Amerykański budżet domaga się cięć od zaraz

26.07.2011
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda - trudno oprzeć się wrażeniu, że powiedzenie ukute przez autora greckiego dramatu Ajschylosa pasuje jak ulał do walki jaką prowadzą między sobą republikanie i demokraci. Od blisko miesiąca Amerykanie kładą się spać i budzą z wizją apokaliptycznego chaosu, który nastałby gdyby Kongres nie zwiększył dopuszczalnego zadłużenia USA.

Osią planu ratunkowego senatora Toma Coburna są cięcia wydatków o wartości 500 mld dol. (fot. PAP)


Czy rzeczywiście za kilkanaście dni Departament Skarbu nie będzie miał wystarczającej ilości pieniędzy by pokryć zobowiązania administracji amerykańskiej? Czy USA grożą radykalne cięcia budżetowe? A jeśli nie, to o co toczy się bój?

Część ekonomistów stara się bagatelizować problem twierdząc: to walka ideologiczna. Inni, jak np. prof. Paul Krugman, Brad DeLong czy Greg Mankiw, ostrzegają iż nawet jeśli przez kilka dni Departament Skarbu nie będzie mógł uregulować rządowych wydatków wówczas globalna gospodarka może wpaść ponownie w recesję. Dlaczego? Mogą nastąpić gwałtowne tąpnięcia giełdowe i wysoki wzrost cen złota lub innych surowców naturalnych. Inwestorzy mogą też zdecydować się masowo wyprzedać dolary. Nastąpi kolosalna dyslokacja na rynkach finansowych – twierdzą.

Istnieje jeszcze inna strona medalu. Trwa bój o zmniejszenie długoterminowego zadłużenia USA. Drogą do tego jest reforma, obcięcie wydatków związanych z ustawą reformującą dostęp do opieki zdrowotnej – popularnie nazywaną Obamacare. To właśnie tędy przebiega linia sporu. Demokraci nie przyjmują do wiadomości, że nowa ustawa pochłonęła środki budżetowe i zwiększyła deficyt budżetowy o, jak szacują ekonomiści związani z CATO Institute, co najmniej 20 proc. PKB. Demokraci odpierają ataki żądając cięć w budżecie Departamentu Obrony. Republikanie zaś domagają się, by prezydent zgodził się na zreformowanie Obamacare. Dotychczas prezydent nie chciał na ten temat rozmawiać.

> video: Po przemówieniu Obamy

Ale jak podkreśla część ekonomistów w budżecie jest miejsce na cięcia. Przypomina o tym niestety prawdziwa anegdota, że The National Institute of Alcohol and Alcohol Abuse, który stanowi część The National Institute of Health wydał 2,6 mln dol na szkolenie chińskich prostytutek, by spożywały w sposób bardziej odpowiedzialny alkohol w godzinach pracy.

Nic zatem dziwnego, że Amerykanie, jak wskazuje sondaż przeprowadzony na zlecenie Wall Street JournalNBC w połowie lipca 2011 r., a opublikowany 20 lipca 2011 nie chcą zwiększenia limitu zadłużenia przez rząd. Większość optuje za zmuszeniem rządu do cięcia wydatków. Choć mniejszość popierająca przeciwne stanowisko wzrosła w porównaniu z poprzednim miesiącem z 28 do 38 proc.

Bezprecedensowy kryzys administracji USA

Na pewno nie jest to tylko walka ideologiczna. Rzeczywiście zbliża się dzień kiedy Departament Skarbu nie będzie miał wystarczających środków, by pokryć wszystkie wydatki, do których USA się zobowiązały. Nie jest jednak jasne kiedy on nastanie. Szef Departamentu Skarbu Timothy Geithner 2 maja 2011 roku poinformował, że wypadnie to 2 sierpnia. Ale zaraz dodał: “to jest tylko symulacja, oparta na strukturze przychodów budżetowych, a także innych czynnikach w okresie kolejnych trzech miesięcy”. Po 2 sierpnia rząd amerykański musiałby opłacać swoje rachunki wyłącznie z pieniędzy uzyskiwanych na bieżąco. Sekretarz Geithner 1 lipca 2011 roku powtórzył, że ten zerowy, krytyczny dzień dla administracji wypadnie 2 sierpnia.

Bez wątpienia po raz pierwszy w swojej historii rząd Stanów Zjednoczonych znalazł się w tak poważnej sytuacji. Gdy następowała chwila krytyczna, zawsze wychodził z impasu. Ostatnim razem Kongres zwiększył limit na początku 2010 roku do 14,294 biliona dolarów.

