Alibaba szykuje największy debiut w historii

13.05.2014
Pierwsze publiczne oferty chińskich spółek zawsze budzą emocje na Wall Street. Spodziewana wartość IPO Alibaby, internetowego supermarketu - do 20 mld dol. – pobudza wyobraźnię. To prawie 1/7 globalnej wartości publicznych ofert przeprowadzonych w 2013 roku.

(CC By NC ND Leon Lee)


Możliwe, że będzie to największa IPO w historii spółek technologicznych, a być może nawet w historii wszystkich publicznych ofert.

Prawdziwa jaskinia skarbów

Także skala działania firmy robi wrażenie. W 2013 roku klienci Alibaby zawarli transakcje na 248 mld dol. To więcej niż łączna wartość transakcji zawartych w tym czasie przez klientów internetowego supermarketu Amazon i aukcyjnego serwisu eBay.

Perspektywy też wydają się wspaniałe. E-handel w Chinach ma według ekspertów wspaniałą przyszłość, a Alibaba – w przeciwieństwie do potencjalnych zachodnich konkurentów – nie musi wchodzić na chiński rynek, by skorzystać z oczekiwanego niezmiernie szybkiego wzrostu. Jest już jego liderem, a z będących jego własnością platform e-handlu korzystają chcące dotrzeć do chińskich konsumentów zagraniczne marki, m.in. amerykańskie.

Według McKinsey Global Institute w 2020 roku wartość obrotów na chińskim detalicznym rynku e-commerce sięgnie 420–650 mld dol. W ocenie firmy doradczej KPMG przewyższy łączną wartość e-handlu w USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji. Prognoza McKinseya wydaje się konserwatywna na tle przewidywań firmy badawczej Forrester, która spodziewa się 670 mld dol. już w 2018 roku.

Optymizm tych prognozy łatwo uzasadnić. Chiny są dziś największym światowym rynkiem stacjonarnego internetu szerokopasmowego (w końcu 2013 roku było tam około 118 mln łączy szerokopasmowych), ale po uwzględnieniu liczby mieszkańców daje to penetrację internetu stacjonarnego na poziomie zaledwie 8,7 proc. Chiny mocno inwestują w tę dziedzinę, więc wskaźnik będzie rósł.

Rosnąć będzie także liczba użytkowników internetu mobilnego. W 2017 roku ma być ich 750 mln, o połowę więcej niż dziś. Im więcej osób będzie miało dostęp do internetu, tym więcej będzie miało dostęp do usług Alibaby. Zarówno jako sprzedawcy i dostawcy sprzedawców, jak i jako kupujący.

Nie można też zapominać, że firma jest bardzo zyskowna. Jej rentowność netto w 2013 roku wynosiła 45 proc. – niemal trzy razy więcej niż amerykańskiego eBaya. Jak eBay czy Allegro firma zarabia na prowizjach od zawartych transakcji, a także – jak Google – na wyświetlanych reklamach.

Powyższa lista zalet bez problemu wystarczy do zapełnienia pierwszej strony analitycznego raportu z rekomendacją kupna akcji chińskiej firmy. Jej wartość rynkową analitycy wyceniają na 150–160 mld dol., a najwięksi optymiści nawet na ponad 200 mld dol.

Do katalogu zalet Alibaby dopisać można także to, że spółka umacnia swoją pozycję rynkową przez przejęcia. I te w Chinach (przejęcie sieci domów handlowych Intime, zakup większościowego pakietu producenta filmów China Vision Media, kupno akcji akcji Youku Tudou – chińskiego odpowiednika YouTube), i te zagraniczne, takie jak zakup akcji amerykańskich serwisów ShopRunner (handel detaliczny), Lyft (serwis kojarzący kierowców z pasażerami) i 1stdibs (internetowy rynek antyków i dóbr luksusowych).

Gdyby coś poszło nie tak

Jest jednak druga strona medalu, czyli czynniki ryzyka. I te wpisane w prospekt, i te wynikające z doświadczeń z notowanymi już na amerykańskich giełdach akcjami spółek z Państwa Środka. Zajmują one 38 stron z ponad 300 stron wstępnego prospektu emisyjnego. Spora część to standardowe zapisy, które mają chronić firmę przed ewentualnymi pozwami w przyszłości. Opisane w prospekcie ryzyka są także swoistym przewodnikiem po meandrach robienia biznesu w Chinach.

