Cypr uratowany na niemieckich warunkach

25.03.2013
Cypr został uratowany. Program pomocowy dla kraju zbliżony jest do pierwotnych propozycji niemieckich. Jest też bardziej sprawiedliwy niż ten, który zakładał opodatkowanie depozytów. Jeroen Dijsselbloem, holenderski minister finansów i szef eurogrupy nazwał go wzorem dla innych krajów. Dość ryzykownie – ów wzór może bowiem wywołać panikę w strefie euro.
Jeroen Dijsselbloem (w środku) szef eurogrupy na konferencji prasowej 15 marca 2013. Fot. CC BY-NC-ND By Eu Council Eurozone

Jeroen Dijsselbloem (w środku) szef eurogrupy na konferencji prasowej 15 marca 2013. Fot. CC BY-NC-ND By Eu Council Eurozone

Jeroen Dijsselbloem (w środku) szef eurogrupy na konferencji prasowej 15 marca 2013. Fot. CC BY-NC-ND By Eu Council Eurozone

Game of chicken – tak w świecie anglosaskim określa się zabawę, w której jedno dziecko biegnie na drugie, a przegrywa to które pierwsze ustąpi. Najgorszym możliwym rezultatem jest oczywiście zderzenie obu graczy. Jeśli tę analogię przenieść na negocjacje trojki z Cyprem, to trzeba przyznać, że w nocy z niedzieli na poniedziałek takie zderzenie było o włos, najbliżej w dotychczasowej historii rozmów z państwami zagrożonymi opuszczeniem euro. Ostateczny rezultat jednak nie zaskakuje – mały Cypr bał się opuścić unię walutową, więc musi pogodzić się z warunkami narzuconymi przez eurogrupę, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Co ciekawe, po dziewięciu dniach chaotycznych negocjacji, wzajemnego straszenia i wizyt w Moskwie, powrócono do punktu wyjścia tzn. do propozycji niemieckiej, popieranej także przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Nowy pakiet pomocowy zakłada bowiem de facto kontrolowaną upadłość dwóch największych cypryjskich banków i traktowanie ich wierzycieli zgodnie z priorytetem roszczeń. Nie wejdzie też w życie podatek od depozytów poniżej 100 tysięcy euro, bo mający gwarantować te depozyty Cypr łaskawie zgodził się ich nie konfiskować.

Dziś już wiemy, że plan prezydenta Cypru Nicosa Anastasiadesa był inny – chodziło o to aby jak najmniej opodatkować głównie rosyjskie depozyty powyżej 100 tysięcy euro, a przy tym zebrać 5,6 mld euro wymagane przez trojkę. Stąd wzbudzające ogromne emocje rozwiązanie z 16 marca – zajęcie 9,9 proc. z depozytów powyżej 100 tysięcy euro i konieczne w takim wypadku 6,75 proc. z depozytów mniejszych. Wszystko aby ocalić dotychczasowy model gospodarczy – pralni pieniędzy, bądź bardziej elegancko – centrum offshore-bankingu.

Strefa euro na szczęście dla niej i na nieszczęście dla Cypru przekreśliła te plany. W nowym porozumieniu nie ma zbyt wielu liczb, ale wiadomo, że „strzyżenie” bogatszych depozytariuszy będzie nie na poziomie 9,9 proc., ale kilkudziesięcioprocentowym. Taka będzie bowiem konsekwencja utworzenia z Banku Laiki tzw. złego banku, gdzie zostaną przeniesione wszystkie nieubezpieczone depozyty. Bank of Cyprus ma być za to dobrym bankiem z ubezpieczonymi depozytami do 100 tysięcy euro.

Co ważne, „strzyżenia” nie zacznie się od posiadaczy lokat, ale bardziej logicznie od akcjonariuszy i obligatariuszy banków, a więc współwłaścicieli części ich majątku. Trzeba przyznać, że bardziej sprawiedliwe jest podejście „musisz stracić bo miałeś akcje banku, który utopił na greckich obligacjach” niż „musisz stracić bo włożyłeś oszczędności do banku z gwarancjami państwa, zamiast kupić jego akcje”.