Precedensu nie stanowi także “zamknięcie rządu”, zamrożenie niektórych wydatków i zakaz zadłużania się, w latach 1995 i 96. Wówczas bowiem administracja dysponowała pieniędzmi na obowiązkowe wydatki. W pełni sfinansowane były budżety Departamentów Obrony, Transportu, Skarbu. Administracja musiała zawiesić świadczenie tylko części usług. Niektórzy ekonomiści wymieniają trzy przykłady w latach 1790, 1933 i 1979, gdy amerykański rząd nie restrukturyzował długu lub nie zapłacił zysków z obligacji w wyznaczonym terminie. Ale i te zdarzenia nie mogą się równać z obecną sytuacją.

Zdesperowany prezydent Barack Obama na początku lipca 2011 r. zwrócił się o pomoc do prawników. Jego doradcy sugerowali, że w chwili krytycznej mógłby powołać się na punkt 4 artykułu 14 czternastej poprawki do Konstytucji USA i podjąć decyzję samodzielnie. Bo poprawka stwierdza: Ważność publicznego zadłużenia Stanów Zjednoczonych, określonego prawem, także zadłużenie z racji emerytur i płatności za stłumienie insurekcji i buntów nie może być zakwestionowana.

Większość wypowiadających się prawników jest jednak zdania, iż ta poprawka nie usprawiedliwiłaby działania prezydenta z pominięciem Kongresmenów. Wśród konstycjonalistów panuje konsensus, że tylko Kongres może zwiększyć limit zadłużenia budżetowego.

Departament Skarbu nie dysponuje żadnymi nadzwyczajnymi uprawnieniami, na mocy których mógłby sfinansować wydatki rządowe po 2 sierpnia. W czasie kryzysu Departament nie przyspieszy sprzedaży obligacji. Nie może też wypuścić nowych. Inne koncepcje jak kredyty w złocie lub IOUs (bony typu “jestem ci winny”) nie stanowią praktycznego rozwiązania.

Skutki utrzymania deficytu na tym samym poziomie

Co więc się stanie w najczarniejszym scenariuszu? Departament Skarbu będzie zmuszony ograniczyć miesięczne wydatki, o 40-45 proc. A zatem jeśli zdecyduje się zapłacić: zysk od obligacji – 29 mld dol., opłaty związane z Social Security – 49,2 mld dol., opieka medyczna Medicare/Medicaid – 50 mld dol., część opłat związane z obronnością – 31,7 mld dol. oraz zasiłków dla bezrobotnych, które razem będą kosztować 172,7 mld dolarów to nie będzie w stanie pokryć innych wydatków o wartości 134 mld dol. A wśród nich są na przykład wypłaty dla żołnierzy (2,9 mld dol.), renty dla weteranów (2,9 mld dol.), fundusze dla Departamentu Edukacji (20,2 mld dol.), urzędu autostrad federalnych (4,8 mld dol.) i inne.

Konieczne cięcia wywołują nie tylko niepewność i destabilizację, ale uderzą także w gospodarki poza Stanami Zjednoczonymi. Co stanie się w USA?

Ekonomiści z firmy konsultingowej IHS zajmującą się analizą gospodarczych skutków decyzji podejmowanej przez administrację do 3 sierpnia rząd zobowiązany jest wypłacić zasiłki, renty i emerytury o wartości 23 mld dolarów z tytułu ubezpieczeń społecznych. Jeśli Departament Skarbu będzie zmuszony do 40 procentowych cięć wydatków, wypłaty te mogą stanąć pod znakiem zapytania. Opóźnienia spowodują chaos na rynku finansowym, bo wielu płatników ma ustawione płatności w automatycznych systemach komputerowych. Konsekwencją opóźnień będą dodatkowe płatności związane z karami i upomnieniami.

Kolejną ofiarą cięć może być 4,4 mln pracowników budżetowych – skutek, który eksponuje prof. Paul Krugman. Wśród nich są pracownicy służb mundurowych – policjanci i żołnierze. Wielu z nich może otrzymać wypłaty kilka tygodni później. Fakt ten wpłynie na dalsze spowolnienie gospodarki. O skutkach budżetowych mówią ekonomiści związani z największą federacją amerykańskich związków zawodowych AFL-CIO, którzy, na prośbę sekretarza generalnego Richarda Trumka, przygotowali raport na ten temat. Brak funduszy spowoduje zamknięcie parków publicznych, biur paszportowych i innych. Dofinansowana przez rząd firma kolejowa Amtrak, która świadczy usługi milionom pasażerów na Wschodnim Wybrzeżu może zawiesić swoją działalność. Podobnie jak amerykańska firma pocztowa US Postal Service. Skutki dla gospodarki amerykańskiej są trudne do oszacowania.

