsze: bo stan gospodarki jest dużo gorszy, niż wielu ludzi (w tym politycy) zdają sobie sprawę;

po drugie: bo w ostatnich latach mamy do czynienia z wyjątkowo wysokim poziomem niepewności co do polityki gospodarczej, co istotnie wpływa na zatrudnienie i inwestycje w amerykańskim przemyśle;

po trzecie: ponieważ amerykański biznes obserwuje niepokojące informacje płynące z Europy, Chin i Brazylii;

po czwarte: z powodu złej polityki rządu;

Warto przyjrzeć się tym argumentom.

Po pierwsze: bo mamy kryzys

Profesor Gary Becker, powołując się na książkę Carmen Reinhart i Kennetha Rogoffa pt. „This Time is Different: Eight Centuries of Financial Folly”, przekonuje, że uzdrawianie gospodarki po ciężkich kryzysach finansowych zawsze przebiega bardzo powoli. Dzieje się tak zwykle dlatego, iż politycy zbyt późno rozpoznają na czym polega problem i zbyt wolno wdrażają właściwą odpowiedź:

Recoveries are slow party because the dire nature of a financial situation is not recognized quickly, and policies that try to end a crisis are usually implemented slowly.

Posner mówi mocniej – to absurdalne, że bieżącą sytuację nazywamy „recesją”. Dla niego dzisiejszy stan gospodarki należy opisać słowem „kryzys”:

The current depression (calling it a mere „recession” that ended in June 2009 when GDP stopped falling strikes me as ridiculous) began four years ago. That employment has not recovered is not surprising. When financial crisis stuck in September 2008 the personal savings rate of Americans was only 1 percent, the reason being that the housing buble had inflated the apparent savings of homeowners by increasing their home equity relative to their debt. The rapid plunge in the market value of people’s personal savings caused them to reduce their consumption spending in an effort to rebuild their savings.

Zdaniem Posnera fakt, że kryzys finansowy objawił się w pełni tuż po tym jak pękła bańka nieruchomościowa sprawił, że Amerykanie stanęli wobec złych czasów niemal bez oszczędności (a w wielu przypadkach z długami). Nie było w związku z tym mowy o konsumpcji, a pieniądze, które zaczęły do Amerykanów płynąć w ramach różnych pakietów pomocowych, raczej były chowane, niż wydawane.

Tak właśnie stało się z dofinansowanymi przez państwo bankami – gromadziły pieniądze przyznane im w ramach „stimulusa”, zamiast finansować inwestycje i udzielać kredytów (banki natychmiast po 2008 roku zmieniły politykę kredytową). Kiedy zmniejszyła się dostępność kredytów, a przeciętny obywatel stał się bardziej oszczędny, przemysł zmniejszył produkcję i rozpoczęły się zwolnienia. Posner opisuje samonapędzającą się spiralę kryzysu.

Po drugie: z powodu pewnego indeksu

Profesor Becker przywołuje ciekawą pracę trzech naukowców Uniwersytetu Stanforda: Scotta Bakera, Nicholasa Blooma i Stevena Davisa. W publikacji „Measuring Economic Policy Uncertainty” (2011) opisują oni swoje badania nad poziomem niepewności co do polityki gospodarczej. To indeks, którego wzrosty w widoczny sposób wpływają na poziom zatrudnienia oraz inwestycji w amerykańskim biznesie. Becker opisuje go tak:

These shocks to the degree of uncertainty about the economy and economic policy significantly affected hiring and investments by American business. The authors estimate sizable negative effects on employment for up to two years after an increase in the degree of economic policy uncertainty equal to the actual change between 2006 and 2011. Greater uncertainty encourages firms to delay investments in business capital and in new hires. Households faced with a more uncertain economic environment postpone purchasing consumer durables, not only housing but also cars and appliances. (…) greater economic uncertainty raises the cost of capital.

Ekonomista Uniwersytetu Chicagowskiego przywołuje wydarzenia, które gwałtownie podnosiły w latach 1985-2011 poziom niepewności co do polityki gospodarczej. Były to między innymi: czarny piątek po spadkach giełdowych w 1987 roku, ataki z 11 września, czy początek drugiej Wojny w Zatoce Perskiej:

The index spikes sharply after major events, such as Black Monday’s stock market fall in 1987, the 9/11 attack, and the beginning of 2nd Gulf War.

W ostatnich latach indeks był wyjątkowo wysoki z uwagi na następujące po sobie wydarzenia, takie jak: upadek banku Lehman Brothers (2008 r.), debata nad pakietem stymulacyjnym (2009 r.), kryzys w strefie euro (2011 r.) czy kłótnie o dopuszczalny poziom długu publicznego w USA (2011 r.). Gary Becker twierdzi, że rząd mógł w tym czasie swoimi działaniami uspokajać nastroje. Niestety tak się nie stało.

