MFW chce coraz wyższych podatków, najlepiej od zamożnych

31.10.2013
MFW konsekwentnie zmienia swoją strategię postepowania. Po samokrytyce namawiania do programów oszczędnościowych, teraz zachęca  do podwyżek podatków i wprowadzenia podatku od bogactwa, doradzając władzom fiskalnym, jak to zrobić, by podatnicy dali się oskubać bez protestów.
Analitycy Christine Lagarde, która kieruje MFW, doradzają fiskusowi jak opodatkować bogatych. (CC By IMF)

Analitycy Christine Lagarde, która kieruje MFW, doradzają fiskusowi jak opodatkować bogatych. (CC By IMF)

Analitycy Christine Lagarde, która kieruje MFW, doradzają fiskusowi jak opodatkować bogatych. (CC By IMF)

Jednym z kilku dokumentów, które Międzynarodowy Fundusz Walutowy produkuje regularnie jest Global Fiscal Monitor (GFM). Ostatni, opublikowany kilka dni temu wzbudził umiarkowane zainteresowanie, poza być może jednym fragmentem, a ściślej ramką na końcu rozdziału poświęconego reformom fiskalnym.

Ramka miała niewiele mówiący tytuł: „Jednorazowy podatek kapitałowy”, ale szybko została dostrzeżona przez finansowych blogerów. Treść ramki mówiła więcej niż tytuł. W istocie chodzi o 10-procentowy nadzwyczajny podatek majątkowy nałożony w związku kryzysem finansów publicznych na majątek prywatny zamożnych obywateli. Zdaniem MFW nałożenie takiego podatku sprowadziłoby dług publiczny do poziomów przedkryzysowych.

Idea domiaru nie jest oczywiście niczym nadzwyczajnym, starsi polscy przedsiębiorcy dokładnie go pamiętają z czasów PRL, tyle, że wtedy chodziło nie o ratowanie finansów publicznych, tylko o likwidację prywatnej przedsiębiorczości. Tego typu podatki są tylko jedną z form konfiskaty majątku przeprowadzanej przez państwa z różnych powodów, obok nacjonalizacji, rekwizycji, ekspropriacji, wywłaszczenia (cóż za bogactwo określeń), a nawet … zakazu przechowywania. W każdym razie tak właśnie nazywała się konfiskata po nierynkowym kursie złota przez Franklina Delano Roosevelta: „Ja, Franklin Delano Roosevelt, prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, ogłaszam, że nasze sytuacja nie przestaje być nadzwyczajna […] wobec czego wprowadzam zakaz przechowywania złotych monet, kruszcu w innych formach i certyfikatów na złoto na obszarze kontynentalnych Stanów Zjednoczonych przez osoby prywatne, spółki, zrzeszenia osób i korporacje…

Kryzys finansów publicznych wywołał wzmożone zainteresowanie różnymi formami podatkowego dociążenia, zwłaszcza zamożniejszych obywateli. O tym jakie metody są stosowane ciekawie opowiada właśnie Global Fiscal Monitor, przy czym zauważa, że często nie przestrzegano reguł opracowanych na podstawie badań empirycznych, które minimalizują negatywne skutki wzrostu obciążeń podatkowych. Czyli, na przykład, rzadko zamiast poszerzać bazę podatkową podnoszono stawki, czy też ograniczano podatki od pracy i dochodów na rzecz VAT.

(infografika Darek Gąszczyk)

(infografika Darek Gąszczyk)

W raporcie GFM najbardziej uderza ogólny klimat zachęty do maksymalizacji wpływów podatkowych i nacisk na dobre rady, jak to zrobić, by podatnicy się nie zbuntowali. Jeśli  chodzi o wealth tax, czyli podatek od majątku bogatych, MFW w swojej tabeli podaje przykłady podwyższenia podatków majątkowych. To szersza kategoria niż podatek od bogactwa – wealth tax, ale i tak wprowadzono je rzadziej niż podwyższano VAT czy akcyzę. Być może dlatego już w streszczeniu autorzy GFM piszą wprost: „Istnieje znaczna możliwość w wielu gospodarkach rozwiniętych wyższego opodatkowania tych, którzy są na szczycie rozkładu dochodów. I można także zarówno w krajach rozwiniętych jak i rozwijających się podnieść wpływy z podatków majątkowych”.

