Zamykanie granic nie uchroni przed terrorystami

23.12.2015
Zagrożone jest kolejne z kluczowych przedsięwzięć europejskich. Prawie dwadzieścia lat po zniesieniu pierwszych kontroli granicznych w ramach porozumienia z Schengen – które obecnie obejmuje 26 krajów, w tym cztery nie należące do Unii Europejskiej – Niemcy wznowiły kontrolę na granicy z Austrią, a Francja na granicy z Belgią.  


Kontrole te mają być tymczasowe, a ogromna większość granic jest nadal otwarta. Nie wydaje się jednak, by większa otwartość stanowiła kierunek, w którym zmierza Unia Europejska – i jest to poważny problem.

Ten odwrót od „Europy bez granic” – zainspirowany obrazami przechodzących przez unijne granice wewnętrzne uchodźców – nasiliły wiadomości, że większość zamachowców, którzy w zeszłym miesiącu dokonali ataków w Paryżu, przybyła a Belgii i że niektórzy z nich mogli – udając uchodźców – dostać się do UE przez Bałkany. U podstaw tego odwrotu tkwi założenie – wzmacniane przez wielu europejskich polityków, zwłaszcza przez ministrów spraw wewnętrznych – że istnieje „handel wymienny” między bezpieczeństwem i otwartością. Założenie to nie jest trafne.

Wznowienie kontroli granicznych wygląda tak naprawdę na przykład „teatru bezpieczeństwa” – polityki, która dąży do wywołania w społeczeństwie poczucia, że coś zrobiono. Tymczasem zwijanie porozumienia z Schengen wcale nie zwiększy bezpieczeństwa Europejczyków, może natomiast utrudnić walkę z terroryzmem. Państwa zmuszone będą bowiem przeznaczyć na to swoje cenne zasoby ludzkie. Gdyby porozumienie to faktycznie zniesiono, potrzeba będzie tysięcy funkcjonariuszy policji na sprawdzanie dokumentów na granicach. Funkcjonariusze ci nie mogliby się już bezpośrednio zajmować śledzeniem działalności terrorystycznej.

Tymczasem tym właśnie działaniom należy okazać wszelkie możliwe wsparcie. Przecież cel, do którego się dąży – wykrycie paru terrorystów ukrywających się wśród milionów przestrzegających prawa obywateli, zanim zdążą oni dokonać aktu przemocy – to odpowiednik szukania igły w stogu siana. Policja chyba uznała, że przywracaniu kontroli granicznych przyświeca fałszywa logika – i pewnie dlatego jej funkcjonariusze w dyskusjach na ten temat zachowują powściągliwość.

Trzeba pamiętać, że gdy w 1985 roku pięć krajów – Belgia, Francja, Niemcy, Luksemburg i Holandia – w luksemburskiej wiosce Schengen uzgodniły zniesienie kontroli granicznej, nie zrobiły tego dla kaprysu ani dlatego, że jacyś politycy mieli wzniosłą wizję. Samo porozumienie stało się symbolem, ale nie o symbolikę w nim chodziło.

Służby bezpieczeństwa uczestniczących w porozumieniu państw uznały, że zatrzymywanie ludzi na granicach wcale im nie pomaga w przeciwdziałaniu głównym zagrożeniom, takim jak przestępczość zorganizowana i przemyt narkotyków. Ich starania zyskały mocne wsparcie ze strony kierowców ciężarówek, protestujących przeciwko długiemu oczekiwaniu w punktach odprawy celnej. Trzeba było jednak całej dekady zażartych, szczegółowych negocjacji i wiążących się z tym zabiegów o wzmocnienie zewnętrznych granic UE, zanim – w 1995 roku – osiągnięto stan, w którym wewnętrzne kontrole graniczne mogły być rzeczywiście zniesione.

Podjęte następnie przez takie kraje spoza UE, jak Szwajcaria, decyzje o dołączeniu do Obszaru Schengen, uwidaczniają ogromne korzyści – także dla bezpieczeństwa – jakie daje utrzymywanie otwartych granic. Zamiast bowiem starać się kontrolować wkraczające do kraju ze wszystkich stron całe masy turystów i podróżujących w interesach – co w przypadku Szwajcarii było zajęciem w zasadzie daremnym – państwo to zdecydowało się skierować zasoby policyjne na przeciwdziałanie zagrożeniom bezpieczeństwa. Po dołączeniu do Obszaru policja szwajcarska zyskała także dostęp do Systemu Informacyjnego Schengen oraz innych ważnych unijnych baz danych – o podejrzanych o przestępstwa kryminalne, o skradzionych samochodach i wielu innych.

