Jedna unia rozpoczęta, trzy dopiero wymyślone

21.10.2013

Prawdziwa unia bankowa jest konieczna aby strefa euro przetrwała, ale nie wystarczy aby się rozwijała. Następnym krokiem powinna być unia fiskalna, potem gospodarcza i polityczna. Ich stworzenie będzie jednak niezwykle trudne biorąc pod uwagę ilość niewiadomych po drodze  – to wnioski z konferencji „Unions in the Making” zorganizowanej przez NBP.

Od lewej:  Thorsten Beck, Reza Moghadam, Stanisław Kluza. Fot. nbp.pl

Od lewej: Thorsten Beck, Reza Moghadam, Stanisław Kluza. Fot. nbp.pl

Od lewej: Thorsten Beck, Reza Moghadam, Stanisław Kluza. Fot. nbp.pl

– Mam nadzieję, że nie macie nam za złe, że nazwy paneli są humorystyczne – mówił podczas otwarcia konferencji „Unions in the making” (czyli „Unie w budowie”) 18 października prezes NBP prof. Marek Belka. I faktycznie nazwa panelu o unii bankowej wskazywała na jej niedokończenie, w kolejnym tytule proszono o skasowanie niewłaściwego z dwóch pytań: dlaczego unia fiskalna jest możliwa/niemożliwa, w tytule panelu o unii gospodarczej pojawiły się dwa znaki zapytania, a ostatni swoją nazwę wziął od piosenki marzyciela Johna Lennona – „Unia polityczna: wyobraź sobie jeśli potrafisz”.

Trzy z czterech wymienionych unii istnieją na razie tylko w sześciostronicowym dokumencie „W kierunku rzeczywistej unii gospodarczej i walutowej”, pod którym w czerwcu 2012 roku podpisał się przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. Są więc bardziej ciekawą koncepcją intelektualną niż planem politycznym z wiarygodnym harmonogramem.

Nawet pierwsza i najbardziej realna z unii – bankowa, daleka jest od dokończenia. Od przyszłego roku zacznie co prawda działać wspólny nadzór nad bankami w strefie euro umieszczony w Europejskim Banku Centralnym, ale wspólny mechanizm uporządkowanej likwidacji banków, a także wspólny system gwarancji depozytów nie będą tak łatwe do uzgodnienia. Jako pierwszy na piątkowej konferencji zauważył to Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów.

Problem zdefiniował Reza Moghadam, dyrektor departamentu europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jego zdaniem unia bankowa to sposób na powrót od rozproszonego systemu finansowego, który niesprawiedliwie np. różnicuje oprocentowanie kredytów dla takich samych małych firm, do systemu bardziej zintegrowanego, z jakim mieliśmy do czynienia przed kryzysem. To większe zintegrowanie dla Europy Środkowej i Wschodniej oznaczać może większą ilość przepływów transgranicznych, które pobudziłyby wzrost gospodarczy.

Reza Moghadam przedstawił także proste rozwiązanie problemu pokusy nadużycia przy dofinansowaniu banków z problemami. Jego zdaniem w razie problemów dokapitalizować powinno się tylko banki rentowne, nie zaś takie, które po przyjęciu pomocy znikną z rynku.

– Nie da się utrzymać strefy euro bez unii bankowej, ale sama unia bankowa nie pozwoli wyjść z obecnego kryzysu – podsumował prof. Thorsten Beck z Uniwersytet w Tilburgu.

Jako projekt nad którym strefa euro powinna pracować jednocześnie z unią bankową często wskazywana jest unia fiskalna. Problem w tym, że tu postępy są jeszcze mniejsze. Ludwik Kotecki przypomniał co prawda, że nawet nienależąca do strefy euro Polska musi wysłać projekt budżetu do Komisji Europejskiej, aby „zyskać niezależny głos w debacie o budżecie narodowym”, ale od tego kroku do federalnego budżetu europejskiego droga jeszcze bardzo daleka.

Nie wiadomo zresztą czy to wspólny budżet europejski ma być ostatecznym celem unii fiskalnej. Uczestnicy konferencji podkreślali bowiem, że tę unię można różnie rozumieć – jako wspólne ustalanie budżetów narodowych, jako transfery pomiędzy krajami członkowskimi, w końcu jako budżet federalny przeznaczony na zdefiniowane wcześniej wspólne cele. Oczywiście europejski budżet rodzi pytanie o europejskie podatki, które nie jest politycznie wygodne.

Jeszcze bardziej niewygodna jest góra długów z przeszłości, które w wielu krajach dawno przekroczyły dozwolony poziom 60 proc. PKB.  Gdyby deficyty te można było zredukować zmniejszyłoby to koszty finansowania wielu państw Południa i zwiększyłoby tempo wzrostu w całej Unii Europejskiej.

Mirosław Gronicki, były minister finansów ocenił jednak, że za bardzo skupiamy się na słowie „deficyt” zapominając o stronie przychodowej i np. harmonizacji podatków. W dodatku – jego zdaniem – deficyt i dług mogą iść w przeciwnych kierunkach. Niemcy ostatnio mają niski deficyt, ale dług publiczny wciąż im rośnie. Można więc złośliwie zauważyć, że Berlin sam ma problemy z polityką, którą narzuca innym.

Z tych wszystkich powodów w trakcie konferencji porównywano nawet strefę euro do apartamentowca, rozdartego między dwoma skrajnościami – albo lokatorzy interesują się tylko własnymi mieszkaniami i nie obchodzi ich cały budynek, albo boją się, że cały apartament będzie decydował o wszystkim co dzieje się w ich mieszkaniach.

Z tego jednak wynika, że jakiś złoty środek jest możliwy i strefa euro może go znaleźć. Szybkie, ani łatwe to jednak nie będzie.


Tagi


Artykuły powiązane