Kto zapłaci podatek bankowy?

04.04.2011
W Ministerstwie Finansów trwają prace nad projektem ustawy o podatku, który obciąży banki i inne instytucje finansowe. Środowisko finansistów krytykuje pomysł. Na końcu i tak zapłaci klient.
Wielka Brytania już wprowadziła nowy podatek od banków (CC By Laird of Oldham)

Wielka Brytania już wprowadziła nowy podatek od banków (CC By Laird of Oldham)

Wielka Brytania już wprowadziła nowy podatek od banków (CC By Laird of Oldham)

W głowach polityków z różnych państw Unii Europejskiej wykiełkował pomysł by opodatkować banki. Skoro w trakcie kryzysu rządy wyciągały pomocną dłoń w stronę sektora finansowego, udzielając mu gwarancji, a czasami wręcz przejmując balansujące na krawędzi bankructwa instytucje, to teraz powinny one spłacić dług i wesprzeć państwowe budżety.

Podatek taki obowiązuje już chociażby w Wielkiej Brytanii. Polscy politycy nie zostali w tyle, i też zaproponowali opodatkowanie banków. Swoje pomysły przygotowały Prawo i Sprawiedliwość oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej. PIS chce opodatkowania banków, zakładów ubezpieczeń i funduszy inwestycyjnych kwotą 0,39 proc. sumy aktywów. Wyjątek robi jedynie dla małych instytucji, których aktywa nie przekraczają 10 mln zł. Z kolei SLD chciałby podatku w wysokości 0,25 proc. od aktywów instytucji finansowych. Nasi politycy uzasadniają swoje pomysły m.in. podwyżką VAT wprowadzoną przez rząd. Ich zdaniem w kosztach łatania dziury budżetowej powinny partycypować również instytucje finansowe.

Rząd podchwycił pomysły opozycji. W Ministerstwie Finansów trwają prace nad własnym projektem ustawy o podatku bankowym. Co prawda prace mogą się nieco przedłużyć, bo odpowiedzialny za projekt wiceminister finansów Dariusz Daniluk podał się do dymisji, ale rząd raczej nie zrezygnuje z tego pomysłu.

Powodów jest kilka, pierwszy to zbliżające się wybory. Propozycja podatku bankowego wprawdzie zniechęci do Platformy Obywatelskiej środowisko bankowców, ale szerokie rzesze społeczeństwa przyklasną temu pomysłowi. W tym przypadku wygra myślenie „skoro my musimy płacić wyższe podatki, to oni (w domyśle bogate banki), niech też zapłacą”.

Podwyżką podatku VAT i majstrowaniem przy reformie emerytalnej rząd i tak popsuł już swój wizerunek, więc musi zrobić coś, co odwróci uwagę opinii publicznej. A przecież dodatkowe środki na pewno się przydadzą. Minister finansów Jacek Rostowski obiecuje jednak, że zebrane z bankowego podatku pieniądze nie trafią do budżetu, a do specjalnego funduszu przeznaczonego na zażegnywanie kryzysowych sytuacji w  sektorze bankowym.

Głosów krytyki jednak nie brakuje. Przeciwnikiem podatku bankowego jest nawet wicepremier Waldemar Pawlak, który twierdzi, że Polsce wystarczy działanie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Suchej nitki na pomysłach rządu nie zostawia środowisko finansowe. Związek Banków Polskich stwierdza, że nie ma podstaw do wprowadzenia takiej daniny, bo przecież polski rząd nie musiał wspierać banków w czasie kryzysu. Poza tym nasz system bankowy i tak jest mocno obciążony podatkami. W 2009 roku banki zapłaciły ponad 2 mld zł podatku dochodowego i niemal 1 mld zł VAT.

Do tego dochodzą składki na organy nadzoru, czy Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W ubiegłym roku stawka opłaty na rzecz BFG wzrosła, co spowoduje, że w tym roku banki wpłacą tam ok. 720 mln zł, czyli dwa razy więcej niż w poprzednich latach. Banki boją się ponoszenia dodatkowych kosztów, ale same przyznają, że konsekwencje dotkną również ich klientów oraz gospodarkę. ZBP wyliczył, że każde odprowadzone przez sektor 0,5 mld zł podatku oznaczałoby ograniczenie akcji kredytowej dla przedsiębiorstw o 5 mld zł.

To faktycznie polskiej gospodarce raczej się nie przysłuży. Ograniczenie akcji kredytowej może być zabójcze dla części małych i średnich przedsiębiorstw. Co więcej, w ostatecznym rozrachunku koszty podatku i tak poniosą klienci. Trudno się bowiem spodziewać, by wzięli je na siebie akcjonariusze decydując się na niższe dywidendy. Banki kolejne obciążenie przerzucą w koszty swoich usług. Nie oznacza to, że automatycznie w górę pójdą wszędzie opłaty za prowadzenie rachunku, ale może się okazać, że w tabelach opłat i prowizji pojawi się sporo drobnych, ale  niekorzystnych zmian. Dla klientów skutki wprowadzenia podatku mogą się też objawić w formie utraconych korzyści. Ostatnio widać jak banki ochoczo obniżają marże na kredytach hipotecznych, czy wprowadzają bardziej opłacalne warianty kont osobistych. Takie procesy mogą zostać zahamowane, a klienci stracą szansę do oszczędności na bankowych usługach.

Aktualnie trudno ocenić skalę zjawiska, bo nie wiadomo jeszcze jaki będzie kształt nowego podatku. Prace w resorcie finansów są wciąż w toku. Propozycja PIS mówiła o stawce 0,39 proc. od aktywów banków, co – wedle szacunków zawartych w tym projekcie – miało spowodować, że banki zapłaciłyby ponad 4 mld zł podatku, ubezpieczyciele ponad 0,5 mld zł, a fundusze inwestycyjne ok. 0,4 mld  zł.

Zapisy te jednak nie mają szans na wejście w życie, a podatek przygotowywany przez resort finansów ma nie być aż tak zabójczy dla sektora bankowego. Koncepcja nowego podatku zmierza w kierunku naliczania go od pasywów pomniejszonych o fundusze podstawowe oraz środki gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Oznaczałoby to, że podatkiem najbardziej byłby dotknięte instytucje korzystające ze środków z rynku międzybankowego oraz pożyczek od spółek matek. Można przypuszczać, że chodzi o konstrukcję, która miałaby zachęcić banki do korzystania z bardziej stabilnych form finansowania akcji kredytowej, czyli depozytów od klientów.

Dla tej ostatniej grupy to dobra informacja, bo oznacza większą konkurencję na rynku lokat, a co za tym idzie szansę na wyższe stawki oprocentowania. Wzrost mógłby nieco zamortyzować skutki wprowadzenia podatku. Poza tym wspomniana wyżej konstrukcja byłaby dużo mniejszym obciążeniem dla sektora niż projekty opozycji, bo zapewne zamknęłaby się w kwocie kilkuset milionów złotych pobranych od banków.

I ten scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny. Banki zostaną obciążone podatkiem, ale dużo niższym niż pierwotne propozycje. Rządząca partia zyska w ten sposób podwyższenie słupków poparcia, za co jednak ostatecznie i tak zapłacą wyborcy.


Tagi


Artykuły powiązane