Złe wieści dla pracowników w USA

23.12.2016
W wiszących nad USA i światem chmurach nie ma żadnych optymistycznych przebłysków. Administracja Trumpa będzie zła dla gospodarki amerykańskiej i amerykańskich pracowników. Jej polityka w sprawie zmiany klimatycznej, praw człowieka, mediów, a także bezpieczeństwa będzie zapewne szkodliwa dla wszystkich innych.


Amerykański prezydent-elekt Donald Trump kompletuje swój gabinet. Czego się z tego dowiadujemy o prawdopodobnych kierunkach polityki gospodarczej jego administracji i jej oddziaływaniu skutkach? Na dobrą sprawę niewiadome wciąż są tu ogromne. Obietnice i wypowiedzi Trumpa co do polityki gospodarczej są niespójne, podobnie zresztą jak w wielu innych dziedzinach. Choć rutynowo oskarża on innych o kłamstwa, wiele z jego ocen i obietnic gospodarczych – właściwie cały jego pogląd na sprawowanie rządów – wydaje się warte tyle, co „wielkie kłamstwa” propagandzistów z nazistowskich Niemiec.

Trump przejmie gospodarkę, znajdującą się w silnym trendzie wzrostowym – PKB w trzecim kwartale rósł w imponującym tempie 3,2 proc. (w przeliczeniu na stopę roczną), a bezrobocie wyniosło w listopadzie 4,6 proc. W przeciwieństwie do niego, przejmujący w 2009 roku władzę prezydent Barack Obama odziedziczył po George’u W. Bushu gospodarkę pogrążającą się w głębokiej recesji. Zresztą Trump – podobnie jak Bush – to kolejny republikański prezydent, który obejmuje władzę, choć przegrał w głosowaniu powszechnym i tylko udaje, że ma mandat do wprowadzania skrajnych rozwiązań.

Jedyny sposób zrównoważenia składanych przez Trumpa obietnic większych wydatków na infrastrukturę i na zbrojenia z dużymi cięciami podatkowymi oraz ograniczeniem deficytu stanowi wielka dawka czegoś, co zwykło się nazywać ekonomią voodoo. Dziesięciolecia „odchudzania” sektora rządowego sprawiły, że niewiele z niego można ściąć: zatrudnienie w agendach rządu federalnego jest dziś (w porównaniu do liczby ludności) mniejsze niż 30 lat temu, czyli w epoce „małego państwa” prezydenta Ronalda Reagana.

W gabinecie Trumpa i wśród jego doradców jest tylu wojskowych, że choć przymila się on do rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i zawiązuje nieformalny sojusz dyktatorów i autorytarnych władców z całego świata, to jest całkiem prawdopodobne, że USA będą wydawać więcej pieniędzy na broń, która nie działa, po to, żeby użyć jej przeciwko nieistniejącym wrogom. Jeśli powołanemu przez Trumpa sekretarzowi zdrowia uda się naruszyć delikatną równowagę, jaka legła u podstaw Obamacare, to albo wzrosną koszty tych usług, albo ich jakość się pogorszy – a najprawdopodobniej i to, i to.

Podczas kampanii wyborczej Trump obiecał zabrać się za szefów firm, którzy amerykańskie miejsca pracy przenoszą zagranicę. Jako dowód, że to podejście działa, rozgłasza on wiadomość, że firma Carrier – wytwórca urządzeń do ogrzewania i klimatyzacji domów – zachowa w moim rodzinnym stanie Indiana około 800 miejsc pracy. Tyle, że układ z nią kosztować będzie podatników 7 mln dol., a i tak umożliwia on Carrierowi przeniesienie 1300 stanowisk do Meksyku. Nie jest to rozsądna polityka przemysłowa ani rozsądna polityka gospodarcza. I w żaden sposób nie przyczyni się do podniesienia płac czy do tworzenia miejsc pracy w całym kraju. To otwarte zaproszenie do wymuszania z rządu pieniędzy przez zabiegających o jałmużnę szefów firm.

Podobnie, wzrost wydatków na infrastrukturę będzie się prawdopodobnie odbywał poprzez ulgi podatkowe, co pomoże funduszom hedgingowym, ale nie równowadze kraju. Wyniki takich programów w długim terminie pokazują, że ich efektywność jest niska. A w okresie, gdy rząd może pożyczać po niemal zerowych stopach procentowych, publiczne koszty takich programów będą szczególnie wysokie. Jeśli te prywatno-publiczne przedsięwzięcia będą takie jak wszędzie, to państwo przejmie ryzyko, a fundusze hedgingowe – zyski.