Oczywiście system Schengen ma wady. Początkowo był to – podobnie jak strefa euro – obszar, do którego należała tylko niewielka grupa krajów, z których wszystkie miały podobne poglądy i podobne możliwości wprowadzania wspólnych przepisów. Wkrótce jednak dołączyło doń wiele innych państw, przy czym niektóre z nich – jak się później okazało – nie były w stanie utrzymać uzgodnionych standardów.

W strefie euro do przeciągającego się kryzysu doprowadziła nierównowaga pod względem konkurencyjności i sytuacji fiskalnej. Czynników tych nie brano pod uwagę podczas powierzchownego sprawdzania nowych członków, opartego na kryteriach formalnych. Jeśli chodzi o Obszar Schengen, to do podważenia zaufania doprowadziła niezdolność niektórych krajów do ochrony granic zewnętrznych podczas kryzysu napływu uchodźców. Niezdolność ta jest skutkiem zarówno braku możliwości administracyjnych (to zwłaszcza w Grecji, ale, do pewnego stopnia, także we Włoszech)  jak i problemów wynikających z czynników geograficznych, takich jak długa i pokawałkowana linia brzegowa.

To, że strefa euro przetrzymała kryzys, wynika z dwóch głównych przyczyn. Po pierwsze, jej wspólna instytucja – Europejski Bank Centralny – miała władzę, umożliwiającą działanie. Po drugie – kraje członkowskie, chcąc wzmocnić ogólną stabilność systemu bankowego, zrzekły się części kontroli nad własnymi bankami.

Jeśli więc Obszar Schengen ma przetrwać, musi ewoluować w podobnym kierunku, czyli powołać wspólną instytucję odpowiedzialną za zabezpieczenie granic zewnętrznych, a jednocześnie za wzmocnienie systemu bezpieczeństwa wewnętrznego. Obecnie bowiem obrona zewnętrznych granic Schengen to sprawa poszczególnych krajów członkowskich, także Grecji, która jest właśnie pogrążona w rujnującym kryzysie gospodarczym. Jest wprawdzie Frontex – jedyna ogólnounijna operacja, nastwiona na pomoc służbom na granicach zewnętrznych – ale zakres jego działań jest mocno ograniczony.

Obszarowi Schengen potrzeba naprawdę europejskiej straży przybrzeżnej, z własnym budżetem, własnymi statkami i personelem. Można oczekiwać, że Morze Śródziemne jeszcze przez jakiś czas będzie nadal stanowić główne wyzwanie pod względem  bezpieczeństwa – zarówno z uwagi na nielegalną imigrację, jak i na bliskość ośrodków szkoleniowych terrorystów. Byłoby zatem sensowne, żeby ta wsparta unijnymi środkami nowa straż przybrzeżna zaczęła działać właśnie tam. Przecież nawet drobny ułamek budżetu UE przewyższałby znacznie środki dostępne w każdym pojedynczym kraju.

Europejska straż przybrzeżna stanowiłaby ponadto elastyczne narzędzie, umożliwiające w każdym momencie jak najbardziej efektywne rozmieszczenie zasobów. Przecież nawet jeśli zagrożenia bezpieczeństwa nadal będą skoncentrowane w tym samym szeroko pojętym obszarze, to najpilniejsze wyzwania mogą się z czasem znacznie przesuwać. W zeszłym roku problemów przysparzało południe Włoch, dziś Morze Egejskie, a jutro wyzwania mogą się pojawić jeszcze gdzie indziej.  Europa musi się przygotować na każdą ewentualność.

Otwartość i bezpieczeństwo nie tylko się wzajemnie nie wykluczają, ale otwartość może właściwie wspierać bezpieczeństwo. Członkowie Obszaru Schengen muszą uznać, że bezpieczeństwo jako uzasadnienie zniesienia granic wewnętrznych liczy się równie mocno jak wtedy, gdy wchodzili oni do tego obszaru.

©Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test