Bank zbyt duży, by powtarzać stare błędy

JP Morgan Chase stracił 2 mld dolarów na instrumentach pochodnych. Informacja zszokowała rynki, uspakajane od dawna, że banki wyciągnęły lekcję po upadku Lehman Brothers. Trudno w to wierzyć skoro największy bank USA nie potrafi zarządzać ryzykiem operacyjnym. Strata banku może mieć konsekwencje nie tylko dla amerykańskiego sektora bankowego.
Bank zbyt duży, by powtarzać stare błędy

James Dimon (CC BY-SA World Economic Forum)

Warto przyjrzeć się finansom największego amerykańskiego banku. JP Morgan Chase & Co (JPMC) to w nomenklaturze amerykańskiej Rezerwy Federalnej bankowy holding finansowy, posiadający ekspozycją kredytową i kapitałową w wielu dziedzinach związanych z bankowością. JPMC zajmuje się gwarantowaniem ryzyka podmiotów i produktów ubezpieczeniowych, gwarantowaniem i obrotem papierami wartościowymi, usługami doradczymi w obszarze finansów i inwestycji, bankowością hurtową, detaliczną, emisjami i sprzedażą sekurytyzowanych aktywów oraz innymi zakresami, dopuszczonymi ustawą Gramm-Leach Bileya z 1999 roku. Bank podlega nadzorowi Fed.

JPMC jest największym holdingiem bankowym w USA, którego wartość aktywów na koniec 2011 roku wynosiła prawie 2,3 biliona dolarów. Wartość rynkowa, kapitalizacja JPMC to ponad 140 mld dolarów, na podstawie obecnych notowań, już po ogłoszeniu strat holdingu na instrumentach pochodnych. Bank poinformował o stracie ponad 2 mld dolarów na obrocie handlowym kredytowymi instrumentami pochodnymi. Straty te spowodowały natychmiastowy ponad 10-procentowy spadek notowań akcji JPMC, a także spadek wartości akcji banków Citigroup, Morgan Stanley i Goldman Sachs – partnerów handlowych JPMC w instrumentach pochodnych.

Jaka jest realna jakość i standing finansowy JPMC? Aby rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie trzeba przeanalizować wyniki banku nie tylko z ostatniego okresu obrachunkowego, czyli w pierwszym kwartale 2012 r., ale także ocenić struktury linii biznesowych JPMC, wagi poszczególnych dziedzin działalności w efektywności ogólnej holdingu JPMC i to oczywiście w dłuższym okresie niż tylko jeden kwartał.

A tak się dobrze zanosiło

Dane finansowe JPMC w I kwartale 2012 r. były dobrym prognostykiem dla inwestorów dla całego obecnego roku. Kapitalizacja banku po ogłoszeniu wyników I kwartału br. była na poziomie około 170 mld dolarów, a wynik netto na 1 akcję 1,31 dol. (na koniec grudnia 2011 r. wartość ta wynosiła 0,9 dol.).

(opr. DG)

(opr. DG)

Aktywa JPMC wzrosły w pierwszym kwartale 2012 r. o 5,5 proc. w porównaniu z ich wartością na koniec pierwszego kwartału 2011 r. Wzrost ten nastąpił przy tym samym wskaźniku wzrostu wartości portfela kredytów dla klientów. Biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie (licząc rok do roku) aż o 13,3 proc. wzrosło tanie finansowanie aktywów depozytami klientów, można być spokojnym o wynik następnych kwartałów w tradycyjnej bankowości tego banku.

Na uznanie zasługuje wskaźnik depozytów do kredytów na poziomie 157 proc.  W pasywach banku przeważają depozyty na krótki termin, które często są zabezpieczeniem operacji na papierach wartościowych. To nie bankowość tradycyjna decyduje jednak o wyniku netto JPMC.

