• Marek Chądzyński

Euro z Unii przeciw inflacji

21.04.2011
Ministerstwo Finansów będzie wymieniało na rynku część środków pozyskiwanych z Unii Europejskiej. Ma to pomóc NBP w ustabilizowaniu nadpłynności w sektorze bankowym, która jest dziś historycznie wysoka. Może też umocnić złotego, co złagodziłoby presję inflacyjną.
Marek Belka i Jacek Rostowski (fot. NBPtv)

Marek Belka i Jacek Rostowski (fot. NBPtv)

Marek Belka i Jacek Rostowski (fot. NBPtv)

Skala nadpłynności sięga 100 mld zł. NBP ściąga ją z rynku za pomocą emisji bonów siedmiodniowych. Kilka dni temu padł rekord: bank centralny sprzedał bony za 101,8 mld zł.

Tak dużo wolnych środków w bankach bierze się z emisji nowego pieniądza przez bank centralny. NBP musi go emitować, bo Ministerstwo Finansów wymienia w nim pieniądze pozyskiwane z Unii Europejskiej i z emisji obligacji za granicą. W pierwszym kwartale tego roku resort wymienił w ten sposób 2,7 mld euro.

Zamiana euro na złote w banku centralnym ma swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że jest ona całkowicie neutralna dla rynkowego kursu złotego. Minus – to generowanie dużej nadpłynności w sektorze bankowym. Jej skala decyduje o poziomie rynkowych stóp procentowych, zwłaszcza tych krótkich, typu overnight. Im nadpłynność jest większa, tym stopy rynkowe bardziej odbiegają od stóp NBP. Czyli skuteczność polityki pieniężnej staje się co najmniej dyskusyjna.

Uzgodnione w trakcie spotkania ministra finansów Jacka Rostowskiego z prezesem NBP Markiem Belką rozwiązanie, by Ministerstwo Finansów zaczęło wymieniać środki z UE na rynku za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego, ma zatrzymać narastanie nadpłynności w sektorze bankowym. Jego skutkiem ubocznym prawdopodobnie będzie umocnienie złotego – w tym roku MF będzie miało w tym roku do dyspozycji 13-14 mld euro, w przyszłym 17-18 mld euro. Jaki będzie dokładny harmonogram wymiany – tego nie wiadomo. Z komunikatu wiceministra finansów Dominika Radziwiłła wynika, że sprzedaż ma być regularna, a jej skala będzie zależeć od płynności rynku.

To, że złoty się umocni jest na rękę obu instytucjom. Dla NBP oznacza to skuteczniejszą walkę z bieżącą inflacją: mocny złoty ograniczy negatywny wpływ wzrostu cen paliw na świecie i żywności z importu. Dla Ministerstwa Finansów umocnienie naszej waluty to bardziej korzystna wycena zagranicznej części długu.

Łukasz Tarnawa, PKO BP

Nadpłynność w sektorze bankowym rzeczywiście jest historycznie wysoka i wynika ona właśnie z napływu do Polski środków unijnych. Wymiana ich w NBP powoduje dodatkową emisję pieniądza. Nadpłynność rzędu 100 mld zł powoduje, że stawka Polonia odjeżdża od swojego benchmarku, jakim jest stopa referencyjna NBP. To stawia pod znakiem zapytania skuteczność polityki pieniężnej. Do tej pory euro z Unii było zamieniane na złote w NBP. Przed kryzysem nadpłynność w sektorze bankowym była mała, bo „zjadała” ją akcja kredytowa banków. Poza tym do Polski napływał kapitał zagraniczny, co umacniało złotego. Teraz mamy sytuację, w której od zerowej nadpłynności w 2009 roku przeszliśmy do poziomu 100 mld zł, czyli największego w historii. To kolosalna zmiana.

Decyzja o wymianie części środków przez rynek to upieczenie co najmniej dwóch pieczeni przy jednym ogniu. Pierwsza to ustabilizowanie sytuacji z nadpłynnością. Druga to – nie miejmy złudzeń – kwestia kursu złotego. Obecny poziom kursu jest uznawany przez obie instytucje za niedowartościowany. Dla NBP złoty jest zbyt słaby ze względu na procesy inflacyjne, dla MF z punktu widzenia wielkości długu publicznego. Na pewno aprecjacja złotego, która może wynikać z wymiany środków unijnych przez rynek, jest korzystna dla obu instytucji.

Kwota 13 mld euro, jaką będzie miało do dyspozycji Ministerstwo Finansów w tym rok – to bardzo dużo. Przy takiej skali jakaś gra na osłabienie złotego jest z dużym prawdopodobieństwem skazana na porażkę. Rynek wie, że to są realne stałe przepływy, a nie jakaś jednorazowa operacja. W takiej sytuacji bardziej prawdopodobne jest umocnienie złotego, niż jakaś gra na jego osłabienie.

Maciej Reluga, BZ WBK

Wymiana środków unijnych przez rynek może umocnić złotego i w ten sposób nieco pomóc w zmniejszeniu presji inflacyjnej. W sumie to ciągle mamy trend aprecjacyjny złotego, tylko ciągle jest on przerywany globalnymi wydarzeniami. A to kryzys grecki, a to problemy Irlandii, czy też ostatnio napięcia na Bliskim Wschodzie – takie czynniki trudno jest przewidzieć. Teraz, gdy wiadomo już, że MF będzie wymieniał środki unijne na rynku, a nie w NBP, zajmowanie spekulacyjnych pozycji przeciwko złotemu może być trudniejsze. Jest jasne, że tak duża kwota euro, jaką dysponuje MF, może złotego umocnić. Tym bardziej, że wystarczyło kilkadziesiąt milionów euro, żeby pod koniec roku sprowadzić kurs euro-złoty poniżej 4 zł za euro. O tym, że rynek jest tego świadom, świadczy jego reakcja na informacje z MF i NBP: złoty się umocnił. Jednak, żeby ta reakcja była trwała musi nastąpić konkretne działanie MF. Na razie mamy deklaracje i to ogólne. Znamy tylko limity kwot, natomiast ministerstwo nie przedstawiło zbyt wielu szczegółów.

Prezes NBP i minister finansów mówili też zgodnie, że takie działanie, jak konsolidacja fiskalna powinno zmniejszać presję na zaostrzanie polityki pieniężnej. Modelowo rzeczywiście tak jest. Ale gdy bliżej się przyjrzymy szczegółom tej konsolidacji to widać, że w dużym stopniu opiera się ona na przedsięwzięciach, które dla inflacji są neutralne. Chodzi o ograniczenie transferów do OFE. Poza tym pamiętajmy, z jakiego poziomy deficytu schodzimy. Nawet ograniczenie go o 2 pkt proc. PKB w ciągu roku nie zmienia wiele, bo deficyt ciągle będzie wysoki, rzędu 6 proc. PKB.


Tagi


Artykuły powiązane