Złota era Francji się skończyła

09.10.2014
Szef sieci John Lewis wprawdzie przeprosił za stwierdzenie, że „Francja jest skończona”, jednak wypowiedział głośno to, o czym po cichu myśli wielu przedsiębiorców. Oficjalne raporty o gospodarce są korzystne, ale wiele sygnałów świadczy o tym, że Francja regularnie traci na atrakcyjności inwestycyjnej.

(infografika Dariusz Gąszczyk)


Andy Street, dyrektor zarządzający brytyjskiej sieci domów towarowych John Lewis, strasznie naraził się francuskim klientom. Odebrał w Paryżu nagrodę przyznawaną sieciom handlowym, a gdy wrócił do Londynu, powiedział na konferencji, że nagroda jest plastikowa, we Francji nic nie działa, a co gorsza, nikt się tym nie przejmuje, nawet jedzenie jest tam gorsze niż w Wielkiej Brytanii. Ogólnie: Francja to dno Europy i jest skończona. Poradził też przedsiębiorcom: „Jeśli macie we Francji jakieś interesy, szybko się wycofajcie”.

Ambasada Francji odpowiedziała oświadczeniem, w którym podkreśliła, że pod względem całkowitego napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych Francja zajmuje piąte miejsce na świecie z 1,1 bln euro. „Jak widać wiele zagranicznych firm zdaje się nie podzielać opinii pana Streeta” – skometowano w piśmie. Ambasada zaznaczyła, że wydajność we Francji jest wyższa niż w wielu innych rozwiniętych krajach. „Pan Street może być pewien, że rząd Francji naprawdę dba o przedsiębiorców! Francja jest piątą gospodarką na świecie i drugą w Europie. Byłoby nonsensem, by jakaś duża międzynarodowa firma nie pojawiła się na takim rynku” – czytamy w oświadczeniu.

Brytyjskie doświadczenia

Andy Street za wszystko przeprosił, a jego sieć zapowiedziała uruchomienie francuskojęzycznej strony internetowej. Nasz klient, nasz pan. Brytyjczyk nie jest jednak w swojej opinii odosobniony. Poparli go inni rodzimi przedsiębiorcy, np. cytowany w „Guardianie” Simon Walker, dyrektor reprezentującego szefów brytyjskich firm Instytutu Dyrektorów, który stwierdził, że francuska gospodarka to katastrofa. Pracował z firmami, które nie zainwestowały we Francji ze względu na restrykcyjny i nieelastyczny rynek pracy. Stwierdził, że Francja jest protekcjonistyczna, np. 10 lat temu zablokowała przejęcie koncernu Danone. „Guardian” przypomina, że dwa lata temu premier Wielkiej Brytanii David Cameron obiecał „rozłożyć czerwony dywan” przed francuskimi firmami, które zechcą uniknąć wyższych podatków dla bogatych.

Minister w swoim świecie

Czy to tylko sąsiedzkie złośliwości? Niekoniecznie. W sierpniu 2014 r. pracę stracił Arnaud Montebourg, francuski minister ds. industrializacji i gospodarki. O jego nietypowych metodach pisaliśmy w Obserwatorze.Finansowym.pl w 2012 r. („Francuski patriotyzm czy już protekcjonizm”). Eksperci nie wróżyli mu sukcesu. Uważali, że apele, pokrzykiwanie na inwestorów i grożenie im palcem niewiele pomoże. Montebourg walczył w 2012 r. z koncernem ArcelorMittal, największym na świecie producentem stali. Gdy firma zaplanowała zwolnienia i zamknięcie części działalności we Florange, groził „tymczasową nacjonalizacją” zakładów. Stwierdził, że koncern nie jest już we Francji mile widziany i oskarżył go o kłamstwa oraz brak poszanowania dla swojego kraju. Rodzina Mittalów, których firma zatrudnia we Francji 20 tys. osób, nie kryła konsternacji. W 2013 r. minister wdał się w spór z amerykańskim menadżerem Mauricem Taylorem jr., który miał uratować fabrykę opon. „Francuscy pracownicy dostają wysokie pensje, ale pracują tylko trzy godziny. Mają godzinę przerwy i godzinny lunch, rozmawiają przez trzy godziny i pracują przez trzy” – napisał Maurice Taylor w liście do francuskiego ministra. Arnaud Montebourg uznał te komentarze za przesadzone, obraźliwe i dowodzące totalnej niewiedzy na temat Francji i jej atrakcyjności inwestycyjnej.

Próbował też zaingerować w transakcję przejęcia przez General Electric Alstomu. Gdy wyszła ona na jaw w kwietniu 2014 r., Montebourg oskarżył przed parlamentem szefa Alstomu o dwulicowość. Pytał, czy minister gospodarki powinien zainstalować wykrywacze kłamstw w gabinetach prezesów, którym brakuje obywatelskiego poczucia obowiązku, by informować o takich sprawach jego resort. W końcu – z opóźnieniem, bo do negocjacji włączył się Siemens – doszło do przejęcia, ale zamiast prostego planu powstała skomplikowana konstrukcja, w której rząd Francji jest głównym udziałowcem.

Ostatecznie ministra pogrążyły krytyczne komentarze na temat polityki prezydenta François Hollande’a. Gilles Moec, szef europejskiego działu badawczego w Deutsche Banku w Londynie, powiedział w „The New York Times”, że na początku działalności rządu Hollande’a, w maju 2012 r., Montebourg odgrywał rolę złego policjanta w kontaktach z pracodawcami, a prezydent był miłym facetem, który pomagał w gospodarczych przemianach. Ostatnio, gdy prezydent chciał przyciągać zagraniczne inwestycje, by ożywiły gospodarkę i pomogły zmniejszyć przekraczające 10 proc. bezrobocie, Arnaud Montebourg był jednak coraz częściej postrzegany jako ktoś, kto po prostu nie rozumie globalnej gospodarki.