Na koniec marca 2012 r. JPMC miał prawie o 10 mld dol. większe fundusze własne niż rok wcześniej. Po stronie rachunku wyników, istotnym jest odnotowanie większego wzrostu ogółem kosztów operacyjnych (2,2 mld dol.) w stosunku do wzrostu przychodów operacyjnych.

Sprzeczne komunikaty źle świadczą o nadzorze

Aby zrozumieć specyfikę JPMC i wagę wykrytych nieprawidłowości i strat operacyjnych z ostatniego czasu, trzeba spojrzeć na strukturę wyniku netto w poszczególnych liniach biznesowych. Jak widać z tabeli powyżej, w banku tym zdecydowanie dominuje bankowość inwestycyjna. Kolejnymi filarami dochodów JPMC są detaliczne usługi finansowe i karty kredytowe. Bankowość tradycyjna, rozumiana jako obsługa kredytowo-depozytowa osób fizycznych i firm to zaledwie jedna trzecia wielkości dochodu netto, jaki przynosi temu bankowi bankowość inwestycyjna.

A właściwie – jakie przynosić powinna. Ogłoszone straty poniesione w obrocie derywatami kredytowymi, nie tylko zniwelowały cały dochód netto z pierwszego kwartału br. osiągnięty w bankowości inwestycyjnej, ale spowodują przyszły spadek wyniku netto ogółem JPMC, a także jego wartości kapitałowej. Tylko w dniu ogłoszenia strat JPMC nastąpił spadek wartości notowań rynkowych holdingu o 15 mld dolarów.

Spadek notowań byłby być może mniejszy gdyby nie brak dobrego zarządzania kryzysowego ze strony banku. W momencie upublicznienia strat, JPMC nie był w stanie powiedzieć, czy w związku z ogłoszoną stratą zostało złamane bądź naruszone przez holding prawo. W pierwotnej opinii zarządu JPMC i komentarzu do powstałych strat, akcentowana była informacja, że nadzór i audyt ryzyka w holdingu oraz badanie zgodności operacji z procedurami i obowiązującym prawem prowadzone były przez najlepszych menedżerów. Towarzyszyło temu jednak zastrzeżenie, że strata banku może wzrosnąć o kolejny 1 mld dolarów. Całość strat z nietrafionych operacji na portfelu handlowym derywatów przypisywana jest działalności jednostki operacyjnej holdingu w Londynie.

Składanie niespójnych oświadczeń zarządu po upublicznieniu strat, przeczy praktyce dobrej jakości nadzoru i zarządzania ryzykiem operacyjnym w JPMC. Inwestorzy, klienci banku wiedzą, że zawinili ludzie, pracownicy banku. Pozostają jednak w niepewności, czy stało się to za wiedzą i aprobatą zarządu czy nie. Bardziej prawdopodobne wydaje się to pierwsze. Jeśli tak – mamy kolejny przykład wielkiego bankowego oszustwa, jak to było w innych bankach, o czym pisałem w publikacji Banki zbyt duże i naiwne.

Strata JPMC ma poważne konsekwencje finansowe dla banku. Przełożyła się na obniżkę ratingu przez agencje S&P, Moody’s o jeden stopień i skutkuje co najmniej o 2 do 5 proc. wyższym kosztem finansowania z rynku bankowego. Również klienci nie pozostaną obojętni na informację o stracie operacyjnej. Utrzymanie przez JPMC podobnej jak w pierwszym kwartale 2012 r. wielkości portfela depozytów i adekwatnej do tego skali obrotu na papierach – będzie niezwykle trudne. Przypomnieć tu warto, że holding ten miał już na koncie poważną wpadkę z wynikami w obrocie instrumentami pochodnymi w 2008 r. Strata wyniosła wówczas prawie 10 mld dolarów. Mamy więc do czynienia z recydywą.

