• Łukasz K. Kozłowski

Zatrudnienie przestaje rosnąć, ale poprawia się jego struktura

28.02.2017
Badania aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) za ostatni kwartał 2016 r. potwierdziły, iż polski rynek pracy jest w dobrej kondycji. Powodów do niepokoju dostarczają jednak obniżający się współczynnik aktywności zawodowej oraz zbliżająca się do zera dynamika zatrudnienia.


Stopa bezrobocia w IV kw. 2016 r. zmalała do 5,5 proc. To absolutny rekord w historii badań aktywności ekonomicznej ludności w Polsce. Nawet w czasie boomu z lat 2007-2008, pomimo notowanych wówczas świetnych wyników polskiej gospodarki, nie notowano tak niskiego odsetka osób pozostających bez pracy – minimum z poprzedniego cyklu osiągnięte w III kw. 2008 r. to 6,6 proc.

Bardzo dobre są również dane na temat bezrobocia rejestrowanego, które – choć mniej miarodajne od BAEL ze względu na wliczanie fikcyjnie bezrobotnych – są publikowane z mniejszym opóźnieniem. W styczniu 2017 r. odsetek zarejestrowanych, jako poszukujący zatrudnienia wzrósł do 8,6 proc. w porównaniu z 8,3 proc. w grudniu. Biorąc pod uwagę, że na początku roku zawsze kumulują się niekorzystne efekty sezonowe, jest to doskonały wynik, najlepszy od 9 lat. Dla porównania średni styczniowy wzrost bezrobocia w ujęciu miesiąc do miesiąca w latach 2003-2016 wyniósł 0,6 pkt proc., a więc był dwukrotnie wyższy niż obecny. Spadek stopy bezrobocia rejestrowanego w ujęciu rok do roku przyspieszył zaś do 1,6 pkt proc., podczas gdy jeszcze w grudniu kształtował się on na poziomie 1,4 pkt proc.

To o tyle zaskakujące, że w miarę spadku bezrobocia, jego dalsze ograniczanie w nieuchronnie staje się coraz trudniejsze z uwagi na to, że ci, którzy nadal pozostają bez pracy rzadziej posiadają kwalifikacje pożądane przez pracodawców.

Rafalska: Wzrost bezrobocia w styczniu był sezonowy

Do mniej optymistycznych wniosków prowadzi zaś analiza współczynników aktywności zawodowej polskiego społeczeństwa. W porównaniu z IV kw. 2015 r. zmalał on z 56,5 proc. do 56,3 proc. Wynika to ze spadku odsetka aktywnych zawodowo kobiet o 0,4 pkt proc., czego nie mógł zrekompensować wzrost analogicznego współczynnika wśród mężczyzn o 0,1 pkt proc.

Korzystna koniunktura nie zachęca zatem zbyt wielu biernych zawodowo do wejścia na rynek pracy. Zamiast tego mamy do czynienia wręcz z trendem dezaktywizacji zawodowej osób, które wcześniej pracowały lub były bezrobotne. Najszybciej rosnącą liczebnie grupą biernych zawodowo są osoby rezygnujące z partycypacji w rynku pracy ze względu na obowiązki rodzinne i związane z prowadzeniem domu.

Liczba biernych zawodowo z powodu obowiązków rodzinnych rośnie od dłuższego czasu, rosła jeszcze zanim rozpoczęły się wypłaty świadczeń 500+.

Czynnikiem wpływającym na ograniczenie poziomu aktywności zawodowej, głównie wśród kobiet, jest program wypłaty świadczeń rodzicielskich Rodzina 500+, w którym funkcjonuje sztywny próg dochodowy tworzący tzw. „klif świadczeniowy”. Powoduje on, iż w określonych sytuacjach rezygnacja z pracy lub ograniczanie jej wymiaru jest rozwiązaniem bardziej korzystnym finansowo niż kontynuacja zatrudnienia.

Z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę na to, że liczba biernych zawodowo z powodu obowiązków rodzinnych rośnie już od dłuższego czasu, rosła jeszcze zanim rozpoczęły się wypłaty świadczeń 500+. Można przypuszczać, że powodem opuszczania rynku pracy jest nie tylko opieka nad dziećmi, lecz również nad starszymi osobami, których przybywa w stosunkowo szybkim tempie. Warto też pamiętać, że zmiany sprzyjające ograniczaniu aktywności zawodowej wśród matek wprowadzane są już od kilku lat – można wśród nich wymienić m.in. wydłużenie do roku okresu urlopu macierzyńskiego (liczonego łącznie z urlopem rodzicielskim).

Mało korzystnie prezentuje się dynamika liczby zatrudnionych ogółem. W ciągu roku przybyło ich 45 tys., co oznacza wzrost tylko o 0,3 proc. W warunkach dobrej koniunktury gospodarczej oraz ożywienia na rynku pracy, jest to bardzo niskie tempo wzrostu. Jednocześnie w tym samym okresie współczynnik zatrudnienia ogółem podniósł się o 0,6 pkt proc. Powodem tak niskiego na tle historycznym tempa wzrostu liczby zatrudnionych jest po prostu kurczenie się grupy osób w wieku pracującym.