Po trzecie: inne rynki

Na domiar złego, gdy w Stanach Zjednoczonych produkcja odbiła się od dna, a liczba miejsc pracy na jakiś czas zaczęła rosnąć, rozpoczął się kryzys długu w Europie, a z Chin i Brazylii zaczęły płynąć informacje o spowolnieniu gospodarczym. Zdaniem Richarda Posnera zahamowało to w pewnym stopniu proces uzdrawiania amerykańskiej gospodarki:

When the downward spiral stopped and consumer spending reviwed companies were reluctant to hire back the laid-off Wolkers because of continued uncertainty about economic conditions arising in part from the deepening economic crisis in Europe and slowing economic growth in countries like China, India and Brazil.

Po czwarte: błędy administracji

I do think the government could have broken the downward spiral earlier (Uważam, że rząd mógł przerwać spiralę kryzysu wcześniej) – pisze Posner. I jako pierwszy błąd amerykańskiej administracji w reakcji na kryzys 2008 roku przywołuje pakiet stymulacyjny. Według niego był on za mały (pierwszy pakiet był wart 800 mld dolarów) i za późno wprowadzony (w lutym 2009 roku):

The $800 billion stimulus (Keynesian deficit spending as a depression remedy) should have been larger, should have been introduced earlier (in the fall of 2008 rather than in February 2009), should have been designed differently, with a focus on financing projects requiring labor rather than on transfer peyments (since much of the transferred money could be expected to be saved rather than spent – and in a depression one wants spending not saving), and should have been executed with a greater.

Becker także zwraca uwagę na „nieefektywny pakiet stymulacyjny”:

Some of the uncertainty during this financial crisis was avoidable if Congress and the president had not passed an ineffective stimulus package over a divided Congress, if they had resolved the budget deficit and debt ceiling issues (especially by trying to get entitlements under control)…

Dodaje negatywny wpływ zbyt hojnej – jego zdaniem – polityki socjalnej (a konkretnie działania, które przeznaczone są do grup ludzi żyjących poniżej pewnego progu dochodowego, czyli tzw. means-tested policy). Za ekonomistą Caseyem Mulliganem z Uniwersytetu Chicagowskiego argumentuje, że odświeżony ustawą w 2008 roku program dożywiania (zmienił wówczas nazwę z historycznej Food Stamp Program na Supplemental Nutrition Assistance, SNAP) miał raczej wpływ na wzrost bezrobocia i redukcję liczby osób pracujących, ponieważ darmowe posiłki zniechęciły najmniej zarabiających do poszukiwania pracy:

They raised unemployment and reduced employment because they gave perversed incentives on the supply side of the labor market.

Faktem jest, że lekarstwo na recesję/kryzys, które funduje amerykańskiej gospodarce administracja, dawkowane jest dość nieregularnie i bez spójnej strategii, co wynika z nieustannych walk demokratów i republikanów tuż przed zbliżającymi się w listopadzie 2012 wyborami.

Z projektu jednolitej ustawy American Jobs Act, którą Barack Obama zaproponował we wrześniu 2011 roku, niewiele dziś zostało. Projekt (pisaliśmy o nim w Obserwatorze Finansowym) ostatecznie przepadł późną jesienią 2011 roku. W związku z tym administracja Obamy proponowała mniejsze inicjatywy, które nie wymagały akceptacji Kongresu, takie jak: Pay As You Earn, czyli ułatwienia w spłacaniu kredytu studenckiego (dzięki czemu ok. miliona studentów i kredytobiorców obniżyło ratę pożyczek studenckich), Small Business Additional Temporary Extention Act, czyli program wspierania innowacji oraz America Invents Act, ustawa skracająca czas oczekiwania na patent.

Pod hasłem JOBS Act – a dokładniej Jumpstart Our Business Startups Act – przyjęto natomiast ustawę o charakterze de regulacyjnym, ułatwiającą małym przedsiębiorstwom poszukiwanie finansowania (głównie w Internecie). Obama podpisał ją w kwietniu. Akt budzi jednak sporo kontrowersji. Na przykład w pewnych przypadkach zwalnia przedsiębiorstwa z konieczności ujawniania własnej sytuacji finansowej przed wejściem na giełdę…

A Krugman na to…

Na porażki Obamy nie zważa noblista Paul Krugman. W swym blogu w New York Timesie pt. „The Conscience of Liberal” w połowie maja opublikował tabelę, z której wynika, że dużo więcej miejsc pracy powstało za pierwszej kadencji Baracka Obamy niż dwóch kadencji George’a Busha juniora):

Opr. DG (CC bY Beverly & Pack CC by Cristian_RH7)

Tabela pokazuje przyrost miejsc pracy (w tysiącach) w sektorze prywatnym za prezydentury George’a W. Busha i Baracka Obamy: od lewej – porównanie wzrostu w trakcie trwania całej prezydentury; po prawej – porównanie wzrostu liczby miejsc pracy z wyłączeniem pierwszych miesięcy po wyborach)

Things have definitely not gone well under Obama, but they could have been worse – kwituje złośliwie Krugman.

I kto ma rację?

Oprac. Katarzyna Kozłowska


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test