Toczona zaledwie osiem lat temu dyskusja na temat „shovel ready” (określenie to – tylko wejść na plac – używane jest w odniesieniu do przedsięwzięć, które przy zapewnieniu pieniędzy z programów stymulacyjnych będą mieć najbardziej bezpośredni wpływ na zatrudnienie i na gospodarkę; za Investopedia, przyp. tłum.) projektów infrastrukturalnych wydaje się odległym wspomnieniem. Jeśli Trump wybierze projekty „gotowe do rozpoczęcia”, ich długoterminowe oddziaływanie na wydajność będzie minimalne. Jeśli natomiast wybierze prawdziwe przedsięwzięcia infrastrukturalne, ich wpływ na wzrost gospodarczy w krótkim okresie będzie minimalny. Poza tym jeśli ten rodzaj stymulacji – największy w okresie końcowym – nie jest objęty wyjątkowo ostrożnym zarządzaniem, to rodzi własne problemy.

Jeśli upatrzony przez Trumpa na sekretarza skarbu Steven Mnuchin – weteran Goldman Sachs i funduszy hedgingowych – jest taki jak inni z tej branży, to doświadczenie, z jakim przyjdzie on na to stanowisko, obejmować będzie unikanie podatków, nie zaś konstruowanie dobrze pomyślanego systemu podatkowego. „Dobra” wiadomość jest taka, że reforma podatkowa była nie do uniknięcia i że zajmie się nią zapewne Paul Ryan, przewodniczący Izby Reprezentantów, wraz ze swoim zespołem. Zapewni to bogatym mniej progresywny, bardziej przyjazny dla kapitału system, o który Republikanie od dawna zabiegali. Przy jednoczesnym zniesieniu podatku spadkowego Republikanie zrealizowaliby wreszcie swoją długoletnią ambicję stworzenia dynastycznej plutokracji – co nie ma nic wspólnego z głoszoną kiedyś przez tę partię maksymą o „równości szans” .

Duże cięci podatkowe i duże zwiększenie wydatków nieuchronnie prowadzi do dużego deficytu. Próba pogodzenia tego z obietnicą Trumpa, że ograniczy deficyt, wywoła zapewne powrót do magicznego myślenia z epoki Reagana. Gromadzone przez dziesięciolecia dowody świadczą o czymś przeciwnym, ale tym razem stymulowanie gospodarki za pomocą cięć podatków dla bogatych przyniesie tak wielkie efekty, ze przychody podatkowe właściwie się zwiększą.

Wszystko to nie skończy się dobrze dla wściekłych, wysadzonych z siodła wyborców Trumpa z Pasa Rdzy (ang. Rust Belt – tak się potocznie określa tereny na północnym-wschodzie USA, które cechuje znaczny rozwój przemysłu ciężkiego). Rozchwiana polityka budżetowa skłoni Rezerwę Federalną do szybszej normalizacji stóp procentowych. Niektórzy (z uwagi na niskie bezrobocie) dostrzegają już rodzącą się inflację. Inni są przekonani, że długi okres super-niskich stóp procentowych spowodował zniekształcenia na rynkach kapitałowych. Jeszcze inni chcą zaś „uzupełnić amunicję” , żeby w razie ponownego spowolnienia gospodarki Fed był w stanie obniżać stopy procentowe.

Trump podkreślał, że Fed powinien podnieść stopy procentowe. Fed, który na początku grudnia dokonał pierwszego kroku ku normalizacji ich poziomu, niemal na pewno to zrobi – a Trump szybko pożałuje, że tego chciał. Jest spora szansa, że oddziaływanie czynnika monetarnego przeważny nad wpływem stymulacji fiskalnej, zahamowując trwające właśnie Obamowskie przyspieszenie wzrostu. Wyższe stopy procentowe spowodują obniżenie liczby miejsc pracy w sektorze budowlanym i zwiększenie wartości dolara, co będzie prowadzić do większego deficytu handlowego i mniejszego zatrudnienia w sektorze przetwórczym – czyli do odwrotności tego, co obiecywał Trump. W międzyczasie okaże się, że jego rozwiązania podatkowe są umiarkowanie korzystne dla rodzin z klasy średniej i rodzin pracowniczych – i że skutki cięć w opiece zdrowotnej, edukacji i programach społecznych przekroczą te korzyści z naddatkiem.

Jeśli Trump – trzymając się przyrzeczenia, że nałoży 45-procentowe cła na import a Chin i zbuduje mur na granicy z Meksykiem – rozpocznie wojnę handlową , to jej wpływ na gospodarkę będzie jeszcze poważniejszy. Miliarderzy z gabinetu Trumpa nadal będą mogli kupować torebki od Gucciego i bransoletki od Ivanki Trump za 10 tysięcy dolarów, ale w przypadku przeciętnego Amerykanina koszty utrzymania znacznie wzrosną. A bez komponentów z Meksyku czy skądkolwiek o miejsca pracy w przemyśle przetwórczym będzie jeszcze trudniej.

Stworzy się wprawdzie trochę nowych miejsc pracy – ale głównie w firmach lobbingowych, mieszczących się przy waszyngtońskiej ulicy K , bo Trump ponownie nawodni mokradła, które obiecywał osuszyć. Bagno amerykańskiej korupcji prawnej osiągnie zapewne głębię niespotykaną od czasów administracji prezydenta Warrena G. Hardinga w latach 20. XX wieku.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org

 

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test