I dalej: „w zasadzie podatki od bogactwa także oferują znaczący potencjał przy stosunkowo niskich kosztach efektywnościowych” (koszty efektywnościowe w slangu urzędników MFW to pogorszenie perspektyw gospodarczych w wyniku wzrostu opodatkowania), co w przełożeniu na język bardziej zrozumiały oznacza takie skubanie gęsi, by została bez piór, ale nie zdechła.

„Wprawdzie dotychczasowe doświadczenia nie są zachęcające – kontynuują niezrażeni autorzy – ale to może się zmienić, kiedy zwiększy się zainteresowanie opinii publicznej, a także rozwinie się współpraca międzynarodowa, która zredukuje możliwości unikania opodatkowania”. Jest także garść rozważań o skuteczności i zakresie podatku od nieruchomości, którego główną zaletą jest to, że trudno go uniknąć, bo nieruchomości słabo przeprowadza się do rajów podatkowych.

Praktyka pokazuje, że podatek od bogactwa może mieć dwie formy. Może być jednorazowy lub krótkoterminowy, na przykład na dwa albo trzy lata, choć jak to ktoś trafnie zauważył, nie ma nic bardziej trwałego od jednorazowych czy czasowych podatków (znamy to z naszej historii o czasowej podwyżce VAT). Przy podatku jednorazowym stawki są relatywnie wysokie. Jeśli jednak uda się przekonać ludzi, że naprawdę jest to jednorazowy wzrost, a dodatkowo wprowadzi go z zaskoczenia – zachęca MFW – szanse na sukces są poważne.

Taki wzrost może też być wprowadzony na stałe, ze stawką pozornie umiarkowaną, na przbykład jeden czy półtora procenta, jak zrobiono to w Hiszpanii i Francji. Stawka ta jest jednak tylko pozornie niska, bo w wielu sytuacjach przy znacznej wartości rezydencji i ograniczonych dochodach bieżących oznacza ona podobnie jak przy podatku jednorazowym de facto konieczność jej sprzedania bądź pozbycia się innych aktywów lub też likwidację oszczędności.

Dyskusje na temat podatku od bogactwa nie są nowością. Opracowanie MFW może im wszakże dać nowy impuls – nie wydaje się bowiem, by rozważania podatkowe w instytucji kierowanej przez Francuzów – panią Christine Lagarde i pana Oliviera Blancharda, głównego ekonomistę, były przypadkowe. Klimat im sprzyja. Jeszcze przed publikacją MFW w USA  prof. Ronald Mc Kinnon (Uniwersytet Stanforda) zaproponował w Wall Street Journal 3-procentowy stały podatek majątkowy od majątku powyżej 3 mln dol., co objęłoby jego zdaniem ok. 5 procent ludności.

O ile dobrze rozumiem tekst Mc Kinnona głównie chodzi mu o stworzenie stosunkowo niewielkim kosztem dla gospodarki bardziej sprawiedliwego, jego zdaniem, systemu podatkowego. Pod tym względem podatek od majątku (bogactwa) jest lepszy niż progresywny podatek dochodowy. Zastosowanie takiego podatku oznaczałoby jednak znaczące obniżenie dochodu opodatkowanych. W krajach wysokorozwiniętych większość majątku to na ogół aktywa niefinansowe, z których dochód jest trudniejszy do uzyskania. Biorąc to pod uwagę w ciągu zaledwie 10 lat majątek poddanych temu opodatkowaniu zmniejszona zostałaby mniej więcej o jedną czwartą.

Z kolei Daniel Altman z Uniwersytetu Nowojorskiego proponuje stawki od 1 do 2 procent, ale za to zastosowane dość powszechnie (dla majątków powyżej 500 tys. dol.). Zaś wolnorynkowo usposobiony profesor Tyler Cowen podsumowuje w lipcowym artykule dla  New York Timesa:  „Następna wielka wojna – przynajmniej w kategoriach ekonomicznych   – będzie się toczyć o to, czy i o ile podwyższyć podatki od osobistego majątku”.

Dlaczego? Z prac ekonomistów Thomasa Pikketty i Gabriela Zucmana wynika, że nierówności na świecie rosną, gdyż szybciej rośnie skoncentrowane bogactwo niż ogólne dochody. Stosunek majątku do dochodów w krajach czołowej wysokorozwiniętej ósemki państw świata wzrósł z 200-300 procent w latach 70. do 400-600 proc. w 2010 roku. Jeśli podatki są ceną cywilizacji, to jak powiedział klasyk czyli Franklin Delano Roosevelt zbyt wielu bogatych Amerykanów otrzymuje cywilizację z dyskontem.