Ryzykiem są standardy korporacyjne inne niż te, które znają akcjonariusze amerykańskich czy europejskich spółek (np. brak niezależności rady nadzorczej). Wszelkie decyzje podejmuje de facto grupa 28 założycieli i menedżerów zwana Lakeside Partners, a reszta może się z nimi jedynie zgodzić.

Ryzykiem jest też sposób raportowania wyników finansowych (rzadziej i nie tak szybko jak w amerykańskich spółkach). Choć podlegają audytowi renomowanej firmy, sprawozdania finansowe mogą też nie spełniać standardów wymaganych przez amerykańskie prawo od zagranicznych firm notowanych na giełdach w USA.

W czynnikach ryzyka Alibaba wymienia także prowadzenie interesów z wykorzystaniem zagranicznych wehikułów inwestycyjnych. Firma podkreśla, że chiński rząd może przestać akceptować tę strukturę, która dziś jest w Chinach dość powszechna.

Ryzkowny jest również konflikt interesów między spółką a Jackiem Ma, jej założycielem i szefem. To on jest głównym właścicielem owych wehikułów inwestycyjnych. Drugim mniejszościowym – akcjonariuszem jest Simon Xie, jeden z członków zarządu

Wehikuły inwestycyjne są też wykorzystywane do przejęć finansowanych przez Alibabę. Jedno z najbardziej znanych – ze względu na skalę transakcji (1 mld dol.) – to zakup mniejszościowego pakietu akcji Wasu Media Holding, firmy zajmującej się internetową telewizją. Papiery kupiła spółka kontrolowana przez prezesa za pieniądze pożyczone przez Alibabę wiceprezesowi. W tej i podobnych operacjach konflikt interesów jest oczywisty i niesie ze sobą ryzyko.

Konflikt interesów dotyczy także Alipay, firmy, którą można nazwać odpowiednikiem PayPal. Alipay rozlicza większość transakcji prowadzonych z wykorzystaniem platform e-commerce Alibaby, a także zajmuje się obsługą transakcji płatniczych dokonywanych za pomocą telefonów komórkowych. Za jej pośrednictwem w 2013 roku przeprowadzono płatności warte 519 mld dol. W 2010 roku spółka została wydzielona z Alibaby (oficjalnym powodem było dostosowanie struktury właścicielskiej do obowiązującego firmy obsługujące transakcje on-line w Chinach prawa) i przejęta przez prezesa i inne osoby z grupy założycieli firmy. Yahoo, które ma 22,6 proc. akcji Alibaby, i japoński Sofbank, który kontroluje 34,4 proc., próbowały oponować, ale zgodnie z obowiązującą w spółce regułą ich głos się nie liczył.

Polityka i księgi

Spora część opisanych w prospekcie ryzyk związana jest z innymi zagrożeniami, które może przynieść ewentualna zmiana lub zaostrzenie polityki władz. To rząd określa bowiem, jakie treści i usługi są dozwolone w Chinach, a te niedozwolone blokuje. Dostawcami usług i infrastruktury są kontrolowane przez rząd telekomy, a połączenia chińskiego internetu ze światem są kontrolowane przez rząd. Władze szykują też zmiany w prawie ograniczające wartość pojedynczych transakcji on-line. Zaostrzane są zasady weryfikacji użytkowników takich płatności. Mogą się też pojawić np. nowe regulacje antymonopolowe.

Nie mniej ważne są kwestie księgowe. W prospekcie zasygnalizowano, że standardy ujawnień się różnią. Securities and Exchange Commission, strażnik amerykańskiego rynku giełdowego, od wielu miesięcy toczy boje z audytorami i chińskim nadzorem giełdowym, by zakres podawanych informacji spełniał amerykańskie standardy. Nieprawidłowości księgowe, takie jak zawyżanie wartości aktywów oraz przychodów, w 2011 roku doprowadziły do wyrzucenia z amerykańskich giełd akcji kilku chińskich spółek.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test