Zagrożone są też zasiłki oraz bony dla ponad czterech milionów bezrobotnych. Wśród nich znajdują się także ci, którzy dzięki ustawie przegłosowanej przez Kongres w 2010 r. otrzymują bony żywnościowe, mimo iż są na bezrobotni dłużej niż 26 miesięcy – okres, w którym przysługuje im normalny zasiłek. Bezrobotni wydają niemal wszystkie pieniądze na żywność, lekarstwa i pokrycie rachunków, co stanowi dodatkowy impuls dla gospodarki. Spóźnienia wpłat za czynsz, albo spłatą kredytów mogą skutkować eksmisją lub przejęciem nieruchomości przez banki.

Także rynki odczują skutki cięć budżetowych. W jaki sposób? Nikt nie jest pewny. Ekonomiści przywołują jednak opinię szefa Fed Bena Bernanke, który powiedział Kongresmenom, iż moratorium na zadłużanie spowoduje “fale wstrząsowe w całym systemie finansowym”. – Amerykański rząd najwięcej wydaje i wstrzymanie strumienia funduszy z Waszyngtonu będzie odczuwalne na wszystkich rynkach światowych poprzez zyski z obligacji rządu USA i decyzji podejmowanych przez Fed – tłumaczy prof. Brad DeLong.

Czy USA są bankrutem?

Z punktu widzenia ekonomicznego twierdzenie o bankructwie USA nie jest uzasadnione. Można jednak na ten problem spojrzeć jeszcze inaczej – uważa prof. Norman Bailey, doradca ds gospodarczych rządu Ronalda Reagana.

W sierpniu rząd USA musi zapłacić 29 mld dolarów zysków z tytułu obligacji. A jego przychody wyniosą 173 mld  DOL.. Stąd twierdzenie o „bankructwie” rządu Stanów Zjednoczonych wydaje się być niewłaściwe. Trochę poważniejszy problem stanowi 470 mld dolarów długu publicznego do zrolowania w sierpniu.

– Ale rząd amerykański według Financial Report of United States Government posiada 2,88 bln dolarów w gotówce, akcjach, ubezpieczeniach wspartych kredytami hipotecznymi i innych płynnych aktywach. I może nimi spłacić dług Departamentu Skarbu – tłumaczy prof. Bailey.

A jak ustalić priorytety budżetowe?

– W sierpniu rząd w wyniku, zalecanego przez republikanów, audytu departamentów rolnictwa, energii, spraw wewnętrznych, handlu może stwierdzić, iż to co robią jest kompletnym marnotrawstwem pieniędzy publicznych. I je zlikwidować – sugeruje Herman Cain, jeden z kandydatów republikanów w wyborach prezydenckich.

Programy cięć budżetowych

W poprzedni poniedziałek Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę „Cut, Cap and Balance”, która ogranicza wydatki budżetowe o 111 mld dolarów w roku budżetowym 2011. A także tnie wydatki budżetowe w latach 2012-2021 średnio o 20 proc. PKB. I rzeczywiście zezwala na zwiększenie limitu zadłużenia o 2,4 biliona dolarów (tyle ile chciał prezydent Obama) pod warunkiem, że Izba Reprezentantów i Senat przegłosują poprawkę dotyczącą zrównoważenie budżetu. Ustawa nie ogranicza w żaden sposób Medicare ani Social Security. Nie wymaga też cięć budżetu Departamentu Obrony. Nakłada wymaganie uzyskania przeważającej większości głosów w celu podniesienia podatków.

Zarówno ekonomiści ze związanych z republikanami think-tankami Heritage Foundation oraz CATO jak i demokratami „Brookings Institution” określili plan Coburna jako „krok we właściwym kierunku”.

Zupełnie inne zdanie ma były doradca gospodarczy prezydenta Busha, prof. Bruce Bartlett, który uważa, że wymaganie równoważenia budżetu jest nonsensem. Dlaczego? Ten wymóg obowiązywał jedynie władze stanowe: „tak by, jak tylko to jest możliwe, wydatki nie były wyższe niż dochody”.