Niektórzy bogaci obywatele tak się przejęli sytuacją, że ogłosili iż chcą płacić wyższe podatki. Zaczął Warren Buffett, potem zgłosiła się Liliane Bettencourt, najbogatsza kobieta Francji, potem hrabia Luca Cordero di Montezemolo, szef Ferrari i grupa niemieckich zamożnych obywateli, domagająca się wprowadzenia w Niemczech na dwa lata 5-procentowego podatku od bogactwa. Sporo w tym hipokryzji, bo jak pani Bettencourt uwikłana jest w oszustwa podatkowe, Buffet korzysta via rząd USA z finansowej pomocy podatników, a hrabia Montezemolo zażyczył sobie – całkiem zresztą niegłupich – reform neoliberalnych, w zamian za swój wyższy podatek. Fakt pozostaje faktem, gorączka zwłaszcza w Europie będzie rosła, bo kryzys bankowo-finansowy się nie skończył i Północ będzie musiała znowu dopłacić do Południa kolejne miliardy euro.

W Europie Hiszpania i Francja przeszły już do czynów. Socjalistyczne rządy prezydenta Francois Hollande, a wcześniej byłego premiera Jose Luisa Zapatero przywróciły podatki majątkowe. W Hiszpanii podatek majątkowy wprowadzono w 1978 roku, de facto skasowano w 2008 i wprowadzono ponownie w 2011 (płatny po raz pierwszy w 2012 roku). Miał obowiązywać tylko przez dwa lata, ale już został przedłużony przez konserwatywny rząd Mariano Rajoya. Ma przynieść 700 mln euro do zapłacenia w 2014 roku za rok 2013, przy całkowitym budżecie grubo ponad 300 mld euro. Wynosi on od 0,2 do 2,5 proc. zależnie majątku i od regionu, zwolnienia sięgają 2 mln euro dla małżeństwa.

We Francji Francois Hollande obok nieudanej próby wprowadzenia stawki 75 proc. w podatku dochodowym, zakwestionowanej przez Trybunał Konstytucyjny, skutecznie podtrzymuje podatek od bogactwa z aktualnymi stawkami od 0,5 do 1,5 procenta dla majątków powyżej 0,8 mln euro. Efekt – trudno się dokopać aktualnych danych, ale w 2008 roku przyniósł on budżetowi ok. 4,5 mld euro. W tym roku wpływy całego budżetu francuskiego wyniosą ok. 1090 mld euro.  Z obu przykładów wynika zatem, że w praktyce wpływy z podatku od bogactwa wynoszą ułamki procenta ogólnych wpływów podatkowych. Stąd teza MFW, że można z jego pomocą jednorazowo przywrócić poziom długów publicznych do stanu przedkryzysowego wydaje się co najmniej dyskusyjna.

Ekonomiści z MFW doskonale wiedzą, że opodatkowanie majątku nie wystarczy do ustabilizowania finansów publicznych; nawet gdyby jakimś cudem nie doprowadziło to do   gwałtownego spadku cen aktywów czy masowego transferu bogactwa do różnych dziwnych miejsc na świecie i przyniosło wysokie dochody. Sukces takich operacji na majątku obywateli z pewnością bowiem nie skłoniłby rządów do przeprowadzenia reform strukturalnych finansów publicznych, niezbędnych do stabilizacji sytuacji fiskalnej.

Pomimo to raport MFW przesycony jest argumentami na rzecz opodatkowania majątku (bogactwa, nieruchomości – terminy są używane wymiennie). Podatki majątkowe, obejmujące podatki od nieruchomości, dziedziczenia, bogactwa i transakcji kapitałowych, wynoszą w krajach OECD zaledwie 2 proc. PKB – piszą z żalem autorzy. Szczególnie ciepło piszą oni o podatku od nieruchomości i jego wysokiej wydajności fiskalnej, przy niewielkich szkodach – jak uważają – jakie on czyni. „Baza jest niemobilna i trudna do ukrycia”. Z kolei 1-procentowy stały podatek nałożony na majątek 10 procent najzamożniejszych gospodarstw domowych dawałby 1 proc. PKB co roku i „nie ma twardych dowodów na prawdopodobne zachowania polegające na zniechęceniu do akumulacji kapitału w tych gospodarstwach” – stwierdzają z ulgą autorzy.

