Autor: Jacek Ramotowski

Dziennikarz zajmujący się rynkami finansowymi, zwłaszcza systemem bankowym.

Nadzór powinien widzieć więcej niż banki

Nadzory instytucji finansowych powinny przyglądać się nie tylko ich jednostkowej sytuacji, ale patrzeć szerzej, na to jakie trendy makroekonomiczne mogą zagrozić stabilności całego systemu – twierdzi Bank Światowy w cztery lata po upadku Lehman Brothers.
Nadzór powinien widzieć więcej niż banki

Paweł Samecki (Fot. NBP)

Ekonomiści i decydenci wciąż spierają się o przyczyny kryzysu, choć od jego symbolicznego początku minęły już cztery lata. Niektórzy uważają, że winę ponosi wzrost innowacji w systemie finansowym (takich np. jak instrumenty pochodne) i szaleńczy konkurencyjny wyścig na niektórych rynkach. Przykład? Kredyty hipoteczne subprime, których ryzyka nie umiały ocenić amerykańskie banki. Rolę państwa, bo co do jej znaczenia nie ma już sporu, widzą więc w powściąganiu konkurencji i mocniejszych regulacjach dla sektora finansowego.

Inni jednak są zdania, że działania rządów po wybuchu kryzysu, takie jak wsparcie dla największych banków w USA czy Wielkiej Brytanii spowodowało niespotykaną dotąd i nieistniejącą jeszcze przed kryzysem koncentrację w sektorze. A to zmniejsza konkurencyjność, a co zatem idzie utrudnia dostęp do finansowania. Takie działania tylko potęgują źródła kryzysu, dają przewagę instytucjom „zbyt wielkim by upaść” i mogą doprowadzić do kolejnej eskalacji zagrożeń.

Bank Światowy ogłosił właśnie po raz pierwszy Global Financial Development Report 2013 jako początek corocznego cyklu, w którym przyglądał się będzie sytuacji instytucji finansowych w globalnej skali. Pierwszy raport został opublikowany pod hasłem: „Jak przedefiniować rolę państwa w sektorze finansowym”.

Trwający kryzys, w odróżnieniu od wielu poprzednich, dotknął znacznie mocniej rozwinięte gospodarki niż te rozwijające się. Z drugiej strony niektóre z rozwiniętych gospodarek, jak Australii, Singapuru, czy Kanady nie odczuły żadnego szoku, gdy inne stanęły na krawędzi bankructwa. O czym to świadczy? O tym, że jakość polityki państwa wobec sektora finansowego, jakość regulacji i praktyki nadzorczej są ważniejsze niż poziom gospodarczego rozwoju. Badania Banku Światowego pokazują, że złe regulacje połączone ze zniekształconym obrazem podejmowanego ryzyka dolały kryzysowi paliwa.

Chodzi o to, że nadzory zamiast narzucać bankom kryteria oceny ryzyka pozwalały im stosować wewnętrzne modele, koncentrujące się na ryzyku widzianym wyłącznie z  perspektywy własnych bilansów (ryzyko prywatne). Banki wskutek tego nie uwzględniały dostatecznie ryzyka stwarzanego przez system jako całość (ryzyko systemowe, publiczne). Pomijając oczywiście fakt, że liczne instytucje po prostu źle zarządzały ryzykiem, lub wręcz wyprowadzały je z własnych bilansów do wianuszków spółek zależnych. Ale winę za to ponosi także praktyka nadzorcza.

Kryzys dowiódł, że bankom nie można pozwolić na wyłącznie indywidualne podejście do oceny ryzyka. Niedocenienie ryzyka systemowego, jakie niosły kredyty hipoteczne subprime było powodem eskalacji kryzysu w USA. W Europie banki nie zdawały sobie sprawy z ryzyka, jakim była ekspozycja na obligacje zadłużonych rządów Południa Europy.

Czy w Polsce mamy do czynienia z ryzykiem systemowym, które umknęło uwadze nadzoru? Dyrektor Departamentu Zagranicznego NBP Paweł Samecki powiedział Obserwatorowi Finansowemu, że polski nadzór zadziałał wyprzedzająco jeśli chodzi o groźne chmury związane z walutowymi kredytami hipotecznymi, czym zapobiegł wielu problemom o systemowym charakterze.

– Najważniejsze jest, żeby nadzór widział oddziaływanie zjawisk makroekonomicznych i ich wpływ na sytuację sektora. Na szczęście u nas to zrobiono. Rekomendacje nadzoru w sprawie kredytów walutowych przyniosły dobre skutki, zapobiegły niebezpieczeństwom, jakie na przykład dotknęły Węgry – powiedział Paweł Samecki.

W cztery lata po upadku Lehman Brothers poglądy respondentów Banku Światowego reprezentujących sektor finansowy w 78 krajach na rolę państwa pozostają niemal po równo podzielone w bardzo wielu obszarach. Tak jest z opiniami na temat potrzeby zwiększenia surowości i zakresu regulacji nadzoru.

– Długoterminowo podstawowa rola państwa to nadzór nad instytucjami finansowymi, tworzenie warunków dla zdrowej konkurencji i wzmacnianie infrastruktury finansowej. Chodzi o budowanie solidnych i przejrzystych ram instytucjonalnych dla wspierania stabilności finansowej. W szczególności oznacza to, potrzebę silnego, antycypującego negatywne wydarzenia i szybko działającego nadzoru. Ważne jest jednak, żeby nie przeregulować. Mniej może oznaczać więcej. Mniej ścisłych regulacji może oznaczać większą skuteczność ich egzekwowania i lepszy nadzór ze strony akcjonariuszy instytucji finansowych – powiedział Martin Cihak, główny autor raportu Banku Światowego.

Jacek Ramotowski

Autor pracuje dla działu gospodarczego „Rzeczpospolitej”. Wcześniej był redaktorem naczelnym serwisu ekonomicznego PAP-Biznes.

Paweł Samecki (Fot. NBP)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Banki centralne jako instytucje safety net

Kategoria: Instytucje finansowe
W odpowiedzi na pierwszą falę pandemii doszło do umocnienia roli banków centralnych dzięki wdrożonym, szeroko zakrojonym działaniom z zakresu polityki pieniężnej. Umocnienie to wynika z roli banków centralnych w sieci bezpieczeństwa finansowego.
Banki centralne jako instytucje safety net

Klimat dla banków, banki dla klimatu

Kategoria: Analizy
Skutki zmian klimatycznych i regulacji dotyczących niskoemisyjnej gospodarki coraz mocniej będą oddziaływać na sektor bankowy. Staną się wręcz istotnym czynnikiem ryzyka. Co na to banki centralne i regulatorzy?
Klimat dla banków, banki dla klimatu

NBP zdecydowanie nie chce widzieć mocnej, procykliczej aprecjacji PLN

Kategoria: Raporty
NBP zdecydowanie nie chce widzieć mocnej, procykliczej aprecjacji złotego - powiedziała w trakcie poniedziałkowej wideokonferencji wiceprezes NBP Marta Kightley. Dodała, że dotychczasowe interwencje walutowe, które mogą zostać powtórzone w przyszłości, zakotwiczyły kurs złotego na słabszym poziomie.
NBP zdecydowanie nie chce widzieć mocnej, procykliczej aprecjacji PLN