(opr. DG)

(opr. DG)

Naturalnym wytłumaczeniem tak dużej straty JPMC na instrumentach pochodnych i portfelu handlowym w 2008 r. byłby oczywiście upadek Lehman Brothers i efekt kryzysu rynku finansowego w USA. Przyglądając się jednak wynikom banku, strukturze jego portfela, rachunkowi wyników trudno nie odnieść wrażenia, że jest to tylko część prawdy, moim zdaniem nie więcej niż 30-procentowa.

Reszta ówczesnej straty to skutek zbyt dużego „apetytu na ryzyko”. Bank nadmiernie, w nieuzasadnionym zakresie angażował się w operacje o charakterze spekulacyjnym, wykorzystując do tego kreowane i będące w obrocie holdingu instrumenty pochodne, w tym  kredytowe.

Nieodrobiona lekcja

Zestawiając strukturę rodzajową portfela kredytów JP Morgan & Co (dominacja kredytów hipotecznych) z obecnymi stratami w obrocie kredytowymi instrumentami pochodnymi – widać gołym okiem, że bank ten nie odrobił lekcji z kryzysu w 2008 roku.

(opr. DG)

(opr. DG)

Przypomnieć trzeba, ze zarzewiem i źródłem utraty płynności i wypłacalności niektórych podmiotów rynku finansowego w USA był brak obsługi kredytów hipotecznych i niewypłacalność emitentów obligacji zabezpieczonych hipotekami. JPMC specjalizuje się w kredytach związanych z zakupem nieruchomości, w bankowości inwestycyjnej – kreując instrumenty potrzebne „na transfer” (sprzedaż) ryzyka kredytowego. Dokonuje obrotu tymi właśnie instrumentami, jako jeden z największych graczy rynku. Skoro po czterech latach bank wpada w podobne kłopoty – kiepska jest ta specjalizacja JP Morgana & Co.

Analizując sytuację banku można też dostrzec, że w ciągu ostatnich czterech lat nastąpiła zmiana w strukturze czasowej instrumentów dłużnych własnych, którymi bank finansuje swoją działalność. Nastąpił w tym czasie znaczny przyrost – w relacji do wielkości kapitału – udziału długu krótkoterminowego przy jednoczesnym spadku udziału długu z wykupem na długie terminy.

Jest to o tyle istotne, że USA mają najlepiej rozwinięty w świecie i najbardziej płynny rynek obrotu instrumentami dłużnymi przedsiębiorstw, a JP Morgan & Co. to jeden z najlepszych aranżerów, gwarantów emisji długu i jego sprzedaży. Wartość depozytów terminowych w relacji do aktywów spadła z 4,9 proc. w 2008 r. do 2,2 proc. w 2011 r. Suma bilansowa JPMC w okresie 2008-2011 wzrosła, a tymczasem udział w niej depozytów terminowych i długu na długi termin spadł. Dziwne, że bank nie był w stanie zapewnić sobie możliwości sprzedaży własnych instrumentów dłużnych na efektywne, długie terminy.

Konsekwencje dla banku i rynku finansowego

Komisja giełdowa podjęła wstępne śledztwo w JP Morgan & Co. w celu skontrolowania praktyk rachunkowych, sprawozdawczych, sposobu i czasu upubliczniania przez holding strat finansowych. Na ich wyniki trzeba będzie poczekać. Strata banku i towarzyszące jej okoliczności otworzyła już jednak na nowo w USA debatę na temat konieczności podziału, rozbicia na mniejsze podmioty, pięciu największych holdingów bankowych w USA.

Zarządzanie ryzykiem w tak dużych koncernach finansowych jak JP Morgan & Co. nadal jak widać pozostawia wiele do życzenia. A to, podobnie jak poprzednie przypadki wielkich oszustw, kradzieży maklerów, powoduje generalny brak zaufania do tzw. SIFI, czyli podmiotów systemowo ważnych nie tylko dla krajowego, ale także globalnego rynku finansowego.