Pasmo sukcesów

Najlepiej oceniać po efektach. Jeśli prezydent Hollande zna ostatni raport odpowiedzialnej za przyciąganie inwestycji agencji Invest in France, to nie ma powodów do niezadowolenia. W 2013 r. we Francji pojawiło się 685 projektów, w tym 146 zupełnie nowych firm, dzięki którym zagraniczne firmy stworzą lub utrzymają 29,6 tys. miejsc pracy.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Odsetek inwestorów, którzy uważają Francję za atrakcyjną lokalizację, wzrósł w 2013 r. do 64 proc. (z 53 proc. w 2009 r.). Raport przypomina też, jak rząd promuje konkurencyjność i innowacyjność we Francji. Przedstawiony premiera Jean-Marka Ayrault w listopadzie 2012 r. Krajowy pakt dla wzrostu, konkurencyjności i zatrudnienia składa się z 35 kroków, które mają na celu wzrost innowacyjności. Są to m.in. roczne zwolnienie podatkowe, dzięki którym w firmach zostaje rocznie 20 mld euro, kwota odpowiadająca 1 proc. PKB Francji. Państwowy bank inwestycyjny (Bpi France) ma dla firm, szczególnie innowacyjnych przedsiębiorstw z sektora MSP, wiele instrumentów, w tym 500 mln euro na krótkoterminowe pożyczki.

Kolejna sprawa to zwolnienie z podatku do 30 proc. kosztów działalności badawczo-rozwojowej. Skorzystało z tego 17,7 tys. firm, w tym 2 tys. zagranicznych. Rząd przeznaczył też 450 mln euro na wspieranie technologii cyfrowych w firmach. Komisja Innowacyjności 2030 ufundowała 300 mln euro nagród dla innowacyjnych projektów w siedmiu kluczowych sektorach przyszłości (magazynowanie energii, recykling metali, wykorzystanie zasobów morskich, białko roślinne i chemia roślin, medycyna zindywidualizowana, big data i silver economy, czyli gospodarka nastawiona na potrzeby seniorów). W konkursie mogą brać udział firmy francuskie lub zagraniczne, które mają zamiar ulokować działalność we Francji.

Dodatkowo rząd Francji wyda 3,5 mld euro na 34 inicjatywy sektorowe wspierające branże w rynkach rozwojowych lub perspektywicznych, oparte na technologiach, w których Francja jest liderem. Program La French Tech ma 200 mln euro na akcelerator i 15 mln euro, które mają przyciągnąć zagraniczne laboratoria i specjalistów. Jest wreszcie Krajowy Program Inwestycyjny, czyli 35 mld euro, które w ciągu 10 lat mają zostać przeznaczone na innowacyjność. Trwa jego drugi etap, w którym budżet wzrósł o 12 mld euro. 50 proc. zostało przeznaczone na zmiany związane z rynkiem energii, a 3,5 mld euro pójdzie dla uniwersytetów.

Jest też Pakt Odpowiedzialności i Solidarności, którego celem jest obniżenie kosztów pracy i podatków. CIT ma zostać obniżony w 2017 r. i do 2020 r. wynosić 28 proc. Składki na ubezpieczenie społeczne mają spaść, a formalności w działalności firm mają zostać uproszczone. Wniosek z raportu: Francja jest świetna i wszyscy chcą tu być, a rząd wspiera innowacyjne firmy. Czy to tylko urzędowy optymizm, który w Polsce znamy z konferencji od lat bijącej własne rekordy Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych?

Kreska w dół

Ambasada Francji nie mija się z prawdą, gdy twierdzi, że Francja jest wysoko notowana pod względem kapitału, który firmy tu zainwestowały. Całkowita wartość inwestycji zagranicznych na koniec 2013 r. wyniosła prawie 1,1 bln dol. Lepsza w Europie była tylko Wielka Brytania. Warto jednak pamiętać, że to wynik, na który Francja pracowała całymi latami.

Wyniki z ostatnich miesięcy nie są już tak optymistyczne. Z danych Narodowego Banku Francji wynika, że rok 2014 nie jest szczególnie udany pod względem napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Do lipca odpłynęło 4,9 mld euro, podczas gdy rok temu napływ wyniósł 23,5 mld euro. BIZ spadają od 2012 r.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Z kolei w inwestycjach od podstaw (greenfield) we Francji w ogóle nie widać kryzysowego załamania. W 2012 r. (tym, w którym zaczął działać Arnold Montebourg) tąpnęły, ale już w 2013 r. się odbiły.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Co innego pokazują jednak dane fDi Intelligence, ośrodka badawczego z grupy Financial Times. Tu do bazy projektów trafiają wszystkie inwestycje, które zostały oficjalnie ogłoszone. Widać tu trend spadkowy. Po dziewięciu miesiącach 2014 r. nie ma nawet połowy zeszłorocznych projektów (pod względem liczby i wartości).

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Drastycznie za to skoczyła wartość projektów wychodzących z Francji. Francuscy przedsiębiorcy zainwestowali za granicą 17 mld dol.! To więcej niż przez lata 2012 i 2013 razem wzięte. Skoro francuscy przedsiębiorcy tak intensywnie inwestują za granicą, to może jest to znak, że w ich kraju nie jest firmom dobrze? Może pewna era we Francji naprawdę się skończyła?

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test