W danych o zatrudnieniu można jednak znaleźć również pozytywne trendy. Między IV kw. 2015 r. a IV kw. 2016 r. nastąpił bardzo wyraźny spadek liczby pracujących w sektorze rolniczym (o 8,9 proc.), zaś zwiększyło się zatrudnienie w przemyśle (wzrost o 3 proc. r/r) i usługach (wzrost o 0,6 proc. r/r). Choć więc liczba pracujących ogółem rosła w relatywnie powolnym tempie, nastąpiła znacząca korzystna zmiana strukturalna w polskiej gospodarce. Wartość dodana brutto na jednego zatrudnionego w przemyśle jest o ok. 270 proc. wyższa niż w rolnictwie. Poprzez przesuwanie zatrudnienia do bardziej produktywnych sektorów gospodarki uzyskujemy znacznie lepszy rezultat ekonomiczny oraz zwiększamy efektywność wykorzystania tych zasobów pracy, jakimi dysponujemy.

Analizując wartości poszczególnych agregatów zatrudnienia, można dostrzec sporą rozbieżność pomiędzy wspominaną już niską, a do tego malejącą dynamiką zatrudnienia wg BAEL oraz relatywnie szybkim wzrostem zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, który w styczniu 2017 r. osiągnął poziom
4,5 proc. rok do roku. Z czego to wynika, i któremu wskaźnikowi należy bardziej ufać?

Zatrudnienie mierzone w ramach BAEL jest znacznie szerszą miarą, obejmującą 16,3 mln pracujących, a nie jedynie niecałe 6 mln, jak ma to miejsce w przypadku zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Wniosek, iż zatrudnionych przybywa w stosunkowo wolnym tempie należy zatem utrzymać w mocy. Szybko rosnącą liczbę pracowników sektora przedsiębiorstw można natomiast tłumaczyć opisaną już zmianą struktury zatrudnienia na korzyść przemysłu, który w największej mierze mieści się w definicji sektora przedsiębiorstw (podmiotów, w których liczba pracujących przekracza 9 osób i prowadzą działalność w określonych obszarach).

Wzrost tego wskaźnika dodatkowo wspiera zmiana formy zatrudnienia pracowników z kontraktów cywilnoprawnych na umowy o pracę, co ma związek także ze zmianami w prawie ograniczającymi opłacalność zatrudnienia niepracowniczego. Co więcej, w styczniu Główny Urząd Statystyczny zawsze weryfikuje klasę wielkości badanych jednostek, co często odbija się na finalnej dynamice zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw.

Komu zagraża wzrost minimalnego wynagrodzenia

Dane z badań aktywności ekonomicznej ludności zamykające 2016 r. świadczą zatem o tym, że sytuacja na polskim rynku pracy jest dobra oraz nadal ulega dalszej poprawie. Może jednak zastanawiać, dlaczego pomimo wyjątkowo niskiego bezrobocia nie pojawia się wzmożona presja płacowa. Nominalne tempo wzrostu wynagrodzeń utrzymuje się na stabilnym poziomie, słabo reagując na zmiany koniunktury gospodarczej. W takiej sytuacji głównym czynnikiem stojącym za zmiennością dynamiki płac realnych jest kształtowanie się cen towarów i usług konsumpcyjnych. Występująca w ujęciu rok do roku od połowy 2014 r. do końcówki 2016 r. deflacja w istotny sposób przyspieszała wzrost siły nabywczej, jaka dysponują gospodarstwa domowe.

Nagły powrót inflacji na przełomie 2016 i 2017 r. zmienił zaś sytuację mocno na niekorzyść zatrudnionych. W sytuacji, gdy nominalne tempo wzrostu płac nie reaguje na obniżającą się stopę bezrobocia, trudno mówić o rynku pracownika w pełnym tego słowa znaczeniu. Prawdopodobnie świadczy to również o tym, że wciąż nie została przekroczona granica naturalnej stopy bezrobocia.

Kolejny wniosek jest taki, że stopa bezrobocia obniża się w większej mierze za sprawą przechodzenia z bezrobocia w stan bierności zawodowej, aniżeli zasilania przez dotychczasowych bezrobotnych szeregów zatrudnionych. To może również wyjaśniać, dlaczego mimo spadku bezrobocia nie są tak wyraźnie widoczne przejawy zacieśnienia rynku pracy.

Należy jednak oczekiwać, iż w miarę upływu czasu sztywności nominalne zaczną być stopniowo przełamywane, co doprowadzi do szybszego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. Dalszy spadek bezrobocia, jakiego można się spodziewać, prędzej lub później będzie musiał ponadto skończyć się przełamaniem bariery bezrobocia naturalnego oraz związanym z tym stopniowym rozkręcaniem się spirali inflacji płacowej.

Na naszych oczach kończy się epoka ekstensywnego wzrostu gospodarczego w Polsce, napędzanego przez wzrost wyrażonych w ujęciu bezwzględnym nakładów czynnika pracy. Od mniej więcej 2012 r. kurczy się liczba osób w wieku produkcyjnym, co było do tej pory rekompensowane przez wzrost wskaźnika zatrudnienia. Niekorzystne procesy demograficzne cały czas przyspieszają, co sprawia, że ich wpływ zaczyna przeważać.

Skutkiem tego jest ograniczenie dynamiki produktu potencjalnego, determinującego długofalowy trend wzrostu gospodarczego. Zwłaszcza, że na razie nie najlepiej przestawia się również wkład innych czynników wzrostu, czego dowodzi fakt utrzymywania się w Polsce od 2012 r. ujemnej dynamiki produktywności wieloczynnikowej (MFP/TFP). >> czytaj więcej: badania GUS

Autor jest ekspertem ekonomicznym organizacji Pracodawcy RP oraz członkiem rady nadzorczej ZUS.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test