Obecna strata na portfelu instrumentów pochodnych, brak nadzoru nad ryzykiem operacyjnym będą miały poważne konsekwencje dla standingu i postrzegania JPMC przez inwestorów oraz przez rynek finansowy. Utrata zaufania przełoży się na wyższy koszt finansowania holdingu. Rynek a zwłaszcza analitycy ryzyka finansowego będą długo pamiętać bankowi stratę na instrumentach pochodnych.

W latach 90-tych ubiegłego wieku JP Morgan (jeszcze wtedy bez Chase Manhattan Bank w swojej strukturze) był twórcą metody „value at risk”. Stała się ona punktem odniesienia dla modeli zarządzania ryzykiem we wszystkich poważnych bankach w świecie. Zgodnie z tym co do tej pory wiemy na temat przyczyn obecnej straty analizowanego holdingu – JP Morgan & Co. zaniżał wartość ich portfela pochodnych kredytowych i nie odnosił jej do aktualnych cen na rynku. Paradoksem jest więc, że twórca modelu „szacowania ryzyka według aktualnej wyceny rynku”, sam jej nie stosował.

Strata JP Morgana & Co. jest tym boleśniejsza, że w przeciwieństwie do rynku finansowego strefy euro, amerykański rynek bankowy i jego znaczące podmioty powoli odzyskiwały już zaufanie inwestorów i uczestników globalnego rynku finansowego. Strata i jej okoliczności w JPMC hamują widoczny proces naprawy finansów w Stanach Zjednoczonych, a co gorsze, poddają w wątpliwość trafność regulacji przyjętych po 2008 roku dla zapobiegania kryzysowi systemowemu i ochrony interesów uczestników rynku.

Skutkiem straty, jaką poniósł JP Morgan & Co. będzie zapewne powrót odłożonych na razie na półkę inicjatyw na rzecz ograniczenia wielkości holdingów bankowych. Ma to na celu poprawę zarządzania wszelkimi kategoriami ryzyka bankowego. Prawie dwa lata temu, senacki projekt kolejnych reform finansowych, w tym wprowadzenia maksymalnych rozmiarów amerykańskich banków, znany jako plan Browna-Kaufmana, miał poparcie 33 senatorów. Niewiele brakowało, aby został wówczas przyjęty.

Sprawa ta na nowo może powrócić na polityczny porządek dnia. Aktualnie senat USA zapoznaje się z propozycją ustawodawczą senatora z Ohio, projektem o nazwie „SAFE, prawo bankowe”. SAFE to: „bezpieczna, księgowa, rynkowa i efektywna ustawa bankowa”.  Propozycja ta ma w zamyśle zmusić do ograniczenia skali działania dużych banków amerykańskich.

Idea SAFE sprowadza się do motta: „banki zbyt duże, aby upaść trzeba zmniejszyć, aby ich bankructwo nie powodowało globalnej paniki”. SAFE – w przypadku uchwalenia – ograniczy ryzyko systemowe rynku bankowego USA. Ryzyka operacyjnego SAFE  nie wyeliminuje, ale straty z tytułu nadużyć w dużych bankach, takich jak JP Morgan Co, będą mierzone nie w miliardach, a w milionach dolarów.

Zbigniew Zarazik

James Dimon (CC BY-SA World Economic Forum)
(opr. DG)
Sytuacja-JP-Morgan-&-Co.-w-I-kwartale-2012-r
(opr. DG)
Bankowość-inwestycyjna-JP-Morgan-&-Co,--obrót-instrumentami-pochodnymi
(opr. DG)
T.3.Dane-podstawowe-JP-Morgan-&-Co.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Willem Buiter: Eurosystem o włos od katastrofy

Kategoria: VoxEU
Banki centralne Eurosystemu, które posiadają znaczne zasoby długu państwowego, narażone są na wysokie ryzyko upadłości w przypadku niewypłacalności swoich rządów. Zdolność Eurosystemu do przetrwania będzie wówczas zagrożona.
Willem Buiter: Eurosystem o włos od katastrofy