Oczywiście, żeby ten plan zadziałał konieczna jest kontrola kapitałów – restrykcje związane z wypłatami plus zakaz wywożenia pieniędzy z wyspy. To druga puszka Pandory, który otworzono przy okazji Cypru. Każdy myślący Grek, Irlandczyk, Portugalczyk czy Hiszpan (trzy pierwsze kraje objęte są programem pomocowym trojki, w Hiszpanii pomoc obejmuje sektor bankowy) wyobraża sobie teraz, że jego lokaty mogą zostać opodatkowane, a jeśli trzymałby pieniądze pod poduszką, to pewnego dnia i tak wprowadzony może zostać zakaz ich wywozu z kraju. Dlatego absolutnie nieprzemyślana była wypowiedź szefa eurogrupy Jeroena Dijsselbloema, o tym że pakiet pomocowy przyznany Cyprowi może być nowym modelem rozwiązywania problemów sektora bankowego w strefie euro.

>>Więcej o dotychczasowej pomocy unijnej dla zagrożonych krajów

Miejmy nadzieję, że większość ciułaczy na Południu albo tego nie usłyszała, albo w przeciwieństwie do szefa eurogrupy zdaje sobie sprawę, że Cypr, z sektorem bankowym sięgającym w porywach 900 proc. PKB, był jednak przypadkiem szczególnym. Jeśli nie może zadziałać samospełniające się proroctwo – run na banki spowodowany nawet słabo uzasadnioną obawą przed skrajnymi decyzjami, może te decyzje wywołać. Nie jest chyba przypadkiem, że w czasie cypryjskiej przepychanki z trojką rekordy bije Bitcoin – wirtualna waluta, zapisana wyłącznie na komputerze. To że nawet ona wielu wydaje się bezpieczniejsza niż gwarancje państw jest chyba najlepszym komentarzem do tego jak rozwiązywany jest kryzys w unii monetarnej.

Kryzys cypryjski może przyśpieszyć wydarzenia w strefie euro. Bądź w kierunku rozpadu, bądź stopniowej naprawy. Kluczowe jest to, że we wspomnianym „game of chicken” Niemcy nie ustąpiły do ostatniej chwili. Na pewno zwrócili na to uwagę premierzy Hiszpanii, Portugalii i Grecji oraz politycy włoscy. Ich kraje są nieporównywalnie większe i ważniejsze dla istnienia strefy euro od Cypru, ale wiedzą oni już, że Niemcy nie podpiszą więcej czeku in blanco.

Analitcy Open Europe zwracają uwagę, że aktorem politycznym stał się w ostatnich dniach także Europejski Bank Centralny. „EBC ustanawiając ultimatum zasygnalizował, że jest gotów użyć znacznej dźwigni i kontroli, które ma aby doprowadzić do tego co postrzega jako pożądany rezultat. To oznacza, że ​​staje się coraz bardziej aktorem politycznym (na co jego mandat nie pozwala). W połączeniu z poczuciem niesprawiedliwości, które zostało zbudowane u wszystkich stron może to prowadzić do ugruntowania podziału na Północ i Południe strefy euro, co uczyni przyszłe rozmowy trudniejszymi” – przewidują.

Jedynym pewnikiem w obecnej sytuacji jest to, że nawet jeśli wybrano najmniej złe rozwiązanie stanowiąca 0,2 proc. unijnego PKB gospodarka cypryjska słono za nie zapłaci. 10 mld euro pomocy zwiększy zadłużenie do 140 proc. PKB i to zakładając, że nie będzie recesji. Recesja zaś będzie. Różnie szacuje się jej skalę w pierwszym roku, ale to liczby z przedziału 5 do 15 proc. „Istnieje duże ryzyko, że Cypr stanie się gospodarką zombie – zależną od finansowania ze strefy euro i pewnie wymagającą dalszych działań ratunkowych” – ocenia Mats Persson w „The Telegraph”.

Podsumowując: program ratunkowy dla Cypru mógł być znacznie gorszy niż jest, ale miejmy nadzieję, że Jeroen Dijsselbloem powie że żartował mówiąc, że ma być wzorem dla innych krajów.


Tagi


Artykuły powiązane