(infografika Darek Gąszczyk)

(infografika Darek Gąszczyk)

Takich fragmentów jest więcej. MFW kładzie w tej chwili nacisk na agresywne zwiększanie dochodów, a nie na oszczędności w wydatkach. Stawia też rządy przed fałszywą alternatywą:  albo szybki wzrost dochodów, albo hiperinflacja, albo umorzenie długów (niewypłacalność).

Spróbujmy ocenić jaki jest potencjał podatku od bogactwa w Polsce. Setka najbogatszych Polaków ma majątek warty około 30 mld dolarów (setny na liście Forbesa ok. 60 mln dol.). Z kolei dolarowych milionerów majątkowych jest w Polsce według Credit Suisse 45 tysięcy. Załóżmy, że średni ich majątek wynosi 2 mln dol. (z wyjątkiem pierwszej setki).

W sumie daje to ok. 120 mld dolarów majątku milionerów. Przy jednorazowym opodatkowaniu 10-procentową stawką można by z nich wydusić ok. 35 mld złotych. Przy opodatkowaniu stawką 1 procent co roku – teoretycznie 3,5 mld złotych. Dług publiczny wynosi już niemal bilion złotych, stąd 35 miliardów obniżyłoby go w relacji do PKB o ok. 2 punkty procentowe, powiedzmy z 58 do 56 procent. Z kolei stały podatek zmniejszyłby o kilka procent (0,2 procent PKB) deficyt budżetowy, planowany w tym i w przyszłym roku na ok. 50 mld zł rocznie. Wszystko to przy założeniu, że nie byłoby żadnych progów i wyłączeń, czyli że gęsi dadzą się oskubać, a barany pójdą ze śpiewem na pyszczkach do rzeźni.

Słabości wszystkich pomysłów dotyczących podatków majątkowych są oczywiste.   Możliwości unikania opodatkowania przynajmniej części majątków (np. akcje, depozyty itd.) są znaczne. Istotna jest też kwestia wyceny. W Polsce na przykład przy braku katastru byłby spory problem z wyceną nieruchomości, choć niewątpliwie istnieje tradycja wyceny zamożności na podstawie „zewnętrznych znamion bogactwa”. To samo dotyczy jachtów, biżuterii czy dzieł sztuki. Kolejny problem to płynność – wartość aktywów to jedno – a możliwość szybkiego ich spieniężenia to drugie. Jeszcze inny problem to wycena firm prywatnych działających nie w formie spółek akcyjnych czy z o.o, lecz w formie działalności gospodarczej czy spółek cywilnych.

Wszystkie te słabości mogą jednak ustąpić, jeżeli okaże się, że wprowadzenie podatku majątkowego będzie miało przede wszystkim znaczenie polityczne, a nie fiskalne. Podatek od rezydencji, latyfundiów, jachtów, basenów domowych i samolotów można by uchwalić np. w 2014 roku i wprowadzić przed wyborami 2015 r.

Mirosław Gronicki, były minister finansów w rozmowie z portalem tocowazne.pl na pytanie, czy politycy nie mają czasem gdzieś zakodowanej myśli, że Polska kiedyś długów nie spłaci odpowiada: – Chyba nie, zawieszenia spłaty długów baliby się, byłby okropny kłopot. Stąd skok na OFE. I mogę sobie wyobrazić także inne konfiskaty w przyszłości.

Znanemu kasiarzowi bankowemu Willie Suttonowi przypisuje się taką odpowiedź na pytanie dlaczego rabował banki: „Bo tam są pieniądze”. Jednak Sutton w swojej biografii napisał, że nigdy tak nie powiedział. Dlaczego zatem rabował? „Bo lubiłem to, Kochałem to. Nigdy nie byłem bardziej podniecony w swoim życiu jak wtedy, kiedy byłem w środku banku rabując go”.

Powiedział – nie powiedział, rządy też pójdą tam gdzie są pieniądze. Nawet jeśli nie lubią tak bardzo nakładać podatków ani konfiskować majątków, to niewątpliwie  uwielbiają wydatki. Są wtedy niezwykle podniecone.

OF

(infografika Darek Gąszczyk)
Zmiany-podatków-w-latach-2010-2013-w-wybranych-krajach
(infografika Darek Gąszczyk)
Podatki-majątkowe-w-krajach-OECD

Tagi


Artykuły powiązane