Oprocentowanie spada, ale na ożywienie trzeba poczekać

Oprocentowanie lokat nadal idzie mocno w dół, a po kolejnej obniżce stóp Narodowego Banku Polskiego ten trend będzie kontynuowany. Nowa wersja Rekomendacji T pozwoli bankom odkręcić kredytowy kurek i zwiększyć sprzedaż pożyczek konsumpcyjnych. Jednak póki co banki zmniejszają liczbę placówek i zatrudnienie.
Oprocentowanie spada, ale na ożywienie trzeba poczekać

Bank BGŻ do oferty wprowadził kredyt hipoteczny o stałym oprocentowaniu (fot. BGŻ)

Oferta bankowych depozytów z miesiąca na miesiąc robi się coraz gorsza. Aktualnie najlepsze lokaty oferowane przez banki przynoszą 5-6 proc., choć część z nich wymaga spełnienia całej masy dodatkowych warunków. Klient szukający miejsc do ulokowania standardowych depozytów, beż żadnych ograniczeń, powinien być zadowolony jeśli znajdzie produkt pozwalający zarobić 5 proc. w skali roku.

W Meritum Banku znajdziemy np. kwartalną lokatę na 6 proc., ale bank wymaga założenia rachunku osobistego i wpłaty nie więcej niż 20 tys. zł. W przypadku lokat półrocznych kilka banków oferuje 5 proc. już bez dodatkowych ograniczeń. Deponując pieniądze na rok możemy liczyć na stawki zaczynające się od 5,1 proc. Najlepsza lokata dwuletnia przynosi 5,2 proc.

Z wyliczeń przeprowadzonych przez analityków Open Finance wynika, że przeciętne oprocentowanie kwartalnych depozytów spadło w ciągu ostatniego miesiąca z 4,08 proc. do 3,83 proc. Lokaty półroczne dają średnio zarobić 3,89 proc., a to o 0,26 punktu proc. mniej niż przed miesiącem. Oprocentowanie tych rocznych spadło o 0,31 punkty proc. do 4,01 proc. O tyle samo zmniejszyła się przeciętna stawka dla produktów dwuletnich i wynosi teraz 3,91 proc. Obniżki oprocentowania zanotowano aż w 26 bankach.

Można przypuszczać, że w kolejnych miesiącach banki dokonają dalszych cięć wysokości oprocentowania. Szczególnie, że Rada Polityki Pieniężnej w tym miesiącu zdecydowała się na cięcie o 50 punktów bazowych. Tym samym stopa referencyjna spadła do rekordowo niskiego poziomu 3,25 proc. W ślad za nią szybko poszły rynkowe stopy procentowe i trzymiesięczny WIBOR zszedł już do 3,7 proc. Bez wątpienia banki zdecydują się więc na kolejne cięcia oprocentowania, i to dość dotkliwe dla klientów. Wygląda jednak na to, że RPP zakończyła już cykl obniżek, więc najbliższe redukcje zaowocują zapewne ustabilizowaniem się poziomu oprocentowania depozytów.

Skoro koszt pozyskania pieniądza spada, to powoli wraz z nim spada oprocentowanie kredytów. To może być czynnik, który pomoże nieco zamrożonemu rynkowi kredytów konsumpcyjnych. Jednak główne znaczenie będą miały decyzje Komisji Nadzoru Finansowego, która przygotowała już ostateczną wersję nowelizacji Rekomendacji T. Pozwala ona bankom wyraźnie poluzować politykę kredytową. Nie będzie już ograniczenia wysokości raty kredytowej w stosunku do dochodu.

Przypomnijmy, że banki musiały się stosować do zasady, że klient może przeznaczyć na spłatę kredytu nie więcej niż 50 proc. swoich miesięcznych dochodów. W przypadku osób zarabiających powyżej średniej krajowej ten limit wynosił 65 proc. Teraz banki same będą mogły ustalać jaki może być maksymalny stosunek wysokości raty do dochodu, więc zapewne część z nich wyjdzie poza dotychczasowe ograniczenia. Co więcej, będą mogły znów stosować uproszczone metody oceny zdolności kredytowej, jeśli klient będzie starał się o pożyczkę w kwocie nie przekraczającej czterokrotności średniego wynagrodzenia publikowanego przez GUS.

Klienci znani bankowi będą mieli szanse na jeszcze wyższe pożyczki udzielane bez dodatkowych formalności. Można się więc spodziewać, że powoli zaczną do oferty banków wracać tzw. kredyty na dowód, choć oczywiście w czasach spowolnienia gospodarczego banki mogą być dość ostrożne w ich wprowadzaniu. Zasady znowelizowanej rekomendacji trzeba wprowadzić do 31 lipca, ale zapewne część z nich zrobi to dużo szybciej.