– Stany nie równoważą budżetów, bo funkcjonują w oparciu o dwa budżety: operacyjny i kapitałowy. Ponadto władze stanowe znane są z tego, że przygotowują budżety tak, by wyglądały na zrównoważone – mówi Bartlett.

Natomiast budżet federalny „nie rozdziela wydatków operacyjnych i kapitałowych takich jak budowa dróg czy budynków, które trwają przez kilka dekad”. Ponadto budżetów stanowych pilnują agencje ratingowe. Jeśli „wydaje im się, że zagrożona jest wypłata zysków z obligacji rządów stanowych natychmiast obniżają ich ratingi”. A rząd federalny nie znajduje się pod tą presją ponieważ „może zawsze dodrukować pieniądze, oczywiście w rozsądnej ilości”. Zdaniem prof. Bartletta ograniczenie wydatków o 20, czy 21 proc. PKB jest trudne do wykonania, bo Kongres nie wie w jakim tempie gospodarka będzie rozwijać się w następnym roku. Kongresmani będą więc zmuszeni do opierania się na prognozach, które są „w przeważającej mierze błędne”.

Plan republikanów jednak został w poniedziałek 18 lipca 2011 przegłosowany przez izbę niższą Kongresu. I ogranicza federalne wydatki od zaraz. Nie zwiększa jednak natychmiast limitu deficytu. By to było możliwe konieczne jest przegłosowanie poprawki dotyczącej równoważenia budżetu przez obie Izby, która następnie musi być ratyfikowana przez wszystkie stany.

W ostatnią środę wieczorem trzech senatorów z ramienia Partii Republikanów i trzech demokratów (gang sześciu) niespodziewanie zdecydowało się przedstawić inny plan. Nie zobowiązuje on administracji do ograniczenia wydatków budżetowych w tym roku budżetowym. Jego celem jest natomiast ograniczenie deficytu budżetowego o 9 bilionów w ciągu 10 lat.

Plan bierze swoją nazwę od nazwiska pomysłodawcy i sponsora senatora Toma Coburna. Osią tego planu są cięcia wydatków związanych z kontrowersyjną ustawą Obamacare w wysokości 500 mld dol. Senator chce też by zarządzaniem opieką medyczną ponownie zajęły się ubezpieczalnie stanowe (Obamacare zakłada stworzenie federalnego, centralnego administracji Medicare). Ale ten plan nie zakłada stworzenia możliwości wyboru subsydiowanego planu opieki medycznej przez emerytów (zakładał go plan reformy Obamacare republikanina Paula Ryana).

Coburn chce podwyższenia indywidualnych, miesięcznych wpłat na rachunek Medicare. Ponadto proponuje stopniowe podwyższenie wieku emerytalnego do 69 roku życia do 2080 r. Republikanin chce podnieść podatki (ograniczenie kwot odpisu od podatku, ulg podatkowych i rekompensat związanych z kredytami hipotecznymi), by do budżetu wpłynęło dodatkowo 960 mld dol. I proponuje dalsze cięcia budżetu Departamentu Obrony o 1 mld dol (były sekretarz obrony Robert Gates ograniczył budżet Departamentu o blisko 8 proc. w stosunku do poprzedniego roku) czyli dużo więcej niż 400 mln  DOL., które proponował prezydent Obama. Proponował rezygnację między innymi z finansowania z budowy lotniskowców i budowy Army’s Ground Combat Vehicle. A także ograniczenie programu the Joint Strike Fighter, eliminując mobilny system obrony powietrznej i redukując arsenał broni nuklearnej.

Rynki dostrzegły plan Coburna. Tuż po jego ogłoszeniu indeks 500 akcji S&P wzrósł o 1,6 proc. do 1326,73. Zaś rentowność dziesięcioletnich obligacji rządu USA spadła o 0,05 punkt procentowego.

Swoją aprobatę natomiast wyraził prezydent Obama: „Chcę złożyć gratulacje gangowi sześciu, który stworzył plan, jak sądzę, zrównoważony”.

W piątek 22 lipca 2011 Senat odrzucił ustawę „Cut, Cup and Balance”. Przewodniczący większości w Izbie Reprezentantów John Boehner wraz z Białym Domem negocjuje cięcia 1,7 biliona długoterminowego zadłużenia, z czego m.in. 650 mld dolarów stanowiłyby wydatki związane z Obamacare, a 1 bilion wydatki obejmujące budżet obronny.

Jak podkreśla część ekonomistów: amerykański budżet domaga się cięć, bo wydatki stanowią 24,3 proc. PKB, a zadłużenie 69,1 proc. PKB.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test