O tym, że banki, gdyby mogły, to udzielałaby więcej pożyczek konsumpcyjnych mogą świadczyć opinie ekspertów Biura Informacji Kredytowej. Ich zdaniem sprzedaż kredytów ratalnych przesunęła się z banków do spółek należących do ich grup kapitałowych. Takie firmy mają banki mocno obecne w sektorze consumer finance jak np. Credit Agricole, czy Santander. W niedalekiej przyszłości można się więc spodziewać wzmożonej promocji bankowych kredytów konsumpcyjnych.  Część banków już teraz próbuje bardziej rozkręcić sprzedaż pożyczek gotówkowych. Promocją chwali się BNP Paribas, BGŻ, Bank Pocztowy. Nowe kampanie reklamujące ten produkt zaczęły ING Bank, Eurobank, Getin Bank, czy Raiffiesen Polbank.

Podczas gdy rynek kredytów konsumpcyjnych może liczyć na nowy oddech, tak w przypadku kredytów hipotecznych polityka banków będzie bardziej restrykcyjna. Nowelizacja Rekomendacji S jest na razie w fazie projektu, ale część banków już porusza się w wyznaczonym przez nią kierunku. Z oferty BGŻ zniknęły kredyt bez wkładu własnego, a Deutsche Bank i Kredyt Bank mocno ograniczyły ich dostępność. Jak podaje Open Finance już tylko 11 banków ma w swojej ofercie kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości. Komisja Nadzoru Finansowego ma bowiem pomysł, by klient posiadał co najmniej 20 proc. wkład własny. Ta zasada miałaby obowiązywać od 2015 roku, a do tego czasu, w okresie przejściowym, wkład własny mógłby wynosić 10 proc.

Ciekawostką na rynku kredytów hipotecznych jest kolejna oferta o stałym oprocentowaniu. BGŻ proponuje kredyt ze stawką 5,55 proc. obowiązującą przez pierwsze 5 lat spłaty. Kredyty ze stałym oprocentowaniem oferują jeszcze PKO BP, Bank Zachodni WBK, Getin Bank i Deutsche Bank. Nie cieszą się one jednak powodzeniem wśród klientów, bo korzysta z nich zaledwie kilka procent klientów. Oprocentowanie jest stałe tylko w początkowym okresie kredytowania, czyli od 2 do 10 lat w zależności od banku. Część ofert jest też wyraźnie droższa niż standardowe kredyty.

Większość klientów jest nieufna wobec takich rozwiązań i zapewne obawia się, że wyjdzie na nich gorzej niż w przypadku kredytów o zmiennym oprocentowaniu. Widać jednak, że banki próbują przekonać ich o tego rozwiązania i niewykluczone, że kolejne instytucje zdecydują się na taki ruch.

Zanim rynek kredytowy na dobre się rozkręci i banki wejdą w okres prosperity minie jeszcze sporo czasu. Cały czas szukają więc one kolejnych oszczędności, między innymi zwalniając pracowników i likwidując oddziały. Z danych KNF wynika, że w ciągu 2012 roku zatrudnienie w sektorze bankowym zmniejszyło się o 1,6 tys. osób do 175 tys. pracowników. Ubyło również 230 oddziałów, i teraz jest ich 13,6 tys.

Kurczenie się liczby placówek to z jednej strony efekt kryzysu, z drugiej fuzji i połączeń, które owocują redukcją pokrywających się sieci. Do tego dochodzi jeszcze coraz bardziej dynamiczny rozwój bankowości mobilnej i internetowej, która z prostego panelu obsługi idzie w stronę wirtualnego oddziału. A mniej oddziałów, to mniej potrzebnych pracowników. I spadek zatrudnienia będzie postępował.

Wnioski takie płyną z ankiety przeprowadzonej przez firmę Ernst & Young wśród kadry zarządzającej banków. Spodziewa się tego połowa ankietowanych. Co ciekawe na początku ubiegłego roku podobnej odpowiedzi udzieliło zaledwie 16 proc. ankietowanych. Jednak nastroje zdecydowanie się pogorszyły, bo ponad połowa badanych spodziewa się pogorszenia sytuacji ich banku w najbliższym półroczu. Zapowiadane zwolnienia grupowe obejmą kilka tysięcy osób.

Bank BGŻ do oferty wprowadził kredyt hipoteczny o stałym oprocentowaniu (fot. BGŻ)

Otwarta licencja


Tagi